Zabójstwo Leszka Białego czyli „krwawa łaźnia”. Historia ukryta w obrazie

To co wydarzyło się w listopadzie roku 1227 w Gąsawie trwało wg kronik Długosza kilkanaście dni. Jan Matejko uwiecznił owo wydarzenie na dwóch obrazach, z tym że pomiędzy stworzeniem pierwszego i drugiego dzieła minęło lat czternaście. Niemniej na tych dwóch malowidłach uwiecznił to, co w historii naszego kraju nazywa się „mordem gąsawskim” lub czasami „krwawą łaźnią”.

W przerwach na malowanie swoich monumentalnych obrazów ukazujących najważniejsze wydarzenia z historii Polski, lub też czasami nawet w czasie trwania tego okresu twórczego, Mistrz Jan malował mniejsze dzieła, oczywiście w dużej części historyczne (pomijamy tu portrety). Z okresu panowania Piastów powstało nieco obrazów, gdzie trup ściele się gęsto. Skomplikowane piastowskie dzieje skłoniły artystę do ukazania kilku wątków dramatycznych, a nawet sensacyjnych.

Pisze Mieczysław Porębski: „Gdyby uszeregować tematykę Matejkowskich obrazów według historycznego porządku przedstawień, zwraca uwagę fakt nierównomiernego i ilościowo, i jakościowo rozłożenia zainteresowań artysty.(…) Zgodnie jakby z duchem starych kronik Matejko widzi w polskim średniowieczu przede wszystkim zagmatwany wątek dynastyczny, pasmo różnych piastowskich okropności, skandali….” O jednym z tych „zagmatwanych wątków dynastycznych”, który artysta zamieścił na dwóch obrazach, będzie ten szkic.

Matejko w tytule pierwszego z tych dzieł, a dokładniej w tym wypadku szkicu kompozycyjnego, daje tytuł „Sejm w Gąsawie”. Ale nie był to tak naprawdę sejm, tylko zjazd książąt piastowskich, rycerstwa i duchowieństwa. Został on zwołany przez księcia Leszka Białego – wg Jana Długosza – na dzień św. Marcina (11 listopada). Żeby jednak omówić dlaczego do takiego spotkania doszło, powinniśmy cofnąć się do aż czasów śmierci Bolesława Krzywoustego. Wydaje się, że to od jego ustawy sukcesyjnej, zwanej powszechnie jako „Testament Krzywoustego” wszystko się zaczęło. Książę Bolesław III pozostawił pięciu synów. Pierworodnego Władysława II ze związku z księżniczką ruską Zbysławą, oraz sześciu kolejnych z drugiej żony Salomei, księżniczki Bergu, z których dwóch wcześnie zmarło. Czterech pozostałych zapisało się w dziejach Polski, a byli to: Bolesław IV Kędzierzawy, Mieszko III Stary, Henryk Sandomierski oraz najmłodszy, prawdopodobnie pogrobowiec, Kazimierz II Sprawiedliwy. Każdy z nich otrzymał własną dzielnicę z wyjątkiem Kazimierza, który w „Testamencie” nie został uwzględniony. Młodsi, rodzeni bracia, nie byli zbyt przychylni wyznaczonemu „Testamentem” z tytułu starszeństwa księciu zwierzchniemu Władysławowi. Faktem jest, że walczyli także między sobą, ale tak zawzięcie jak z nim, nie zdarzało się. Kolejną siłą, która przeciwko pierwszemu w dziejach Polski princepsowi wystąpiła, to możnowładcy i duchowieństwo niechętne mocnej centralnej władzy. Suma summarum – bunt juniorów, rzucenie klątwy na seniora przez arcybiskupa Jakuba ze Żnina i Władysław II musiał uchodzić z kraju. Udał się do Niemiec, a to dlatego, że jego żoną była Agnieszka, siostra przyrodnia cesarza Konrada III. Stąd później zwany był „Wygnańcem”.

Podział ziem pomiędzy synów zmarłego władcy nie był wówczas niczym nowym w Europie. Stąd Krzywousty poszedł śladem już utartym. Uznawano, że łatwiej rządzić mniejszymi obszarami, niż wielkim terenem. Książę zwierzchni, princeps, miał być rzecznikiem jedności państwa. Ale w Polsce jakoś słabo to się sprawdziło i trwało mniej niż 100 lat. Od czasu panowania Wygnańca, do czasu śmierci bohatera tego szkicu, Leszka Białego, ostatniego princepsa, lub też możemy powiedzieć, „księcia całej Polski”.

Nie miejsce tu na omawianie kolejnych zawirowań pomiędzy Piastowicami, dlatego od razu przejdziemy do czasów, gdy władzę zwierzchnią objął najmłodszy syn Krzywoustego, Kazimierz Sprawiedliwy. Stało się to wbrew zasadom senioratu, po usunięciu przez możnowładców jego starszych braci. On to zwołał w 1180 roku zjazd w Łęczycy, w którym uczestniczyli książęta piastowscy, duchowieństwo i możnowładcy. Jan Matejko namaluje w 1888 roku obraz poświęcony temu wydarzeniu, które to dzieło wejdzie później do cyklu 12 jego prac pt. „Dzieje cywilizacji w Polsce”. Wtedy to po raz pierwszy w historii władca samodzielnie zrzekł się, niewielkiej co prawda części przysługujących mu praw, ale paradoksalnie dzięki temu umocnił swoją pozycję. Choć zjazd ten nie przyznał Kaźmierzowi dziedzicznych praw do tronu, to jednak można przypuszczać, że ułatwił później zajęcie stolca krakowskiego przez syna Leszka Białego. Po zagadkowej śmierci Kazimierza Sprawiedliwego, gdzie mówiło się nawet o otruciu księcia, Leszek został powołany na krakowski tron – tak jak i ojciec – wbrew zasadom senioratu. Przed nim byli przecież starsi – Mieszko III Stary, a po jego śmierci Władysław Laskonogi czy Mieszko Plątonogi. Dynastia Piastów była wówczas okrutnie rozrodzona. Wtedy już możnowładzcy w zasadzie decydowali kto będzie dzierżył władzę w dzielnicy senioralnej. Dlatego Leszka, jeszcze jako małoletniego, najpierw powołano na tron dla własnych zysków, później odwołano i powołano Laskonogiego. Ten natomiast miał problemy ze swoim bratankiem Władysławem Odonicem, który dopominał się ojcowskiej dzielnicy – Wielkopolski. Prowadzili ze sobą walki, aż Laskonogi wygonił Odonica z Wielkopolski. W tym czasie Leszek Biały ponownie został „księciem krakowskim”. Dwóch Piastów, Leszek i Laskonogi zawarli układ o przeżycie. Oznaczało to, że ten, który dłużej pożyje, dziedziczy jego dzielnicę. Leszek razem z bratem Konradem Mazowieckim i Laskonogim kontrolowali praktycznie cały kraj, a książę krakowski uznany został przez resztę za princepsa. Może świadczyć o tym fakt, że posiadał pieczęć dux Poloniae. Pisze Marek Urbański „Leszek, jako ostatni z Piastów dzielnicowych tytułował się księciem Polski, bądź – by nie było już żadnych wątpliwości, co ma na myśli – „księciem całej Polski”. Jednoznacznie świadczy to o jego ambicjach politycznych”.

Ale zostało jeszcze Pomorze Gdańskie gdzie władał z nadania Leszka Białego jako namiestnik Świętopełk. Ten znowu chciał się uniezależnić i zostać równy książętom, ale został zmuszony do uznania zwierzchnictwa „księcia Polski”. Było to zresztą zgodne ze statutem sukcesyjnym Krzywoustego, choć tak naprawdę stracił on już dawno moc. Niemniej książęta zwierzchni starali się go przestrzegać, co nie bardzo podobało się Świętopełkowi. U niego to schronił się Odonic i zawarł nawet związek małżeński z siostrą Świętopełka. Szwagrowie odtąd zaczęli knuć przeciwko władzy centralnej. Władysław Odonic w tym czasie zdołał zająć część Wielkopolski, w tym Nakło i Ujście. Mocno się tam trzymał pomimo najazdów Laskonogiego.

Księcia Leszka Białego nasza historiografia bardzo różnie ocenia. Jedni uważają, że gnuśny był i słaby i bez talentu do rządzenia. Przy okazji taka ciekawostka. Odmówił papieżowi udziału w wyprawie krzyżowej. Jako powód podał, że w Palestynie nie podają piwa, a on może ze względu na stan zdrowia tylko ten napój pić. Inni natomiast skłonni są przypisać mu kilka cech naprawdę pozytywnych. Paweł Jasienica: „Książę ten niczym specjalnie nie odznaczył się w dziejach Polski, ale pewne wiadomości świadczą o nim dodatnio. W dobie krucjat, kiedy ziemie pogan uważano za niczyje, a chrześcijański władca był po prostu zobowiązany do szerzenia wiary mieczem, Leszek głosił odmienny program. Nie chciał mianowicie nawracać Prusów siłą. Doradzał zakładanie w ich kraju ośrodków handlowych, co miało ułatwić przenikanie religii katolickiej drogą pokojową”. Henryk Samsonowicz: „Jego panowanie przypadło na trudne czasy, a Leszek miał ambitne plany polityczne (…) Dążył do scalenia dwóch najważniejszych dzielnic. (…) Słynął z rozsądku i umiaru, a cechy te prawdopodobnie odziedziczył po ojcu”.

Jednak na pewno zbyt wojowniczy nie był. Mógł przecież w koalicji z bratem Konradem, Laskonogim i Henrykiem Brodatym zająć zbrojnie i Wielkopolskę, i Pomorze. Wolał jednak konflikty rozwiązywać rozmowami niż mieczem, dlatego wyznaczył zjazd książąt w Gąsawie. O jego celu i składzie osobowym historycy różnie rozważają i nie ma jednej, zgodniej koncepcji. Według H. Samsonowicza jego celem było „zapoczątkowanie współdziałania elit rządzących w Wielkopolsce i Małopolsce”. Marek K. Barański dodaje do tego jeszcze zagmatwaną sytuację z Pomorzem, ponieważ „działania emancypacyjne Świętopełka zaniepokoiły Leszka”.

Spójrzmy zatem na obraz „Sejm w Gąsawie”. Jego krótki opis znajdujemy u sekretarza malarza, Mariana Gorzkowskiego. „Obraz historyczny: Niespodziewane zjawienie się księcia Świętopełka pomorskiego wpośród książąt obradujących w roku 1277, nad sposobem zgubienia jego, na sejmie w Gąsawie około Żnina. Osoby: Arcybiskup Gnieźnieński, Wincenty; książęta: Leszek Biały, Henryk Brodaty, Władysław Laskonogi, Konrad Mazowiecki, Władysław Odonicz, Rada świecka, oraz książę Świętopełk pomorski grożący im ręką”. Dodajmy jeszcze, że malarz umieścił na kolanie Leszka jego małoletniego syna Bolesława (Wstydliwego), którego oczywiście tam nie było. Z wypisanych wyżej książąt nie było na pewno również Świętopełka, bo przecież przeciwko niemu także miano obradować oraz Laskonogiego (przysłał swoich ludzi) i prawdopodobnie Odonica. P. Jasienica „Odonic, który umyślnie zwłóczył i wypatrywał sposobnej chwili, naprowadził na nich ludzi Świętopełka”. Czyli to Władysław Odonic Plwacz był być może mózgiem całej operacji, bowiem jemu bardziej zależało na śmierci Leszka Białego i Henryka Brodatego, gdyż wtedy trójporozumienie książąt by upadło, a on odzyskał Wielkopolskę od osłabionego już Laskonogiego. I tenże namiestnik Pomorza wyprzedza swoim działaniem rysujące się zagrożenie układane także przeciwko niemu. Ma świadomość, ż nadarza się okazja aby zyskać suwerenność na Pomorzu i tytuł książęcy. Obrady trwały już bodaj trzynasty dzień, w czasie których obficie spożywano nie tylko jadło. Z samego rana, 23 listopada, skacowani dwaj książęta – Leszek Biały i Henryk Brodaty – udali się sauny, bo to szybciej oczyszcza organizm. Opis końca gąsawskich obrad w sposób najbardziej prosty i zrozumiały daje M. K. Barański i tę hipotezę na nasze potrzeby możemy przyjąć.

Zjazd w Gąsawie zakończył się tragicznie. Na zebranych książąt uderzyli Pomorzanie Świętopełka. Uczestnicy zjazdu zostali całkowicie zaskoczeni. Gdy Pomorzanie atakowali, Leszek i Henryk zażywali właśnie kąpieli w łaźni. Nie wiadomo, co robili inni, nikt się nie bronił. Henryk omal nie zginął. Ciężko poranionego księcia uratował wierny rycerz Peregryn, który swe poświęcenie przypłacił życiem. Leszkowi udało się wydostać z łaźni, dopadł konia i pogalopował w kierunku Marcinkowa. Tam dopadli go i zabili Pomorzanie. Pozostałym książętom udało się zachować życie i zdrowie.

Tym jedynym „pozostałym” wydaje się być tylko młodszy brat Leszka, Konrad Mazowiecki. Co wtedy robił? Spał i nikt go nie niepokoił? A może opuścił Gąsawę dzień wcześniej? Jeżeli nawet tak, to jak zauważa P. Jasienica, „stare prawo rodowe zobowiązywało Konrada Mazowieckiego do pomszczenia śmierci brata. Nie doszło jednak do tego, bo książę z Płocka myślał przede wszystkim o spadku po zabitym”. Na szczęście nie udało mu zbyt wiele osiągnąć, gdyż jak określił go Józef Szujski, był człowiekiem znanym z płochości i nikczemności umysłu. Natomiast zbrodnia ta miała poważne konsekwencje dla Polski. Henryk Samsonowicz zauważa, że „mord w Gąsawie udaremnił ambitne plany Leszka – polskie ziemie zamiast się scalać, poszły odrębnymi drogami. Zamach spowodował upadek władzy centralnej w Krakowie i chaos. Przez następne 20 lat księstwa dzielnicowe były nieustannie w konfliktach”. Pomorze natomiast oderwało się od Polski na lat sześćdziesiąt.

O ucieczce Leszka z łaźni czyli kontynuacją wyżej opisanych wydarzeń jest następny obraz Jana Matejki „Śmierć Leszka Białego”. Gdy go oglądamy, znając już z grubsza historię zjazdu Piastowiców w Gąsawie, to tak naprawdę nie trzeba zbyt wiele tłumaczyć. Widzimy na nim siedzącego nago na koniu księcia, pędzącego na oślep z rozwianymi białymi włosami, byle dalej od najeźdźców. Nie udaje się mu jednak ujść w gęsty las, gdzie mógłby zgubić zabójców. Dojeżdża do pobliskiego Marcinkowa i tam dosięga go rzucona przez pomorskiego siepacza włócznia, która wbija się w plecy. Kolejny jeździec strzela do niego z łuku. Książę nie ma szans, ginie na miejscu. Żaden z małopolskich rycerzy nie przychodzi mu z pomocą. Dopiero później odnaleziono jego ciało, przewieziono do Krakowa i „ze czcią pochowano w kościele katedralnym”. W Marcinkowie Górnym, w miejscu domniemanego zabójstwa księcia, stoi obecnie pomnik upamiętniający jego śmierć. Leszek Biały był ostatnim princepesem i jako książę zwierzchni, choćby nawet teoretycznie, posiadał władzę nad pozostałymi dzielnicami.

Marek K. Barański: „Śmierć Leszka ponownie zdestabilizowała sytuację w Polsce. Pozostawił on po sobie nie tylko duży kompleks ziem, ale również Kraków, który w pierwszej połowie XIII w. nie utracił jeszcze swego szczególnego znaczenia. O przejęciu spadku po Leszku myślało kilku Piastów, a mianowicie Władysław Laskonogi, któremu należał się on na mocy układu z Leszkiem, Konrad Mazowiecki, który jako brat zmarłego miał prawo do opieki nad wdową i synem Leszka. Trzecim konkurentem był książę śląski Henryk Brodaty. Niebawem doszło do walk o Małopolskę”. Ale to już inna historia.

Jakby można było eksponować na co dzień te dwa obrazy obok siebie w muzealnej sali, co jest niemożliwe, bowiem są własnością różnych muzeów, to moglibyśmy obejrzeć prawie że całe wydarzenie, jakie miało miejsce w listopadzie A.D. 1227. Choć, jak już wiemy, w rzeczywistości było trochę inaczej niż raczył to przestawić Mistrz Jan na pierwszym z obrazów. Matejko się pomylił? Nie, on bowiem – jak zauważa Waldemar Łysiak – „syntetyzował wydarzenia, tworząc godła ikonograficzne, a nie kronikę fotograficzno-scjentyczną”. I tak też obraz „Sejm w Gąsawie” należy rozumieć, gdy będziemy go oglądać w muzeum.

Jan Matejko:Sejm w Gąsawie (szkic), 1866 rok, olej/papier naklejony na płótno; 59 x 115, 5 cm, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Jan Matejko: Śmierć Leszka Białego, 1880 rok, olej/deska; 30 x 66 cm, Muzeum Narodowe w Gdańsku

Artykuł pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Historia Do Rzeczy” nr 7/2019.