Leona Wyczółkowskiego „Kopanie buraków”

Pierwszy bodaj biograf artysty Hilary Majkowski napisał w 1932 roku, a więc jeszcze za życia artysty, że gdyby Leon Wyczółkowski był dajmy na to jakimś Włochem, Niemcem czy Francuzem, mówiono by o nim tak, jak mówi się o Millecie, Camillu Corocie, Leiblu czy Liebermanie.

Ale – pisze dalej Majkowski – „Wyczół jest Polskiem, który mało wygląda poza próg swojej ojczyzny – mimo stałych zresztą wystaw poza granicami kraju – więc najwięcej Polska wie o tem, że tu w stolicy nad Wartą (w Poznaniu – przyp. mój) żyje wspaniały czarodziej pejzażu, wielki i cudowny artysta, jeden z niewielu wielkich, jakich wydała epoka” (1).

Może i mało wyglądał poza Polskę, jednak miał okazję dwa razy bywać w Paryżu. Pierwszy wyjazd do miasta nad Sekwaną miał miejsce w 1878 roku. I tak naprawdę zastanawiam się, co on tam robił. Wiemy, że celem była Wystawa Powszechna. Zapewne jeszcze wielokrotne wizyty w Luwrze. Coś tam niechybnie z tej wizyty wyniósł, ale raczej nie to, co wówczas powinien. Przypomnijmy, że wtedy we Francji szalał impresjonizm, a artyści z tego nurtu byli już po trzech swoich wystawach, z których pierwsza miała miejsce cztery lata wcześniej. Emil Zolla, zwolennik tego kierunku, napisał w swoje broszurze o trzeciej wystawie tych malarzy, która miała miejsce w 1877 roku w ten sposób:

Widzą przyrodę w jasnych i wesołych kolorach, bez asfaltowego sosu i ziemi sjeneńskiej malarzy romantycznych. Malują w plenerze, a konsekwencje tej rewolucji będą ogromne. Mają jasny kolo- ryt, niezwykłą harmonię odcieni, dużą oryginalność ujęcia. Zresztą każdy z nich ma zdecydowanie odmienny i mocno zaznaczający się temperament (2).

Wielką szkodą jest, że Wyczółkowski nie dojrzał owych przemian w malarstwie, które tworzyły wówczas „rewolucję” w sztuce. A może ich dostrzec nie chciał, bo wydawały mu się zbyt dziwne. Oprócz tych przymiotów o wielkości artysty, które słusznie wymienił Majkowski, doszedłby jeszcze jeden. Pierwszy polski impresjonista. A tak „tytuł” ten przypadł Pankiewiczowi i Podkowińskiemu, którzy w 1889 roku także zawitali do Paryża i od razu załapali o co powinno w sztuce tych czasów chodzić. W tym samym roku „Wyczół” również przybył po raz drugi nad Sekwanę i wówczas dopiero zaszły u niego zmiany w widzeniu „realnego świata”. Pojął, że plener, który zbliży go do francuskich impresjonistów znajdzie tylko na Ukrainie, którą dobrze znał z wcześniejszych tam pobytów. Był tam przecież pierwszy raz w 1883 roku. Zrozumiał, że tylko tam znajdzie właściwe miejsca do wyrażenia pędzlem poznanego dopiero co kierunku, którym zafascynował się po obejrzeniu prac Moneta – podobnie zresztą jak Podkowiński z Pankiewiczem. Spotkanie z całym bogactwem światła i barwy francuskiego impresjonizmu wyzwoliło go z resztek akademickich rygorów i szablonów, wzbogaciło jego paletę, ale i pobudziło do śmiałego eksperymentowania na własną rękę (3). Otóż to, Wyczółkowski był czasami impresjonistą, ale na swój własny sposób.

Ponownie odwiedza więc Ukrainę, gdzie namaluje już „po nowemu” wiele pejzaży oraz scen pokazujących pracę prostych ludzi – rybaków, orkę oraz chłopów podczas kopania buraków. Kompozycje te wyrażają się „przede wszystkim w dążeniu do osiągnięcia maksymalnych efektów świetlnych i barwnych i w zrozumieniu istoty pleneru” (4). Obrazów z tym ostatnim motywem prawdopodobnie powstało kilkadziesiąt, które artysta tworzył w różnych okresach i różną techniką. Do dzisiaj zachowało się jednak tylko kilka prac.

Ja miałem okazję obejrzeć pięć obrazów Kopanie buraków, które znajdują się w trzech muzeach, a mianowicie: Muzeum Narodowym w Krakowie – 1 obraz z roku 1893; Muzeum Narodowym w Warszawie – 2 obrazy opisane jako „Kopanie buraków I” z roku 1892 i „Kopanie buraków II” z roku 1911, obecnie w depozycie Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy (Dom Leona Wyczółkowskiego) oraz 2 obrazy, pastele, w tymże muzeum z roku 1903.

Motyw pracy ubogich, prostych ludzi pozostawał dla niego bardzo ważny. Zawsze podkreślał, że jego obrazy ukraińskie, to obrazy „ludowe”. Żywił szczerą i głęboką sympatię do ukraińskiego ludu, ubolewając nad jego wyzyskiem i przedmiotowym traktowaniem przez polskich ziemian (5). Otóż to. Widać dokładnie na tych dziełach miłość artysty do prostych ludzi i ich ciężkiej pracy. Jednak obrazy te, wydaje się, nie mają nas wzruszać tą mrówczą robotą ukraińskich chłopów. Nie na nich także „sielankowości czy upiększeń”. One raczej realistycznie oddają to, co artysta widział na własne oczy, a co go fascynowało właśnie tam, na kresach. Musiał się Wyczółkowski okrutnie tymi ludźmi i ich pracą zauroczyć, skoro tylko jednemu obszarowi pracy na roli, kopaniu buraków, poświęcił aż tak wiele swojego czasu i uwagi. Bo on po prostu, jak sam powiadał, stał sercem całym za ludem, który malował. Pierwsze malowidła z tym tematem były tworzone w technice olejnej. W nich to, szczególnie w dziele „krakowskim”, artysta najbardziej zbliżył się do palety w pełni impresjonistycznej. Jest płótno to świetniejsze w kolorze i jednolite w kompozycji, (…) jest obrazem znojnej pracy w polu w pełnym blasku słonecznego południa jesiennego. Bogata mozaikowość barw nie redukuje wieloplanowości obrazu, nie pozbawia go jego przestrzenności (6). Choć znawcy tematu uważają, nie bez racji, iż Wyczółkowski, sprzeniewierzał się impresjonizmowi, nie uznając w wielu przypadkach bezpośrednich studiów za wersje ostateczne dzieła. Impresjonizm Wyczółkowskiego był też opisowy, dbał o realizm w przedstawianiu ludzi i przyrody, nie przestrzegał konsekwentnie zasad chromatyzmu, uznawał barwy lokalne i rzadko stosował dywizjonizm (7).

Oglądając te obrazy, należy się raczej zgodzić z tą opinią. Możemy także przywołać tutaj słowa innych znawców polskiego malarstwa tamtej epoki. Uczeni ci uważają, że bezpośrednia obserwacja luministycznych zjawisk wyzwoliła kolorystyczną wrażliwość Wyczółkowskiego. Ważna też okazała się lekcja, jaką twórca wyniósł z retrospektywnej wystawy Moneta oglądanej w Paryżu w 1889 roku. W przeciwieństwie do Podkowińskiego i Pankiewicza, Wyczółkowski nie przejął dosłownie impresjonistycznej techniki. W malowanych w latach dziewięćdziesiątych scenach pracy ukraińskich chłopów (…) analizował wzajemne oddziaływanie czystych barw, zestawiał tony ciepłe i zimne, zderzał półcienie w partiach oświetlonych z błękitami i fioletami w strefie cienia. W rezultacie natężenia barw i moc kontrastów wraz z dynamicznym sposobem malowania i wzbogaconą impastami fakturą zdecydowały o ekspresyjnych walorach tych płócien (8).

Będąc właśnie w Paryżu zrozumiał, że u nas, w Polsce, maluje się całkiem inaczej. Nasze obrazy są smutne, przeczernione. „Nie znamy słońca”. Pojechał dlatego na Ukrainę, po to słońce. Zrozumiał, że tylko na bezkresnych polach Ukrainy są do tego odpowiednie plenery. Tam znalazł piękno w różowych porankach i liliowych zachodach, w gorącej, złotej ciszy południa. Innymi oczami patrzył teraz na przyrodę. Nie bał się ostrego światła. W pełnym słońcu na miedzy rozstawiał sztalugi. (…) I zamiast drgających punkcików czy kapryśnych kresek Wyczółkowski szerokim pociągnięciem pędzla kładzie śmiało szeroką, ciepłą smugę farby. Płoną płótna od kolorów, a w tej fantastycznej powodzi blasków poruszają się ludzie: kobiety wyrywają buraki lub pielą, chłopi orzą, rybacy z wielkimi sieciami brodzą po kolana w wodzie lub sennie kołyszą się na tratwie (9).

Eligiusz Niewiadomski, zapamiętany przez historię naszego kraju przede wszystkim jako zabójca pierwszego prezydenta RP, Gabriela Narutowicza, kilkanaście lat wcześniej, gdy jeszcze miał dobrze w głowie poukładane i zajmował się sztuką (pisał o niej, ale i sam malował), a nie polityką w wersji ekstremalnej, tak oto widział „ukraińskie” obrazy Wyczółkowskiego: jego sławę malarską ustaliły inne dzieła i inna epoka – ta, z której pochodzą „Rybacy”, „Kopanie buraków”, „Orka ukraińska”, setki studiów, szkiców i wszelkiego rodzaju eksperymentów pleneru. Ale i wówczas nie pragnął on targać niczyich nerwów dramatem życiowym, czy wspomnieniem historycznym, albo udzielać widzowi osobistych wzruszeń i nastrojów. Można by prawie powiedzieć, że indywidualność tego malarza zasadza się na posiadaniu siatkówki przedziwnie uczulonej i wrażliwej… Jedyną racją bytu jego parobków, dziewuch, rybaków, wołów, wód i pól – całej martwej i żywej natury – jest światło. Ono to złoci martwą bryłę promieniem wschodzącego słońca, obłękitnia ją chłodnym refleksem nieba, rozzielenia i rozpłomienia gorącem odbitym ziemi. W krzyżowym ogniu świateł i refleksów drga i żyje przyroda – śpiewa potężny żywiołowy hymn słońcu (10).

Na zakończenie pozwolę sobie odnieść się do dwóch wersji „Kopania buraków” wykonanych w technice pastelu i znajdujących się w zbiorach Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy, Dom Leona Wyczółkowskiego, cytując fragment z książki poświęconej twórczości artysty, wydanej przez tę szacowną instytucję. W 1903 roku Wyczółkowski ponownie wyjechał na Ukrainę, pracował już wykorzystując technikę pastelu i podejmując dawne tematy: „Orki”, „Woły”, „Kopania buraków”. W przedstawieniach tych był typowym plenerzystą, szukał w naturze wyłącznie światła kładącego się barwami na przedmiotach, ludziach i roślinach. W zbiorach bydgoskiego muzeum znajdują się dwie wersje „Kopania buraków” bardzo podobne, różniące się wielkością i szczegółami kompozycyjnymi (…) Większa wersja kopania buraków jest przedstawiona w ostrym jesiennym popołudniowym świetle, które nadaje miękkości konturom, rozmywa szczegóły. Gra promieni słonecznych i kolory lokalne zabarwiają ubrania postaci czerwienią, żółcieniem, oranżem i błękitem. Kolor dominuje nad kompozycją. Natomiast druga – mniejsza wersja- ma chłodniejszy ton, jest ostrzejsza, kontrastowa, przedstawia scenę kopania buraków wczesnym rankiem (11).

Te pięć malowideł przedstawiające kopanie buraków na Ukrainie dają nam obraz nie tylko ciężkiej pracy chłopa na roli przełomów XIX/XX wieku, ale także, a może przede wszystkim pokazują ewolucję malarską artysty, dla którego światło słońca stało się najistotniejszym elementem jego dzieł malarskich, a przy tym pozostał przy realistycznym przedstawianiu tworzonych scen.

Przypisy:

  1. H. Majkowski: „Wyczółkowski”, Poznań 1932.
  2. E. Zolla „Wystawa malarzy impresjonistów (1877)”, ebook.
  3. M. Twarowska: „Leon Wyczółkowski”. Warszawa 1962.
  4. E. Sekuła – Tauer: „Leon Wyczółkowski”, Wrocław 2002.
  5. W. Milewska: „Kopanie buraków”. Internetowe Muzeum Narodowe w Krakowie.
  6. M. Twarowska: op.cit.
  7. J. Baziak: http://wyczolkowski.pl/tworczosc
  8. I. Kossowska,Ł. Kossowski: „Malarstwo polskie. Symbolizm i Młoda Polska”. Warszawa 2011.
  9. J. Stępniowa: „Krajobraz z tęczą. Sylwetki artystów od Wita Stwosza do Dunikowskiego”. Warszawa 1976.
  10. Cyt. za: „Teksty o malarzach 1890-1918. Wrocław 1976.
  11. „Twórczość Leona Wyczółkowskiego”. Przewodnik. Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. Bydgoszcz 2013.

Artykuł został pierwotnie opublikowany na stronie Fundacji Niezła Sztuka