Kuropatwy zimą wg Józefa Chełmońskiego

Na początek słów kilka o samym ptaku. Pisze znawca tematu, A. Kruszewicz: „Kuropatwy znają niby wszyscy, ale mało kto miał okazję oglądać tego ptaka z bliska. Z pozoru szara, przy dokładniejszym poznaniu zachwyca subtelnością wzorów i barw”.

Józef Chełmoński ukazał je na śniegu, zapewne w czasie ostrej zimy, jakie drzewiej bywały. Cóż tam robią? Ponieważ są one z rzędu ptaków grzebiących, to zapewne grzebią w tym śniegu poszukując pożywienia. „Kuropatwy to ptaki bardzo zaradne, potrafią znaleźć pokarm nawet pod śniegiem”, dodaje cytowany wyżej ornitolog. „Biedne kuropatwy, nerwowe, drżące” przeczytałem gdzieś w opisie tego obrazu. Poetyckie stwierdzenie, jednak nijak ma się do rzeczywistości. Ale znawcy sztuki nie muszą przecież posiadać wiedzy o ptakach. To naturalny, ich ptasi biotop. I w ten właśnie sposób ukazał kuropatwy Chełmoński. A kto jak kto, ale on najlepiej ze wszystkich polskich malarzy na życiu ptaków się znał. Był dzieckiem wsi, synem ziemi, na wsi się urodził i na wsi zmarł. „Był bystrym i wnikliwym obserwatorem życia przyrody, a natura przemawiała do jego wrażliwego umysłu całą różnorodnością swoich bogactw. (…) Nie było ptaka, którego by nie znał” – pisał biograf artysty.

Czytaj dalej Kuropatwy zimą wg Józefa Chełmońskiego

Dziecięcy portret… na schodach

W Paryżu końca XIX wieku było chyba więcej malarzy niż „normalnych” ludzi (oczywiście przesadzam,.. ale tylko trochę). Malarzy – mężczyzn. Wśród tych wybitnych była także pewna malarka i to w dodatku Polka, Olga Boznańska.

Niewiastom w tamtych czasach nie było łatwo jeżeli chodzi o kształcenie się, także w dziedzinach sztuk plastycznych, do których od dziecka panna Olga wykazywała zdolności. Akademia Sztuk Pięknych w jej rodzinnym Krakowie przyjmowała tylko mężczyzn. Podobna uczelnia, w tamtych czasach wśród studentów malarstwa bardzo popularna i prawie obowiązkowa, w Monachium, także. Artystka miała jednak wyrozumiałego, a przy tym obrotnego ojca, choć inżyniera, umysł ścisły, to jednak akceptującego w pełni zainteresowania córki. W sumie to trochę dziwne, bo rzadko który rodzic wówczas chciał, aby jego dziecko było malarzem.

Olga Boznańska „Dzieci siedzące na schodach” – fragment

Czytaj dalej Dziecięcy portret… na schodach

Władysław Ślewiński „Sierota z Poronina”

Po kilkuletnim pobycie we Francji, Władysław Ślewiński w 1905 roku wraca do kraju i zamieszkuje w Krakowie. Stąd już jest bardzo blisko na Podhale. Okres Młodej Polski to także czas fascynacji folklorem, a w tym wypadku tatrzańskim krajobrazem i życiem prostych ludzi.

„Sierota z Poronina” – fragment

W tym rejonie Polski w owym czasie gromadnie przebywają artyści wszelkiej maści, pisarze, malarze. Elita kulturalna kraju w rozbiorach. Władysław Ślewiński zaprzyjaźnia się z wieloma z nich: Janem Kasprowiczem, Leopoldem Staffem, Kazimierzem Tetmajerem, Stanisławem Witkiewiczem czy Leonem Wyczółkowskim.

Czytaj dalej Władysław Ślewiński „Sierota z Poronina”

Jak malarze pole zaorali. Część 2

Co takiego jest w tym obrazie Chełmońskiego, że osobiście tak mnie zachwycił? Myślę, że określenie „rdzenna polskość” daje jedyną odpowiedź na to pytanie. To, że wzbudził u mnie takie emocje, oczywiście wcale nie oznacza, że zachwycić musiał i innych. Bywało tak kiedyś i bywa obecnie, że znawcy sztuki czasami wytykają obrazom sztuczność wyrażania emocji, czy też tzw. „błędy malarskie”. Nie ominęło to nawet swego czasu najbardziej znanych naszych dzieł jak „Bitwa pod Grunwaldem” Mistrza Jana, czy „Szału uniesień” Władysława Podkowińskiego.

W tym wypadku mamy taki oto zarzut K. Czarnockiej: Gdy w aspekcie poprzednich obrazów Chełmońskiego o tematyce wiejskiej, spojrzymy na znaną, znajdującą się w Muzeum Narodowym w Poznaniu, „Orkę” (1896) musimy dostrzec wyraźnie proces zachodzący w postawie artysty. Wprowadza on tu niemal mistyczną atmosferę, zaczyna jakby absolutyzować postać chłopa. Wyraźną tendencję do syntezy artystycznej zagubia w jakiejś teatralnej literackości, jego patos staje się sztuczny, wymyślony – to co ogólne staje się tu ogólnikowe. Wymowę tego obrazu osłabiają również niedociągnięcia formalne, szczególnie zaś ostry, nie pozbawiony zgrzytów koloryt.

„Orka” – fragment

Czytaj dalej Jak malarze pole zaorali. Część 2

Jak malarze pole zaorali. Część 1

Tematykę orania pola przez woły czy konie ciągnące pług w polskim malarstwie podejmowało wielu malarzy, że wymienimy tu tylko dodatkowo Stanisława Witkiewicza, czy Witolda Wojtkiewicza, który ukazał tę czynność w formie ekspresjonistycznej groteski. Spójrzmy zatem na trzy tylko dzieła, trzech naszych wybitnych malarzy, odnoszące się do tego tematu, gdyż wydaje się, że są one najbardziej znane i rozpoznawalne. 

W końcu XIX wieku u kilkunastu polskich malarzy zdołamy zauważyć występujący w ich twórczości epizod impresjonistyczny. Nie znaczy to oczywiście, że możemy nazywać ich impresjonistami. Jednym z takich artystów na pewno był Leon Wyczółkowski, a jego obraz Orka na Ukrainie, który na co dzień jest prezentowany w Muzeum Narodowym w Krakowie, uważa się za ten, na którym najbardziej zastosował założenia francuskiego impresjonizmu.

„Orka na Ukrainie” – fragment

Czytaj dalej Jak malarze pole zaorali. Część 1

Chełmoński na jesień

Skoro mamy teraz jesień i to tak obecnie piękną, to warto spojrzeć na dzieło… Jesień, powstałe w 1897 roku. Nie jest tutaj aż tak barwnie znowu, jak za moim oknem, gdyż kolorystykę artysta ograniczył do ciemnych brązów i zielni na dole płótna, a na górze mamy szarości i żółcienie.

W ciemnym malarstwie Józefa Chełmońskiego z tego okresu można dopatrzeć się wpływu symbolizmu, ale na tym obrazie natura gra pierwsze skrzypce. Cisza jesiennego zmierzchu, zapach palonych suchych gałązek i trawy, życie zwierząt bytujących obok człowieka, to jak najbardziej realistyczny obraz polskiej wsi. Tak artystą ją widział i tak nam ją pokazał.

Józef Chełmoński „Jesień” – fragment

Czytaj dalej Chełmoński na jesień

Realistyczny pejzaż o ludzkim przemijaniu

Malarz całe swoje artystyczne życie związał z Warszawą. Uznawany za czołowego reprezentanta akademizmu często jednak podróżował po kraju, by w plenerze uwieczniać na kartonie czy płótnie ludzi i piękno polskiego krajobrazu.

Powiedzieć o Wojciechu Gersonie tylko „artysta malarz”, to tak naprawdę nic nie powiedzieć. We współczesnej mu epoce uchodził za człowieka instytucję. Malował, uczył malować innych, zarządzał szkołą plastyczną, pisał w stołecznych czasopismach. Był jak na owe czasy osobą w dziedzinie sztuk plastycznych bardzo wykształconą. Studiował malarstwo w słynnej Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu, później także w Paryżu u słynnego malarza i nauczyciela Léona Cognieta. Poznał dobrze twórczość Leonarda da Vinci, przetłumaczył nawet jedno z jego dzieł. Brał udział w powołaniu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Był profesorem w warszawskiej Klasie Rysunkowej, gdzie wykształcił całą masę tak wybitnych malarzy jak m.in. Józef Chełmoński, Leon Wyczółkowski, Władysław Podkowiński czy Józef Pankiewicz. Sam Józef Chełmoński kiedyś powiedział o nim, „jemu jedynemu zawdzięczam wszystko”. Jak pisał listy do profesora, to zawsze zaczynał je od słów: „Ukochanemu, najlepszemu Nauczycielowi”.

„Cmentarz w górach” – fragment

Czytaj dalej Realistyczny pejzaż o ludzkim przemijaniu

O jednym nokturnie Maksymiliana Gierymskiego

Maks Gierymski ponoć mawiał, że na obrazie jak i na zegarze musi być widać godzinę. Przedstawiane obecnie jego dzieło nie pozostawia najmniejszych wątpliwości, jaką porę obraz prezentuje. Zresztą sam tytuł także nie dopuszcza pomyłki. „Noc”, płótno datowane na lata 1872-1873, jedno z ostatnich w dorobku artysty.

Jednakże ta noc nie jest zapewne bardzo głęboka. W oknach palą się jeszcze światła, drogą jedzie zaprzęgnięty w konie wóz prowadzony przez furmana. Obok biegnie pies. Widzimy też osoby podążające tą polną drogą, zapewne w stronę widocznych w oddali wiejskich chałup, w których oknach również tli się światło. Ludzie jeszcze nie śpią. Jest noc, ale znów nie taka późna. Możemy więc się domyślić, która to mniej więcej jest godzina i jaka pora roku. Lato zapewne, bo krzewy zielenią się pomimo ciemności z lekka jednak rozjaśnionej gwiazdami.

„Noc” – fragment, MNW

Czytaj dalej O jednym nokturnie Maksymiliana Gierymskiego

Stanisław Wyspiańskiego Chochoły na krakowskich Plantach

Pejzaż nie był główną domeną twórczości Wyspiańskiego. Niemniej powiedzmy szczerze, że wszystko co stworzył, od malarstwa, poprzez sztukę witrażu, polichromii, projektowania mebli czy wnętrz, po działalność ilustratorską czy scenograficzną, aż do literatury, stawia go w rzędzie osób, które odcisnęły piętno na całej kulturze narodowej przełomu wieków.

Natomiast w rodzinnym Krakowie na pewno wzruszył wiele osób swoimi pełnymi nastroju pastelami pokazującymi Planty i Wawel malowanymi o różnych porach dnia i roku. Stworzył też symbol chochoła. To różany krzew owinięty otuliną ze słomy, która chroni go przed zimowymi mrozami. Sen zimowy, to uśpione życie, które narodzi się na wiosnę, ale także metafora uśpionego w niewoli narodu.

Stanisław Wyspiański „Chochoły”, MNW

Czytaj dalej Stanisław Wyspiańskiego Chochoły na krakowskich Plantach

Aleksandra Gierymskiego poszukiwania, czyli „W altanie”

Historyczna stylizacja kostiumowa nawiązująca do staroświeckiego świata rokoka, przedstawiająca wykwintne towarzystwo wypoczywające w ogrodowej altanie, to nie sztuka dawna, tylko malarstwo bliskie palecie impresjonistycznej.

Aleksander Gierymski prace nad obrazem W altanie rozpoczął kilka lat przed faktycznym ukończeniem dzieła. Jest ono rezultatem licznych studiów jakie artysta zaczął już wcześniej, w Rzymie, tworząc wiele płócien dużo mniejszych rozmiarów. Trwało to około pięciu lat. Stały się one później samodzielnymi, autonomicznymi kompozycjami i zaliczane są do najwybitniejszych osiągnięć w dorobku Gierymskiego. Przykładem może być „Ksiądz pijący wino”, którego na obrazie właściwym widzimy jako mężczyznę w rokokowym stroju.

Aleksander Gierymski „W altanie” – fragment

Czytaj dalej Aleksandra Gierymskiego poszukiwania, czyli „W altanie”