O mnichu, który chciał zostać królem. Historia ukryta w ramie obrazu

W mieście Gniewkowo na ziemi inowrocławskiej postawiono mu monumentalny pomnik. W XIX wieku napisano o nim „Tragedię w V aktach z prologiem”, J.I. Kraszewski uczynił go bohaterem jednej ze swoich powieści z cyklu „Dzieje Polski”, a sam mistrz Jan Matejko „poświęcił mu swój pędzel”.

I o tym niewielkim obrazie Mistrza Jana będzie mowa, a dokładniej o tym, jaką kryje w sobie tajemnicę. Jeżeli widz odwiedzający Muzeum Uniwersytetu Jagielońskiego, gdzie obraz jest prezentowany, nie zna choć pobieżnie dziejów Polski, to na malowidło to może patrzeć wyłącznie pod kątem artyzmu jego wykonania. Gdy jednak wgłębimy się jaką historię z dziejów polski kryje w sobie ten mały i mało ciekawy kolorystycznie obraz, to wyjdzie nam niezwykle zajmująca opowieść o człowieku, który poważnie namieszał w Polsce po śmierci Kazimierza Wielkiego.

Książę na pomniku

Na głównym placu Gniewkowa stoi pomnik. Jest potężny, ma około cztery metry wysokości i waży ponad tonę. Przedstawia jeźdźca na koniu dzierżącego w ręku miecz wzniesiony ku niebu. Gdy go stawiano w 2011 r., to okazało się, że głowa montowana oddzielnie jest zbyt duża, nieproporcjonalna do całości. Postanowiono więc księciu głowę ściąć. Dosłownie – jakąś specjalną piłą. Następnie zastąpiono głowę mniejszą, już pasującą do reszty postaci. Nasuwa się od razu takie skojarzenie po tym ścięciu pomnikowej głowy. Czy za to co zrobił bohater tego szkicu nie zasłużył na ścięcie osobistej głowy?

Paweł Jasienica nazwał go „piastowskim książątkiem z Gniewkowa”, który „z charakterystycznych cech rodu piastowskiego dziedziczył tylko jedną, najmniej chwalebną – okrucieństwo”. Cóż takiego uczynił? Otóż „wyprawił oblegającym wojskom widowisko paląc żywcem na stosie przed bramą Złotorii dwóch ludzi, którzy chcieli wydać zamek”.

O pochodzeniu księcia gniewkowskiego

Na Kazimierzu Wielkim wygasła królewska linia Piastów. Choć niektórzy historycy twierdzą, że być może nie, bowiem pozostał jeszcze jedyny jego prawowity spadkobierca – książę Władysław Biały. To o nim będzie tu mowa. Kim był ten Piast władający małym księstwem gniewkowskim „które do lada worka schować można”? Protoplastą Piastów kujawskich był Kazimierz I, syn Konrada Mazowieckiego. Miał on kilku synów, z których dla tej opowieści wymienimy Siemomysła (z drugiej żony) i Władysława, później zwanego Łokietkiem (z trzeciej żony). Siemomysł był księciem inowrocławskim. Miał trzech synów, w tym Kazimierza, któremu wydzielił księstwo gniewkowskie. I ten książę spłodził naszego bohatera Władysława Białego, który po śmierci ojca stał się panem na Gniewkowie. Następcą Łokietka, co powszechnie wiadomo, był król Kazimierz Wielki. Zatem ojcem Białego był brat stryjeczny króla Kazimierza Wielkiego i Elżbiety Łokietkówny, królowej Węgier, czyli jak to się kiedyś mówiło – Biały był synowcem (stryjecznym) Kazimierza Wielkiego. Pokrewieństwo z linią królewską Piastów więc bardzo bliskie – ostatni Piast po mieczu pochodzący z tej samej linii kujawskich Piastów, co król Kazimierz. Spójrzmy dalej. Władysław miał siostrę Elżbietę. Została ona wydana za bana Bośni Karola. Z tego związku urodziła się córka, także Elżbieta. Gdy Ludwik Węgierski owdowiał, natychmiast zakochał się w ślicznej i młodziutkiej tejże Elżbiecie i wziął z nią ślub. Reasumując, siostrzenicą Białego była Elżbieta Bośniaczka, druga żona Ludwika Węgierskiego, króla Węgier i Polski. Ta para królewska mogłaby zwracać się do Władysława Białego wuju.

Koniec piastowskich rządów

Węgrzy Ludwikowi, jako jedynemu tylko ze swoich królów, nadali przydomek „Wielki”. Zaczął w Polsce panować po śmierci króla Kazimierza, którego my Polacy także uznaliśmy za „Wielkiego”. Ludwikowi takiego przydomka nie nadaliśmy, pewnie słusznie, bo od razu nie polubiliśmy na stolcu krakowskim Madziara, a szczególnie nie polubili go w Wielkiej Polsce, lub jak dzisiaj mówimy w Wielkopolsce. Tamtejsi panowie nie byli radzi z nowego władcy, tym bardziej, że nie zamierzał on w ogóle w Polsce przebywać. Jak najszybciej po koronacji wrócił do swojej ukochanej Budy, gdyż „nie mógł znosić powietrza polskiego”. Ludwik był siostrzeńcem Kazimierza i już od pewnego czasu było ustalone, że jeżeli nasz król nie spłodzi syna, to na polskim tronie zasiądzie właśnie on, syn Elżbiety Łokietkówny, czyli Piast po kądzieli. Opuszczając Polskę Ludwik mianował matkę regentką i faktycznie ona tu rządziła. Obsadziła wiele ważnych stanowisk Małopolanami, w tym na stanowisko wojewody wielkopolskiego mianowała Ottona z Pilczy, a więc Małopolanina. Tego już było za wiele dla możnych Wielkiej Polski. Zaczęli knuć, jak tu pozbawić tronu Ludwika i osadzić na nim ponownie Piasta. Wybór padł na księcia Białego. Był jednak problem, bowiem nie było go w Polsce. Od kilku już lat był… zakonnikiem po ślubach i to w klasztorze we Francji.

Książę podróżnik

Józef Śliwiński pisząc biografię Białego nazwał księcia „największym podróżnikiem spośród Piastów”. Spróbujemy w wielkim skrócie przedstawić jego wojaże oraz co mogło być ich powodem. W 1359 roku Władysław zawiera małżeństwo z Elżbietą strzelecką. Ponoć była to wielka miłość, ale rok później ona umiera. Od tej pory źle radzi sobie w codziennym życiu. Za czas jakiś Kazimierz Wielki odbiera mu lenno inowrocławskie. Znalazł się powód, a był nim zatarg Białego z sędzią kujawskim Stanisławem Kiwałą. Poszło o wytyczanie granic. Pisze J. Śliwiński: ”Kiwała wezwał księcia dla jego rozstrzygnięcia przed sąd królewski. Władysław nie stawił się na wyznaczony termin rozprawy, a król wydał wyrok na korzyść Kiwały. (…) Wtedy też książę chyba w porywie gniewu, a może i upokorzenia przeżytą sytuacją, zwrócił Kazimierzowi Wielkiemu (dobrowolnie? może pod przymusem?) ziemię inowrocławską”. Jest rok 1363, a może nawet 1364, kiedy książę gniewkowski postanawia opuścić ojcowiznę. Mówiło się, że powodem była śmierć żony, ale chyba nie tylko, bowiem jak widzimy, jeszcze kilka lat po jej śmierci pozostawał na swoim księstwie. J. Śliwiński: „Być może, książę, gdy owdowiał, a następnie znalazł się w konflikcie z Kiwałą i królem, zapragnął być może dla własnego bezpieczeństwa wyjechać z kraju, a zarazem zakosztować życia pielgrzyma i wędrowca”. Zastawia swoje księstwo królowi Kazimierzowi za sumę 1000 florenów i rusza w pielgrzymkę do Grobu Chrystusa. Rok później widzimy go na dworze Karola IV Luksemburskiego w Pradze, następnie w 1366 r. gości u mistrza krzyżackiego w Malborku. Wyrusza razem z nim na wyprawę krzyżową na Litwę, ale zaraz ich opuszcza i udaje się do Awinionu, gdzie jest goszczony przez papieża Urbana V. Po miesiącu rusza do Francji i niespodziewanie dla wszystkich wstępuje do cysterskiego zakonu w Citeaux. Jest rok 1366 gdy przywdziewa habit i zostaje mnichem. Skąd taka dziwna decyzja? J. Leniek zauważa: „Nie mając jednak, jak sam wyznaje z czego żyć, gdyż szczupłe pieniądze, jakie posiadał, rozeszły się na przeszło dwuletniej tułaczce, postanowił wstąpić do klasztoru”. Nie wytrzymuje tam jednak długo. Reguły panujące w zgromadzeniu Białemu nie odpowiadają i w następnym roku cichaczem ucieka. Nie porzuca jednak habitu, tylko zmienia jego kolor. Udaje się do klasztoru św. Benigna w Dijon i zostaje benedyktynem. Tu reguła jest znacznie lżejsza niż u cystersów. Biały pozostaje w Dijon do końca 1370 r. Tego roku w listopadzie umiera Kazimierz Wielki.

Co przedstawia obraz

Po objęciu tronu polskiego przez Ludwika Węgierskiego niezadowolenie w Wielkopolsce przybrało cechy prawie że buntu. Widziano raczej koronę na głowie jego wnuka Kaźka Słupskiego, usynowionego przez Kazimierza Wielkiego tuż przed śmiercią. Wydaje się jednak, że niezbyt nadawał się on na monarchę, a i sam nie bardzo chyba tego chciał. Kolejnym najbliższym żyjącym krewnym zmarłego króla był Władysław Biały, do którego panowie wielkopolscy wysyłają poselstwo. Ten właśnie moment ukazuje obraz Jana Matejki Władysław Biały w Dijon. Widzimy celę klasztorną, a w niej siedzącego dumnego zakonnika oraz posłańca, który podał mu list. W „Albumie Jana Matejki” tak opisał scenę K.W. Wójcicki „Na wieść o jego zgonie (Kazimierza Wielkiego – L.L.), odzywa się we Władysławie Białym dawny zapał rycerski, myśl o pozyskaniu polskiego tronu, gdy z kraju wysłany mnich, od stronników rodziny Piastów, doręcza mu ich wezwanie na piśmie. Teraz nie waha się ani chwili – ufny w szczęśliwą gwiazdę przyszłości. (…) Posłaniec dla rozbudzenia w nim zapału, miecz mu doświadczony przynosi”.

Co działo się po scenie z obrazu

Aby mógł Biały legalnie rozpocząć działania w Polsce, musi uzyskać zwolnienie od ślubów. Rusza do papieża Grzegorza XI. Tam wyjawia swoje zamiary, ale papież jako zwolennik Andegawenów oczywiście dyspensy nie udziela. Odprawia więc posłów i udaje się, o dziwo do… Budy, na spotkanie z królem Ludwikiem. Przyjmują go jako powinowatego całkiem miło. Jest im to na rękę, gdyż już wiedzą, co chce uzyskać Władysław. Najpierw prosi o możliwość powrotu do Polski i ponowne objęcie księstwa gniewkowskiego. Jednak nie jest to legalnie możliwe. Jest w dalszym ciągu mnichem. Król Ludwik udając, że chce pomóc, wysyła go w asyście swoich ludzi ponownie do kurii papieskiej. Być może papież zdanie zmieni. Pisze S. Leśniewski: „W istocie był to pocałunek śmierci, choć dla wielu postronnych obserwatorów mógł wyglądać na wspaniałomyślny gest. Grzegorz XI nie potrzebował żadnych instrukcji od Ludwika, aby wiedzieć jak się ma zachować. Władysław nie otrzymał dyspensy, a w jej miejsce usłyszał groźbę obłożenia ekskomuniką, gdyby nie powrócił w klasztorne mury”. Jednak książę zawsze chwiejny w swoich postanowieniach, teraz nie zamierza odpuścić. Jest rok 1371 gdy znika na prawie dwa lata. Nie wiemy gdzie był i co robił przez ten okres. Może powrócił do Dijon i tam przygotowywał swój plan? Żeby go zrealizować musiał mieć jakieś fundusze, a osobistych już nie posiadał. Jest wrzesień 1373 roku gdy niespodziewanie i potajemnie pojawia się w Gnieźnie. Następnego dnia, już rozpoznany kim jest, zajmuje Inowrocław i dziedziczne Gniewkowo. Kolejnego dnia podstępem murowany zamek w Złotorii, a w dwa kolejne dni zamek Szarlej. I wszystko to praktycznie bez walki, ginie tylko jeden jego żołnierz. J. Ślewiński: „Tak błyskawicznej akcji sprzyjały szczególnie dwa czynniki: niezadowolenie z rządów królewskich Andegawenów oraz sam fakt powrotu dawnego pana tych ziem, z którego osobą wiązano nadzieję na lepszą przyszłość”. Mimo tych sukcesów nie otrzymuje czego się spodziewał, czyli silnej pomocy ze strony Wielkopolan. Wyczekują oni na dalszy rozwój zdarzeń. A jest on niekorzystny dla księcia. Król Ludwik powiadomiony o obrocie wydarzeń, zarządza pospolite ruszenie przeciwko Białem zobowiązując szlachtę i rycerstwo do czynnego w nim udziału, pod karą utraty czci i majątków. Pisał Janko z Czarnkowa, który wówczas był w silnej opozycji do króla, a zwolennikiem Piasta na tronie: „Z tego powodu Kujawianie w znacznej liczbie, którzy do księcia byli przystali, teraz słuchając królewskiego rozkazu i wyroku od niego się odłączyli. Książę zaś widząc, że nie będzie w stanie oprzeć się potędze królewskiej, a przez niektórych do tego trochę nakłoniony, zamierzył poddać się na łaskę króla, co też i uczynił”. Po nieudanym puczu książę Władysław poprosił Ludwika o zwrot choćby ojcowizny. Jednak „nie uzyskawszy od króla żadnej łaski”, udał się do swoich przyjaciół, władców Drezdenka, które nie należało do Korony. Był więc bezpieczny. Przebywał tam do połowy 1375 roku.

Ponowny zryw księcia

Można byłoby pomyśleć, że wcześniejsze niepowodzenie Białego zniechęci go do dalszych działań w Polsce. Nic podobnego. Będąc w Drezdenku knuł nadal. Teraz już jego akcja przeciwko polskiemu władcy przybiera prawie że międzynarodowy charakter. Z Burgundii za sprawą księcia Filipa Śmiałego przybywa mu w odsiecz doborowy oddział wojska. Musiał Władysław po opuszczeniu Budy być jednak w Dijon i dogadać się z tamtejszym władcą. Takie wojsko jest kosztowne i wydaje się, że musiał ktoś, oprócz księcia Filipa się do składki dorzucić. Podejrzewa się, że byli to Krzyżacy, u których Biały czas jakiś przebywał i z nimi walczył. Na pewno nie zrobili tego z miłych wspomnień, bowiem konflikty zbrojne w Polsce ze względów politycznych zawsze były im na rękę. Wsparcia udzielają mu także panowie na Drezdenku, bracia von Osten. Tak wzmocniony książę Biały w połowie sierpnia 1375 roku powraca na ojcowiznę i od razu ponownie podstępem podbija gród w Złotorii, tym razem przez swoich ludzi upijając dowódcę zamku. Posiadając tak potężną twierdzę, przybywa Białemu zwolenników, wszelakich awanturników, których wówczas nie brakowało. Zdobywa także rodzinne Gniewkowo. Nie uzyskuje jednak poparcia Wielkopolan, co jest jednym z powodów wycofania się braci von Osten do swoich posiadłości. Nałupili się oni tyle ile mogli i nie chcą już narażać się polskiemu królowi, a także czeskim Luksemburgom, którzy w tym czasie żyli w zgodzie z Ludwikiem. Biały jednak walczy dalej. Pod Gniewkowem jego wojska doznają klęski w starciu z oddziałami królewskimi, a sam książę ratuje się ucieczką. Pozostał mu w rękach tylko jeden zamek, w Złotorii i tam się schronił. Z tej twierdzy jego ludzie robią wypady, palą, łupią i grabią. Ten zamęt w Koronie staje się wówczas priorytetem dla króla Ludwika. Wiosną 1376 r. wojewoda wielkopolski organizuje wyprawę dla ostatecznego rozprawienia się z buntownikiem. Bierze w niej udział rycerstwo z całego kraju, w tym także panowie wielkopolscy i kujawscy, wcześniejsi stronnicy Białego. Przybywa tam także wnuk Kazimierza Wielkiego. W czerwcu tego roku zaczęło się oblężenie silnie obwarowanej Złotorii.

Wojskami królewskimi dowodzi wojewoda Sędziwój z Szubina, do którego zgłaszają się dwaj obrońcy zamku. Widząc potęgę wojsk królewskich, zaczęli obawiać się o swoje losy i chcą teraz zdradzić, aby pomóc wojewodzie w jego zdobyciu. Książę Biały po wykryciu tego spisku kazał ich publicznie spalić na stosie, o czym wyżej wspomnieliśmy cytując P. Jasienicę. Kolejnego dnia przypuszczono już atak na zamek, jednak załoga go odparła. Zacytujmy Janka z Czarnkowa: „Wreszcie kiedy zabito niewielu z obu stron, a więcej zraniono, na stanowiska swe powrócili (tj. wojsko królewskie – L.L.). Między innymi książę Kazimierz (Kaźko Słupski – L.L.) został silnie kamieniem ugodzony i od tego obrażenia, jak jest ogólne mniemanie, życie zakończył”. Śmiertelną ranę odnosi więc jedyny wnuk Kazimierza Wielkiego i umiera 2 stycznia 1377 roku. Gdy wojska królewskie zaczęły rosnąć w siłę, Biały podejmuje rokowania. Uzyskuje zapewnienie, że będzie mu wyjednana łaska królewska. Ma opuścić zamek oraz oddać się w ręce Bartosza z Wezenborga. Biały godzi się na warunki, ale wyzywa jeszcze na pojedynek tegoż Bartosza, który wówczas był jednym z najwybitniejszych polskich rycerzy. Widać księciu Białemu i odwagi i fantazji nie brakowało. Może w ten sposób chciał niejako osłabić piętno wichrzyciela, które niechybnie na niego spadło, gdy wystąpił przeciwko legalnej władzy królewskiej. Tak pojedynek opisał K.W. Wójcicki – „Za danym znakiem zabrzmiały trąby, podniosła się krata warownej bramy i na dzielnym białym rumaku w świetnej a bogatej zbroi ukazał się książę Biały. Po powitaniu wzajemnem wedle obyczaju rycerskiego wypuszcza konia i naciera drzewcem na Bartosza. Starosta wytrzymuje cios silny drzewcem nieporuszenie, a swoim, zraniwszy w prawe ramię księcia, zrzuca go z siodła, sam zeskakuje z konia, przyklęka na piersiach, dobywa miecza i przykłada do gardła zwyciężonego. Książę wtedy dopiero poddał się łasce królewskiej. Starosta stał się panem kosztownej zbroi i rumaka jego”. Jeszcze dwa miesiące trwały rokowania pomiędzy stronami konfliktu. W ich wyniku książę Władysław nie tylko nie daje gardła za swoje uczynki, ale sprzedaje księstwo gniewkowskie królowi za 10 tys. florenów i otrzymuje od monarchy w zarząd klasztor benedyktyński na Wegrzech. Przypuszcza się, że Władysław zrzekł się prawa do korony, a król tak łagodnie go potraktował, aby zjednać sobie swoich wrogów, mając na uwadze podejmowane działania w sprawie sukcesji tronu przez jedną ze swoich córek. Piast „męczennik” mógł być orężem w rękach opozycji będącej przeciw rządom andegaweńskim w Polsce.

Ostatnie dni Białego

Obejmuje Piast podarowane mu opactwo w benedyktyńskim klasztorze na Węgrzech. Przebywa tam dwa lata i ponoć bardzo sprawnie nim zarządza. I tu ponownie odzywa się w Białym chwiejność decyzyjna. Zapewne umyślił sobie, że Ludwik czyha na jego życie więc opuszcza nagle Węgry. Przez Polskę przybywa do Gdańska, gdzie odbiera ostatnią ratę za ojcowiznę sprzedaną królowi i via Lubeka udaje się do „swojego” klasztoru w Dijon. Tam – jak pisze M.K. Barański „kupił od opata klasztoru benedyktynów w dożywotnie posiadanie dom, ogrody oraz racje żywności i wina” Dodajmy, że racje te były podwójne. Robi także poważne zapisy kosztowności na rzecz klasztoru. Wyjeżdża jednak stamtąd w roku 1383 i przez kolejne pięć lat nie wiemy co się z nim dzieje. Zapewne podróżował po Europie, ale do Polski prawdopodobnie już nie zawitał. 20 lutego 1388 r. książę gniewkowski umiera w Strasburgu. Ciało jego zostaje sprowadzone do Dijon i zgodnie z jego wolą złożone w tamtejszym kościele św. Benigna, gdzie jego nagrobek do dzisiaj się tam znajduje. Biograf księcia, J. Ślewiński tak ocenia osobę księcia: ”…Władysław Biały był nietuzinkową postacią, wyróżniającą się nader pozytywnie spośród wielu Piastów, chociaż na ogół los mu nie sprzyjał, ale chyba też przeważnie nie z jego winy. Z tego punktu widzenia jego osobowość rysuje się dodatnio i może budzić sympatię, również na tle wielu książąt piastowskich wieku XIII-XIV”. J. Szujski: „Wystąpienie Władysława Białego nosi wszelkie cechy średniowiecznego awanturnictwa (…). Nie umiał Władysław ująć znamion czasu, nie umiał wystąpić jako przywódca partii narodowej, wystąpił jako wichrzyciel i wyzyskiwacz nieporządku, dlatego nie mógł przyjść do znaczenia i skutku osiągnąć”. J.I. Kraszewski kończąc swą powieść „Książę Biały” zapisał takie oto słowa. „W opactwie, z którego uszedł pamięci niewdzięcznego położono kamień grobowy. Tak oto jeden z ostatnich Piastów, marzący o koronie, skończył zapomnianym, zapartym wygnańcem między obcymi”. Na pewno nie zapomniano o nim w mieście Gniewkowie, gdzie oprócz wspomnianego pomnika na froncie budynku urzędu miasta widnieje dużych rozmiarów mural przedstawiający rycerza pędzącego na białym koniu z włócznią pochyloną do ataku i napis – KSIĘSTWO GNIEWKOWSKIE.

Jan Matejko: Władysław Biały w Dijon, rok 1867, olej/deska; wymiary 47 x 38 cm, Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

Artykuł ten został opublikowany w skróconej wersji (z uwagi na wymogi redakcyjne) w numerze 11/2019 miesięcznika Historia Do Rzeczy.