A wszystko zaczęło się do Piasta… o ile on był. Historia zamknięta ramą obrazu

Osobiście bardzo lubię legendy i baśnie polskie. Zaczynając pisać ten tekst ponownie przeczytałem tę o Popielu i o Piaście. Wcześniej kilkakrotnie byłem nawet na Mysiej Wieży w Kruszwicy. To tam właśnie miały okrutnego władcę Polan i jego żonę zjeść myszy. I po tym złym Popielu nastał prosty oracz, czy też kołodziej Piast, który miał dać początek nowej polskiej dynastii. Było tak czy nie?

Zanim jednak spróbujemy zająć się tym zagadnieniem, spójrzmy na obraz namalowany przez jednego z naszych najwybitniejszych artystów II połowy XIX stulecia, Witolda Pruszkowskiego. Malarza, w którego twórczości nie znajdujemy w ogóle obrazów historycznych, a prezentowane tutaj dzieło uznaje się za jedyne związane z tym kierunkiem w malarstwie. Chociaż właściwszym byłoby raczej określenie tego płótna jako legendarno-historyczne.

Malarz tworzył przede wszystkim portrety czy obrazy fantastyczne oparte na baśniach ludowych. Ważne także miejsce w jego twórczości stanowią dzieła inspirowane poezją Słowackiego i Krasickiego, gdzie pędzlem oddawał przeżycia poetów. Co więc pchnęło tego wrażliwego artystę, romantyka wręcz, do namalowania tego monumentalnego, największego jaki stworzył obrazu, mówiącego o początkach dziejów Polski? Malowidło powstaje na początku jego kariery malarskiej i wydaje się, że był to ukłon w stronę Jana Matejki, którego był uczniem. Być może była to nawet praca zaliczeniowa u Mistrza. Chociaż w obszarze przedstawienia jest obraz ten bliższy malarstwu historycznemu Wojciecha Gersona, gdyż posiada rozbudowaną częścią pejzażową, niż Jana Matejki, ponieważ Mistrz Jan dużą wagę przykładał do realiów obrazowanej epoki.

Rekwizyty na obrazie takie jak: korona ofiarowana Piastowi, ubrania osób ukazanych po prawej stronie obrazu i ich uzbrojenie, czy też powiewająca chorągiew są wzięte z wyobraźni artysty. Towarzyszący scenie aniołowie są niejako zapowiedzią tego, co będziemy mogli oglądać na późniejszych obrazach artysty. Krytycy sztuki po wystawieniu tego dzieła zwracali uwagę na jego wady. Uważano, że „nie harmonizuje ze sobą połączenie legendy ze skrajnym realizmem w traktowaniu”. Były też inne zarzuty odnoszące się do technicznych braków, np., że Piast jest „ascetycznie wymizerowanym”, ale trudno mieć do artysty o to pretensję, szczególnie teraz, gdy oglądamy to dzieło. Stworzył on obraz, który widzowi ma pokazywać początek pierwszej polskiej dynastii i tak na niego proponujemy patrzeć. Tylko i wyłącznie jako część legendy, ale również i ewentualną część prawdy o Piaście, czy raczej piaście pisanego małą literą. Ale o tym niżej. A co ukazał artysta, najlepiej opowie nam opis tego dzieła, który stworzono tam gdzie ono jest prezentowane – w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie.

Obraz był prezentowany pierwotnie (w zamyśle autora?) pod tytułem „Piast”. Może to być wskazówką interpretacyjną: prawa część obrazu byłaby wtedy niejako wizją przyszłości ujrzaną przez protoplastę dynastii piastowskiej. Centralna scena ofiarowania korony (i innych atrybutów władzy: np. wzniesiony miecz w pochwie) przez posłańców przekazujących z „woli ludu” władzę po obalonym Popielu — odnosi się metaforycznie do wzmianki z Kroniki polskiej Galla Anonima, która zapewne powtarza starsze podania. W wersji Galla Piast był ubogim oraczem (ratajem) — w ujęciu malarza jednak protoplasta rodu królewskiego to bartnik i kołodziej (to wersja legendy z kroniki Marcina Bielskiego z 1. połowy XVI w.), a posłańcom towarzyszą postaci aniołów (wersja legendy z początku XIV w.). Ofiarowanie korony jest alegoryczną zapowiedzią panowania na ziemiach polskich dynastii Piastów.

Warto także zwrócić uwagę na anioła wznoszącego rękę ku niebu. Bezdyskusyjnym był wówczas pogląd, że władza królewska pochodzi od samego Boga. W legendzie o Piaście mamy to opowiedziane. Gdy tajemniczy przybysze odeszli po zakończeniu uczty wydanej przez Piasta z okazji postrzyżyn syna jego, Siemowita, to jadła na stole przybyło, zamiast ubyć. „Wszystkich objęła nieopisana radość, uznali bowiem, iż pochodzili oni [przybysze] od bogów i Siemowit przez bogów został namaszczony”.

Wybitny polski historyk August Sokołowski w „Dziejach Polski Ilustrowanych” pisanych w końcu XIX wieku, w ogóle tym zagadnieniem nie zawracał sobie głowy. Poświęcił mu tylko jedno zdanie: „Nie wdając się w krytykę na wpół mitycznych podań bajecznych, które na dwie grupy się dzielą: małopolską o Kraku i Wandzie jakoteż wielkopolską o Popielach, przystępujemy wprost do właściwej historyi polskiej”. Zaczyna opisywać nasze dzieje od pradziada Mieszka I – Siemowita. Ale przecież przed tymże Siemowitem musiał ktoś być. Był nim Piast, prosty oracz czy też kołodziej, a przed nim Popiel? Mediewista Jerzy Strzelczyk zapytany przez autorów wydanej w ubiegłym roku potężnej książki „Władcy Polski” czy wierzy w Popiela odpowiada: „To nie jest kwestia wiary. Jestem przekonany, że go nie było. Nie ma żadnych poważnych argumentów za tym, że istniał”. Oczywiście – szczególnie nie wierzymy obecnie w zjedzenie go przez myszy w Kruszwicy, na Mysiej Wieży, bowiem ta wraz z zamkiem została zbudowana za czasów Kazimierza Wielkiego. Co do Piasta, pytany już takiej pewności nie ma. Profesor powiada: „Też za bardzo nie wierzę, choć w tym przypadku można by mieć wątpliwości. W przeciwieństwie do Popiela chodzi tu bądź co bądź o protoplastę rzeczywiście panującego rodu. Trudno przyjąć, że ktoś go po prostu wymyślił”. Też tak uważamy, bo przecież Polska, którą znamy jako tako od czasów Mieszka I, kraj już w miarę potężny, nie mogła się narodzić w około cztery pokolenia. Gall Anonim wymienia kolejne postaci z linii dynastycznej, po (legendarnym?) Piaście.

Siemowit tedy, osiągnąwszy godność książęcą, młodość swą spędzał nie na rozkoszach i płochych rozrywkach, lecz oddając się wytrwałej pracy i służbie rycerskiej zdobył sobie rozgłos zacności i zaszczytną sławę, a granice swego księstwa rozszerzył dalej, niż ktokolwiek przed nim. Po jego zgonie na jego miejsce wstąpił syn jego, Lestek, który czynami rycerskimi dorównał ojcu w zacności i odwadze. Po śmierci Lestka nastąpił Siemomysł, jego syn, który pamięć przodków potroił zarówno urodzeniem, jak godnością. Ten zaś Siemomysł spłodził wielkiego i sławnego Mieszka, który pierwszy nosił to imię…

Czyli Piast tak naprawdę władzy po obalonym, czy też zabitym Popielu nie przejął osobiście, tylko przekazał ją swojemu synowi Siemowitowi. Od niego rozpoczyna się dziedziczność piastowskiego tronu, który z ojca na syna przechodzi przez wieków kilka. Gal Anonim na założyciela dynastii wskazuje więc Siemowita. Inaczej widział to Jan Długosz. Kronikarz nie miał wątpliwości, że twórcą jedynej czysto polskiej dynastii w naszych dziejach był właśnie Piast, gdyż jak powiadał, to z jego „krwi wyszli królowie i książęta”. Wątpliwości mają za to współcześni historycy. Pisze Marek K. Barański: „Najpierw oczywiście został odrzucona opowieść o myszach i o cudach na uczcie u Piasta. Natomiast dalsza część Gallowej relacji sprawia historykom do dziś dużo kłopotów. Choć prawie nikt nie wierzy w istnienia Piasta i Rzepki, to już następni zapisani w Kronice przez jednych uznawani są za postacie historyczne, inni natomiast uważają, że oni należą też do legendy”.

Ostatnimi czasy tu i ówdzie słychać głosy, że Mieszko I to musiał być albo jakiś Wiking, czy też przybył z Wielkich Moraw, bo przecież „dziki” władca Polan nie mógł zbudować tak prężnej państowości. Nie będziemy wchodzić w ten dyskurs bowiem – jak uważa prof. Andrzej Buko – nie można „wiązać początków dynastii z obcymi etnicznie przybyszami, ponieważ nie upoważniają do tego ani źródła pisane, ani tym bardziej dane archeologiczne”. Jednak wydaje się, że okres panowania tych trzech przodków Mieszka I wymienionych przez Galla, to raczej czas zbyt krótki, aby zbudować tak prężną państwowość, do której przybywa czeska księżniczka z potężnej dynastii Przemyślidów, córka Bolesława I Srogiego i bierze ślub z księciem Polski, a kraj poprzez chrzest, bez sprzeciwów możnych tego świata, włącza się w cywilizację zachodnią. Ba, kilka lat później nawet spuszcza potężne manty Niemcom pod Cedynią. Czyli może jednak Popiel był, rządził i budował państwo Polan? Paweł Jasienica nie wyklucza. „Nie znamy daty urodzin Mieszka I. Z pewnym prawdopodobieństwem możemy tylko mówić, że było to gdzieś około roku 920. Jeśli policzyć czas potrzebny na życie oraz rządy jego ojca, dziada i pradziada, wypadnie, że ród Piastów wstąpił na tron w pierwszej połowie IX wieku. Czyżby zatem najstarsze umocnienia gnieźnieńskie, pamiętające wiek VIII, wznosili jeszcze Popielidzi? Może wieści o nich należą nie tylko do legendy”?

Gall Anonim pisał swoją kronikę na dworze Bolesława Krzywoustego. Wydaje się, kolejność władców naszych podał bezbłędnie. Trudno bowiem sądzić, aby na książęcym dworze nie pamiętano, kto rządził przed Mieszkiem. Wówczas o protoplastach rodów, nawet tych niższego stanu, starano się nie zapominać. Kronikarz wspomina także Popiela tymi oto słowami: „Był mianowicie w mieście Gnieźnie, które po słowiańsku znaczy tyle co „gniazdo”, książę imieniem Popiel, mający dwóch synów…”. O Piaście: „niejaki Piast, syn Chościska, i żona jego imieniem Rzepka (…)”. I dalej: „Młody Siemowit, syn Piasta Chościskowica, wzrastał w siły i lata i z dnia na dzień postępował i rósł w zacności do tego stopnia, że król królów i książę książąt [tj. Pan Bóg] za powszechną zgodą ustanowił go księciem Polski, a Popiela wraz z potomstwem doszczętnie usunął z królestwa”. Czyli tradycja, ale tylko tradycja, bo ówczesnych źródeł pisanych nie posiadamy, zachowała – jak zauważa Gerard Labuda – „pamięć o Popielu (lub Pąpielu), który żył w drugiej połowie IX wieku. Ta sama tradycja utrwaliła też imię Piasta, książęcego rataja, który mieszkał na gnieźnieńskim podgrodziu i miał być przodkiem panującej w Polsce dynastii po obaleniu rządów Popiela”.

W tym miejscu czas wrócić do piasta pisanego małą literą. Część historyków uważa, że nie było to imię, tylko profesja. Piast, czyli piastun. Tak więc nasz Piast zajmował się opieką i wychowaniem dzieci władcy (Popiela?). Po jego obaleniu piastun przejął władzę. Podobne wydarzenia miały miejsce wówczas w państwie frankońskim, czy później u Słowian ruskich. Wychowawcy dzieci władcy odsuwali ich na boczny tor i sami przejmowali władzę. Pisali Maria i Zygmunt Wojciechowscy: „W zapomnienie poszło imię noszone przez „piasta”, protoplastę rodu, a rodowi jako nazwa pozostała nazwa urzędu”. Jednak pojęcie „Piastowie” nie pojawiło się wraz z nastaniem dynastii. Dopiero w Krakowie, w XV stuleciu, „weszło do obiegu” dzięki Janowi Długoszowi, a tak na stałe – jak pisze Stanisław Szczur – „do narodowej historiografii termin ten wprowadził Adam Naruszewicz pod koniec XVIII w. W średniowieczu przedstawicieli dynastii nazywano książętami Polski”.

Na obrazie widzimy bardzo licho odzianego Piasta, w porównaniu do rycerstwa umieszczonego po prawej stronie. Czyli prosty chłop mieszkający na podgrodziu. Przemysł, protoplasta czeskich Przemyślidów, miał także być chłopem. Ten sam czas i ta sama część Europy. W takim wypadku wybierano władcę na wiecu. Tak więc Siemowit wybrany przez lud księciem byłby synem chłopa. Ale skoro jego ojciec mógł być opiekunem dzieci władcy, piastunem, to raczej jego pozycja społeczna była wysoka, ot ówczesny dygnitarz. Tym samym Siemowit byłby kimś z wyższego stanu.

Legenda jest piękna, prawda nieoczywista i tak to zostawmy. Dynastia piastowska jest faktem, a jak i od kogo się zaczęła, historycy zapewne będą jeszcze lata debatować, czy był ten Piast, czy to tylko piękna bajka. Ciekawą, aczkolwiek trochę „podejrzaną” koncepcję postawił Sławomir Koper, który twierdzi, że „kronikarze nie chcieli napisać, że założyciel dynastii ukradł władzę swojemu pracodawcy i pozbawił tronu własnych uczniów. Taka informacja nie miałaby przecież walorów wychowawczych, a średniowieczni kronikarze lubili szerzyć dydaktyczne wartości. Aby więc wyjaśnić nazwę dynastii, wymyślono postać Piasta kołodzieja, a buntowniczym piastunem był zapewne sam Siemowit”.

Patrząc na obraz Witolda Pruszkowskiego nie zapominajmy, że dzieło inspirowane było słowami zaczerpniętymi z kroniki Galla Anonima. Nie wykluczamy do końca, że może być w niej pewna część prawdy dotycząca Piasta i jego poprzednika,… choć wcale nie musi. Ale jest to nasza, rodzima legenda (historia), tak jak rodzima jest piastowska dynastia.

Witold Pruszkowski Piast (Ofiarowanie korony Piastowi), ok. 1872-75 rok, olej/płótno; wymiary: 260 x 392 cm, wł. Muzeum Narodowe w Warszawie, na ekspozycji w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie.

Artykuł został opublikowany w skróconej wersji (wymogi redakcyjne) w numerze 8/2019 miesięcznika Historia Do Rzeczy.