Stanisława Witkiewicza książka o Warszawie, która nigdy nie powstała

Jak słusznie zauważają znawcy życia i twórczości Stanisława Witkiewicza, miał on niezbyt duże atuty, aby uczestniczyć, a często także i zwyciężać w dyskusjach na temat nowej sztuki, gdyż nie dane mu było odebrać właściwego wykształcenia instytucjonalnego. Za udział w Powstaniu Styczniowym jego rodzina została skazana na zsyłkę w głąb Rosji. Po ogłoszeniu amnestii młody Stanisław podjął naukę w petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych, jednakże nie mając ukończonych sześciu klas gimnazjum, mógł w niej studiować jedynie jako wolny słuchacz. Nie dane mu było zatem uczestniczyć w wykładach z anatomii, historii sztuki czy historii powszechnej. Podobnie funkcjonował w następnym etapie nauki malarstwa w Monachium. Musiał zatem dochodzić do pewnych prawd w wyniku indywidualnego samokształcenia. I właśnie sam doszedł do przekonania, że – jak zauważa J. Tarnowski – „badanie natury” jest podstawą artystycznego rozwoju malarza (…). W tym lakonicznym stwierdzeniu zawiera się już zalążek programu artystycznego, któremu Witkiewicz będzie wierny do końca swej drogi twórczej, zarówno jako artysta, jak i teoretyk sztuki.

Czytaj dalej Stanisława Witkiewicza książka o Warszawie, która nigdy nie powstała

Jak Matejko wydał wyrok na… samego siebie

Po namalowaniu obrazu „Kazanie Skargi” i odniesieniu wielkiego sukcesu artystycznego, złotego medalu na wystawie w Paryżu, Matejko zabiera się za tworzenie kolejnego wielkoformatowego płótna. Dzieło to miało być kontynuacją cyklu rozrachunkowego zapoczątkowanego wspomnianym obrazem – przyczyn utraty niepodległości.

Zaczyna tworzyć „Rejtana”, któremu pierwotnie nadaje tytuł „Upadek Polski”. Wtedy nawet zapewne nie myślał, co go może czekać. Do namalowania tego obrazu przygotowywał się już od czasu upadku powstania styczniowego, czyniąc wiele szkiców. Praca nad tym płótnem dawała mu wiele radości, ale i udręki. Pisał w jednym z listów „Z Rejtanem zaszedłem dosyć daleko, mam nadzieję, że zbyt długo nie potrwa ta męka”.

Czytaj dalej Jak Matejko wydał wyrok na… samego siebie

Dzieciobójstwo w Zachęcie. Część II. Malarz tragiczny

Minęło zaledwie cztery lata od rozbicia „Mickiewicza budzącego geniusza poezji”, a już gazety miały ponownie o czym pisać. Kolejne wydarzenie w Zachęcie.

W jednym z czasopism dziennikarz donosi co następuje: P. Podkowiński, twórca obrazu „Szał uniesień”, wysłuchawszy pochlebnych sądów krytyki o tym obrazie przybył pewnego dnia na Wystawę Sztuk Pięknych i pokrajał go na kawałki. A to co znowu? – zapytano ze wszech stron. Kurzawa rozbił swój posąg, ale był rozgoryczony wyrokiem komisji konkursowej. Tymczasem co rozgoryczyło p. Podkowińskiego? No właśnie, co spowodowało, że malarz pociął swój wybitny obraz? Od razu uprzedzę rezultat tych dociekań. Do tej pory jednoznacznie nikt na to pytanie nie odpowiedział.

Władysław Podkowiński „Autoportret” (1887), MŚK, (fot. Domena publiczna)

Czytaj dalej Dzieciobójstwo w Zachęcie. Część II. Malarz tragiczny

Dzieciobójstwo w Zachęcie. Część I. Rzeźbiarz tragiczny

Syn chłopki, ojca nieznanego, pierwowzór noweli „Antek” Bolesława Prusa oraz Henryka Sienkiewicza „Lux in tenebris lucet” („Światło świeci w ciemności”). Urodzony w maleńkiej wsi Turzy k/ Gorlic w 1842 roku, pierwsze 20 lat swojego życia tam właśnie spędza, pasąc bydło i rzeźbiąc różne świątki. A te ponoć były ładniejsze od tych, które można było oglądać w miejscowym kościele.

O genialnym pastuchu dowiedział się hrabia Mieczysław Weryha-Darowski. Uznał, że szkoda, aby taki talent się marnował, opłacił mu naukę w Krakowie i to nie u byle kogo, tylko u samego mistrza Parysa Filippiego, przyjaźniącego się wówczas m.in. z Janem Matejką. Odtąd Antoni Kurzawa uczy się pilnie rzeźby, dostaje się także do krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Bywa w Wiedniu, Monachium, później we Lwowie, gdzie pozostawia po sobie wiele wspaniałych nagrobków na Cmentarzu Łyczakowskim. Ponownie wraca do Krakowa. Tam tworzy potężną rzeźbę „Geniusz zrywający pęta”, która obecnie znajduje się na jego grobie, na krakowskim Cmentarzu Rakowickim. Trzeba także wspomnieć, że wówczas rzeźbiarze byli traktowani bardziej jako rzemieślnicy niż artyści, dlatego zdecydowana część zamówień jakie Kurzawa otrzymywał, to były właśnie pomniki nagrobne. Niemniej, dawały one znaczące środki materialne. Dzięki nim Antoni Kurzawa mógł nawet studiować w Paryżu. Ale nie możemy zapomnieć, że stworzył serię rzeźb przedstawiających tańce polskie, także odwołujących się do baśni (o Twardowskim), czy też związanych z wojnami napoleońskimi.

Czytaj dalej Dzieciobójstwo w Zachęcie. Część I. Rzeźbiarz tragiczny

„Warszawskie typy” według Władysława Podkowińskiego

Zanim Władysław Podkowiński stał się prekursorem polskiego impresjonizmu, był przez kilka lat tylko i wyłącznie rysownikiem. Moglibyśmy nawet powiedzieć, że był fotoreporterem rejestrującym życie Warszawy, tylko że nie robił tego za pomocą aparatu fotograficznego, ale ołówkiem i piórkiem.

W. Podkowiński „Portret własny” (1892), fot. domena publiczna

Po rzuceniu nauki w szkole kolejowej, mając zaledwie lat szesnaście, zostaje przyjęty do warszawskiej Klasy Rysunkowej, jedynej w Warszawie szkole kształcącej w kierunku sztuk pięknych. Tam główną personą był Wojciech Gerson, osoba jak na owe czasy niezwykle wykształcona. We współczesnej Warszawie uchodził za człowieka instytucję. Malował, uczył malować innych, zarządzał szkołą, pisał w stołecznych czasopismach. To on właśnie inicjuje i współtworzy Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych. Mając szerokie kontakty w świecie literackim i artystycznym, Gerson poleca młodego Podkowińskiego Stanisławowi Witkiewiczowi i Antoniemu Sygietyńskiemu, którzy skupili wokół siebie grono ludzi pragnących propagować sztukę realistyczną. Ta działalność prowadzona była na łamach „Wędrowca”, czasopisma wówczas awangardowego, w którym ukazywały się teksty literackie wraz z ilustracjami. Podkowiński, Warszawiak z krwi i kości, mający w sobie zacięcie reporterskie oraz prezentujący w swoich rysunkach szczegóły właściwe naturalistom, przypada od razu do gustu Witkiewiczowi. Jak pisze artysta w liście do mamy, spodobał się tak, że teraz mam stałą robotę w „Wędrowcu”; poznaliśmy się dobrze z Witkiewiczem, jak przyjdę do niego to zawsze mię zaprasza na obiad.

Czytaj dalej „Warszawskie typy” według Władysława Podkowińskiego

Władysław Ślewiński nad brzegiem morza Bretanii – w 100. rocznicę śmierci

W dniu 24 marca 1918 roku w Paryżu zmarł Władysław Ślewiński. Większość swojego artystycznego życia spędził we Francji, szczególnie w Bretanii. Malował pejzaże bretońskie i tatrzańskie, martwe natury, portrety. Był jednym z najbardziej konsekwentnych kontynuatorów Szkoły z Pont-Aven. Niniejszy szkic jest poświęcony jest jednemu z jego obszarów zainteresowań.

Władysław Ślewiński „Autoportret” (1906), MŚK

Czy można aż tak zafascynować się morzem, aby namalować kilkadziesiąt pejzaży utrwalających tę wodę, skały i spienione fale? Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że człowiek widzi taki bezmiar wody po raz pierwszy w życiu będąc już po trzydziestce, to odpowiedź może być jak najbardziej twierdząca. Tym bardziej, że pochodził on z mazowieckich nizin. Jak jeszcze dodamy do tego, że miał być rolnikiem, a nie malarzem, którym postanowił zostać w wieku dopiero lat 34, to tym bardziej zrozumiemy motywy jakimi kierował się artysta, tworząc tak wiele marynistycznych obrazów.

Czytaj dalej Władysław Ślewiński nad brzegiem morza Bretanii – w 100. rocznicę śmierci

Dwa „Targi” Józefa Pankiewicza czyli od realizmu do impresjonizmu

Te dwa obrazy, o których traktować będzie niniejszy szkic, odcisnęły piętno nie tylko na samym ich twórcy, ale także i w pewnym stopniu na polskim malarstwie końca XIX wieku. Pierwszy z nich na pewno miał wpływ na całą artystyczną karierę Józefa Pankiewicza, drugi natomiast był jednym z tych, od którego publicznej prezentacji datujemy początek sztuki nowoczesnej w Polsce.

Po ukończeniu krótkiego okresu nauki w Warszawskiej Klasie Rysunkowej, zwanej popularnie „szkołą Gersona”, Józef Pankiewicz mając lat dziewiętnaście, otrzymuje prywatne stypendium od pewnej zamożnej damy, by dalej kształcić się w Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu. Choć wtedy właściwym miejscem winno być raczej Monachium, jak to czynili wcześniej m.in. Józef Chełmoński czy bracia Gierymscy, to jednak hrabina decyduje się opłacać wyłącznie kierunek rosyjski, bo czas taki, że terror carski jest w Królestwie Polskim coraz bardziej uciążliwy, więc lepiej nie drażnić lwa.

Czytaj dalej Dwa „Targi” Józefa Pankiewicza czyli od realizmu do impresjonizmu

Wojciech Gerson. Nauczyciel malarzy

Kim był Wojciech Gerson w drugiej połowie XIX wieku w środowisku artystycznym Warszawy? Zapewne łatwiej byłoby wymienić kim nie był. Modna obecnie i będąca często dla wielu „źródłem wiedzy”, bo swobodnie dostępna Wikipedia, w krótkiej, zdecydowanie za krótkiej jak na taką osobowość notatce, opisuje Gersona jako „polskiego malarza, pejzażystę, przedstawiciela realizmu, historyka sztuki i pedagoga”. Możemy śmiało powiedzieć, że w dużej części to się zgadza, ale jednak te suche określenia mało nam mówią, bowiem we współczesnej mu epoce uchodził za człowieka instytucję.

Wojciech Gerson „Autoportret” (1893)

Malował, uczył malować innych, zarządzał szkołą plastyczną, pisał w stołecznych czasopismach. Był jak na owe czasy osobą w dziedzinie sztuk plastycznych bardzo wykształconą. Studiował najpierw na Oddziale Architektury warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych, później na wydziale malarskim, a następnie w często odwiedzanej przez polskich malarzy, choć słabej Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu. W Paryżu studiował przez pewien czas u słynnego malarza i nauczyciela Léona Cognieta.

Czytaj dalej Wojciech Gerson. Nauczyciel malarzy

Pankiewicz i Podkowiński. Szermierze impresjonizmu w Polsce

Czy nie łatwiej było pójść śladami wcześniej przetartymi, które jednocześnie zaspakajały gusta krytyki i publiczności, skupić się na malarstwie historycznym, czy też tworzyć gładko malowane portrety chętnie zamawiane i kupowane przez nowobogackich, niż ruszyć drogą nieznaną w swoim kraju i uprawiać sztukę, której tak naprawdę nikt nie rozumiał, a co gorsza, nawet nie chciał zrozumieć? Oczywiście, że łatwiej, ale o ile polska historia sztuki byłaby uboższa, gdyby nie dwaj bardzo młodzi artyści, którzy pewnego roku u schyłku XIX wieku odwiedzili Paryż. Bywali w tym czasie w światowej stolicy sztuki i inni Polacy, ale tylko ci dwaj na tyle zafascynowali się nowym trendem w malarstwie, że postanowili tworzyć w tym duchu. Śmiem twierdzić, być może z lekką przesadą, że gdyby nie oni, to teraz nie mielibyśmy szansy oglądać w polskich muzeach obrazów malowanych paletą impresjonistyczną, bo jeden obraz Moneta i kilka innych, mniej znaczących, to jednak zbyt mało. Przypuszczam, że w ogóle nie byłoby takiego pojęcia jak „polski impresjonizm”. Choć tak naprawdę okres ten jest tak krótki, że w liczbach bezwzględnych dla dziejów sztuki prawie niezauważalny, bo trwający zaledwie pięć lat, to jednak jest w jakiś sposób wyodrębniany i to dzięki tym dwóm malarzom – Józefowi Pankiewiczowi i Władysławowi Podkowińskiemu. Najczęściej w literaturze przedmiotu określa się ich „prekursorami” impresjonizmu w Polsce. Ja w tytule niniejszego szkicu pozwoliłem sobie użyć określenia „szermierze”. Nie pamiętam obecnie kto zastosował owo pojęcie jako pierwszy (Józef Czapski?) lecz moim zdaniem ono najdokładniej oddaje to, co przeżywali ci artyści, próbując wprowadzić na polski grunt założenia tego kierunku. „Szermierz” bowiem walczy mieczem (szablą, szpadą), tak jak oni walczyli o swoje racje z pędzlem w dłoni. Przeciwników mieli nie lada mocnych, cała niemal krytyka i publiczność była zirytowana, a nawet zacietrzewiona takim sposobem malowania.

W. Podkowiński „Autoportret” (1892), MNW (fot. Domena publiczna)

Powszechnie obśmiewano ich prace. Znaleźli się i tacy, co kazali im iść do okulisty, skoro tak widzą rzeczywistość. Byli i bardziej nieprzejednani, którzy uważali, że „toczy ich rak”, a jeden z dziennikarzy podpisujący się inicjałem „M” twierdził, że to co malują, to są rzeczy dziwaczne aż do obrzydliwości. Można nimi raz upstrzyć ścianę wystawy, ze względu na to, że stanowią okazy szkoły, ale ponieważ ta szkoła jest tylko karykaturą, przeto nie godzi się powtarzać eksperymentu. Widzowie, raz poznawszy co to jest ów impresjonizm, mają go już dosyć (1). Zresztą we Francji od dwóch dekad już trwała batalia o impresjonizm, gdzie nierzadko o tych obrazach mówiono, że to „hańba, brzydota i odraza”. A teraz są dumą i ozdobą najważniejszych muzeów i galerii świata.

Czytaj dalej Pankiewicz i Podkowiński. Szermierze impresjonizmu w Polsce

Jan Ciągliński, polski malarz, pierwszy…rosyjski impresjonista

W 160. rocznicę urodzin polskiego malarza Jana Ciąglińskiego, zamieszczam mój artykuł, który dwa lata temu publikowany był w kwartalniku KRYTYKA LITERACKA

Urodzony 20 lutego 1858 roku w Warszawie malarz, swoje życie artystyczne związał na stałe z Petersburgiem, gdzie zmarł i został pochowany. Stąd pojawiające się rozbieżności w jednoznacznym zdefiniowaniu tego twórcy: był malarzem polskim czy rosyjskim? W kilku dostępnych mi rosyjskich artykułach opisujących twórczość Jana Ciąglińskiego, uważa się go za „rosyjskiego malarza polskiego pochodzenia”. Często określany jest mianem pierwszego rosyjskiego impresjonisty, ale także nie rzadziej jako ten, który wprowadził impresjonizm na grunt rosyjski. Przyjrzyjmy się więc bliżej temu człowiekowi i być może uda nam się samemu wyrobić zdanie na ten temat. Dla mnie sprawa jest jasna, był malarzem polskim, Polakiem, który jako pierwszy pokazał rosyjskiej publiczności zdobycze impresjonizmu.

Po prostu został on tylko „zaanektowany w poczet malarzy rosyjskich” jak zauważył w 1935 roku krytyk Witold Bunikiewicz pisząc dla Kuriera Warszawskiego artykuł pt.: „Odzyskanie polskiego malarza” (1).

Czytaj dalej Jan Ciągliński, polski malarz, pierwszy…rosyjski impresjonista