Jak Matejko wydał wyrok na… samego siebie

Po namalowaniu obrazu „Kazanie Skargi” i odniesieniu wielkiego sukcesu artystycznego, złotego medalu na wystawie w Paryżu, Matejko zabiera się za tworzenie kolejnego wielkoformatowego płótna. Dzieło to miało być kontynuacją cyklu rozrachunkowego zapoczątkowanego wspomnianym obrazem – przyczyn utraty niepodległości.

Zaczyna tworzyć „Rejtana”, któremu pierwotnie nadaje tytuł „Upadek Polski”. Wtedy nawet zapewne nie myślał, co go może czekać. Do namalowania tego obrazu przygotowywał się już od czasu upadku powstania styczniowego, czyniąc wiele szkiców. Praca nad tym płótnem dawała mu wiele radości, ale i udręki. Pisał w jednym z listów „Z Rejtanem zaszedłem dosyć daleko, mam nadzieję, że zbyt długo nie potrwa ta męka”.

Problemy z „Rejtanem”

W czasie pracy odwiedzało go wielu ludzi, w tym sam Artur Grottger, który później napisze w liście do narzeczonej: „Obraz wspaniały w całym znaczeniu tego wyrazu, pełen życia co do koloru i pełen akcji. Radowałem się widokiem tych żywych , nadzwyczajnie plastycznych i prześlicznie skomponowanych figur”. Gdy malowidło zostało wystawione w Krakowie, to ciągnęły tam tłumy ludzi i było jasne, że dzieje się demonstracja patriotyczna. „Prawdziwa wędrówka ludów”. Jednak to co nastąpiło później zaskoczyło nawet samego Mistrza Jana. Pierwsza recenzja dzień po zamknięciu pokazu ukazała się w krakowskim „Czasie” pióra znanego krytyka Siemieńskiego. Zdaje się, że arystokracja, którą Matejko tym obrazem obciążał za upadek Rzeczypospolitej, wskazał wprost historycznych sprawców rozpadu ojczyzny, oraz ukazał ich moralny zmierzch, tegoż dziennikarza tak właśnie ustawiała, aby napisał tak, a nie inaczej: „Dla znających historię upadku Rzeczypospolitej obraz Matejki nie tylko że nie mówi wszystkiego, lecz razi jeszcze pomieszaniem dat i osób, a dla nieświadomych historii więcej mówi, niż najnamiętniejszy publicysta śmiałby powiedzieć – bo całej jednej warstwie narodu zadaje zbrodnię przekupstwa, sprzedaż niepodległej ojczyzny! (…) To sprzedaż Polski, a nie jej upadek”. Przecież w owym czasie wielu z potomków ludzi odpowiedzialnych za upadek Polski nadal nadal miało się dobrze. Ponoć podczas oglądania obrazu przez kogoś z arystokracji, tenże magnat zagadał do do Matejki: „Posłać ten obraz do Rosji to kupią”. Malarz odpowiedzieć miał ze spokojem, że to najwłaściwsze wyjście, bo skoro kupili żywych, to i mogą kupić malowanych. Pisze Maria Szypowska: „W każdym razie na pewno istniały polityczne przesłanki potępienia „Rejtana” przez grupę konserwatystów i lojalistów. Potępienia wzmagał osobisty ból wielu ludzi urażonych w poczuciu tradycji rodzinnej, tych, którym obraz przypominał haniebną przeszłość ich przodków”. Matejko ukazał przecież tam ich pradziadów z nazwiska, jako winnych upadku Polski. Jakby tego było jeszcze mało, to do krytyki przyłączyło się wiele osób, osobiście nie dotkniętych tym dziełem. Józef Ignacy Kraszewski: „…Ale bodaj mu to arcydzieło nie było wyrzutem sumienia na całe życie, bo jest to może piękny obraz, a zły uczynek. Policzkować trupa matki się nie godzi”. Dwudziestoośmioletni malarz, pół Czech, pół Niemiec, całym sercem Polak, w dwa lata po upadku powstania styczniowego, gdy rozpamiętuje się jeszcze jego klęskę, śmiał wskazać bezpośrednio, kto jest odpowiedzialny za wcześniejszy upadek Polski.

Matejko skazany

Choć w samym artyście nie było ani krzty poczucia winy, to jednak cała ta sytuacja mocno nim mimo wszystko wstrząsnęła. Być może także się przestraszył, aż do tego aż stopnia, że postanowił dać tym wszystkim krytykantom odpowiedź. Uczynił to w sposób w jaki najlepiej potrafił. Obrazem, który jest najbardziej osobistym ze wszystkich jego dzieł. O motywacji stworzenia tego malowidła możemy przeczytać w zapomnianej chyba już zbeletryzowanej biografii Matejki „Pustelnia pod trzema pyskami” pióra Władysława Bodnickiego:

Jestem jak pod pręgierzem. Skazali mnie na śmierć. Tak, bo jeśli nie kupią nic mojego i wmówią mieszczaństwu, że maluję źle, to skończą mnie jako człowieka i artystę. Chcą mnie doprowadzić do tego, żebym sobie odebrał życie. Ale ja przecież zrobić tego nie mogę. Nie chcę przegrać tu i tam! Ale dam im poznać, że zrozumiałem ich. Namaluje obraz, na którym wykonują na mnie wyrok śmierci. Może w ten symboliczny sposób okupię się? Może się tym zadowolą.

Jan Matejko „Wyrok na Matejkę” (MNW)

I tak powstaje obraz „Wyrok na Matejkę”. Ironiczna, ale i smutno – gorzka odpowiedź artysty na ataki konserwatystów związanych z namalowaniem „Rejtana”. Najpierw powstają szkice, na których ukazuje dokładne twarze jego antagonistów. Pisze Bodnicki: „Karkowski Rynek zatłoczony ludźmi, wśród nich pod pręgierzem – on. Na planie pierwszym fragment galerii Sukiennic, skąd odczytują mu wyrok śmierci. Wyrok czyta ten, który pierwszy pospieszył z ujemną recenzją, hrabia Stanisław Tarnowski. Obok niego dalsi pognębiciele – Siemiński i Kraszewski”. Poczuł wtedy potęgę swojego pędzla, mógł ich wszystkich pognębić. Jednak po głębszym zastanowieniu przestraszył się swojej pewności siebie i „poodmieniał to i owo w fizjonomiach swych wrogów, postarzał ich, ale nie na tyle, żeby byli nie do poznania”.

Na pierwszym planie dostojnik miejski ubrany w majestatyczny strój odczytuje wyrok zapisany na trzymanym w rękach dokumencie „Jan Matejo winien śmierci r.p. 1867”. W oddali widać pręgierz usytuowany na krakowskim Rynku. Pod nim postać lichej postury odziana w śmiertelną koszulę. To autoportret Matejki. Obok niego kat. Takie ukazanie siebie miało na celu podkreślenie fizycznej słabości. Poważni dostojnicy, tłum gapiów i on, wątły, nie mający nic do powiedzenia. I tylko tyle.

„Wyrok na Matejkę” – fragment

Wydaje się, że powstała po publicznej prezentacji „Rejtana” sytuacja i odpowiedź artysty obrazem „Wyrok na Matejkę” doprowadziły Mistrza Jana do przewartościowania swojej misji. Na początku szła ona w kierunku wskazywania przyczyn upadku Polski. Teraz artysta zacznie skupiać się na ukazywaniu na swoich monumentalnych płótnach najbardziej chwalebnych momentów z dziejów Rzeczypospolitej. Ku pokrzepieniu serc rodaków i pokazaniu Europie, jaką potęga Polska była kiedyś.

Ten niewielkich w sumie rozmiarów obraz (jak na Matejkę) jest zawieszony w MNW w tej samej sali co „Bitwa pod Grunwaldem”. Mało kto z publiczności na dłużej się przy nim zatrzymuje. Wiadomo, „Grunwald” przytłacza tam każde inne dzieło. Wydaje się jednak, że „zwyczajny” widz, bez muzealnego przewodnika, nie zdaje sobie sprawy, że ten mikrej postawy człowieczek pod pręgierzem, to sam Mistrz Jan Matejko.

Obraz na ekspozycji w MNW (w środku)

Jan Matejko: Wyrok na Matejkę, 1867 rok, olej/tektura; wymiary: 56 x 45 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie.

Artykuł został pierwotnie opublikowany na portalu superHistoria