Wojciech Gerson „Wiano królewny”

Obraz „Wiano Królewny” jest największym dziełem jakie wyszło spod pędzla Wojciecha Gersona. Ma ponad dwadzieścia metrów kwadratowych i można go porównać w zakresie wymiarów do wielu monumentalnych obrazów historycznych Jana Matejki. Płótno to jest własnością Muzeum Narodowego w Warszawie, jednak na co dzień jest eksponowane w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie, na stałej wystawie „Piastów malowane dzieje”. I myślę, że jest to właściwe miejsce dla tego akurat obrazu.

Jak zauważył malarz i krytyk sztuki E. Niewiadomski „Dzieje Polski jako motyw malarstwa w jednym tylko mieszczą się nazwisku – JANA MATEJKI”, gdyż dzieło jego „nie powstało z recept i wzorów szkoły historycznej, ale jest wyprutem z jego trzewiów, zrodzonem w męce ducha i w straszliwym napięciu twórczym”. Natomiast dzieło Wojciecha Gersona (mamy tu na myśli tylko jego malarstwo historyczne, a nie jego wybitne pejzaże) powstało właśnie przede wszystkim ze „wzorów szkoły historycznej”, a tworzył je wg Niewiadomskiego, „po części z apostolstwa, a także dla powagi i godności swego pędzla”. Dodajmy jeszcze, że malował obrazy historyczne tylko z dziejów Polski, gdyż uważał, że malarz oprócz obowiązków artystycznych ma także obowiązki wobec własnego narodu.

Czytaj dalej Wojciech Gerson „Wiano królewny”

Jan Matejko i wnętrze grobowca Kazimierza Wielkiego

Do czasów nam współczesnych widzimy polskich władców przede wszystkim tak, jak ich nam przedstawił Jan Matejko w swoim „Poczcie królów Polskich”. Czasami porównuje się rangę tego dzieła do jego monumentalnych obrazów ukazujących najważniejsze momenty z historii naszego kraju.

Jan Matejko swój „Poczet królów i książąt polskich” stworzył w latach 1890-1892. Są to rysunki czarno-białe ołówkiem na papierze. Rysował naszych władców i na bieżąco wysyłał do Wiednia, bowiem zamówienie takie złożył tamtejszy księgarz Moritz Perles. Sekretarz Mistrza zapisał wówczas: „W ogóle więc rzec można, że w rysunkach królów Matejki, wszelkie szczegóły, czy rysów twarzy, czy stroju, czy innych oznak, mają swe historyczne znaczenie, a nic dowolnego, coby nie miało spójni z samą osobą, nie spotyka się wcale”. Niemniej była to wizja owych postać, ale oparta na rzetelnych, „podanych przez historię rysów duszy”, do których Mistrz Jan domalował rysy twarzy. Jako że interesuje nas tutaj postać Kazimierza III Wielkiego, możemy przepuszczać, że wizerunek tego „króla chłopów”, jak często mówiono o tym władcy, jest bodaj najbardziej prawdopodobny ze wszystkich Piastów. Skąd takie przypuszczenie?

Czytaj dalej Jan Matejko i wnętrze grobowca Kazimierza Wielkiego

Zadumany błazen czyli rzecz o Stańczyku wg Jana Matejki

Jeśliby przeprowadzić sondę i zapytać naszych rodaków, kto według nich jest najwybitniejszym i najbardziej znanym z polskich malarzy, to jestem przekonany, że zdecydowana większość respondentów odpowiedziałaby bez wahania – Jan Matejko.

Dlaczego Mistrz Jan stał się największym polskim malarzem? Ano dlatego, że namalował Stańczyka. Odpowiedź może i zaskakująca, zważywszy, że najbardziej znanym jego dziełem jest „Bitwa pod Grunwaldem”.Jednak postać królewskiego błazna Matejko stworzył 15 lat wcześniej, mając wtedy zaledwie 24 lata i to właśnie dzieło uznaje się za kluczowe dla rozwoju jego późniejszej twórczości, za swoiste artystyczne credo krakowskiego artysty. Od tego właśnie obrazu rozpoczyna się wielkie, historyczne malarstwo Mistrza Jana, które nie tylko sprowadza się do ilustrowania dziejów naszego kraju, ale również podejmuje ono próbę krytycznej analizy dziejów Polski i odpowiedzi na pytanie: „kto zawinił, że z mapy świata zniknęło państwo niegdyś tak duże i silne”. Choć 22 lata po namalowaniu tego obrazu Antoni Sygietyński słusznie raczej stwierdzi, że malarstwo historyczne „poszło do grobu”, to jednak za sprawą przede wszystkim Matejki, swoją społeczną i narodową powinność spełniło. Bo jak pisał Eligiusz Niewiadomski:

Dzieje Polski jako motyw malarstwa w jednym tylko mieszczą się nazwisku – JANA MATEJKI. On jeden tylko odezwał się głosem stuleci minionych, co z dziejowej dali wołały o swego Homera. (…) Dzieło Matejki nie powstało z recept i wzorów szkoły historycznej, ale jest wyprutem z jego trzewiów, zrodzonem w męce ducha i w straszliwym napięciu twórczym.

Czytaj dalej Zadumany błazen czyli rzecz o Stańczyku wg Jana Matejki

O zaginionym obrazie Jana Matejki z zrozpaczonym Janem Kochanowskim

W Muzeum Jana Kochanowskiego w Czarnolesie znajduje się kopia obrazu Jana Matejki Jan Kochanowski nad zwłokami Urszulki, która została namalowana w 1984 roku. Losy oryginalnego dzieła Mistrza Jana niestety nie są nam znane. Wiemy, że w 1893 roku był własnością dr Lewandowskiego w Paryżu. Od tej pory uważa się ten obraz za zaginiony.

Czytaj dalej O zaginionym obrazie Jana Matejki z zrozpaczonym Janem Kochanowskim

Józef Simmler „Śmierć Barbary Radziwiłłówny”

Paweł Jasenica w słynnej „Polsce Jagiellonów” napisał tak – „Zygmunt i Barbara! – najbardziej romantyczne wydarzenie w dziejach polskich rodów królewskich”. Tak też zapewne na tę parę kochanków – królewicza i córkę magnackiego rodu – patrzyli przez stulecia Polacy. Ich trudna miłość pobudzała wyobraźnię także i naszych malarzy. Odnieśli się do niej w swoich działach, zarówno do czasu tej miłości ale i śmierci Barbary, takie tuzy rodzimego malarstwa jak Wojciech Gerson, Aleksander Lesser, Franciszek Żmurko, a nawet sam Mistrz Matejko, że wspomnimy tylko te nazwiska.

Jednak najgłośniejsze działo malarskie, to obraz Józefa Simmlera Śmierć Barbary Radziwiłłówny. Zazwyczaj, obok „Bitwy Pod Grunwaldem” Matejki i „Szału uniesień” Podkowińskiego, uważane jest za jedno z najgłośniejszych w historii polskiej sztuki. Gdy zostało pokazane publicznie, to ponoć ludzie patrząc na nie zwyczajnie płakali. Tak o tym pisał inny malarz, ale także i krytyk sztuki, W. Gerson: „Kiedy obraz ten pierwszy raz wystawiony był w salach Wystawy Krajowej /r. 1860/, nie tylko ściągał tłumy ciekawych i zachwyconych, ale trzymał pod wrażeniem tak przemocnem, że w sali, gdzie był na ścianie zawieszony, nikt głośnego słowa wymówić nie śmiał, nikt donośniejszym stąpnięciem ciszy nie przerywał; jakby oczom patrzących żywo obecna była i boleść nieszczęśliwego króla i cichy sen wieczny młodej królowej wymagał uszanowania chwili, w której palec Boży spoczął na jej skroni, powołując ku sobie duszę wyswobodzoną z boleści ziemskiej pielgrzymki”.

Czytaj dalej Józef Simmler „Śmierć Barbary Radziwiłłówny”

Artystyczna wizja zabójstwa króla Przemysła II

Minęły ponad dwa stulecia od kiedy władca polski przywdział koronę. Był nim Bolesław II Śmiały (Szczodry). Koronowany został w 1076 roku. Od tego czasu żaden polski książę nie dostąpił tego zaszczytu. Rozbicie dzielnicowe kwitło w pełni. I oto w 1295 roku władca Wielkopolski Przemysł II odnawia godność króla, zakładając na głowę koronę Bolesława II.

Co prawda, jak twierdzi prof. Gerard Labuda, „do dzisiaj nie został rozstrzygnięty spór, czy koronował się na króla ogólnopolskiego, czy też dzielnicowego”, ponieważ jego władanie obejmowało tylko Wielkopolskę i Pomorze Gdańskie. Zaprzecza jednak temu prof. Jan Baszkiewicz, który uważa podobne oceny za „obrazoburcze” pisząc, że „stworzenie takiego królewskiego trzonu państwa dawało szanse stopniowego rozszerzenia zwierzchnictwa króla na resztę Polski ciągle jeszcze książęcej”. Bez wchodzenia w spory historyków możemy wprost powiedzieć, że był to pierwszy krok do zjednoczenia Królestwa Polskiego, choć wówczas mizerny w stosunku do Polski Bolesławów. Jednak już ćwierć wieku później (pomijając w międzyczasie panowanie w Polsce czeskiego Wacława II) kolejny Piast, Władysław Łokietek, również przywdziewa koronę. Od tego czasu Polska małymi kroczkami staje się wielką potęgą, a godność królewska już bez przerwy trwać będzie w naszym kraju aż do rozbiorów.

Czytaj dalej Artystyczna wizja zabójstwa króla Przemysła II

Chrobry w Kijowie wg Jana Matejki

W tym roku mija równo 1000 lat od czasu kiedy Bolesław I Chrobry rozpoczął wyprawę kijowską. Celem jaki sobie postawił polski władca było osadzenie na wielkoksiążęcym tronie swojego zięcia, Świętopełka. Ale nie tylko. Działo się to latem 1018 roku. Najprawdopodniej ruszył na tę wyprawę już po żniwach. Chwilę wjazdu polskiego władcy do Kijowa uwiecznił na pięknym obrazie Jan Matejko.

Wydaje się, że wydarzenie to bardziej niż inne z naszej historii musiało pobudzać wyobraźnię polskich malarzy i to nie tylko tych, którzy zajmowali się malarstwem historycznym czy batalistycznym. Scenę wjazdu polskiego księcia Bolesława Chrobrego (koronowany został w 1025 r.) do Kijowa ukazali na obrazach: Piotr Michałowski (1837) na niewielkim płótnie będącym z zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie; w akademickim stylu Wincenty Smokowski w połowie dziewiętnastego stulecia (także MNW) oraz na dużym płótnie młodopolski artysta Kazimierz Sichulski w roku 1927 (Muzeum Narodowe w Krakowie). Wszyscy oni nadali swoim obrazom tytuł: Wjazd Bolesława Chrobrego do Kijowa” (podaję dzieła, wg mnie najważniejsze). Na każdym z nich polski monarcha dzierży w dłoni miecz, ów legendarny Szczerbiec, którym miał uderzyć w kijowską Złotą Bramę. Wtedy to, jak wieść niesie, miecz doznał lekkiego uszczerbku, stąd w naszej historii został nazwany Szczerbcem i tak pozostało po dziś dzień.

Jan Matejko „Bolesław Chrobry ze Świętopełkiem przy Złotej Bramie w Kijowie ” – fragment

Czytaj dalej Chrobry w Kijowie wg Jana Matejki

Matejko, król i alchemik

Czym była alchemia? Oczywiście nie podejmiemy się tutaj odpowiedzi na to pytanie, bo nie taki jest cel tego szkicu. Powiemy natomiast, że w najbardziej popularnym ujęciu zawsze kojarzyła się powszechnie z wytwarzaniem złota z metali nieszlachetnych, jak również z przygotowywaniem rożnych specyfików, które miały uczynić człowieka długowiecznym, czy nawet nieśmiertelnym.

Nie było chyba w dawniejszych czasach (a być może i obecnie także?), szczególnie ludzi zamożnych, a nade wszystko osób z wielką władzą, aby nie interesowały się zagadnieniami „wiedzy tajemnej”. Bogacz chciał być jeszcze bogatszy, bo to zapewniało mu większą władzę, a równocześnie najlepiej, aby był jeszcze nieśmiertelnym. Innymi słowy, poszukiwano od zawsze kamienia filozoficznego. Jednym z królów polskich, o którym wiemy, że mocno interesował się alchemią, był Zygmunt III Waza. Wiedział o tym także Jan Matejko, który podjął ten temat na jednym ze swoich dzieł. Mamy więc scenę rodzajową z odwołaniem się do historycznych, autentycznych wydarzeń, z pewną dozą fantazji. Artysta uwierzytelnia nasze powszechne mniemanie o alchemii.

Jan Matejko „Alchemik Sędziwój i król Zygmunt III” – fragment

Czytaj dalej Matejko, król i alchemik

Witold Pruszkowski „Wizja” – czyli poezja przełożona na obraz

W historii sztuki światowej mamy niezliczoną ilość przykładów na to, że literaci czerpali natchnienie z dzieł malarskich, ale chyba jeszcze większą liczbę stanowią obrazy powstałe z inspiracji utworów literackich, w tym przypadku z poezji.

Jednym z nauczycieli malarstwa Witolda Pruszkowskiego był Tadeusz Gorecki, zięć Adama Mickiewicza, malarz dziś praktycznie zapomniany. Nic w tym więc dziwnego, że Pruszkowski posiadał duszę romantyczną, a to, co ona mu podpowiadała, przenosił na płótno w postaci nastrojowych scen symbolicznych. Ten wybitnie uzdolniony artysta, wirtuoz kolorytu, urodził się w Odessie, ale większość twórczego życia spędził w Minikowie pod Krakowem. Był typem samotnika, nigdy nie pokazywał nikomu niedokończonych obrazów. Jego romantyczny mistycyzm szczególnie przejawia się w twórczej interpretacji poetyckich dzieł Słowackiego czy Krasińskiego. Najwybitniejszym tego przykładem jest płótno Wizja, malowane wg poematu „Przedświt” pióra Zygmunta Krasińskiego.

Witold Pruszkowski „Wizja” (MNP)

Czytaj dalej Witold Pruszkowski „Wizja” – czyli poezja przełożona na obraz

Jak Matejko wydał wyrok na… samego siebie

Po namalowaniu obrazu „Kazanie Skargi” i odniesieniu wielkiego sukcesu artystycznego, złotego medalu na wystawie w Paryżu, Matejko zabiera się za tworzenie kolejnego wielkoformatowego płótna. Dzieło to miało być kontynuacją cyklu rozrachunkowego zapoczątkowanego wspomnianym obrazem – przyczyn utraty niepodległości.

Zaczyna tworzyć „Rejtana”, któremu pierwotnie nadaje tytuł „Upadek Polski”. Wtedy nawet zapewne nie myślał, co go może czekać. Do namalowania tego obrazu przygotowywał się już od czasu upadku powstania styczniowego, czyniąc wiele szkiców. Praca nad tym płótnem dawała mu wiele radości, ale i udręki. Pisał w jednym z listów „Z Rejtanem zaszedłem dosyć daleko, mam nadzieję, że zbyt długo nie potrwa ta męka”.

Czytaj dalej Jak Matejko wydał wyrok na… samego siebie