O zaginionym obrazie Jana Matejki z zrozpaczonym Janem Kochanowskim

W Muzeum Jana Kochanowskiego w Czarnolesie znajduje się kopia obrazu Jana Matejki Jan Kochanowski nad zwłokami Urszulki, która została namalowana w 1984 roku. Losy oryginalnego dzieła Mistrza Jana niestety nie są nam znane. Wiemy, że w 1893 roku był własnością dr Lewandowskiego w Paryżu. Od tej pory uważa się ten obraz za zaginiony.

Obraz Jan Kochanowski nad zwłokami Urszulki artysta namalował w roku 1862 farbami olejnymi na płótnie. Tego samego roku malarz wystawił go w Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. Teraz oddajmy głos Marianowi Gorzkowskiemu, sekretarzowi Matejki, który tak oto opisuje pierwsze losy tego dzieła:

Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych za obraz ten dawało tysiąc reńskich, z warunkiem jednak, aby Matejko za te pieniądze pojechał dla dalszego kształcenia się za granicę. Artysta spostrzegłszy jednak, że nie miał jeszcze w mieście uznania, że go uważano za ucznia, który musiałby dalej za granicą się kształcić, a nadto bojąc się zapewne „nie zarwać coś z obczyzny” nie przyjął tego warunku, odebrał obraz i posłał go do Warszawy. Tam znowu, tenże sam obraz był oceniony inaczej. Kupiono go zaraz za tysiąc rubli, a ponieważ ruble stały wówczas wysoko, po zmianie przeto pieniędzy miał za ten obraz do dwóch tysięcy guldenów. Obraz był w owym czasie nabyty przez Fleury z Paryża, fotografował go Rzewuski w Krakowie.

Znany nam jest natomiast szkic do tego obrazu wykonany akwarelą przez Mistrza Jana, która znajduje się w rękach prywatnych.

W „Albumie Jana Matejki”, do którego tekst napisał Kazimierz Władysław Wójcicki znajduje się fotografia tego obrazu, wg rytu Jan Styfi. Oto ona:

Autor „Albumu Jana Matejki” tak oto opisuje tragedię Jana Kochanowskiego (fragment-pisownia oryginalna):

Z grona dziatwy jakie miał, poślubiwszy ukochaną Hannę Podlodowską, najbliższą sercu ojcowskiemu Urszulka, odznaczająca się urodą jak i rozwiniętemi władzami umysłowemi. Znać to po „Trenach”,które po jej zgonie napisał i tem wyrażeniem serdecznem a poetycznem, nazywając zgasłą dziecinę „kochanie ojcowe”.

W ulubionym Czarnolesie, w swobodzie ziemiańskiego życia, spędzał rok za rokiem w szczęśliwej doli. Urszula nieodstępnym była mu towarzyszem; w domu wyręczając matkę, biegała za nim, gdy szedł w pole, siadała obok pod ulubioną lipą, gaworzyła wesoło i nieraz dziwiła radosnego ojca nietylko dowcipem, ale i zdolnością poetyczną. Patrząc na tę dziecinę, marzył w upojeniu szczęścia, że przelał w tę małą główkę własny geniusz poetyczny, że po nim godnie ujmie lutnię ojcową, i śladami jego idąc, utrwali swą pamięć w narodzie.

Nagle owo „kochanie ojcowe” po krótkiej chorobie zmarło w 1580 roku. Rozpacz jego była wielką, wszystkie swoje nadzieje przyszłości składał do trumienki kwiatami wysłanej, wraz ze zwłokami nadobnej dzieciny. W arcydziele też swojem, jakie zostawiał p. n . „Treny”, poświęconem jej pamięci, a pisane krwią i łzami serca, jakżeż rzewnie i boleśnie nieszczęśliwy ojciec przemawia.

Jan Kochanowski „Tren VIII” (fragment):

Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,
Moja droga Urszulo, tem zniknieniem swoim.
Pełno nas, a jakoby nikogo nie było;
Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło.

(…)

Teraz wszystko umilkło: szczere pustki w domu,
Nie masz zabawki, nie masz rozśmiać się nikomu.
Z każdego kąta żałość człowieka ujmuje:
A serce swej pociechy darmo upatruje.