Plac Pigalle w Paryżu widziany okiem Józefa Mehoffera

W ponad ćwierć wieku od pierwszego swojego pobytu w Paryżu Józef Mehoffer zanotował, że jest to „miasto przez swoją sztukę najarystokratyczniejsze na świecie”. Odwiedzał je wiele razy, a ten pierwszy i być może najważniejszy dla jego artystycznego rozwoju pobyt miał miejsce w 1891 roku.

Po otrzymaniu stypendium w marcu tego roku, mając 22 lata, Józef Mehoffer wraz ze swoim przyjacielem, Stanisławem Wyspiańskim, wyjeżdżają do tejże „świątyni” światowej sztuki. Artysta zostanie tam z małymi przerwami przez kolejne pięć lat, tworząc w tym czasie około 50 różnego rodzaju dzieł.

Czytaj dalej Plac Pigalle w Paryżu widziany okiem Józefa Mehoffera

Jan Matejko i wnętrze grobowca Kazimierza Wielkiego

Do czasów nam współczesnych widzimy polskich władców przede wszystkim tak, jak ich nam przedstawił Jan Matejko w swoim „Poczcie królów Polskich”. Czasami porównuje się rangę tego dzieła do jego monumentalnych obrazów ukazujących najważniejsze momenty z historii naszego kraju.

Jan Matejko swój „Poczet królów i książąt polskich” stworzył w latach 1890-1892. Są to rysunki czarno-białe ołówkiem na papierze. Rysował naszych władców i na bieżąco wysyłał do Wiednia, bowiem zamówienie takie złożył tamtejszy księgarz Moritz Perles. Sekretarz Mistrza zapisał wówczas: „W ogóle więc rzec można, że w rysunkach królów Matejki, wszelkie szczegóły, czy rysów twarzy, czy stroju, czy innych oznak, mają swe historyczne znaczenie, a nic dowolnego, coby nie miało spójni z samą osobą, nie spotyka się wcale”. Niemniej była to wizja owych postać, ale oparta na rzetelnych, „podanych przez historię rysów duszy”, do których Mistrz Jan domalował rysy twarzy. Jako że interesuje nas tutaj postać Kazimierza III Wielkiego, możemy przepuszczać, że wizerunek tego „króla chłopów”, jak często mówiono o tym władcy, jest bodaj najbardziej prawdopodobny ze wszystkich Piastów. Skąd takie przypuszczenie?

Czytaj dalej Jan Matejko i wnętrze grobowca Kazimierza Wielkiego

Józef Chełmoński „Bociany”

Idzie wiosna, pierwsze bociany już do nas przyleciały. Właściwy to moment, żeby przedstawić jeden z najbardziej słynnych obrazów malarza, człowieka, który kochał naturę, rozumiał ją jak mało kto, a później przenosił swoje wrażenia na płótno.

Obraz ten mam w pamięci od dzieciństwa, zapadł w nią z taką siłą, że do dzisiaj widzę te ptaki lecące wysoko nad polami i tego chłopa z synem wpatrującego się w niebo. Teraz nie pomnę już, czy utkwił mi podczas wizyty w warszawskim Muzeum Narodowym, czy może obejrzałem go w jakiejś szkolnej książce. Wzruszał mnie gdy byłem dzieckiem, wzrusza i teraz, dorosłego już bardzo człowieka.

Czytaj dalej Józef Chełmoński „Bociany”

Józef Pankiewicz „Wóz z sianem”

Do końca wieku XIX brakowało 11 lat, gdy dwaj malarze przyjaciele pojechali do artystycznej stolicy świata, Paryża. Józefowi Pankiewiczowi akurat udało się sprzedać jeden z swoich obrazów więc było trochę grosza, żeby spełnić marzenie.

Choć prawdą jest, że tego grosza starczyło ledwo na nędzną tam egzystencję, to jednak artysta miał okazję zapoznać się z nowymi nurtami w malarstwie. Akurat dobrze trafił ze swoim wyjazdem, bo właśnie w 1889 r. odbywała się Międzynarodowa Wystawa w Paryżu, gdzie eksponowano płótna m.in. impresjonistów. Zaraz potem obejrzał Józef Pankiewicz w jednej z galerii całokształt dorobku Claude’a Moneta. To wszystko razem odcisnęło na nim poważne piętno do tego stopnia, że zmienił swoje dotychczasowe poglądy w pojmowaniu malarstwa. (Na towarzyszu podroży, Władysławie Podkowińskim także). Wcześniej rozpoczął tam pracę nad obrazem o założeniach realistycznych Targ na kwiaty przed kościołem św. Magdaleny w Paryżu, który potem przemalował, częściowo wykorzystując techniki impresjonistyczne.

Czytaj dalej Józef Pankiewicz „Wóz z sianem”

Zadumany błazen czyli rzecz o Stańczyku wg Jana Matejki

Jeśliby przeprowadzić sondę i zapytać naszych rodaków, kto według nich jest najwybitniejszym i najbardziej znanym z polskich malarzy, to jestem przekonany, że zdecydowana większość respondentów odpowiedziałaby bez wahania – Jan Matejko.

Dlaczego Mistrz Jan stał się największym polskim malarzem? Ano dlatego, że namalował Stańczyka. Odpowiedź może i zaskakująca, zważywszy, że najbardziej znanym jego dziełem jest „Bitwa pod Grunwaldem”.Jednak postać królewskiego błazna Matejko stworzył 15 lat wcześniej, mając wtedy zaledwie 24 lata i to właśnie dzieło uznaje się za kluczowe dla rozwoju jego późniejszej twórczości, za swoiste artystyczne credo krakowskiego artysty. Od tego właśnie obrazu rozpoczyna się wielkie, historyczne malarstwo Mistrza Jana, które nie tylko sprowadza się do ilustrowania dziejów naszego kraju, ale również podejmuje ono próbę krytycznej analizy dziejów Polski i odpowiedzi na pytanie: „kto zawinił, że z mapy świata zniknęło państwo niegdyś tak duże i silne”. Choć 22 lata po namalowaniu tego obrazu Antoni Sygietyński słusznie raczej stwierdzi, że malarstwo historyczne „poszło do grobu”, to jednak za sprawą przede wszystkim Matejki, swoją społeczną i narodową powinność spełniło. Bo jak pisał Eligiusz Niewiadomski:

Dzieje Polski jako motyw malarstwa w jednym tylko mieszczą się nazwisku – JANA MATEJKI. On jeden tylko odezwał się głosem stuleci minionych, co z dziejowej dali wołały o swego Homera. (…) Dzieło Matejki nie powstało z recept i wzorów szkoły historycznej, ale jest wyprutem z jego trzewiów, zrodzonem w męce ducha i w straszliwym napięciu twórczym.

Czytaj dalej Zadumany błazen czyli rzecz o Stańczyku wg Jana Matejki

Józef Pankiewicz „Rynek Starego Miasta w Warszawie nocą”

W 1892 roku Józef Pankiewicz zaczyna odchodzić od impresjonizmu i skłania się ku symbolizmowi. Na początku tej zmiany w swojej twórczości, jego zainteresowania koncentrują się przede wszystkim na zagadnieniach związanych z miejskim nokturnem.

W jednym z listów z końca 1892 roku Pankiewicz pisał: Cóż mam o sobie powiedzieć? Ciągle to samo, bieda coraz większa. Trzy obrazy w tym roku namalowałem, jeden sprzedałem za dość marną cenę. Wszystkie trzy nocne (1). Malarz miał tutaj na myśli m.in. dzieło Rynek Starego Miasta w Warszawie nocą, który nabył hrabia Raczyński do swojego pałacu w Rogalinie, gdzie jest obecnie prezentowany. Ów mocno nostalgiczny nokturn zaliczany jest do najwybitniejszych dzieł polskiego symbolizmu (2). Jest także ostatnim obrazem jeszcze impresjonistycznie malowanym.

Czytaj dalej Józef Pankiewicz „Rynek Starego Miasta w Warszawie nocą”

O zaginionym obrazie Jana Matejki z zrozpaczonym Janem Kochanowskim

W Muzeum Jana Kochanowskiego w Czarnolesie znajduje się kopia obrazu Jana Matejki Jan Kochanowski nad zwłokami Urszulki, która została namalowana w 1984 roku. Losy oryginalnego dzieła Mistrza Jana niestety nie są nam znane. Wiemy, że w 1893 roku był własnością dr Lewandowskiego w Paryżu. Od tej pory uważa się ten obraz za zaginiony.

Czytaj dalej O zaginionym obrazie Jana Matejki z zrozpaczonym Janem Kochanowskim

Józef Simmler „Śmierć Barbary Radziwiłłówny”

Paweł Jasenica w słynnej „Polsce Jagiellonów” napisał tak – „Zygmunt i Barbara! – najbardziej romantyczne wydarzenie w dziejach polskich rodów królewskich”. Tak też zapewne na tę parę kochanków – królewicza i córkę magnackiego rodu – patrzyli przez stulecia Polacy. Ich trudna miłość pobudzała wyobraźnię także i naszych malarzy. Odnieśli się do niej w swoich działach, zarówno do czasu tej miłości ale i śmierci Barbary, takie tuzy rodzimego malarstwa jak Wojciech Gerson, Aleksander Lesser, Franciszek Żmurko, a nawet sam Mistrz Matejko, że wspomnimy tylko te nazwiska.

Jednak najgłośniejsze działo malarskie, to obraz Józefa Simmlera Śmierć Barbary Radziwiłłówny. Zazwyczaj, obok „Bitwy Pod Grunwaldem” Matejki i „Szału uniesień” Podkowińskiego, uważane jest za jedno z najgłośniejszych w historii polskiej sztuki. Gdy zostało pokazane publicznie, to ponoć ludzie patrząc na nie zwyczajnie płakali. Tak o tym pisał inny malarz, ale także i krytyk sztuki, W. Gerson: „Kiedy obraz ten pierwszy raz wystawiony był w salach Wystawy Krajowej /r. 1860/, nie tylko ściągał tłumy ciekawych i zachwyconych, ale trzymał pod wrażeniem tak przemocnem, że w sali, gdzie był na ścianie zawieszony, nikt głośnego słowa wymówić nie śmiał, nikt donośniejszym stąpnięciem ciszy nie przerywał; jakby oczom patrzących żywo obecna była i boleść nieszczęśliwego króla i cichy sen wieczny młodej królowej wymagał uszanowania chwili, w której palec Boży spoczął na jej skroni, powołując ku sobie duszę wyswobodzoną z boleści ziemskiej pielgrzymki”.

Czytaj dalej Józef Simmler „Śmierć Barbary Radziwiłłówny”

Władysław Podkowiński „W agreście”

Myślę, że nie będzie większej przesady w stwierdzeniu, że płótno, o którym traktuje niniejszy szkic, jest jednym z najpiękniejszych obrazów polskiego impresjonizmu. Nic zresztą w tym dziwnego, skoro namalował je prekursor tego kierunku w Polsce, Władysław Podkowiński.

To niewielkich w sumie rozmiarów malowidło jest na co dzień eksponowane w galerii malarstwa Pałacu w Rogalinie (Odział Muzeum Narodowego w Poznaniu). Zawieszone pośród innych płócien o dużo większych gabarytach zwyczajnie może nam umknąć podczas zwiedzania. Niemniej uważny obserwator powinien je „wyłapać” bezbłędnie, choćby z uwagi na jego kolorystykę, trochę odmienną od wiszących obok obrazów. Przyznam się, że ja nie miałem z tym problemu, bowiem wiedziałem czego szukam. Wcześniej już kilkakrotnie oglądałem to dzieło, gdy w Rogalinie był remont. W owym czasie „W agreście” było prezentowane w budynku głównym MNP. Dodatkowo patrzę często na jego reprodukcję, bowiem jedna z książek biograficznych poświęconych Podkowińskiemu na okładce jest ilustrowana tymże obrazem.

Czytaj dalej Władysław Podkowiński „W agreście”

Kuropatwy zimą wg Józefa Chełmońskiego

Na początek słów kilka o samym ptaku. Pisze znawca tematu, A. Kruszewicz: „Kuropatwy znają niby wszyscy, ale mało kto miał okazję oglądać tego ptaka z bliska. Z pozoru szara, przy dokładniejszym poznaniu zachwyca subtelnością wzorów i barw”.

Józef Chełmoński ukazał je na śniegu, zapewne w czasie ostrej zimy, jakie drzewiej bywały. Cóż tam robią? Ponieważ są one z rzędu ptaków grzebiących, to zapewne grzebią w tym śniegu poszukując pożywienia. „Kuropatwy to ptaki bardzo zaradne, potrafią znaleźć pokarm nawet pod śniegiem”, dodaje cytowany wyżej ornitolog. „Biedne kuropatwy, nerwowe, drżące” przeczytałem gdzieś w opisie tego obrazu. Poetyckie stwierdzenie, jednak nijak ma się do rzeczywistości. Ale znawcy sztuki nie muszą przecież posiadać wiedzy o ptakach. To naturalny, ich ptasi biotop. I w ten właśnie sposób ukazał kuropatwy Chełmoński. A kto jak kto, ale on najlepiej ze wszystkich polskich malarzy na życiu ptaków się znał. Był dzieckiem wsi, synem ziemi, na wsi się urodził i na wsi zmarł. „Był bystrym i wnikliwym obserwatorem życia przyrody, a natura przemawiała do jego wrażliwego umysłu całą różnorodnością swoich bogactw. (…) Nie było ptaka, którego by nie znał” – pisał biograf artysty.

Czytaj dalej Kuropatwy zimą wg Józefa Chełmońskiego