Terrorysta Konrad Mazowiecki. Historia zamknięta w ramie obrazu

Z czego w historii Polski najbardziej znany jest protoplasta mazowieckiej linii Piastów? Jak uczono nas w szkole, z tego, że „sprowadził Krzyżaków do Polski”. Ale w szkicu tym nie będzie o tym ani słowa. Powiemy tylko niejako na usprawiedliwienie, że skąd książę miał wiedzieć, choć powinien na przykładzie Węgier, jak będzie podle ten zakon w latach późniejszych postępował? Opowiemy natomiast tutaj o dwóch wydarzeniach potwierdzających, że książę Konrad Mazowiecki był, jak określił go dziewiętnastowieczny historyk Józef Szujski, człowiekiem „znanym z płochości i nikczemności umysłu”.

Co prawda wielu piastowskich książąt wykazywało cechy „nikczemności umysłu” i Konrad zbyt się od nich nie różnił, był prawie że typowym księciem dla epoki średniowiecza, jednak dwa jego czyny zasługują na wyjątkowe potępienie i o tym będzie traktował ten szkic. Obydwa wydarzenia zostały uwiecznione na obrazach przez polskich malarzy historycznych. Niestety, dzieł tych w oryginałach nie obejrzymy, bowiem uważa się je za zaginione, ale znamy je z reprodukcji prezentowanych w polskich dziewiętnastowiecznych czasopismach.

Porwanie Henryka Brodatego

W 1874 roku obraz pędzla Adriana Głębockiego został wystawiony w konkursie zorganizowanym przez warszawskie Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych. Otrzymał wówczas pierwszą nagrodę. W tym samym roku został reprodukowany przez czasopismo „Kłosy”. Jakie były dalsze losy tego dzieła, nie udało mi się ustalić. Ciekawostką natomiast jest, że na konkurs przesłano dwa obrazy odwołujące się do tego samego wydarzenia historycznego z czasów Piastów (drugi obraz przesłał Feliks Sypniewski o bardzo podobnym tytule „Św. Jadwiga godzi Konrada Mazowieckiego z Henrykiem Brodatym Szląskim”). O obrazie Głębockiego pisał krytyk „Tygodnika Ilustrowanego”: „Obraz ten, odznaczający się prostotą i poważnym podjęciem przedmiotu historycznego, podany na konkurs (…), uznany został przez sędziów za najlepszy i otrzymał pierwszą nagrodę, która mu się też, ze względu na istotne jego zalety, słusznie należała”. Jakiż to „przedmiot historyczny” uwiecznił artysta? Żeby dokładnie wszystko wyjaśnić, musimy zacząć od początku, a właściwie od końca… życia księcia princepsa Leszka Białego. Jego skrytobójczą śmierć opisałem tutaj w tekście w dniu 22 lipca 2019. W czasie tego zajścia Henryk Brodaty został ciężko ranny. Był na tym zjeździe Piastów w Gąsawie także i brat Leszka, Konrad Mazowiecki. Jemu się nic dziwnym zbiegiem okoliczności nie stało. Po zabójstwie brata, zamiast starym prawem rodowym pomścić jego śmierć, od razu rzucił się w wir walk, by przejąć spadek po zamordowanym. Choć był rodzonym bratem Leszka Białego, to jednak kandydatów do objęcia krakowskiego stolca było jeszcze dwóch poważnych: Władysław Laskonogi, gdyż wcześniej z Leszkiem zawarli układ o wzajemnym dziedziczeniu, a także książę śląski Henryk Brodaty. Działo się wówczas dlatego tak – jak twierdzi prof. Wiszewski – że „w rodzie Piastów prawo dziedziczenia nie zostało skodyfikowane. Władza była przyrodzona, co oznaczało tylko tyle, że każdy z rodu miał do niej prawo. (…) Piastowie byli panami naturalnymi, nikt nie kwestionował ich praw do tronu, ale już konkretnego przedstawiciela można było wybierać. Albo odrzucić”. Kończy się rok 1227 i staje się w kraju chaos. Konrad bardzo chciał objąć opiekę nad wdową, bratową Grzymisławą i bratankiem Bolesławem (późniejszym Wstydliwym). Był ich najbliższym krewnym wśród Piastów. Panowie małopolscy odrzucili jednak Konrada, obawiając się jego gwałtowności, a obrali księcia wielkopolskiego Władysława Laskonogiego. Grzymisława musiała tę decyzję uszanować. Wyznaczono jej i synowi dzielnicę sandomierską i tam osiadła. Jednak gdy w Wielkopolsce za sprawą Władysława Odonica wybuchł bunt, Laskonogi natychmiast musiał zająć się swoją dzielnicą. Przekazał Kraków księciu wrocławskiemu Henrykowi Brodatemu. Konrad jednak nie odpuścił. Zebrał rycerstwo mazowieckie i ruszył zbrojnie na Małopolskę. I tu się przeliczył, bowiem Brodaty był na to przygotowany. Rozgromił go w bitwie pod Skałą. Władca Mazowsza wrócił pokonany do siebie, ale knuł dalej. Na początku 1229 roku Brodaty uczestniczy w zjeździe rycerstwa małopolskiego w Spytkowicach. Podczas Mszy świętej do kościoła niespodziewanie wpada banda zbirów i porywa księcia Henryka. Wywożą go do Płocka. Konrad dobrze to zaplanował i ma teraz rywala na swoim zamku.

Na wieść o jego uwięzieniu, syn, także Henryk, późniejszy Pobożny, zbiera wojsko aby odbić ojca. W tym czasie żona Brodatego, Jadwiga, przebywa w klasztorze w Trzebnicy. Dwadzieścia lat wcześniej razem z mężem złożyli śluby czystości, jednak wcześniej urodziła siedmioro dzieci. Po tej decyzji oddała się całkowicie Bogu i już za życia uchodziła za świętą. (Została uznana za świętą Kościoła katolickiego i kanonizowana 26 marca 1267 r.). Opuszcza jednak klasztor, ubiega syna i staje osobiście w Płocku przed Konradem. Nawet okrutny książę mazowiecki ulega jej moralnemu autorytetowi i godzi się na uwolnienie jej męża. Jednak nie czyni tego bezinteresownie. Wymusza zrzeczenie się przez Brodatego pretensji do Krakowa. I tę właśnie chwilę ukazuje na obrazie A. Głębocki. Widzimy tutaj troje głównych bohaterów wydarzenia oraz na drugim planie skrybę czytającego ustalone punkty ugody. Co było później? Brodaty opuszcza płockie więzienie, ale nie zamierza dotrzymać danego pod przymusem słowa. Uprasza papieża od zwolnienia go z przysięgi i taką dyspensę otrzymuje. W 1231 roku umiera Laskonogi. Przed śmiercią przekazuje prawa do Krakowa Henrykowi. Choć Konrad walczy dalej o najważniejszy w Polsce gród, to jednak nie udaje mu się go zdobyć. Henryka Brodatego uznano panem ziemi krakowskiej. Grzymisława wraz z 6 letnim synem Bolesławem zasiadają na ziemi sandomierskiej pod opieką księcia Henryka. Jednak Konrad pomimo pasma porażek nie odpuszcza.

Uwięzienie bratanka i matki jego

Po zabójstwie Leszka Białego Grzymisława pragnąc rządzić w imieniu rocznego syna Bolesława przyjęła tytuł „Księżnej Polski”. Możemy więc przypuszczać, że ta ruska księżniczka musiała być osobą jak na owe czasy niepospolitą. Stała więc wraz z synem Konradowi na drodze do przejęcia panowania w księstwie krakowsko-sandomierskim. Oddajmy teraz głos Janowi Długoszowi:

Konrad bolejąc ciężko, że bratanek wyrywa się spod jego opieki i że pozbawia go dochodów, do których przywykł, zaprasza tak księżnę Grzymisławę, jak i bratanka Bolesława Wstydliwego na przyjacielską rozmowę, jakoby dla omówienia spraw publicznych swoich księstw. Więzi ich i sprowadziwszy na Mazowsze zamyka najpierw w swoim warownym zamku w Czersku, wyrzucając zarówno matce, jak synowi, że zbyt szybko i za wcześnie dążyli do przejęcia władzy książęcej. Następnie przenosi ich do zamku w Sieciechowie. (…) Zabiera bratankowi cały skarbiec i bardzo wytrwale dąży do zagarnięcia jego księstw i do pozbawienia go życia.

Inne dokumenty wskazują, że oprócz obrabowania krewnych, Konrad dodatkowo pobił bratową rózgą. Nawet jak na owe czasy akt zadziwiający, musiał odbić się szerokim echem, skoro czyn ten nikczemny pobicia kobiety został opisany w bulli papieża Grzegorza IX. A i w Polsce XIX wieku chyba również poruszał, skoro do tego wydarzenia odniósł się nawet swoim pędzlem Mistrz Jan Matejko. Maluje obraz poświęcony temu podłemu postępkowi księcia Konrada. „W dziwnem był w owym czasie Matejko usposobieniu, bo chętnie malował tragiczne wypadki” – zanotował jego sekretarz Marian Gorzkowski. W swoim pamiętniku zawarł ciekawy opis tego dzieła, gdzie czytamy: „Matejko obrał chwilę, gdy Konrad odwiedzając ich w więzieniu, kusi ich, grozi; pod niskim więziennym sklepieniem, Konrad ubrany na czerwono, z demonicznym wyrazem, patrzy na książęce pacholę; matka zasłania go ręką, jakby pragnęła ochronić dziecko od skrytobójczych Konrada zamiarów. Gotyckie łuki sklepienia, posępna walka ciemności ze światłem; krwawe odbłyski na szatach Konrada czerwienizny; przerażona twarz księżnej, nadają obrazowi wielką grozę. Za księciem, sługa jakiś, czy strażnik, daje księżnej tajemne jakieś znaki, a wszystko razem, przenosi myśl w dzikie, ponure, straszne czasy zamierzchłych wieków…”.

Niestety tych kolorów czy „krwawych odbłysków na szatach” nie będziemy mogli już nigdy prawdopodobnie obejrzeć. Losy tego dzieła malarskiego są mało znane. Wiemy od Gorzkowskiego, że obraz od artysty w roku jego powstania zakupił mieszkaniec Wileńszczyzny Konstanty Skirmunt. W 1938 roku Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych pod patronatem honorowym Marszałka Polski Edwarda Rydza Śmigłego zorganizowało wielką wystawę prac Matejki, gdzie wystawiono 84 oryginalne obrazy Mistrza, a wśród nich również to dzieło. W katalogu widnieje zapisane pod pozycją nr 36 jako własność Bolesława Skirmunta, bodaj syna wcześniejszego właściciela. Po zakończeniu ekspozycji, jak to bywa w zwyczaju, obraz zwraca się posiadaczowi. Co stało się z z nim później możemy próbować się tylko domyślać. Rok 1939 i tamte tereny zajmują Sowieci. Zapewne malowidło podzieliło los wielu tysięcy zniszczonych wówczas dzieł przez bolszewików, ot dla zabawy, bądź zostało zagrabione i gdzieś leży w magazynach muzealnych lub w jakimś domu na wschód od Bugu i nikt się nie chce przyznać, że je posiada.

A co dalej stało się z Grzymisławą i Bolesławem Wstydliwym? Henryk Brodaty po uzyskaniu wsparcia papieża szykował się do ich odbicia. Jednak wyprzedzili go ludzie bliscy małemu księciu i księżnej. Gdy przebywali oni w klasztorze w Sieciechowie pomoc w ucieczce zainicjował Klemens z Ruszczy, o czym w latach późniejszych Wstydliwy nie zapomniał i obdarzył go przywilejami. Pomoc zaoferował również opat sieciechowski Mikołaj z Galli, który wg Długosza „przekupiwszy tak pieniędzmi, jak i obietnicami strażników zamku sieciechowskiego i pozostałych dozorców uwięzionego księcia Bolesława, uzyskał uwolnienie księcia Bolesława i księżny Grzymisławy”. Przemyślne i brawurowe to było uwolnienie „bowiem jednej nocy strażnicy po ochoczej biesiadzie pijani, zapomniawszy o środkach bezpieczeństwa, zaniechali wystawienia zwykłych straży, książę Bolesław po cichu w czasie ciemnej nocy opuszcza z matką klasztor na przygotowanych potajemnie wózkach”. Zaraz potem Henryk Brodaty dla ich bezpieczeństwa umieszcza na lat pięć uwolnionych z niewoli w silnej twierdzy w Skale, a nie u siebie we Wrocławiu czy też w ich Sandomierzu. Grzymisława i Bolesław zrzekają się wówczas praw do Krakowa. Wyglądałoby na to, że Brodaty, w sumie książę bardzo pozytywnie oceniany przez historyków, robi to dla ich dobra i z miłości do młodego krewnego Piastowicza. Nie wszystko jest tu jednak takie piękne. Można przypuszczać, że książę wrocławski czynił to z wyrachowania, bowiem już wtedy w jego zamyśle było zjednoczenie Polski pod swoim berłem, której dziedzicem po nim miał zostać syn jego Henryk Pobożny. Niestety, ze szkodą dla Polski tak się nie stało. Ale to już inna historia, której tragiczny finał wymalował także Jan Matejko.

Opis ilustracji:

  1. Adrian Głębocki: „Święta Jadwiga szlązka, jednająca swojego męża Henryka Brodatego z Konradem księciem mazowieckim” (1874), reprodukcja z „Tygodnik Ilustrowany” 1874 nr 330.
  2. Jan Matejko: „Grzymisława z synem Bolesławem Wstydliwym w więzieniu u Konrada Mazowieckiego w Sieciechowie” (1879). Olej na desce. 32 x 62,5 cm. Reprodukcja z polona.pl.

Artykuł został opublikowany w numerze 1/2020 miesięcznika Historia Do Rzeczy.