Plac Pigalle w Paryżu widziany okiem Józefa Mehoffera

W ponad ćwierć wieku od pierwszego swojego pobytu w Paryżu Józef Mehoffer zanotował, że jest to „miasto przez swoją sztukę najarystokratyczniejsze na świecie”. Odwiedzał je wiele razy, a ten pierwszy i być może najważniejszy dla jego artystycznego rozwoju pobyt miał miejsce w 1891 roku.

Po otrzymaniu stypendium w marcu tego roku, mając 22 lata, Józef Mehoffer wraz ze swoim przyjacielem, Stanisławem Wyspiańskim, wyjeżdżają do tejże „świątyni” światowej sztuki. Artysta zostanie tam z małymi przerwami przez kolejne pięć lat, tworząc w tym czasie około 50 różnego rodzaju dzieł.

Stypendium to było ufundowane przez krakowską uczelnię plastyczną pomimo, że jej „guru”, Jan Matejko, nie był zachwycony tym, że jego dwaj najzdolniejsi uczniowie jadą w miejsce, które może ich „zarazić” nowymi prądami sztuki zachodniej, wówczas coraz śmielej się tam objawiającymi. Mistrz Jan bowiem, jak wiemy, nie był zwolennikiem naśladownictwa nowych kierunków w malarstwie, stał nieustannie na straży akademizmu w sztuce. (Choć jak wiemy, pod koniec życia nie miał już nic przeciwko tym, którzy chcieli malować „po swojemu”). Młodzi artyści spotykają na miejscu rodaka, kilkanaście lat od nich starszego Władysława Ślewińskiego, który nie tylko staje się im przewodnikiem po obcym mieście, ale także jako zwolennik owej nowej sztuki, będący pod wpływem Paula Gauguina, wybitnego francuskiego malarza, wprowadza ich w środowisko twórców łamiących dotychczas obowiązujące kanony. Bywają razem w kawiarni Madame Charlotte, popularnym miejscu spotkań artystycznej cyganerii. Bywalcy dyskutują tutaj zawzięcie nad kształtem nowej sztuki i rolą artysty, podkreślają swobodę twórczych poszukiwań, intuicję, instynkt i głoszą bliżej nieokreślone hasła powrotu do źródeł, które widzą w sztuce średniowiecznej, archaicznej i prymitywno-ludowej. Malarze, poeci, muzycy szukają analogii i powiązań (1). No i stało się to, czego Matejko obawiał się najbardziej. Jak pisze współczesny artystom krytyk, Mehoffer i Wyspiański stali się rzecznikami prądów wiejących z zachodu, z Francji przede wszystkim, gdzie od wieków rodzi się każda myśl nowa, każdy zwrot kulturalny lub społeczny (2). Tak, to ten „pierwszy” Paryż otwiera Mehofferowi oczy na malarstwo, tam poznaje jasną kolorystykę obrazów, na których rejestrowana jest ulotność chwili.

W swojej twórczości z lat 1891 – 1895 ulega wpływowi symbolizmu i postimpresjonizmu. Za sprawą wypomnianego wyżej Władysława Ślewińskiego, silnie na niego oddziaływuje sztuka nabistów, czyli „proroków” (3). Nabiści byli tymi, którzy wyszli z doświadczeń Gauguina, zmierzali do form prostych i dekoracyjnych (4). Niektórzy znawcy malarstwa uważają, że jednak prekursorzy impresjonizmu i impresjoniści nie przemawiają do Mehoffera (5), podczas gdy towarzysz podróży, Wyspiański, niejako instynktownie w tym kierunku zmierzał. (6). Wcześniejsze, krakowskie doświadczenie Mehoffera kłóciło się z impresjonizmem: leżący u jego podłoża naturalizm, problematyka malarska zrywająca z akademicką hierarchię tematów, gra świateł i koloru jako głównym tematem obrazu. Jednak w powstałym w 1894 roku obrazie Plac Pigalle ujawnia się wyraźnie widzenie impresjonistyczne (7). Dzieło to zostało namalowane z mieszkania znajomej twórcy mieszczącym się przy bulwarze Clichy. Paryski Plac Pigalle twórca ukazał z góry, ujęty fragmentarycznie, z konnym autobusem stojącym po środku. Na tle dotychczasowej twórczości malarza uderzają jasna kolorystyka, szkicowość. Artysta uchwycił przypadkowy kadr z przechodniami i powozami w ruchu. Szkicowość zdradza, że kompozycja została wykonana szybko, wprost z okna (8). To także znany zabieg impresjonistów, który unaocznia nam, że jednak Mehoffer w tamtym okresie nie był prawdopodobnie w stanie całkowicie oprzeć się jego pokusie (impresjonizmowi – przyp. mój) albo modzie i też, choć nieśmiało i niekonsekwentnie, zaczął tworzyć pewne obrazy na jego kanwie (9). Patrząc na ten obraz obserwujemy przeciętną scenę uliczną, z tradycyjną paryską kawiarnią pełną ludzi, w której postacie zredukowane zostały do przecinków, budowle do szkicowych posunięć pędzla (10).

Józef Mehoffer pozostawił po sobie okazałą malarską, choć nie tylko, spuściznę. Wiele jego obrazów jest bardziej słynnych i na pewno ciekawszych artystycznie od Placu Pigalle wiszącego na ścianie Muzeum Narodowego w Poznaniu. Wspomnę tu tylko monumentalny obraz „Dziwny ogród”, znajdujący się w Muzeum Narodowym w Warszawie, o którym pisałem już wcześniej na tej stronie pisałem. Niemniej to małych rozmiarów malowidło przyciąga wzrok widza niejako bezwiednie, każąc mu na dłuższą chwilę się przy nim zatrzymać , a także podumać na ulotnością chwili i zmiennością świata, w którym żyjemy.

Plac Pigalle w Paryżu (1894), olej/tektura; 26 cm x 34 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu.

Przypisy:

  1. A. Dackiewicz: Władysław Ślewiński. Warszawa 2006.
  2. H. Piątkowski: Wystawa dzieł J. Mehoffera (Tow. Zachęty). „Kurier Warszawski” 1913, nr 324. W: Teksty o malarzach 1890-1918. Wrocław 1976.
  3. I. Kossowska: Józef Mehoffer. Culture.pl
  4. I. Witz: Polscy malarze, polskie obrazy. Warszawa 1970.
  5. Tamże.
  6. B. Kokoska: Impresjonizm polski. Ożarów Maz. 2015.
  7. A. Pawlińska: Józef Mehoffer. Warszawa 2006.
  8. Tamże.
  9. B. Kokoska, dz.cyt.
  10. Tamże.