Anny Bilińskiej spojrzenie na Berlin

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem to płótno w Muzeum Narodowym w Warszawie od razu przyszedł mi na myśl Camille Pissarro i jego kilka obrazów stworzonych pod wspólnym tytułem „Boulevard Montmartre” z 1897 roku, malowane z „lotu ptaka”, a dokładniej z okna wyższego piętra paryskiej kamienicy. Ciekawym jest tylko jedno, Bilińska podobny zabieg zastosowała siedem lat wcześniej w Berlinie. Poza tym porównaniem było jeszcze i inne. Wielokrotnie spacerowałem przez Unter den Linden (pol.: Aleja pod Lipami) z wielką przyjemnością, a niewiele od tamtych czasów ulica ta się zmieniła, przynajmniej jeśli chodzi o stające wzdłuż alei budynki cechujące się dużą wartością historyczną i oczywiście rzędy lip więc tym bardziej poczułem potrzebę napisania kilku słów o tym malowidle.

Czytaj dalej Anny Bilińskiej spojrzenie na Berlin

Władysław Ślewiński nad brzegiem morza Bretanii – w 100. rocznicę śmierci

W dniu 24 marca 1918 roku w Paryżu zmarł Władysław Ślewiński. Większość swojego artystycznego życia spędził we Francji, szczególnie w Bretanii. Malował pejzaże bretońskie i tatrzańskie, martwe natury, portrety. Był jednym z najbardziej konsekwentnych kontynuatorów Szkoły z Pont-Aven. Niniejszy szkic jest poświęcony jest jednemu z jego obszarów zainteresowań.

Władysław Ślewiński „Autoportret” (1906), MŚK

Czy można aż tak zafascynować się morzem, aby namalować kilkadziesiąt pejzaży utrwalających tę wodę, skały i spienione fale? Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że człowiek widzi taki bezmiar wody po raz pierwszy w życiu będąc już po trzydziestce, to odpowiedź może być jak najbardziej twierdząca. Tym bardziej, że pochodził on z mazowieckich nizin. Jak jeszcze dodamy do tego, że miał być rolnikiem, a nie malarzem, którym postanowił zostać w wieku dopiero lat 34, to tym bardziej zrozumiemy motywy jakimi kierował się artysta, tworząc tak wiele marynistycznych obrazów.

Czytaj dalej Władysław Ślewiński nad brzegiem morza Bretanii – w 100. rocznicę śmierci

Dwa „Targi” Józefa Pankiewicza czyli od realizmu do impresjonizmu

Te dwa obrazy, o których traktować będzie niniejszy szkic, odcisnęły piętno nie tylko na samym ich twórcy, ale także i w pewnym stopniu na polskim malarstwie końca XIX wieku. Pierwszy z nich na pewno miał wpływ na całą artystyczną karierę Józefa Pankiewicza, drugi natomiast był jednym z tych, od którego publicznej prezentacji datujemy początek sztuki nowoczesnej w Polsce.

Po ukończeniu krótkiego okresu nauki w Warszawskiej Klasie Rysunkowej, zwanej popularnie „szkołą Gersona”, Józef Pankiewicz mając lat dziewiętnaście, otrzymuje prywatne stypendium od pewnej zamożnej damy, by dalej kształcić się w Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu. Choć wtedy właściwym miejscem winno być raczej Monachium, jak to czynili wcześniej m.in. Józef Chełmoński czy bracia Gierymscy, to jednak hrabina decyduje się opłacać wyłącznie kierunek rosyjski, bo czas taki, że terror carski jest w Królestwie Polskim coraz bardziej uciążliwy, więc lepiej nie drażnić lwa.

Czytaj dalej Dwa „Targi” Józefa Pankiewicza czyli od realizmu do impresjonizmu

Pankiewicz i Podkowiński. Szermierze impresjonizmu w Polsce

Czy nie łatwiej było pójść śladami wcześniej przetartymi, które jednocześnie zaspakajały gusta krytyki i publiczności, skupić się na malarstwie historycznym, czy też tworzyć gładko malowane portrety chętnie zamawiane i kupowane przez nowobogackich, niż ruszyć drogą nieznaną w swoim kraju i uprawiać sztukę, której tak naprawdę nikt nie rozumiał, a co gorsza, nawet nie chciał zrozumieć? Oczywiście, że łatwiej, ale o ile polska historia sztuki byłaby uboższa, gdyby nie dwaj bardzo młodzi artyści, którzy pewnego roku u schyłku XIX wieku odwiedzili Paryż. Bywali w tym czasie w światowej stolicy sztuki i inni Polacy, ale tylko ci dwaj na tyle zafascynowali się nowym trendem w malarstwie, że postanowili tworzyć w tym duchu. Śmiem twierdzić, być może z lekką przesadą, że gdyby nie oni, to teraz nie mielibyśmy szansy oglądać w polskich muzeach obrazów malowanych paletą impresjonistyczną, bo jeden obraz Moneta i kilka innych, mniej znaczących, to jednak zbyt mało. Przypuszczam, że w ogóle nie byłoby takiego pojęcia jak „polski impresjonizm”. Choć tak naprawdę okres ten jest tak krótki, że w liczbach bezwzględnych dla dziejów sztuki prawie niezauważalny, bo trwający zaledwie pięć lat, to jednak jest w jakiś sposób wyodrębniany i to dzięki tym dwóm malarzom – Józefowi Pankiewiczowi i Władysławowi Podkowińskiemu. Najczęściej w literaturze przedmiotu określa się ich „prekursorami” impresjonizmu w Polsce. Ja w tytule niniejszego szkicu pozwoliłem sobie użyć określenia „szermierze”. Nie pamiętam obecnie kto zastosował owo pojęcie jako pierwszy (Józef Czapski?) lecz moim zdaniem ono najdokładniej oddaje to, co przeżywali ci artyści, próbując wprowadzić na polski grunt założenia tego kierunku. „Szermierz” bowiem walczy mieczem (szablą, szpadą), tak jak oni walczyli o swoje racje z pędzlem w dłoni. Przeciwników mieli nie lada mocnych, cała niemal krytyka i publiczność była zirytowana, a nawet zacietrzewiona takim sposobem malowania.

W. Podkowiński „Autoportret” (1892), MNW (fot. Domena publiczna)

Powszechnie obśmiewano ich prace. Znaleźli się i tacy, co kazali im iść do okulisty, skoro tak widzą rzeczywistość. Byli i bardziej nieprzejednani, którzy uważali, że „toczy ich rak”, a jeden z dziennikarzy podpisujący się inicjałem „M” twierdził, że to co malują, to są rzeczy dziwaczne aż do obrzydliwości. Można nimi raz upstrzyć ścianę wystawy, ze względu na to, że stanowią okazy szkoły, ale ponieważ ta szkoła jest tylko karykaturą, przeto nie godzi się powtarzać eksperymentu. Widzowie, raz poznawszy co to jest ów impresjonizm, mają go już dosyć (1). Zresztą we Francji od dwóch dekad już trwała batalia o impresjonizm, gdzie nierzadko o tych obrazach mówiono, że to „hańba, brzydota i odraza”. A teraz są dumą i ozdobą najważniejszych muzeów i galerii świata.

Czytaj dalej Pankiewicz i Podkowiński. Szermierze impresjonizmu w Polsce

Jan Ciągliński, polski malarz, pierwszy…rosyjski impresjonista

W 160. rocznicę urodzin polskiego malarza Jana Ciąglińskiego, zamieszczam mój artykuł, który dwa lata temu publikowany był w kwartalniku KRYTYKA LITERACKA.

Urodzony 20 lutego 1858 roku w Warszawie malarz, swoje życie artystyczne związał na stałe z Petersburgiem, gdzie zmarł i został pochowany. Stąd pojawiające się rozbieżności w jednoznacznym zdefiniowaniu tego twórcy: był malarzem polskim czy rosyjskim? W kilku dostępnych mi rosyjskich artykułach opisujących twórczość Jana Ciąglińskiego, uważa się go za „rosyjskiego malarza polskiego pochodzenia”. Często określany jest mianem pierwszego rosyjskiego impresjonisty, ale także nie rzadziej jako ten, który wprowadził impresjonizm na grunt rosyjski. Przyjrzyjmy się więc bliżej temu człowiekowi i być może uda nam się samemu wyrobić zdanie na ten temat. Dla mnie sprawa jest jasna, był malarzem polskim, Polakiem, który jako pierwszy pokazał rosyjskiej publiczności zdobycze impresjonizmu.

Po prostu został on tylko „zaanektowany w poczet malarzy rosyjskich” jak zauważył w 1935 roku krytyk Witold Bunikiewicz pisząc dla Kuriera Warszawskiego artykuł pt.: „Odzyskanie polskiego malarza” (1).

Czytaj dalej Jan Ciągliński, polski malarz, pierwszy…rosyjski impresjonista

Aleksandra Gierymskiego „Piaskarze”, czyli portret miasta, którego już nie ma

Przed wyjazdem z rodzinnej Warszawy, tym razem już na zawsze, na wieczną tułaczkę, Aleksander Gierymski namalował ostatnie płótno przedstawiające realistyczny wycinek z codziennego życia miasta i prostych ludzi. To prawie że fotograficzne oddanie realiów tamtych czasów przez jednego z najznakomitszych polskich artystów.

Aleksander Gierymski „Piaskarze”, MNW

Nie jest to oczywiście malarstwo historyczne. To realizm w jak najczystszej postaci, świat, który otaczał artystę bezpośrednio i w którym on uczestniczył – obserwując. Ale to także widok Warszawy końca dziewiętnastego stulecia, Warszawy, której już nie ma. Można więc powiedzieć, że to swoisty dokument historyczny. A bardziej fachowo – „naturalistyczno-ilustracyjny”. Niewiele zachowało się do dnia dzisiejszego obrazów, które pokazują nam widoki miast z tego okresu. Prawdę powiedziawszy, mało ich stworzono w ogóle. Gdy polskie malarstwo osiągało swój najbujniejszy i najbogatszy okres, czyli ok. roku 1900, który to czas Maria Poprzęcka nazwała „Szczęśliwą godziną”, to nasi artyści krajobrazem miejskim bardzo rzadko się zajmowali. Warszawę końca XIX wieku przedstawiających ludzi w niej żyjącej zostawił nam w kilku obrazach przede wszystkim Aleksander Gierymski.

Czytaj dalej Aleksandra Gierymskiego „Piaskarze”, czyli portret miasta, którego już nie ma