Impresjonistyczny akt Władysława Podkowińskiego

W spuściźnie twórczej Władysława Podkowińskiego nie odnajdziemy prawie w ogóle aktów. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że artysta namalował w czasie swojego krótkiego życia 500 dzieł w różnych technikach, w tym 200 obrazów olejnych, to daje nam do myślenia, czemu tylko „Konwalia” jest poświęcona temu tematowi. Oczywiście słynny „Szał uniesień” możemy zaliczyć także do tego gatunku, ale dzieło to jest zbyt złożonym, o innej całkowicie wymowie, narracji i intencji artystycznej jego powstania, niż tylko potrzeba pokazania piękna kobiecego ciała, abyśmy mogli o nim powiedzieć tylko i wyłącznie – „kobiecy akt”.

„Konwalia” – fragment (MNK)

Czytaj dalej Impresjonistyczny akt Władysława Podkowińskiego

Witold Pruszkowski „Wizja” – czyli poezja przełożona na obraz

W historii sztuki światowej mamy niezliczoną ilość przykładów na to, że literaci czerpali natchnienie z dzieł malarskich, ale chyba jeszcze większą liczbę stanowią obrazy powstałe z inspiracji utworów literackich, w tym przypadku z poezji.

Jednym z nauczycieli malarstwa Witolda Pruszkowskiego był Tadeusz Gorecki, zięć Adama Mickiewicza, malarz dziś praktycznie zapomniany. Nic w tym więc dziwnego, że Pruszkowski posiadał duszę romantyczną, a to, co ona mu podpowiadała, przenosił na płótno w postaci nastrojowych scen symbolicznych. Ten wybitnie uzdolniony artysta, wirtuoz kolorytu, urodził się w Odessie, ale większość twórczego życia spędził w Minikowie pod Krakowem. Był typem samotnika, nigdy nie pokazywał nikomu niedokończonych obrazów. Jego romantyczny mistycyzm szczególnie przejawia się w twórczej interpretacji poetyckich dzieł Słowackiego czy Krasińskiego. Najwybitniejszym tego przykładem jest płótno Wizja, malowane wg poematu „Przedświt” pióra Zygmunta Krasińskiego.

Witold Pruszkowski „Wizja” (MNP)

Czytaj dalej Witold Pruszkowski „Wizja” – czyli poezja przełożona na obraz

Portery czeszących się kobiet. Część II. Obraz Józefa Pankiewicza

Obrazy to bardzo intymne. Odnoszą się do czynności nadzwyczaj osobistej dla niewiast, a mianowicie układania swoich włosów podczas porannej toalety. Na obydwu widzimy odkryte, damskie plecy, tak więc możemy powiedzieć, że nie są one pozbawione lekkiej, subtelnej erotyki oraz fascynacji ciałem kobiety. Jednak nade wszystko widać czułość malarzy jaką obdarzali swoje modelki.

Modelką jest poślubiona przez malarza 3 lata wcześniej Wanda z Lublińskich. Poznał ją w 1900 roku w Warszawie, gdy była jeszcze mężatką. Dla niego się rozwiodła, ponosząc przy tym stratę w postaci pozbawienia jej prawa do opieki nad swoimi dziećmi. Wiemy nawet dokładnie gdzie dzieło to powstało. Pankiewicz był już wtedy profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i zamieszkiwał przy ulicy Batorego 22. Właśnie tam małżonkowie znaleźli dla siebie gniazdko i tam też powstało kilka portretów żony artysty, w tym obraz ukazujący ukochaną podczas porannej toalety. „Czeszącą się” poprzedziła prawdopodobnie cała seria zdjęć (zachowała się do naszych czasów jedna fotografia), z których artysta studiował odpowiednią perspektywę lustrzanego odbicia. W lustrze oprawionym w ramę i ustawionym na komodzie widzimy twarz żony malarza, którą zdaje w tej intymniej chwili interesuje tylko i wyłącznie rozczesywanie swoich kruczoczarnych włosów.

Józef Pankiewicz „Czesząca się” (1911), MNK

Czytaj dalej Portery czeszących się kobiet. Część II. Obraz Józefa Pankiewicza

Portery czeszących się kobiet. Część I. Obraz Władysława Ślewińskiego

Artysta twierdził, że najlepszymi obiektami do malowania są kwiaty i ciała kobiet. O martwych naturach w tym miejscu mówić nie będziemy, skupimy się natomiast na jednym z jego aktów, czy raczej półaktów, gdzie wykazał nieprzeciętne umiejętności w tej właśnie dziedzinie.

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, kim była modelka uwieczniona na „Czeszącej się”. Wiadomo jest natomiast, że obraz został namalowany podczas pobytu artysty w Paryżu. W tym czasie poznał on rosyjską malarkę Eugenię Szewcow, która później została jego żoną. Można zatem przypuszczać, że właśnie ta kobieta była ową osobą pozującą malarzowi do tego obrazu. Przyjrzyjmy się bliżej lusterku leżącemu przed modelką. Widzimy tam odbicie, jednak nie jest to odbicie twarzy kobiety, lecz prawdopodobnie portretującego ją i natarczywie wpatrzonego w nią artysty. Ten szczegół może nam podpowiedzieć, że być może jednak była to przyszła żona artysty. Czesząca włosy o miedzianej barwie niewiasta jest na tym obrazie intrygująca i niepokojąca, łącząca secesyjną formę z młodopolską zmysłowością, niespotykaną w innych, z reguły powściągliwych dziełach artysty – zauważa Urszula Kozakowska-Zaucha.

Władysław Ślewiński „Czesząca się” (MNK)

Czytaj dalej Portery czeszących się kobiet. Część I. Obraz Władysława Ślewińskiego

Na werandzie domu Józefa Mehoffera

Kilka lat po namalowaniu słynnego „Dziwnego Ogrodu” Józef Mehoffer w 1908 roku kupuje modrzewiowy dwór w Jankówce koło Wieliczki. Tam powstaje kolejne dzieło malarskie, które ma pokazać domową sielankę rodziny Mehofferów.

Dom urządzony został osobiście przez artystę jako „idealna rezydencja” dla rodzinnego życia, dając tym samym wyraz swemu pojmowaniu „życia, rozkoszy, uciechy, światła, słońca i ciepła”. Na stronie internetowej Muzeum Narodowego w Warszawie, który jest właścicielem obrazu czytamy: „Mehoffer przedstawił tu widok skąpanej w słońcu werandy w Jankówce z otwierającą się perspektywą ogrodu. Widoczna w głębi postać strojnej damy to zapewne żona artysty, bohaterka większości jego obrazów malowanych w tej podkrakowskiej rezydencji Mehofferów”.

Józef Mehoffer „Słońce majowe”, MNW

Czytaj dalej Na werandzie domu Józefa Mehoffera

Portret czy autoportret?

Olga Boznańska będąc na „naukach” w Monachium namalowała grupę „japońskich” portretów. Często uważano, że tenże obraz jest jej wizerunkiem własnym, autoportretem. Jednak rysy twarzy modelki nie przypominają jej oblicza. W „Kolekcji sławnych malarzy” czytamy: „Czerwona barwa stroju, tradycyjnie kojarzona z kobietami z półświatka, potęguje wątpliwości co do identyfikacji bohaterki. Sama artystka niejednokrotnie malowała siebie w stroju japońskim, jak to było wówczas w modzie…”. Tutaj natomiast „japońska” jest tylko parasolka.

Olga Boznańska „Autoportret z japońską parasolką” (1892)

Czytaj dalej Portret czy autoportret?

Apokaliptyczny pejzaż Wojciecha Weissa

Malarz urodził się w Leorda (obecnie Rumunia), ale swoje artystyczne życie związał z Krakowem. W wieku 35 lat był już profesorem Akadami Sztuk Pięknych, w której zresztą studiował jeszcze za czasów, kiedy władał nią sam mistrz Jan Matejko.

Wojciech Weiss zasłynął w historii polskiej sztuki dzięki malowaniu aktów i portretów, a jeden z nich, Portret rodziców, obraz z 1899 roku, został nagrodzony na wystawie w Paryżu. Pejzaże także często wchodziły w zakres jego zainteresowań. Przeżył dwie wojny światowe, za życia już, co niezbyt częste jest u malarzy, zyskał uznanie w oczach krytyki i publiczności, pozostawiając po sobie pokaźną spuściznę wypełniającą muzealne gmachy. Nie dziwi więc, że w jego twórczości można obserwować zainteresowania różnymi kierunkami sztuki. Na początku XX wieku zapewne oddziaływał już na niego mocno postimpresjonizm z koncepcją konkretnej formy i płasko położonej, dużej plamy barwnej, dość grubo nawarstwionej. Artysta w miarę szybko włączył się w jego nurt. W tym okresie często posługiwał się temperą i z takim przypadkiem mamy właśnie do czynienia w obrazie Promienny zachód słońca.

Wojciech Weiss „Promienny zachód słońca”, MNP

Czytaj dalej Apokaliptyczny pejzaż Wojciecha Weissa

Anny Bilińskiej spojrzenie na Berlin

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem to płótno w Muzeum Narodowym w Warszawie od razu przyszedł mi na myśl Camille Pissarro i jego kilka obrazów stworzonych pod wspólnym tytułem „Boulevard Montmartre” z 1897 roku, malowane z „lotu ptaka”, a dokładniej z okna wyższego piętra paryskiej kamienicy. Ciekawym jest tylko jedno, Bilińska podobny zabieg zastosowała siedem lat wcześniej w Berlinie. Poza tym porównaniem było jeszcze i inne. Wielokrotnie spacerowałem przez Unter den Linden (pol.: Aleja pod Lipami) z wielką przyjemnością, a niewiele od tamtych czasów ulica ta się zmieniła, przynajmniej jeśli chodzi o stające wzdłuż alei budynki cechujące się dużą wartością historyczną i oczywiście rzędy lip więc tym bardziej poczułem potrzebę napisania kilku słów o tym malowidle.

Czytaj dalej Anny Bilińskiej spojrzenie na Berlin

Włodzimierz Tetmajer. „Święcone w Bronowicach”

Jedną z najważniejszych tradycji polskich związanych z Kościołem katolickim jest święcenie pokarmów w Wielką Sobotę poprzedzającą Święta Wielkanocne. Zwyczaj błogosławienia żywności sięga okresu średniowiecza, a być może nawet czasów pogańskich. Myślę, że dzisiaj warto przyjrzeć się najsłynniejszemu obrazowi odnoszącemu się do tego obrzędu.

Artur Górski, pisarz i krytyk literacki, od którego cyklu artykułów powstał termin „Młoda Polska”, a później tak też nazwano cały okres w historii literatury i sztuki w naszym kraju, napisał o współczesnym mu malarstwie: Dwa zdają mi się przejawy rodzimości w malarstwie polskim: wielka ekspresja uczucia (Matejko) i pewien odrębny nastrój, pewien ton grający w nich rodzimą melodię. W tym nastroju tworzy Chełmoński i Wł. Tetmajer.

Włodzimierz Tetmajer, „Święcone w Bronowicach”

I chyba należy z perspektywy czasu zgodzić się tymi słowami. Choć mieliśmy wielu świetnych malarzy tworzących w tej epoce dzieła wybitne, to ich aktywność artystyczna pozostawała niejako poza tymi obszarami wrażliwości. O Włodzimierzu Tetmajerze, malarzu, bo przecież artysta nie tylko obrazy malował, tak oto się wyrażał krytyk Jan Sten: Nieporównany mistrz koloru, jeden z najlepszych, najsłoneczniejszych pejzażystów, jakich malarstwo nasze wydało – Tetmajer odwraca się od czystej sztuki i staje na czele ruchu, który pod ogólnym hasłem wprowadzenia sztuki do życia dąży jednak do żądania ściślejszego, by wprowadzić do życia pierwiastek kultury chłopskiej.

Czytaj dalej Włodzimierz Tetmajer. „Święcone w Bronowicach”

Władysław Ślewiński nad brzegiem morza Bretanii – w 100. rocznicę śmierci

W dniu 24 marca 1918 roku w Paryżu zmarł Władysław Ślewiński. Większość swojego artystycznego życia spędził we Francji, szczególnie w Bretanii. Malował pejzaże bretońskie i tatrzańskie, martwe natury, portrety. Był jednym z najbardziej konsekwentnych kontynuatorów Szkoły z Pont-Aven. Niniejszy szkic jest poświęcony jest jednemu z jego obszarów zainteresowań.

Władysław Ślewiński „Autoportret” (1906), MŚK

Czy można aż tak zafascynować się morzem, aby namalować kilkadziesiąt pejzaży utrwalających tę wodę, skały i spienione fale? Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że człowiek widzi taki bezmiar wody po raz pierwszy w życiu będąc już po trzydziestce, to odpowiedź może być jak najbardziej twierdząca. Tym bardziej, że pochodził on z mazowieckich nizin. Jak jeszcze dodamy do tego, że miał być rolnikiem, a nie malarzem, którym postanowił zostać w wieku dopiero lat 34, to tym bardziej zrozumiemy motywy jakimi kierował się artysta, tworząc tak wiele marynistycznych obrazów.

Czytaj dalej Władysław Ślewiński nad brzegiem morza Bretanii – w 100. rocznicę śmierci