Stańczyk według Matejki i Wyczółkowskiego

Jeśliby przeprowadzić sondę i zapytać naszych rodaków, kto według nich jest najwybitniejszym i najbardziej znanym z polskich malarzy, to jestem przekonany, że zdecydowana większość respondentów odpowiedziałaby bez wahania – Jan Matejko.

Stańczyk według Jana Matejki

Jan Matejko „Stańczyk” (1862), Muzeum Narodowe w Warszawie

Dlaczego Mistrz Jan stał się największym polskim malarzem? Ano dlatego, że namalował Stańczyka. Odpowiedź może i zaskakująca, zważywszy, że najbardziej znanym jego dziełem jest Bitwa pod Grunwaldem. Jednak postać królewskiego błazna Jan Matejko stworzył 15 lat wcześniej, mając wtedy zaledwie 24 lata i to właśnie dzieło uznaje się za kluczowe dla rozwoju jego późniejszej twórczości, za swoiste artystyczne credo krakowskiego plastyka. Od tego obrazu rozpoczyna się wielkie, historyczne malarstwo Jana Matejki, które nie tylko sprowadza się do ilustrowania dziejów Polski, ale również podejmuje ono próbę krytycznej ich analizy i odpowiedzi na pytanie: „kto zawinił, że z mapy świata zniknęło państwo niegdyś tak duże i silne”. Choć 22 lata później Antoni Sygietyński raczej słusznie stwierdzi, że malarstwo historyczne „poszło do grobu”, to jednak w pewnej mierze, za sprawą przede wszystkim Matejki, swoją społeczną i narodową powinność spełniło.

Nam, Polakom, miejscowość Smoleńsk źle się kojarzy, szczególnie w odniesieniu do najnowszej historii. Niestety, także i tutaj nie uciekniemy od niej. Warto przypomnieć, że pełna nazwa tego obrazu brzmi: Stańczyk w czasie balu na dworze królowej Bony wobec straconego Smoleńska. Ubrany w czerwony, błazeński strój i czapkę z dzwoneczkami mężczyzna siedzi zrezygnowany na fotelu. To nadworny błazen króla Zygmunta Starego. Jednak jego twarz nie jest uśmiechnięta tak, jaką byśmy chcieli widzieć u człowieka parającego się tą profesją. Obok niego, na stole leży list. Posłaniec doniósł właśnie, że utraciliśmy na rzecz Rosji ważną twierdzę strzegącą wschodnich rubieży Rzeczpospolitej Obojga Narodów – Smoleńsk. Czyżby tylko on się tą wiadomością zmartwił? Zza ściany dobiegają dźwięki muzyki. Dwór bawi się wesoło. Bogata i silna jest Polska. Dlaczego więc Stańczyk z takim niepokojem patrzy przed siebie? Czy gniewa go swawola i pustota na królewskim dworze? A może widzi już zapowiedź przyszłych klęsk (1)?

Tak jak w czasach, o których traktuje to malarskie dzieło, Polacy nie rozumieli nadchodzących zagrożeń dla swojego państwa, tak i obraz ten nie był zaraz po jego namalowaniu właściwie rozumiany, ba, nawet nie został doceniony jako dzieło sztuki. Stał się przedmiotem loterii. Wygrał go niejaki obywatel Korytko. Powiesił byle gdzie, w jakiejś wilgotnej suterynie, czasami wycierał ostrą szmatą, czyniąc płótnu masę szkód. Dopiero wiele lat później uznany został za jedno z największych arcydzieł polskiego malarstwa. Odkupiony za wielkie pieniądze, spoczął w zbiorach narodowych. W czasie II wojny światowej zaginął na wiele lat. Odnaleziony w ZSRR, znalazł swoje miejsce w Muzeum Narodowym w Warszawie, gdzie piszący te słowa wielokrotnie się w niego wpatrywał i wpatrywać jeszcze będzie. W te smutne i zaniepokojone oczy, zatroskaną, mądrą twarz, której Mistrz Jan nadał własne rysy.

Stańczyk. Trefniś. Igraszka losu. Błazen w czerwonej sukni. Obraz, który stał się jednym z wielkich nauczycieli narodu (2).

Stańczyk według Leona Wyczółkowskiego

Prawdopodobnie gdyby nie portret Stańczyka pędzla Jana Matejki, postać tego królewskiego błazna dwóch ostatnich Jagiellonów poszłaby w narodową niepamięć. Leon Wyczółkowski malując obraz tej samej postaci w trzydzieści sześć lat później, świadomie nawiązał do jednego z najwybitniejszych obrazów Mistrza Jana.

Leon Wyczółkowski „Stańczyk”, Muzeum Narodowe w Krakowie

Po zakończeniu malarskich studiów w Monachium, Leon Wyczółkowski postanawia kształcić się dalej. I o dziwo nie wybiera Paryża czy Rzymu, jak to wtedy było w obyczaju, tylko Kraków. Na Paryż i fascynację twórczością francuskich impresjonistów czas przyjdzie później, tak jak później powstaną impresjonistyczne płótna artysty. Póki co, właśnie w Krakowie Wyczółkowski na swojego mistrza, pod kierunkiem którego dalej się kształci, wybiera Jana Matejkę. Pozostaje pod jego urokiem przez pewien czas, jednak nie do końca swojej twórczej, a w przyszłości i pedagogicznej pracy, kiedy to w 1895 roku powołano go na stanowisko profesora malarstwa w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych. Uważa on, że Matejko na tle europejskiej twórczości jest przestarzały, że ten romantyzm, który prezentuje, należy do świata, który minął (1). Nie miejsce jednak tutaj na omawianie życiorysu tego malarza, bowiem okres bez mała 65 lat twórczości artystycznej Wyczółkowskiego, to częste zmiany techniki i stylów, choć zawsze pozostawał wierny realistycznemu widzeniu świata.

O ile Stańczyk Matejki odwoływał się wprost do zaistniałego wydarzenia historycznego, to Stańczyk Wyczółkowskiego jest bardziej wyrazem polskiego symbolizmu niż historyzmu. Niemniej obydwa płótna to przykład polskiej mitologii narodowej, ukazującej najbardziej znanego królewskiego błazna, jako krytyka naszych wad narodowych. W dwa lata po powstaniu tego obrazu, znany wówczas ekspert w dziedzinie sztuki, Cezary Jellenta, zauważa, że Stańczyk Wyczółkowskiego jest bardzo zagadkowy, a przy tym załamany, zamyślony, na tle szeregu marionetek krakowskich, choć tu już snadź chodziło o marionetki, jako sposobność do odegrania świetnej a wysokiej gamy kolorystycznej (2). Tę „zagadkowość” próbują rozwikłać współcześni nam znawcy sztuki zwracając uwagę na fakt, że błazen dlatego zasłonił dłonią twarz, że nie był w stanie znieść widoku wydobytych ze skrzyni Polaków-marionetek. Motyw ten jest zazwyczaj interpretowany jako wynik sporu malarza z konserwatywnym środowiskiem Krakowa, tak zwanymi „stańczykami”, którzy nieprzychylnie odnieśli się do jego twórczości pojmowanej jako wynik rewolucyjnych poglądów warszawskiego środowiska „Wędrowca” (3).

Na zakończenie tego szkicu zajrzyjmy do Muzeum Narodowego w Krakowie gdzie obraz ten jest na co dzień prezentowany na wystawie stałej w Gmachu Głównym, a dokładniej do „wirtualnego muzeum”. Tam właśnie o tym dziele czytamy co następuje: Wyczółkowski ukazał Stańczyka w roli reżysera narodowej szopki, siedzącego nad skrzynią z kukiełkami symbolizującymi różne stany i warstwy społeczne. Błazen wyjmując kolejną figurkę zakrył twarz dłonią. Zapewne płacze nad kondycją polskiego narodu sprowadzonego do roli bezwolnych marionetek. Nie odpowiada mu rola lalkarza, manipulatora narodowej sceny politycznej i stronnika złej sprawy. Prowokacyjna kolorystyka obrazu zdominowana przez karminową czerwień – barwę rewolucji – zdaje się potwierdzać szyderczy sens przedstawienia (4).

Przypomnijmy sobie Stańczyka z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego. Prawdopodobnie to właśnie obraz Leona Wyczółkowskiego tak urzekł najwybitniejszego dramaturga Młodej Polski, że stał się inspiracją do stworzenia w tym dramacie tej symbolicznej postaci i ukazania jej jako zjawy w bezwzględny sposób osądzającej krakowskich konserwatystów, aktorów narodowej szopki (5).

Zapewne bez Matejkowskiego Stańczyka nie byłoby i Stańczyka Wyczółkowskiego. Podczas gdy Mistrz Jan pokazał tego błazna jako osobę zatroskaną o losy Polski, kraju wówczas jeszcze nadzwyczaj silnego, mocnego i ważnego, to Wyczółkowski parafrazując jego obraz, ukazał na swoim  symboliczno-alegoryczne przesłanie; królewski błazen rozmyśla tu nad upadkiem narodu o mocarstwowej przeszłości kierowanego teraz przez lojalnych wobec zaborcy konserwatystów, którym nadał postać teatralnych marionetek (6).

Jan Matejko, Stańczyk, 1862 rok
technika/materiał: olej/płótno
wymiary: 88 cm × 120 cm
Muzeum Narodowe w Warszawie

Leon Wyczółkowski , Stańczyk, rok 1898,
Technika/materiał: olej/płótno,
Wymiary: 99 cm x 139 cm
Muzeum Narodowe w Krakowie

Przypisy:

1. Maria Szypowska: „Jan Matejko wszystkim znany”. Wyd. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza,1985.
2. J. Stępniowa: „Krajobraz z tęczą. Sylwetki artystów od Wita Stwosza do Dunikowskiego”. Wyd. Książka i Wiedza, 1976.
3. Ignacy Witz: „Polscy malarze, polskie obrazy”. Wyd. Nasza Księgarnia, 1970.
4. Cezary Jellenta: „Profile talentów. II”, „Przegląd Tygodniowy” 1900, nr 17. W: „Teksty o malarzach 1890-1918”. Wyd. Ossolineum, 1976.
5. Irena Kossowska i Łukasz Kossowski: „Malarstwo polskie. Symbolizm i Młoda Polska”. Wyd. Arkady, 2011.
6. Wacława Milewska: „Wirtualne Muzeum Narodowe w Krakowie” (http://www.imnk.pl)
7. Irena Kossowska i Łukasz Kossowski, dz. cyt.
8. Irena Kossowska: „Leon Wyczółkowski”. Culture.pl.

Dodaj komentarz