Władysław Ślewiński „Sierota z Poronina”

Po kilkuletnim pobycie we Francji, Władysław Ślewiński w 1905 roku wraca do kraju i zamieszkuje w Krakowie. Stąd już jest bardzo blisko na Podhale. Okres Młodej Polski to także czas fascynacji folklorem, a w tym wypadku tatrzańskim krajobrazem i życiem prostych ludzi.

„Sierota z Poronina” – fragment

W tym rejonie Polski w owym czasie gromadnie przebywają artyści wszelkiej maści, pisarze, malarze. Elita kulturalna kraju w rozbiorach. Władysław Ślewiński zaprzyjaźnia się z wieloma z nich: Janem Kasprowiczem, Leopoldem Staffem, Kazimierzem Tetmajerem, Stanisławem Witkiewiczem czy Leonem Wyczółkowskim.

Czytaj dalej Władysław Ślewiński „Sierota z Poronina”

Autoportret przedśmiertny Jana Matejki

W tym roku, dokładnie 1 listopada, przypada 125 rocznica śmierci Jana Matejki (zm. 1 XI 1893r.), jednego z naszych największych, a dla mnie największego z polskich malarzy, monumentalisty, a przy tym wielkiego patrioty, chcącego pokazać światu poprzez swoje malarstwo, czym Polska była kiedyś. Wieszcz narodowy, który zamiast pióra posługiwał się pędzlem.

Nie jest celem tego szkicu przedstawianie życiorysu Jana Matejki. Wspomnimy tylko, że urodził się latem (istnieją trzy daty dzienne) 1838 roku jako dziewiąte dziecko Franciszka Ksawerego, Czecha, nauczyciela muzyki oraz Janiny Karoliny z domu Rossberg, pochodzącej ze spolonizowanej rodziny niemieckiej. Przyszedł na świat w domu rodzinnym przy ulicy Floriańskiej w Krakowie i w tym samym domu zmarł. Tam też maluje swój portret własny, o którym traktuje ten szkic. W kamienicy tej obecnie znajduje się muzeum biograficzne „Domu Jana Matejki”, gromadzące i udostępniające do oglądania jego dzieła oraz pamiątki po Mistrzu.

Jan Matejko „Autoportret” – fragment

Czytaj dalej Autoportret przedśmiertny Jana Matejki

Jak malarze pole zaorali. Część 3

Przyznam, że jak patrzę na ten obraz stojąc od niego w znacznej odległości, to widzę przede wszystkim pejzaż, gdzie główną rolę grają kłębiące się chmury. Gdy natomiast przyglądam mu się z bliska, jestem przygnębiony. Fakt, że ciężko jest mi patrzeć na cierpienie człowieka i bydlęcia, nie może przysłaniać obiektywnej oceny dzieła malarskiego.

Bo to, że człowiek, który orze ziemię, popędzając batem dwa silne woły cierpi, to raczej nie podlega dyskusji. Zastanawia tylko dlaczego Ferdynand Ruszczyc na początku swojej malarskiej kariery wybrał taki temat? W 1897 roku ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Petersburgu, a już 1898 r. namalował obraz „Ziemia”. To niemalże malarski debiut.

„Ziemia” – fragment

Może nam to wyjaśnić prof. Irena Kossowska, która uważa, że artysta tym dziełem dał wyraz swemu twórczemu credo opartemu na panteistycznym pojmowaniu świata: dramatyczny teatr nieba skonfrontował tu ze skrawkiem surowej, nagiej ziemi; nabrzmiałymi deszczem chmurami przytłoczył drobną sylwetkę oracza popędzającego woły. Istota ludzka, jej doczesny byt i heroiczne próby okiełznania żywiołów podporządkowane są w artystycznej wizji Ruszczyca kosmicznym siłom, wpisane w plan Boskiego Stworzenia.

Czytaj dalej Jak malarze pole zaorali. Część 3

Jak malarze pole zaorali. Część 2

Co takiego jest w tym obrazie Chełmońskiego, że osobiście tak mnie zachwycił? Myślę, że określenie „rdzenna polskość” daje jedyną odpowiedź na to pytanie. To, że wzbudził u mnie takie emocje, oczywiście wcale nie oznacza, że zachwycić musiał i innych. Bywało tak kiedyś i bywa obecnie, że znawcy sztuki czasami wytykają obrazom sztuczność wyrażania emocji, czy też tzw. „błędy malarskie”. Nie ominęło to nawet swego czasu najbardziej znanych naszych dzieł jak „Bitwa pod Grunwaldem” Mistrza Jana, czy „Szału uniesień” Władysława Podkowińskiego.

W tym wypadku mamy taki oto zarzut K. Czarnockiej: Gdy w aspekcie poprzednich obrazów Chełmońskiego o tematyce wiejskiej, spojrzymy na znaną, znajdującą się w Muzeum Narodowym w Poznaniu, „Orkę” (1896) musimy dostrzec wyraźnie proces zachodzący w postawie artysty. Wprowadza on tu niemal mistyczną atmosferę, zaczyna jakby absolutyzować postać chłopa. Wyraźną tendencję do syntezy artystycznej zagubia w jakiejś teatralnej literackości, jego patos staje się sztuczny, wymyślony – to co ogólne staje się tu ogólnikowe. Wymowę tego obrazu osłabiają również niedociągnięcia formalne, szczególnie zaś ostry, nie pozbawiony zgrzytów koloryt.

„Orka” – fragment

Czytaj dalej Jak malarze pole zaorali. Część 2

Jak malarze pole zaorali. Część 1

Tematykę orania pola przez woły czy konie ciągnące pług w polskim malarstwie podejmowało wielu malarzy, że wymienimy tu tylko dodatkowo Stanisława Witkiewicza, czy Witolda Wojtkiewicza, który ukazał tę czynność w formie ekspresjonistycznej groteski. Spójrzmy zatem na trzy tylko dzieła, trzech naszych wybitnych malarzy, odnoszące się do tego tematu, gdyż wydaje się, że są one najbardziej znane i rozpoznawalne. 

W końcu XIX wieku u kilkunastu polskich malarzy zdołamy zauważyć występujący w ich twórczości epizod impresjonistyczny. Nie znaczy to oczywiście, że możemy nazywać ich impresjonistami. Jednym z takich artystów na pewno był Leon Wyczółkowski, a jego obraz Orka na Ukrainie, który na co dzień jest prezentowany w Muzeum Narodowym w Krakowie, uważa się za ten, na którym najbardziej zastosował założenia francuskiego impresjonizmu.

„Orka na Ukrainie” – fragment

Czytaj dalej Jak malarze pole zaorali. Część 1

Chełmoński na jesień

Skoro mamy teraz jesień i to tak obecnie piękną, to warto spojrzeć na dzieło… Jesień, powstałe w 1897 roku. Nie jest tutaj aż tak barwnie znowu, jak za moim oknem, gdyż kolorystykę artysta ograniczył do ciemnych brązów i zielni na dole płótna, a na górze mamy szarości i żółcienie.

W ciemnym malarstwie Józefa Chełmońskiego z tego okresu można dopatrzeć się wpływu symbolizmu, ale na tym obrazie natura gra pierwsze skrzypce. Cisza jesiennego zmierzchu, zapach palonych suchych gałązek i trawy, życie zwierząt bytujących obok człowieka, to jak najbardziej realistyczny obraz polskiej wsi. Tak artystą ją widział i tak nam ją pokazał.

Józef Chełmoński „Jesień” – fragment

Czytaj dalej Chełmoński na jesień

Realistyczny pejzaż o ludzkim przemijaniu

Malarz całe swoje artystyczne życie związał z Warszawą. Uznawany za czołowego reprezentanta akademizmu często jednak podróżował po kraju, by w plenerze uwieczniać na kartonie czy płótnie ludzi i piękno polskiego krajobrazu.

Powiedzieć o Wojciechu Gersonie tylko „artysta malarz”, to tak naprawdę nic nie powiedzieć. We współczesnej mu epoce uchodził za człowieka instytucję. Malował, uczył malować innych, zarządzał szkołą plastyczną, pisał w stołecznych czasopismach. Był jak na owe czasy osobą w dziedzinie sztuk plastycznych bardzo wykształconą. Studiował malarstwo w słynnej Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu, później także w Paryżu u słynnego malarza i nauczyciela Léona Cognieta. Poznał dobrze twórczość Leonarda da Vinci, przetłumaczył nawet jedno z jego dzieł. Brał udział w powołaniu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Był profesorem w warszawskiej Klasie Rysunkowej, gdzie wykształcił całą masę tak wybitnych malarzy jak m.in. Józef Chełmoński, Leon Wyczółkowski, Władysław Podkowiński czy Józef Pankiewicz. Sam Józef Chełmoński kiedyś powiedział o nim, „jemu jedynemu zawdzięczam wszystko”. Jak pisał listy do profesora, to zawsze zaczynał je od słów: „Ukochanemu, najlepszemu Nauczycielowi”.

„Cmentarz w górach” – fragment

Czytaj dalej Realistyczny pejzaż o ludzkim przemijaniu

Krótka historia jednego nokturnu Aleksandra Gierymskiego

Artysta po opuszczeniu rodzinnej Warszawy udaje się do Monachium. Tam wiosną 1890 roku rozpoczyna pracę nad dwoma nokturnami przedstawiającymi fragmenty głównych placów stolicy Bawarii. Mowa tu będzie o jednym z nich, a mianowicie o obrazie „Plac Wittelsbachów w Monachium w nocy”.

Gierymski śpieszy się z ukończeniem obrazów, gdyż za niedługo ma odbyć się międzynarodowa wystawa sztuki w Glaspalast (pałac wystawowy w Monachium). Chce tam zaprezentować swoje dzieła. Udaje mu się, choć do końca nie jest z nich zadowolony. Jak zawsze zresztą. To u niego norma.

„Plac Wittelsbachów w Monachium w nocy” (1890)- fragment

Czytaj dalej Krótka historia jednego nokturnu Aleksandra Gierymskiego

„Pocałunek” wg Wojciecha Weissa

Pomiędzy jedną a drugą wizytą w Paryżu, miastem obowiązkowym dla malarza chcącego rozwijać swój warsztat, Wojciech Weiss odwiedza miejscowość Strzyżów na Podkarpaciu, gdzie poświęca się tylko i wyłącznie malarstwu pejzażowemu.

Powszechnie uznaje się , że to właśnie pejzaż był dla artysty gatunkiem niemalże podstawowym. W nim to najpełniej twórca wyrażał swoją postawę wobec natury. Znawcy malarstwa są zgodni co do tego, że jego obrazy powstałe na przełomie XIX i XX wieku należy zaliczyć do nurtu ekspresjonistycznego. Właśnie w Strzyżowie, obok szeregu innych pejzaży artysta stworzył kompozycję Pocałunek na trawie, dzieło wybitne dla epoki fin de siecle.

„Pocałunek na trawie” – fragment

Czytaj dalej „Pocałunek” wg Wojciecha Weissa

O jednym nokturnie Maksymiliana Gierymskiego

Maks Gierymski ponoć mawiał, że na obrazie jak i na zegarze musi być widać godzinę. Przedstawiane obecnie jego dzieło nie pozostawia najmniejszych wątpliwości, jaką porę obraz prezentuje. Zresztą sam tytuł także nie dopuszcza pomyłki. „Noc”, płótno datowane na lata 1872-1873, jedno z ostatnich w dorobku artysty.

Jednakże ta noc nie jest zapewne bardzo głęboka. W oknach palą się jeszcze światła, drogą jedzie zaprzęgnięty w konie wóz prowadzony przez furmana. Obok biegnie pies. Widzimy też osoby podążające tą polną drogą, zapewne w stronę widocznych w oddali wiejskich chałup, w których oknach również tli się światło. Ludzie jeszcze nie śpią. Jest noc, ale znów nie taka późna. Możemy więc się domyślić, która to mniej więcej jest godzina i jaka pora roku. Lato zapewne, bo krzewy zielenią się pomimo ciemności z lekka jednak rozjaśnionej gwiazdami.

„Noc” – fragment, MNW

Czytaj dalej O jednym nokturnie Maksymiliana Gierymskiego