Władysława Ślewińskiego Bretonki dwie

Był malarzem związanym z nurtem postimpresjonistycznym. Zaczął malować stosunkowo późno, bo dopiero po trzydziestce. Prawdopodobnie nie stworzyłby tylu wybitnych dzieł, gdyby nie pojechał do Francji i nie poznał Paula Gauguina.

Na początku nic nie wskazywało na to, że Władysław Ślewiński będzie malował obrazy. Pochodził z rodziny ziemiańskiej i po odziedziczeniu majątku ziemskiego zajął się jego zarządzaniem. Czynił to jednak tak mało udolnie, że popadł w konflikt z urzędami skarbowymi i aby się ratować, zwyczajnie uciekł do Paryża. Był wtedy rok 1888. Choć za młodu próbował już malować, krótko nawet pobierał lekcje rysunku w warszawskiej szkole Wojciecha Gersona, to jednak dopiero będąc w światowej stolicy sztuki odnalazł swoje powołanie i podjął systematyczne studia na kierunku malarskim.

Władysław Ślewiński „Dwie Bretonki z koszem jabłek” MNW

Czytaj dalej Władysława Ślewińskiego Bretonki dwie

Matejko, król i alchemik

Czym była alchemia? Oczywiście nie podejmiemy się tutaj odpowiedzi na to pytanie, bo nie taki jest cel tego szkicu. Powiemy natomiast, że w najbardziej popularnym ujęciu zawsze kojarzyła się powszechnie z wytwarzaniem złota z metali nieszlachetnych, jak również z przygotowywaniem rożnych specyfików, które miały uczynić człowieka długowiecznym, czy nawet nieśmiertelnym.

Nie było chyba w dawniejszych czasach (a być może i obecnie także?), szczególnie ludzi zamożnych, a nade wszystko osób z wielką władzą, aby nie interesowały się zagadnieniami „wiedzy tajemnej”. Bogacz chciał być jeszcze bogatszy, bo to zapewniało mu większą władzę, a równocześnie najlepiej, aby był jeszcze nieśmiertelnym. Innymi słowy, poszukiwano od zawsze kamienia filozoficznego. Jednym z królów polskich, o którym wiemy, że mocno interesował się alchemią, był Zygmunt III Waza. Wiedział o tym także Jan Matejko, który podjął ten temat na jednym ze swoich dzieł. Mamy więc scenę rodzajową z odwołaniem się do historycznych, autentycznych wydarzeń, z pewną dozą fantazji. Artysta uwierzytelnia nasze powszechne mniemanie o alchemii.

Jan Matejko „Alchemik Sędziwój i król Zygmunt III” – fragment

Czytaj dalej Matejko, król i alchemik

Impresjonistyczny akt Władysława Podkowińskiego

W spuściźnie twórczej Władysława Podkowińskiego nie odnajdziemy prawie w ogóle aktów. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że artysta namalował w czasie swojego krótkiego życia 500 dzieł w różnych technikach, w tym 200 obrazów olejnych, to daje nam do myślenia, czemu tylko „Konwalia” jest poświęcona temu tematowi. Oczywiście słynny „Szał uniesień” możemy zaliczyć także do tego gatunku, ale dzieło to jest zbyt złożonym, o innej całkowicie wymowie, narracji i intencji artystycznej jego powstania, niż tylko potrzeba pokazania piękna kobiecego ciała, abyśmy mogli o nim powiedzieć tylko i wyłącznie – „kobiecy akt”.

„Konwalia” – fragment (MNK)

Czytaj dalej Impresjonistyczny akt Władysława Podkowińskiego

Stanisława Witkiewicza książka o Warszawie, która nigdy nie powstała

Jak słusznie zauważają znawcy życia i twórczości Stanisława Witkiewicza, miał on niezbyt duże atuty, aby uczestniczyć, a często także i zwyciężać w dyskusjach na temat nowej sztuki, gdyż nie dane mu było odebrać właściwego wykształcenia instytucjonalnego. Za udział w Powstaniu Styczniowym jego rodzina została skazana na zsyłkę w głąb Rosji. Po ogłoszeniu amnestii młody Stanisław podjął naukę w petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych, jednakże nie mając ukończonych sześciu klas gimnazjum, mógł w niej studiować jedynie jako wolny słuchacz. Nie dane mu było zatem uczestniczyć w wykładach z anatomii, historii sztuki czy historii powszechnej. Podobnie funkcjonował w następnym etapie nauki malarstwa w Monachium. Musiał zatem dochodzić do pewnych prawd w wyniku indywidualnego samokształcenia. I właśnie sam doszedł do przekonania, że – jak zauważa J. Tarnowski – „badanie natury” jest podstawą artystycznego rozwoju malarza (…). W tym lakonicznym stwierdzeniu zawiera się już zalążek programu artystycznego, któremu Witkiewicz będzie wierny do końca swej drogi twórczej, zarówno jako artysta, jak i teoretyk sztuki.

Czytaj dalej Stanisława Witkiewicza książka o Warszawie, która nigdy nie powstała

Witold Pruszkowski „Wizja” – czyli poezja przełożona na obraz

W historii sztuki światowej mamy niezliczoną ilość przykładów na to, że literaci czerpali natchnienie z dzieł malarskich, ale chyba jeszcze większą liczbę stanowią obrazy powstałe z inspiracji utworów literackich, w tym przypadku z poezji.

Jednym z nauczycieli malarstwa Witolda Pruszkowskiego był Tadeusz Gorecki, zięć Adama Mickiewicza, malarz dziś praktycznie zapomniany. Nic w tym więc dziwnego, że Pruszkowski posiadał duszę romantyczną, a to, co ona mu podpowiadała, przenosił na płótno w postaci nastrojowych scen symbolicznych. Ten wybitnie uzdolniony artysta, wirtuoz kolorytu, urodził się w Odessie, ale większość twórczego życia spędził w Minikowie pod Krakowem. Był typem samotnika, nigdy nie pokazywał nikomu niedokończonych obrazów. Jego romantyczny mistycyzm szczególnie przejawia się w twórczej interpretacji poetyckich dzieł Słowackiego czy Krasińskiego. Najwybitniejszym tego przykładem jest płótno Wizja, malowane wg poematu „Przedświt” pióra Zygmunta Krasińskiego.

Witold Pruszkowski „Wizja” (MNP)

Czytaj dalej Witold Pruszkowski „Wizja” – czyli poezja przełożona na obraz

Jak Matejko wydał wyrok na… samego siebie

Po namalowaniu obrazu „Kazanie Skargi” i odniesieniu wielkiego sukcesu artystycznego, złotego medalu na wystawie w Paryżu, Matejko zabiera się za tworzenie kolejnego wielkoformatowego płótna. Dzieło to miało być kontynuacją cyklu rozrachunkowego zapoczątkowanego wspomnianym obrazem – przyczyn utraty niepodległości.

Zaczyna tworzyć „Rejtana”, któremu pierwotnie nadaje tytuł „Upadek Polski”. Wtedy nawet zapewne nie myślał, co go może czekać. Do namalowania tego obrazu przygotowywał się już od czasu upadku powstania styczniowego, czyniąc wiele szkiców. Praca nad tym płótnem dawała mu wiele radości, ale i udręki. Pisał w jednym z listów „Z Rejtanem zaszedłem dosyć daleko, mam nadzieję, że zbyt długo nie potrwa ta męka”.

Czytaj dalej Jak Matejko wydał wyrok na… samego siebie

Jacek Malczewski „Śmierć Ellenai”

Ile obrazów o wspólnym tytule „Śmierć Ellenai” namalował Jacek Malczewski tego na pewno nie wiem. W dostępnej mi literaturze wyczytałem, że „wiele”, „kilka” lub „wykonał szereg kompozycji z tym tematem”. Wiem natomiast na pewno, że jeden z tych obrazów znajduje się w kolekcji prywatnej i jest powszechnie znany z reprodukcji, natomiast trzy inne możemy obejrzeć na własne oczy, gdyż są eksponowane w Muzeach Narodowych w Krakowie, Warszawie i Poznaniu, a dokładniej w Pałacu w Rogalinie, Galerii Fundacji Raczyńskich.

Niemniej pierwszy z tej serii obrazów namalowany w 1883 roku (MNK), uważany jest za dzieło, które pasowało Jacka Malczewskiego na malarza. Płótno zostało stworzone w konwencji naturalistycznej więc oczywistym być musiało, że okrutnie spodobało się samemu mistrzowi Janowi Matejce, który wcześniej był nauczycielem artysty, a jego domeną przecież było malarstwo historyczne. Jest w tym wielkość, jest prawda. I wierne odtworzenie rzeczy. Spójrzcie na jej włosy, na miękkość futra, na sposób odrobienia maty. Tak, pod tym względem poszedł Malczewski za mistrzem. Potrafił z nadzwyczajną dokładnością odtwarzać przedmioty, miał dar bystrej obserwacji (1).

„Śmierć Ellenai” (MNK)

O tymże pierwszym obrazie, z roku 1883, „krakowskim”, pisze Wacława Milewska tak: Artysta nadał scenie zgonu Ellenai monumentalny wyraz. Układ ciała zmarłej, powtórzony horyzontalnymi liniami elementów tła oraz skamieniała z bólu i bezradności postać Anhellego oddają bezruch i ciszę śmierci. Kontemplacji sceny sprzyja jednolita, brunatno-złotawa kolorystyka oraz rozproszone światło skupiające się silniejszymi plamami na ciele i włosach kobiety. Malczewski zrezygnował z ukazania mistycznego charakteru śmierci wygnanki. (…) Wzorował się przypuszczalnie na głośnym dziele Józefa Simmlera, „Śmierć Barbary Radziwiłłówny” (1860), które zachwycało współczesnych elegijnym nastrojem i wysokimi walorami warsztatowymi (2). Inna znawczyni tematu dodaje, nawiązując do niewątpliwego naturalizmu dzieła, że choć temat został wzięty ze Słowackiego, to w obrazie nie ma nic zwiewności i lekkości wizji. To jakby poezja Słowackiego sprowadzona z obłoków na ziemię (3).

Czytaj dalej Jacek Malczewski „Śmierć Ellenai”

Portery czeszących się kobiet. Część II. Obraz Józefa Pankiewicza

Obrazy to bardzo intymne. Odnoszą się do czynności nadzwyczaj osobistej dla niewiast, a mianowicie układania swoich włosów podczas porannej toalety. Na obydwu widzimy odkryte, damskie plecy, tak więc możemy powiedzieć, że nie są one pozbawione lekkiej, subtelnej erotyki oraz fascynacji ciałem kobiety. Jednak nade wszystko widać czułość malarzy jaką obdarzali swoje modelki.

Modelką jest poślubiona przez malarza 3 lata wcześniej Wanda z Lublińskich. Poznał ją w 1900 roku w Warszawie, gdy była jeszcze mężatką. Dla niego się rozwiodła, ponosząc przy tym stratę w postaci pozbawienia jej prawa do opieki nad swoimi dziećmi. Wiemy nawet dokładnie gdzie dzieło to powstało. Pankiewicz był już wtedy profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i zamieszkiwał przy ulicy Batorego 22. Właśnie tam małżonkowie znaleźli dla siebie gniazdko i tam też powstało kilka portretów żony artysty, w tym obraz ukazujący ukochaną podczas porannej toalety. „Czeszącą się” poprzedziła prawdopodobnie cała seria zdjęć (zachowała się do naszych czasów jedna fotografia), z których artysta studiował odpowiednią perspektywę lustrzanego odbicia. W lustrze oprawionym w ramę i ustawionym na komodzie widzimy twarz żony malarza, którą zdaje w tej intymniej chwili interesuje tylko i wyłącznie rozczesywanie swoich kruczoczarnych włosów.

Józef Pankiewicz „Czesząca się” (1911), MNK

Czytaj dalej Portery czeszących się kobiet. Część II. Obraz Józefa Pankiewicza

Portery czeszących się kobiet. Część I. Obraz Władysława Ślewińskiego

Artysta twierdził, że najlepszymi obiektami do malowania są kwiaty i ciała kobiet. O martwych naturach w tym miejscu mówić nie będziemy, skupimy się natomiast na jednym z jego aktów, czy raczej półaktów, gdzie wykazał nieprzeciętne umiejętności w tej właśnie dziedzinie.

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, kim była modelka uwieczniona na „Czeszącej się”. Wiadomo jest natomiast, że obraz został namalowany podczas pobytu artysty w Paryżu. W tym czasie poznał on rosyjską malarkę Eugenię Szewcow, która później została jego żoną. Można zatem przypuszczać, że właśnie ta kobieta była ową osobą pozującą malarzowi do tego obrazu. Przyjrzyjmy się bliżej lusterku leżącemu przed modelką. Widzimy tam odbicie, jednak nie jest to odbicie twarzy kobiety, lecz prawdopodobnie portretującego ją i natarczywie wpatrzonego w nią artysty. Ten szczegół może nam podpowiedzieć, że być może jednak była to przyszła żona artysty. Czesząca włosy o miedzianej barwie niewiasta jest na tym obrazie intrygująca i niepokojąca, łącząca secesyjną formę z młodopolską zmysłowością, niespotykaną w innych, z reguły powściągliwych dziełach artysty – zauważa Urszula Kozakowska-Zaucha.

Władysław Ślewiński „Czesząca się” (MNK)

Czytaj dalej Portery czeszących się kobiet. Część I. Obraz Władysława Ślewińskiego

Dzieciobójstwo w Zachęcie. Część II. Malarz tragiczny

Minęło zaledwie cztery lata od rozbicia „Mickiewicza budzącego geniusza poezji”, a już gazety miały ponownie o czym pisać. Kolejne wydarzenie w Zachęcie.

W jednym z czasopism dziennikarz donosi co następuje: P. Podkowiński, twórca obrazu „Szał uniesień”, wysłuchawszy pochlebnych sądów krytyki o tym obrazie przybył pewnego dnia na Wystawę Sztuk Pięknych i pokrajał go na kawałki. A to co znowu? – zapytano ze wszech stron. Kurzawa rozbił swój posąg, ale był rozgoryczony wyrokiem komisji konkursowej. Tymczasem co rozgoryczyło p. Podkowińskiego? No właśnie, co spowodowało, że malarz pociął swój wybitny obraz? Od razu uprzedzę rezultat tych dociekań. Do tej pory jednoznacznie nikt na to pytanie nie odpowiedział.

Władysław Podkowiński „Autoportret” (1887), MŚK, (fot. Domena publiczna)

Czytaj dalej Dzieciobójstwo w Zachęcie. Część II. Malarz tragiczny