Jana Matejki obraz z okrutnym Piastem w tle. Historia ukryta w obrazie

W tym wypadku można z całą odpowiedzialnością powiedzieć, parafrazując znane przysłowie, że daleko padło jabłko od jabłoni. Dziad, Henryk Brodaty, był jednym z najwybitniejszych piastowskich władców, ojciec Henryk Pobożny oddałżycie i dosłownie głowę za obronę polskiej ziemi w bitwie pod Legnicą. On natomiast okazał się jednym z największych łotrów i szubrawców dynastii piastowskiej. Pomimo, że Polska po agresji mongolskiej wyszła okrutnie okaleczona, to jednak zachowała niepodległość. Miał szansę idąc śladem dziada i ojca dążyć do zjednoczenia poszczególnych polskich prowincji w jeden kraj pod jednym berłem. Nie zrobił nawet jednego kroku w tym kierunku. Wręcz odwrotnie, trwonił cały dorobek i doprowadził do ruiny „Monarchię Henryków Śląskich”.

Babka naszego bohatera, Jadwiga Śląska, późniejsza święta, ale uznawana za taką już za życia, od jego dzieciństwa przeczuwała, że wyrośnie na złego człowieka. A miał przecież w przyszłości jako najstarszy syn Henryka Pobożnego przejąć władzę nad prowincją śląską, ba, nawet nad całą Polską. I miał taką możliwość, bowiem w roku 1241 krótko dzierżył po ojcu tron krakowski, a więc ten najważniejszy, choć tak naprawdę nigdy w Krakowie nie był. Po klęsce legnickiej gdzie zginął jego ojciec niejako z automatu stał się władcą ziemi krakowskiej, bo nikt z innych Piastów się po tej tatarskiej zawierusze o nią nie upomniał. Pierwszy ogarnął się Konrad Mazowiecki, zdobył dzielnicę senioralną i tyle było nominalnej jego władzy w Krakowie. Choć możni nienawidzili Konrada, to nasz bohater nie poczynił najmniejszych nawet działań, aby ten stan rzeczy obrócić na własną korzyść. Niemniej w pisanych współcześnie „Pocztach królów i książąt polskich” zaistniał, ale bodaj tylko z uwagi na te tytularne, jednakże iluzoryczne panowanie w stołecznym mieście. Mowa tu o Bolesławie Łysym zwanym częściej Rogatką. Ten drugi przydomek nie jest oczywiście pochlebny, bowiem jak pisał Jan Długosz „w polskiej mowie oznacza człeka zuchwałego i jakby bodącego rogami”.

Wizja Mistrza Jana

Jan Matejko tworząc swój słynny „Poczet” władców polskich tego Piasta w nim nie ujął. Możemy tylko się domyślać dlaczego. Ale już inne dzieło malarskie mu poświęcił, które na pierwszy rzut oka wygląda całkiem sielankowo.

Pomimo, że nie lubił Mistrz Jan malować małych obrazów, to jak potrzebował pieniędzy i znalazł się chętny na taki obraz, to…czemu nie. Malowidło, którym ten szkic ilustrujemy, wg sekretarza Matejko został sprzedany za 1000 złr., „jakiemuś Grossmanowi z Warszawy (…), który jest podobno muzykiem, dlatego w obrazie namalował mu pewnie i tego grajka…”. Nie do końca jednak Matejko ot tak z siebie tego grajka namalował, nie wyciągnął go z kapelusza, bo tak pasowało zleceniodawcy. Jak czytamy w „Katalogu” obrazów Matejki, „gdy stał się dojrzałym mężem (Rogatka – przyp. red) porzucał nieraz sprawy państwowe (…) wałęsając się z jakimś ulubionym flecistą i kobietą, której śpiew lubił namiętnie”. Znamy nawet nazwisko tego grajka, to Surian, śpiewak-wagant. Długosz pisał natomiast: ”Gwałtownik względem własnych i obcych ludzi, był uwikłany aż do śmierci w ohydną miłostkę z nałożnicą”. Ta kobieta siedząca z nim razem na wałachu, to Anna de Deren, która porzuciła męża zostając jego kochanką. Przypomnijmy, że artysta stworzył ok. 30 obrazów o starannie przemyślanych scenach, niejako teatralnych, o treści sensacyjnej bądź anegdotycznej. Na pomysł kompozycji „Bolesław Rogatka z Anną Dederen i grajkiem” wpadł będąc w swoim majątku w Krzesławicach i przechadzając się po polach. Tak sam o tym mówił: „patrząc na zboża nasunął mi się obraz „Bolesława Rogatki” więc na tym obrazie jest wiejska przestrzeń, łany, zieleń i zboża, tak jak widziałem u siebie na wsi”. Owszem, widzimy kawałki pejzażu, ale przyjrzawszy się bliżej zauważymy, „łuny pożarów, zarys miasta i krążące czarne ptaki”, które przecież są zwiastunem nieszczęścia. Rogatka przede wszystkim zostawiał za sobą spaloną ziemię.

Okrutny książę

Miał jeszcze i inne przydomki – Cudaczny, Srogi i Okrutny. Ten ostatni pasuje jak ulał, bo to jeden na najczarniejszych charakterów pośród masy piastowskich książąt. „Był to łotr bez czci, wiary i sumienia – pisał Paweł Jasienica – a jego najważniejsze posunięcie dyplomatyczne przyniosło Polsce niepowetowane straty”. W jednym ze swoich felietonów pisanych na łamach „Do Rzeczy”, Jacek Komuda nazywa Rogatkę tym, „który stracił Polskę”. Obydwaj pisarze mają tutaj na myśli jego „najważniejsze posunięcie polityczne” czyli oddanie ziemi lubuskiej biskupowi magdeburskiemu za pieniądze, który później wykorzystywał na wojska zaciężne konieczne mu do bratobójczych walk. Tereny te, jak nazwał ją dużo wcześniej Gall Anonim, były „strażnicą i kluczem królestwa”. Dla Marchii Brandenburskiej pchającej się nieustanie na wschód to był sukces, a dla Polski wielka katastrofa. Pisał Zygmunt Boras: „Żądne łupu obce zaciągi Rogatki zniszczyły znaczą połać księstwa wrocławskiego. W Środzie Śląskiej ludność schroniła się do kościoła i tam rozbestwieni żołdacy sascy, prawdopodobnie za wiedzą Rogatki, dokonali potwornej zbrodni, paląc żywcem około 500 mieszkańców”. To sprowadzeni przez Bolesława najemni niemieccy żołnierze, zwyczajni rabusie i bandyci, którzy tak się wówczas rozpanoszyli, że książę miał na nich mały wpływ. W rezultacie takiego stanu rzeczy dokonywały się dalsze podziały na Śląsku. Choć nie za wszystko co złe wówczas należy obarczać Rogatkę, bo rozprężenie po nawale mongolskiej ogarnęło całe południe Polski, to jednak metod uprawiania polityki przez księcia nic nie jest w stanie usprawiedliwić. Imał się w jej uprawianiu – jak zauważa Marek Urbański, „wszelkich sposobów – nie tylko powszechnej w takich wypadkach zdrady, ale porwań, wymuszeń i innych aktów najpospolitszego bandytyzmu”. Kawał swojego życia poświęcił na walkę z rodzonymi braćmi. Miał trzech młodszych. Musiał jednak najpierw z Henrykiem III Białym, a później z Konradem, który wraz z Władysławem był przeznaczony do stanu duchownego, a później zmienił zdanie, dzielić się wzorem całej Polski „przyrodzonym” dziedzictwem. Wszyscy oni zeszli z tego świata przed nim. Choć nie ma bezpośrednich dowodów, to w każdym z tych przypadków rzucano oskarżenia, że zostali otruci z podpuszczenia Rogatki. Nadarzyła się więc okazja, aby skupić w swoim ręku całą władzę na Śląsku. Miał pecha, bowiem jeden z braci pozostawił po sobie syna. Mamy na myśli Henryka IV Probusa. Dopuścił się nawet jego porwania i uwięzienia, chcąc w ten sposób wymusić dla siebie korzystne decyzje. Zresztą porwania i uwięzienie w tym czasie to ulubione zajęcie książąt śląskich. Zaplanował razu pewnego napaść na brata Konrada, ale ten przewidział taką możliwości. Porwał zatem i uwięził Bolesława. Innym przykładem jest czyn niewyobrażalny w tamtych czasach. Potrzebując pieniędzy napadł i ograbił biskupa wrocławskiego, i przez dłuższy czas więził go w okropnych warunkach, dopóki duchowny nie dokonał na jego rzecz ustępstw. Wywołała to tak wielkie oburzenie, że planowano nawet zorganizować przeciw niemu wyprawę krzyżową. Musiał się Rogatka później zwyczajem średniowiecznym ukorzyć, co uczynił odbywając w pokutnych szatach pielgrzymkę do wrocławskiej katedry.

W życiu rodzinnym też szczęścia raczej nie szukał. Choć pozostawił po sobie trzech synów (jeden zmarł w dzieciństwie) i tyleż córek, to ich matka, jego pierwsza żona Jadwiga, jak powiadają, umarła ze zgryzoty. Druga żona, córka księcia pomorskiego Sambora, po pewnym okresie wspólnego pożycia, ponoć „pieszo uszła z powrotem na Pomorze”. Rogatka nic sobie z tego nie robił i dalej żył ze swoją kochanicą, wymalowaną na obrazie przez Matejkę Anną de Deren. Prawdopodobnie przed swoją śmiercią jeszcze ją poślubił i miał z nią syna. Również ku nadejściu kresu życia, jak większość grzeszników, próbował w jakiś sposób zrekompensować Bogu swoje grzechy i ufundował klasztor w Legnicy.

Zapisał się w naszej historii jeszcze jednym czynem, który należał do tych jego ulubionych, czyli rozrywki. Rogatka zorganizował pierwszy w Polsce turniej rycerski. Zasługa to jednak wątpliwa, bowiem miał on miejsce jeszcze w czasie trwania żałoby po Henryku Pobożnym. Rycerstwo nie bardzo chciało uczestniczyć w tym smutnym czasie w zawodach. Bolesław udobruchał ich robiąc nadanie na rzecz klasztoru w Henrykowie, który okrutnie podczas napaści Mongołów ucierpiał i… turniej się odbył.

Nie możemy w tym krótkim szkicu podać wszelkich przewinień jakich dopuścił się w stosunku do ludzi i państwa ten okrutny Piastowicz, dlatego tylko wspomnieliśmy o kilku jego „wyczynach”. Jak pisze Tomasz Jurek, „miał osobowość nie przystającą zupełnie do panujących wyobrażeń o obowiązkach władcy”. Czyżby wpływ na takie „niedostosowanie społeczne” mogły mieć traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, gdzie pozostawał pod opieką babki Jadwigi i matki Anny, których zachowanie często trąciło dewocją? Z przekazów wiemy, że Jadwiga obmywała młodego Bolesława wodą, w której wcześniej moczyły nogi zakonnice.

W sumie trudno się dziwić, że w wieku dorosłym nie był zbyt chętny do praktyk religijnych. Nie przybył nawet na pogrzeb ani babki, ani matki. Polska jednak miała wówczas mimo wszystko trochę szczęścia. W Wielkopolsce po podłym ojcu, Władysławie Odonicu władzę przejęli jego synowie, którzy właściwie rozumieli powinność piastowskiego rodu. To Przemysł I i Bolesław Pobożny. A więc sytuacja odwrotna jak na Śląsku. Tu dobry ojciec – zły syn, tam zły ojciec – dobre dzieci. W dzielnicy senioralnej natomiast władzę objął syn Leszka Białego, Bolesław Wstydliwy i pomału wszystko zaczęło wracać z grubsza do stanu jaki miał miejsce przed tatarską nawałą. Śląsk natomiast coraz bardziej rozdrabnia się na małe księstwa, co prawda dalej w rękach Piastów, to jednak zaczyna oddalać się duchowo od Polski.

Jan Matejko „Bolesław Rogatka z Anną Dederen i grajkiem” (1877 rok), olej/deska; wymiary 48,5 x 49 cm, własność prywatna w Polsce.

Artykuł został opublikowany 25 kwietnia 2021 roku na portalu  Do Rzeczy/Historia