Anny Bilińskiej spojrzenie na Berlin

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem to płótno w Muzeum Narodowym w Warszawie od razu przyszedł mi na myśl Camille Pissarro i jego kilka obrazów stworzonych pod wspólnym tytułem „Boulevard Montmartre” z 1897 roku, malowane z „lotu ptaka”, a dokładniej z okna wyższego piętra paryskiej kamienicy. Ciekawym jest tylko jedno, Bilińska podobny zabieg zastosowała siedem lat wcześniej w Berlinie. Poza tym porównaniem było jeszcze i inne. Wielokrotnie spacerowałem przez Unter den Linden (pol.: Aleja pod Lipami) z wielką przyjemnością, a niewiele od tamtych czasów ulica ta się zmieniła, przynajmniej jeśli chodzi o stające wzdłuż alei budynki cechujące się dużą wartością historyczną i oczywiście rzędy lip więc tym bardziej poczułem potrzebę napisania kilku słów o tym malowidle.

Obraz ten artystka namalowała na trzy lata przed swoją przedwczesną śmiercią. Jej twórczość to przede wszystkim portrety. Solidne, realistyczne, starannie „wykończone i dopieszczone”. Nic w tym dziwnego, była uczennicą Wojciecha Gersona, realisty, wyznawcy akademizmu z krwi i kości. W 1893 roku pisał krytyk: W salonie Towarzystwa Zachęty pewnym rodzajem niespodzianki są krajobrazy p. Anny Bilińskiej, która tak wysoko w rodzaju portretowym stanęła. (…) prawdziwy talent p. Bilińskiej kładzie piętno swoje na wszystkim czego się dotknie. (…) Nie ulega wątpliwości, że obok Bilińskiej znakomitej portrecistki, zyskaliśmy Bilińską znakomitą pejzażystkę. Jednak dopiero pod koniec lat 80-tych XIX wieku artystka zaczęła interesować się problemem światła w malarstwie, zmierzając i to raczej nieświadomie w kierunku impresjonizmu, którego była zdecydowaną przeciwniczką, a często nawet go wyśmiewała. Myślę, że trzeba w tym miejscu przytoczyć część listu pisanego przez artystkę z Paryża, aby poznać jej stosunek do tego kierunku w malarstwie. W 1884 artystka tak oto wypowiedziała się o impresjonizmie i impresjonistach na kanwie wystawy Edouarda Maneta:

Jest to wódz, naczelnik, mistrz i król impresjonistów. Dotąd słyszałam tylko o tych cudakach, a teraz przekonałam się na własne oczy o ich idiotyzmie. Trudno sobie coś bardziej śmiesznego, dziecinnego i niedołężnego przedstawić. Żadnego rysunku, żadnego koloru. Niby to malują tak, jak widzą, czyli jak im się wydaje, a trzeba przyznać, że wydaje im się oryginalnie…(…) Spojrzeć na chwilę mimochodem na taki obraz nie zatrzymując się na jedną nawet sekundę – może to i zrobi jakie takie wrażenie natury, lecz przypatrzeć się bliżej – niech Bóg strzeże – śmieszy tylko, a bardziej jeszcze gniewa. Widoki na takim traktowaniu tracą raczej.

Taki wówczas był osąd artystki w kwestii impresjonizmu. A jednak kilka lat później właśnie takie spojrzenie na pejzaż miejski jak impresjoniści, Bilińska zastosowała w obrazie Ulica Unter den Linden w Berlinie. Czy znaczy to, że możemy zaliczyć malarkę do grona impresjonistów? Odpowiedź nie musi być twierdząca, co świadczy dobitnie o nieścisłości tego pojęcia, jak również jest dowodem, że impresjonizm nie miał tylko jednego oblicza. Niemniej na płótnie tym zastosowała typową dla impresjonistów konwencję widoku z okna. Szybkimi pociągnięciami pędzla notowała zamglenie atmosfery, rozpływające się we mgle kształty drzew i budynków o zatartych konturach – zauważa B. Kokowska.

Anna Bilińska „Ulica Unter den Linden w Berlinie” (1890), MNW

Wcześniejsze prace Bilińskiej cechował bezbłędny rysunek oparty o akademicki warsztat. W tym obrazie, jak i o rok wcześniejszym, „Bretonka na progu chaty” (1889) rezygnując z precyzji rysunku i dokładnego odtworzenia szczegółów na rzecz impresyjnej gry plam światła i barw, artystka uzyskała efekt spontanicznej świeżości przeniesionego na płótno wrażenia. (…) Tenże nieliczny w jej dorobku miejski pejzaż przesycony światłem, powietrzem i mgłą, ujęty w rozległej perspektywie (…), jest przez wielu krytyków porównywany z impresjonistycznymi dziełami Moneta czy Pissarra (E. Micke-Broniarek).

Sygnatura na obrazie

Anna Bilińska zmarła w wieku 36 lat. Była kobietą nieprzeciętną jak na tamte czasy, osobą, która całe swoje życie poświęciła sztuce. Zdobyła poważne wykształcenie artystyczne na europejskim poziomie. Obecnie, obok Olgi Boznańskiej, uznaje się ją za najbardziej utalentowaną polską malarką przełomu XIX/XX wieku. Problem tylko w tym, że w naszych muzeach mało jest jej obrazów, gdyż większość dzieł przez nią stworzonych pozostaje w kolekcjach zagranicznych.

Ulica Unter den Linden w Berlinie, 1890 rok

technika/materiał: olej, płótno

wymiary: 82 cm x 60 cm

Muzeum Narodowe w Warszawie

Dodaj komentarz