Włodzimierz Tetmajer „Święcone w Bronowicach”

Jedną z najważniejszych tradycji polskich związanych z Kościołem katolickim jest święcenie pokarmów w Wielką Sobotę poprzedzającą Święta Wielkanocne. Zwyczaj błogosławienia żywności sięga okresu średniowiecza, a być może nawet czasów pogańskich. Myślę, że dzisiaj jest właściwy dzień aby przyjrzeć się najsłynniejszemu polskiemu obrazowi odnoszącemu się do tego obrzędu.

Artur Górski, pisarz i krytyk literacki, od którego cyklu artykułów powstał termin „Młoda Polska”, a później tak też nazwano cały okres w historii literatury i sztuki w naszym kraju, można powiedzieć nawet, że „ojciec chrzestny” tej epoki, tak napisał o współczesnym mu malarstwie: „Dwa zdają mi się przejawy rodzimości w malarstwie polskim: wielka ekspresja uczucia (Matejko) i pewien odrębny nastrój, pewien ton grający w nich rodzimą melodię. W tym nastroju tworzy Chełmoński i Wł. Tetmajer”.

Czytaj dalej Włodzimierz Tetmajer „Święcone w Bronowicach”

Leon Wyczółkowski „Gra w krokieta”

Krokiet to była bardzo popularna gra w XIX wieku. Niemniej nie w Polsce, tylko w krajach anglosaskich. Dlaczego więc aż tak zafascynowała ona polskiego malarza, że stworzył trzy obrazy z tym tematem oraz dwa szkice, które stały się niejako samodzielnymi dziełami?

Tak na dobrą sprawę, jakbym zasugerował się zdaniem jednej z biografek Wyczółkowskiego, to w ogóle tym płótnem nie powinienem się zajmować. Dlaczego? Bowiem autorka uważa, że obraz Gra w krokieta należał do tych, których artysta nie skierował na żadną wystawę i który „wprost z pracowni przeszedł w posiadanie swego właściciela”. Może nie należałoby o nim nawet wspominać, gdyby nie to, że istnieją ładne studia do niego, dążące do związania barwnych efektów światła słonecznego z natężeniem kolorów lokalnych. Zużytkowanie jednak tych studiów na płótnie wielkich rozmiarów dało w rezultacie nudę i pustkę (1).

Czytaj dalej Leon Wyczółkowski „Gra w krokieta”

Plac Pigalle w Paryżu widziany okiem Józefa Mehoffera

W ponad ćwierć wieku od pierwszego swojego pobytu w Paryżu Józef Mehoffer zanotował, że jest to „miasto przez swoją sztukę najarystokratyczniejsze na świecie”. Odwiedzał je wiele razy, a ten pierwszy i być może najważniejszy dla jego artystycznego rozwoju pobyt miał miejsce w 1891 roku.

Po otrzymaniu stypendium w marcu tego roku, mając 22 lata, Józef Mehoffer wraz ze swoim przyjacielem, Stanisławem Wyspiańskim, wyjeżdżają do tejże „świątyni” światowej sztuki. Artysta zostanie tam z małymi przerwami przez kolejne pięć lat, tworząc w tym czasie około 50 różnego rodzaju dzieł.

Czytaj dalej Plac Pigalle w Paryżu widziany okiem Józefa Mehoffera

Józef Pankiewicz „Wóz z sianem”

Do końca wieku XIX brakowało 11 lat, gdy dwaj malarze przyjaciele pojechali do artystycznej stolicy świata, Paryża. Józefowi Pankiewiczowi akurat udało się sprzedać jeden z swoich obrazów więc było trochę grosza, żeby spełnić marzenie.

Choć prawdą jest, że tego grosza starczyło ledwo na nędzną tam egzystencję, to jednak artysta miał okazję zapoznać się z nowymi nurtami w malarstwie. Akurat dobrze trafił ze swoim wyjazdem, bo właśnie w 1889 r. odbywała się Międzynarodowa Wystawa w Paryżu, gdzie eksponowano płótna m.in. impresjonistów. Zaraz potem obejrzał Józef Pankiewicz w jednej z galerii całokształt dorobku Claude’a Moneta. To wszystko razem odcisnęło na nim poważne piętno do tego stopnia, że zmienił swoje dotychczasowe poglądy w pojmowaniu malarstwa. (Na towarzyszu podroży, Władysławie Podkowińskim także). Wcześniej rozpoczął tam pracę nad obrazem o założeniach realistycznych Targ na kwiaty przed kościołem św. Magdaleny w Paryżu, który potem przemalował, częściowo wykorzystując techniki impresjonistyczne.

Czytaj dalej Józef Pankiewicz „Wóz z sianem”

Józef Pankiewicz „Rynek Starego Miasta w Warszawie nocą”

W 1892 roku Józef Pankiewicz zaczyna odchodzić od impresjonizmu i skłania się ku symbolizmowi. Na początku tej zmiany w swojej twórczości, jego zainteresowania koncentrują się przede wszystkim na zagadnieniach związanych z miejskim nokturnem.

W jednym z listów z końca 1892 roku Pankiewicz pisał: Cóż mam o sobie powiedzieć? Ciągle to samo, bieda coraz większa. Trzy obrazy w tym roku namalowałem, jeden sprzedałem za dość marną cenę. Wszystkie trzy nocne (1). Malarz miał tutaj na myśli m.in. dzieło Rynek Starego Miasta w Warszawie nocą, który nabył hrabia Raczyński do swojego pałacu w Rogalinie, gdzie jest obecnie prezentowany. Ów mocno nostalgiczny nokturn zaliczany jest do najwybitniejszych dzieł polskiego symbolizmu (2). Jest także ostatnim obrazem jeszcze impresjonistycznie malowanym.

Czytaj dalej Józef Pankiewicz „Rynek Starego Miasta w Warszawie nocą”

Władysław Podkowiński „W agreście”

Myślę, że nie będzie większej przesady w stwierdzeniu, że płótno, o którym traktuje niniejszy szkic, jest jednym z najpiękniejszych obrazów polskiego impresjonizmu. Nic zresztą w tym dziwnego, skoro namalował je prekursor tego kierunku w Polsce, Władysław Podkowiński.

To niewielkich w sumie rozmiarów malowidło jest na co dzień eksponowane w galerii malarstwa Pałacu w Rogalinie (Odział Muzeum Narodowego w Poznaniu). Zawieszone pośród innych płócien o dużo większych gabarytach zwyczajnie może nam umknąć podczas zwiedzania. Niemniej uważny obserwator powinien je „wyłapać” bezbłędnie, choćby z uwagi na jego kolorystykę, trochę odmienną od wiszących obok obrazów. Przyznam się, że ja nie miałem z tym problemu, bowiem wiedziałem czego szukam. Wcześniej już kilkakrotnie oglądałem to dzieło, gdy w Rogalinie był remont. W owym czasie „W agreście” było prezentowane w budynku głównym MNP. Dodatkowo patrzę często na jego reprodukcję, bowiem jedna z książek biograficznych poświęconych Podkowińskiemu na okładce jest ilustrowana tymże obrazem.

Czytaj dalej Władysław Podkowiński „W agreście”

Wieczorem w Paryżu nad Sekwaną

Eugeniusz Delacroix uważał, że nie ma wielkiego artysty bez arcydzieła, które definiuje jako dzieło najwyższej wartości. Jednak z jednym zastrzeżeniem, a mianowicie, że ci, którzy stworzyli tylko jedno arcydzieło, nie muszą być z tego powodu uważani za artystów wielkich.

Czy tak postawiona kwestia upoważnia nas do stwierdzenia, że Aleksander Gierymski był wielkim artystą? Odpowiedź musi być udzielona bez wachania, zdecydowanie i jednoznacznie. Tak, Aleksander Gierymski to wielki artysta. Możemy jeszcze dodać, że jeden z najwybitniejszych, jakich wydała polska ziemia. Bo arcydzieł w okresie swojego niezbyt długiego życia stworzył kilka, o których na tych stronach już była mowa i jeszcze zapewne będzie. Bolesław Prus, przyjaciel malarza, z którym razem odbywali artystyczne wędrówki po kraju, choć zapewne nie znał teorii arcydzieła Delacroix, to jednak w obrazach Gierymskiego zauważył ową wielkość artysty i jego „inność” w rozumieniu malarstwa od zdecydowanej większości parających się wówczas tą dziedziną sztuki. Posłuchajmy: „Ogół malarzy stara się o więcej lub mniej dokładne przedstawienie przedmiotów. Malują oni drzewa, okna, kobiety, mężczyzn, lasy, śniegi itd. więcej lub mniej płasko i fałszywie. Lecz jeden tylko Gierymski, nie ograniczając się do malowania przedmiotów, stara się jeszcze malować światło. U niego nie ma przedmiotu małego lub dużego, pięknego lub brzydkiego, lecz są tylko przedmioty rozmaicie oświetlone”. Dlatego teraz będzie o kolejnym arcydziele Gierymskiego, gdzie właśnie efekty gry światła odgrywają kapitalną rolę.

Aleksander Gierymski „Wieczór nad Sekwaną” (1893)- fragment

Czytaj dalej Wieczorem w Paryżu nad Sekwaną

„Widmo” na nocnych ulicach Paryża

Podobno śmiano się z niego gdy codziennie w nocy szkicował paryskie latarnie. Ale on nie zważał na nikogo, uparcie spełniał swoje artystyczne wizje. Wilgotne noce miasta nad Sekwaną odebrały mu zdrowie. Odebrały mu także i życie w wieku niespełna lat dwudziestu sześciu. Malował z tak wielkim poświęceniem, bowiem wołał go „mus”.

De Laveaux zmarł w Paryżu na suchoty, w wieku, w którym wielu zaledwie pierwsze bojaźliwe stawia kroki w dziedzinie, która dla niego tajników nie miała”. I całkowitą prawdę zawarł w tym jednym zdaniu wybitny krytyk tamtych czasów, Henryk Piątkowski. Ludwik de Laveaux uważany jest bowiem obecnie za jednego z najbardziej utalentowanych malarzy okresu Młodej Polski.

Ludwik de Laveaux „Autoportret z paletą” – fragment (fot. domena publiczna)

Czytaj dalej „Widmo” na nocnych ulicach Paryża

Dziecięcy portret… na schodach

W Paryżu końca XIX wieku było chyba więcej malarzy niż „normalnych” ludzi (oczywiście przesadzam,.. ale tylko trochę). Malarzy – mężczyzn. Wśród tych wybitnych była także pewna malarka i to w dodatku Polka, Olga Boznańska.

Niewiastom w tamtych czasach nie było łatwo jeżeli chodzi o kształcenie się, także w dziedzinach sztuk plastycznych, do których od dziecka panna Olga wykazywała zdolności. Akademia Sztuk Pięknych w jej rodzinnym Krakowie przyjmowała tylko mężczyzn. Podobna uczelnia, w tamtych czasach wśród studentów malarstwa bardzo popularna i prawie obowiązkowa, w Monachium, także. Artystka miała jednak wyrozumiałego, a przy tym obrotnego ojca, choć inżyniera, umysł ścisły, to jednak akceptującego w pełni zainteresowania córki. W sumie to trochę dziwne, bo rzadko który rodzic wówczas chciał, aby jego dziecko było malarzem.

Olga Boznańska „Dzieci siedzące na schodach” – fragment

Czytaj dalej Dziecięcy portret… na schodach

Jak malarze pole zaorali. Część 1

Tematykę orania pola przez woły czy konie ciągnące pług w polskim malarstwie podejmowało wielu malarzy, że wymienimy tu tylko dodatkowo Stanisława Witkiewicza, czy Witolda Wojtkiewicza, który ukazał tę czynność w formie ekspresjonistycznej groteski. Spójrzmy zatem na trzy tylko dzieła, trzech naszych wybitnych malarzy, odnoszące się do tego tematu, gdyż wydaje się, że są one najbardziej znane i rozpoznawalne. 

W końcu XIX wieku u kilkunastu polskich malarzy zdołamy zauważyć występujący w ich twórczości epizod impresjonistyczny. Nie znaczy to oczywiście, że możemy nazywać ich impresjonistami. Jednym z takich artystów na pewno był Leon Wyczółkowski, a jego obraz Orka na Ukrainie, który na co dzień jest prezentowany w Muzeum Narodowym w Krakowie, uważa się za ten, na którym najbardziej zastosował założenia francuskiego impresjonizmu.

„Orka na Ukrainie” – fragment

Czytaj dalej Jak malarze pole zaorali. Część 1