Bolesław Chrobry królem Polski. 995 lat temu odbyła się koronacja jednego z największych naszych władców. Historia zamknięta ramą obrazu

Po trzydziestu trzech latach budowania państwa polskiego ogniem, mieczem i dyplomacją, kontynuując dzieło mężnego ojca, 995 lat temu, w święto Wielkiej Nocy A.D. 1025, Bolesław Chrobry przywdziewa królewską koronę jako pierwszy z władców Polski. Jednak ćwierć wieku wcześniej, w roku tysięcznym w Gnieźnie, odbywa się pewne wydarzenie, bez którego do koronacji tej zapewne nigdy by nie doszło.

Niemiecki kronikarz i biskup kościoła rzymskiego Thietmar znany był z tego, że nie lubił Słowian, a Bolesława Chrobrego w szczególności. A tak naprawdę to w ogóle nikogo nie lubił z wyjątkiem swoich pobratymców. Pisał Paweł Jasienica: „Głosiciel religii, której sama nazwa oznacza powszechność, nie wyobrażał sobie świata bez podziału na lepszych i gorszych. Jego zdaniem pełnia praw przysługiwała tylko Germanom, a ściślej Sasom. Był o tym tak głęboko przekonany, że nawet nie troszczył się o uzasadnienie”.

A tak a propos – czy nie przypomina nam to czasów dużo nam bliższych? Niemniej zapisał jedno zdanie w swojej kronice, które chyba przez przypadek mu się wyrwało, albo rzeczywiście języka w gębie zapomniał ze zdziwienia. „Trudno uwierzyć i opowiedzieć, z jaką wspaniałością przyjmował wówczas Bolesław cesarza i jak prowadził go przez swój kraj aż do Gniezna”. Mowa tu oczywiście o słynnym zjeździe gnieźnieńskim, który miał miejsce w 1000 roku, kiedy to do grobu św. Wojciecha pielgrzymował cesarz niemiecki Otton III. Jak zauważyli historycy, na następną pokojową wizytę władcy Niemiec będziemy czekali 990 lat, do roku 1990, kiedy zawitał w Polsce prezydent Richard von Weizsäcker . Co w Gnieźnie takiego ważnego się wydarzyło? Gerard Labuda zapisał: „ Trudno byłoby tu wyliczyć nazwiska i poglądy tych wszystkich, którzy próbowali zrozumieć, co się dokonało podczas spotkania cesarza z księciem Bolesławem”. Historyk miał tu na myśli poglądy mówiące, że wówczas to Bolesław Chrobry został koronowany na króla Polski. Wiemy natomiast, że akt koronacji odbył się dopiero w 1025 roku. Uczony dalej dodaje, że „tego średniowieczna historiografia nie przyjęła do wiadomości i zgodnie przeniosła akt koronacji Bolesława na rok 1000. Dopiero krytyczna historiografia dziewiętnastowieczna zaczęła się doszukiwać innego sensu dokonanego w Gnieźnie ceremoniału nałożenia korony”. Czyli polska tradycja w akcie założenia cesarskiego diademu na głowę Bolesława chciała upatrywać aktu koronacji. I upatrywała, gdy żaden polski dziejopis nie opisał jak wyglądała właściwa koronacja w roku 1025. Thietmar zmarł w roku 1018 i od tego czasu prawie nic nie wiemy o ostatnich latach życia Chrobrego. Gall Anonim natomiast zaczął swoją kronikę pisać ponad sto lat po zjeździe gnieźnieńskim.

Malarz dziejów Polski

W latach 1888-1889 Jan Matejko podejmuje się stworzenia cyklu obrazów pod wspólnym tytułem „Dzieje cywilizacji w Polsce”. To próba przedstawienia za pomocą kompozycji malarskich naszej narodowej przeszłości. Powstaje 12 niewielkich obrazów, dokładnie szkiców, ukazujących wg Matejki najważniejsze nasze wydarzenia od czasów chrztu państwa piastowskiego, aż do utraty niepodległości przez Rzeczpospolitą. „Prace te – zanotował sekretarz artysty Marian Gorzkowski – artysta przedsięwziął, jak mi, uśmiechając się, mówił, by zdać egzamin, że zasługuje na uczony stopień doktora, który uniwersytet mu nadał; pragnął on zresztą uzupełnić swe historyczne w obrazach prace tem, co z dziejami narodu najbliższy ma związek”. Co ciekawe, malarz do wszystkich dwunastu obrazów „Dziejów” napisał osobiście komentarz. Była to jedyna praca literacka jaką po sobie pozostawił. Szkice te miały być zaczynem stworzenia w przyszłości wielkich obrazów. Niestety tak się nie stało. Mistrz był wycieńczony ciężką, wieloletnią pracą i długotrwałą chorobą. Tworzył potem jeszcze inne, bardzo ważne dzieła, jak np. na 100. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja, wielkich rozmiarów obraz (ponad 2 na ponad 4 metry) poświęcony temu jakże ważnemu dla dziejów polski wydarzeniu, który to obraz później podarował narodowi. Niedługo potem jednak umiera, a szkice te obecnie odczytuje się – wg Ewy Suchodolskiej i Marka Wredego – jako ”swoistą kwintesencję i zarazem podsumowanie całej jego twórczości, zarówno w sensie tematyki i przesłań ideowych, jak warsztatu i metod prezentacji”. Jednym z takich obrazów jest malowany w 1889 roku obraz „Koronacja pierwszego króla R.P. 1001”. Czytając ten autorski tytuł dzieła od razu widzimy, że nie zgadza nam się czas tej koronacji. Matejko przejął tu datę wskazaną w kronice Jana Długosza, gdzie pod tym właśnie rokiem dziejopis zapisał „Cesarz Otto III widząc wspaniałomyślność i bogactwo księcia polskiego Bolesława, koronuje go na króla i ozdabia swoim diademem…”. Matejko więc błędnie, a może i z rozmysłem przyjął datę koronacji Chrobrego na rok 1001 dla swojego dzieła malarskiego, aby być w zgodzie z kronikarzem. Długosz natomiast prawdopodobnie zrobił to przez brak dostępu do właściwych źródeł. Zostawmy więc ten zapis „R.P.1001” w spokoju, bo nie ma on większego znaczenia. Malarz na pewno znał już nowe ustalenia historyków, w tym prace pisarskie swojego przyjaciela Józefa Szujskiego, z którym kiedyś przebrani za węglarzy wozem konnym dowozili broń powstańcom styczniowym. Wybitny XIX-wieczny historyk zapisał: „ Ostatniem dziełem Chrobrego była jego koronacja w Gnieźnie. (…) Wkrótce po niej umarł Chrobry, opłakiwany gorzko przez naród, który dźwignął na widownię dziejową”. Wiedziano przecież, że Bolesław zmarł w 1025 r., więc dla artysty, który jak sam mówił, bardzo dobrze orientował się w historii Polski, nie była ta data nieznaną. Śmiem postawić tezę, że Matejko poszedł rozmyślnie za Długoszem, zapewne także wspierając się kroniką Galla Anonima, a to dlatego, że o właściwej koronacji z roku 1025 mieliśmy wówczas i mamy obecnie bardzo skromny zasób wiedzy i niechybnie już on się nie poszerzy. W miejscu i czasie właściwej koronacji nie było zdaje się nikogo, kto umiałby akt ten opisać. Cóż wtedy Matejko miałby namalować? Musiałby kompozycję wymyślić. Natomiast kronikarze pięknie zjazd gnieźnieński opisali, a genialnemu malarzowi wystarczyło tylko słowo pisane zamienić na język malarski. I tak też uczynił. Współczesny nam wybitny historyk Jan Strzelczyk co prawda nie mówi tu o obrazie Matejki, ale jeżeli powtórzymy jego słowa, to na pewno pomoże to nam wyjaśnić inspirację malarza. „Gall Anonim swą kronikę pisał grubo ponad wiek później, a biskup merseburski Thietmar był świetnie poinformowany, po pierwsze dlatego, że te wydarzenia rozgrywały się za jego życia, a po drugie należał do ścisłej czołówki niemieckiego kościoła. W obu tych źródłach główne fakty się zgadzają, ale w szczegółach są różne. Thietmar skupia się na kościelnych ustaleniach, które zapadły na zjeździe, i nic nie mówi o wyniesieniu Chrobrego do godności królewskiej. Gall jakby zupełnie zapomniał o kościelnych postanowieniach. Opisuje wspaniałe przyjęcie cesarza i twierdzi, że Bolesław został przez niego wywyższony. Dopiero połączenie tych dwóch relacji daje jakiś obraz”. I taki właśnie jest obraz Jana Matejki. Jasno tłumaczy tę sytuację Małgorzata Smoła: ”Szkic nie przedstawia sceny, która rzeczywiście miała miejsce, lecz są w nim połączone dwa dużej wagi wydarzenia w dziejach Polski – zjazd gnieźnieński w roku 1000, w czasie którego Otton III złożył hołd relikwiom i miał wyrazić zgodę na koronację polskiego władcy oraz sama koronacja Bolesława Chrobrego, która odbyła się w 1025 roku”. Zachowuje więc malarz w dziele czas koronacji zgodnie z polską tradycją, gdyż jak zauważył genialnie Paweł Jasienica, „malarz nie jest uczonym i nie musi zdradzać źródeł swojej wiedzy czy inspiracji”, a już na pewno nie taki jak Matejko, nasz „artysta-wieszcz”.

Król, a jeszcze nie król

O samym obrazie można by opowiadać bardzo długo. Wymogi popularnego artykułu jednak by tego nie znosiły. Gdy popatrzymy na to dzieło, to od razu zauważymy mnóstwo ludzi. Zarówno tych, którzy w zjeździe uczestniczyli jak i nie uczestniczyli, tak samo jak w samej koronacji, gdyż niektórzy już nie żyli, jak wspominany Thietmar ukazany na obrazie po lewej stronie z jakimś „notatnikiem” w ręku. Znamy wszystkie osoby dokładnie z nazwiska, bowiem Matejko opisał je w swoim komentarzu. Zacytujmy tylko jedno z niego zdanie: „Syn greckiej Teofanii, cesarz, wraz z Radzymem, pierwszym arcybiskupem gnieźnieńskim, wkłada koronę królewską na głowę Bolesława Chrobrego. Nowy król, udarowany mieczem i gwoździem krzyża św. dzierży w ręku miasto berła, włócznię św. Maurycego”. A scena ta, to same centrum obrazu, a samo dzieło to „synteza dokonań” księcia Bolesława. Problem polega jednak na tym, że nie nastał wtedy „nowy król”, gdy Otton III ozdobił swoim diademem głowę Bolesława w obecności arcybiskupa Radzima-Gaudentego, który w czasie właściwej koronacji już nie żył. Pisze Marek K. Barański: „Nałożenie Chrobremu cesarskiej korony oznaczało więc przyjęcie go do rodziny królów oraz wyrażenie zgody na koronację. Nie było jednak koronacją. Chrobry nie został namaszczony świętymi olejami, nie został więc jeszcze pomazańcem bożym”. Trzeba było jeszcze nam na nią poczekać całe ćwierćwiecze.

Pierwsi kronikarze o spotkaniu Ottona III z Bolesławem Chrobrym

Zobaczmy zatem co o tym wydarzeniu napisali dwaj kronikarze wymienieni przez J. Strzelczyka, czyli niemiecki Thietmar i „nasz” Anonim. Będąc już pod Gnieznem – pisze Thietmar – – „gdy Otto ujrzał z daleka upragniony gród, zbliżył się doń boso ze słowami modlitwy na ustach. Tamtejszy biskup Unger przyjął go z wielkim szacunkiem i wprowadził do kościoła, gdzie cesarz, zalany łzami, prosił świętego męczennika o wstawiennictwo, by mógł dostąpić łaski Chrystusowej. Następnie utworzył zaraz arcybiskupstwo (…), którego diecezja obejmowała cały ten kraj. Arcybiskupstwo to powierzył bratu wspomnianego męczennika Radzimowi i podporządkował mu z wyjątkiem biskupa poznańskiego Ungera następujących biskupów: kołobrzeskiego Reinberna , krakowskiego Poppona i wrocławskiego Jana. Również ufundował tam ołtarz i złożył na nim uroczyście święte relikwie. Po załatwieniu tych wszystkich spraw cesarz otrzymał od księcia Bolesława wspaniałe dary i wśród nich, co największą sprawiło mu przyjemność, trzystu opancerzonych żołnierzy. Kiedy odjeżdżał, Bolesław odprowadził go z doborowym pocztem aż do Magdeburga, gdzie obchodzili uroczyście niedzielę palmową”. Czytelnik mógł odnieść wrażenie, że cała uroczystość była w sumie krótka, i była tylko religijna, a naprawdę trwała dni trzy, gdzie oprócz modlenia się było także ucztowanie i to jakie. Oddajmy teraz głos Gallowi: „Zważywszy jego[Bolesława] chwałę, potęgę i bogactwo, cesarz rzymski zawołał w podziwie: „Na koronę mego cesarstwa! to, co widzę, większe jest, niż wieść głosiła!”. I za radą swych magnatów dodał wobec wszystkich: „Nie godzi się takiego i tak wielkiego męża, jakby jednego spośród dostojników, księciem nazywać lub hrabią, lecz [wypada] chlubnie wynieść go na tron królewski i uwieńczyć koroną”. A zdjąwszy z głowy swej diadem cesarski, włożył go na głowę Bolesława na [zadatek] przymierza i przyjaźni, i za chorągiew tryumfalną dał mu w darze gwóźdź z krzyża Pańskiego wraz z włócznią św. Maurycego, w zamian za co Bolesław ofiarował mu ramię św. Wojciecha. I tak wielką owego dnia złączyli się miłością, że cesarz mianował go bratem i współpracownikiem cesarstwa i nazwał go przyjacielem i sprzymierzeńcem narodu rzymskiego”. I dalej: „Bolesław więc, tak chlubnie wyniesiony na królewski tron przez cesarza, okazał wrodzoną sobie hojność urządzając podczas trzech dni swej konsekracji prawdziwie królewskie i cesarskie biesiady i codziennie zmieniając wszystkie naczynia i sprzęty, a zastawiając coraz to inne i jeszcze bardziej kosztowne. Po zakończeniu bowiem biesiady nakazał cześnikom i stolnikom zebrać ze wszystkich stołów z trzech dni złote i srebrne naczynia, bo żadnych drewnianych tam nie było, mianowicie kubki, puchary, misy, czarki i rogi, i ofiarował je cesarzowi dla uczczenia go, nie zaś jako dań [należną] od księcia”. Zapewne to słynne założenie cesarskiego diademu na głowę Bolesława nastąpiło podczas ucztowania i w chwili uniesienia, może i podchmielenia Ottona. Nie dość, że pojedli i popili to jeszcze złote naczynia ze sobą zabrali. Mocna i bogata była już Polska. Przesadził zapewne Gall pisząc te słowa, ale jakże one pobudzają wyobraźnię. Posłuchajmy: „Złoto bowiem za jego [Bolesława] czasów było tak pospolite u wszystkich jak [dziś] srebro, srebro zaś było tanie jak słoma”. Należała się królewska korona? Oczywiście, że należała się naszemu Bolesławowi nazwanemu „bratem i współpracownikiem cesarstwa”. Zawróćmy uwagę na jeden z prezentów otrzymanych od cesarza. To kopia włóczni św. Maurycego z umieszczonym w niej fragmentem gwoździa z Krzyża Pańskiego. Dowód najwyższego uznania dla „współpracowników cesarstwa”. Otrzymali ją w tym samym niemal czasie Bolesław i węgierski Stefan. Ale korona trafiła wówczas do Stefana, a nie do Bolesława. Karol Szajnocha twierdził, że Bolesław „tę Ottonową koroną miał za nic (…), a istotnym zaś zyskiem, jaki Polska odniosła z pobytu cesarza w Gnieźnie, było właśnie odpowiednie teraźniejszemu duchowi czasu rozprzestrzenienie władzy duchowej ze strony samego cesarza przez ustanowę trzech nowych biskupstw i niezawisłej od duchowieństwa niemieckiego archidiecezji krajowej, tudzież zlanie na Bolesława władzy zakładania nowych biskupstw”. Wspomnieć należy jeszcze, że grot tej włóczni do dzisiaj znajduje się na Wawelu, ale… bez gwoździa. Tę relikwię wywiózł po abdykacji Jan Kazimierz do Francji, gdzie została zniszczona w czasie rewolucji francuskiej. W „Poczcie królów polskich” na imaginowanym portrecie Chrobrego, Matejko ową włócznię uwiecznił trzymaną przez króla w prawej dłoni.

Król Polski

Dwa lata po zjeździe niespodziewanie umiera Otton III, a zaraz po nim papież Sylwester II, były wychowawca cesarza. W Niemczech władzę obejmuje Henryk II, który zamierza rozprawić się ze Słowianami. Zaczyna się wojna z Niemcami, która z przerwami trwa lat piętnaście. Bolesław nie zgina karku przed największym mocarzem ówczesnej Europy. Aż nadto często bije jego wojska. Z wielkim smutkiem zapisał wówczas Thietmar te znamienne sowa: „Niechaj Bóg wybaczy cesarzowi, że czyniąc trybutariusza panem, wyniósł go [Bolesława] tak wysoko, że ten, zapominając o tym, jak postępował jego rodzic, ośmielał się wciągać pomału w poddaństwo wyżej od niego stojących i nęcąc ich czczą przynętą znikomych pieniędzy doprowadzać ich do niewoli i utraty wolności”. Trzeba wyjaśnić co miał na myśli niemiecki kronikarz mówiąc „jego rodzic”. „Za życia znakomitego Odona [margrabiego] ojciec jego, Mieszko, nigdy nie odważył się wejść ubrany w skórzane szaty do domu, w którym jego obecność przypuszczał i nigdy nie śmiał siedzieć, gdy ów [Odo] powstał”. A Bolesław się „doważył”, karku nie zgiął. Powtórzmy za A. Nowakiem. Bolesław „miał kark gruby i twardy, nie chciał – nawet udając – zginać go wobec niemieckiej przewagi tak, jak przypisywał to jeszcze jego ojcu kronikarz Thietmar” . Nie było więc szans bez poparcia cesarza na koronację. Trzeba było czekać na lepszą okazję. I nadchodzi ona po latach. W lipcu 1024 umiera Henryk II i w tym samym czasie ówczesny papież. Pisze Paweł Jasienica „Pod sam koniec życia doczekał się Bolesław chwili spełnienia zamiaru powziętego przed ćwierćwieczem. W roku 1025 – prawdopodobnie na Wielkanoc – na jego własny rozkaz i bez przyzwolenia papieża biskupi polscy ukoronowali go na króla. (…) Zanim się zmącone stosunki polityczne na nowo wyklarowały – Polska miała już koronowanego króla. Dany został przykład, wzór do naśladowania dla potomnych. Nigdy w przyszłości nie mieli już Polacy zapomnieć o uzyskanej koronie. (…) Epoka Bolesława Chrobrego zostawiła narodowi w spadku poczucie własnej wartości”. A i my, szczególne teraz powinniśmy, jak trafnie zauważył A. Nowak, tę sławę Bolesławą traktować jako cząstkę własnej, bo uczestniczyli w niej także i nasi przodkowie.

Wielu pretendentów do władzy we własnych państwach udawało się wówczas do władcy Niemiec, prosząc go o wsparcie. Zapewne coś nam teraz to przypomina. Wcale nie tak dawno temu P. Jasienica mógł analizując kroniki omawiające dzieje Polski napisać, że „nie ma [w nich] natomiast ani jednej wzmianki o Polakach szukających u cesarzy pomocy przeciwko własnemu księciu. Państwo Mieszka i Bolesława było rzeczywiście państwem spójnym”.

W swoim „pamiętniku” Marian Gorzkowski zapisał pod datą styczeń 1889: ”W tym roku przypada rozpoczęcie dziewiątego szkicu, do historyi cywilizacyi, koronacya Bolesława Chrobrego w Gnieźnie: cesarz Otto III daje mu koronę i dary przywiezione od papieża z Rzymu”. Czyli jak widzimy, Mistrz Jan nie malował „Dziejów…” po kolei, tylko jak uznał za stosowne. Jest to jednak dla nas, widzów, w sumie obojętne, gdyż wszystkie obrazy z cyklu „Dzieje cywilizacji w Polsce” możemy teraz oglądać eksponowane razem w tzw. „Salach Matejkowskich” Zamku Królewskiego w Warszawie.

Jan Matejko, „Koronacja pierwszego króla R.P. 1001”, (1889 rok), z cyklu „Dzieje cywilizacji w Polsce”, olej/deska dębowa; wymiary: 79 x 105 cm, wł. Muzeum Narodowe w Warszawie, na ekspozycji Zamek Królewski w Warszawie.

Literatura:

A. Nowak, „Dzieje Polski, T.1, Kraków 2014; P. Jasienica, „Polska Piastów”, Warszawa 1985; P. Jasienica, „Trzej kronikarze”, Warszawa 1992; M. Maciorowski, M. Maciejewska, „Władcy Polski”, Warszawa 2018; G. Labuda, „Pierwsze wieki monarchii piastowskiej”, Poznań 2012; Marek K. Barański, „Dynastia Piastów w Polsce, Warszawa 2005; Pr. zb. „Polaków dzieje malowane” Warszawa 2007; E. Suchodolska, M. Wrede, „Jana Matejki Dzieje cywilizacji w Polsce”, Warszawa 1998; M. Gorzkowski, „Jan Matejko. Epoka lat dalszych do końca życia artysty”, Kraków 1898; K. Sroczyńska (red.), „Matejko. Obrazy olejne. Katalog”, Warszawa 1991; J.I.Kraszewski „Wizerunki królów i książąt polskich”, Warszawa 1888; K. Szajnocha, „Bolesław Chrobry”, Lwów 1887; J. Matejko (obrazy i tekst), „Dzieje cywilizacyi w Polsce”, Warszawa 1912;