Osiem autoportretów malarzy Młodej Polski

Jeżeli artysta maluje autoportret, to zazwyczaj nie po to, aby pokazać publiczności swoje oblicze i nie po to, żeby ludzie wiedzieli jak wygląda, tylko najczęściej dlatego, że chce tymże autoportretem przekazać odbiorcy inne wartości. Choć często dzięki tym portretom własnym rzeczywiście wiemy jak oni wyglądali w różnych okresach życia, gdyż nie zawsze była możliwości ich sfotografowania. Ale dzięki temu, że malowali swoje wizerunki, możemy dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Popatrzmy, poczytajmy, a sami może coś odkryjemy.
Wybór oczywiście subiektywny.

Zaglądamy na stronę internetową Muzeum Narodowego w Krakowie, gdzie obraz jest eksponowany w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach i czytamy, że Anna Bilińska-Bohdanowiczowa „jako pierwsza z polskich adeptów sztuki odbyła studia akademickie w Paryżu. Jej autoportret przedstawia siedzącą w fartuchu malarskim kobietę z rozczochranymi włosami, ośmielając się ostentacyjnie wystawić je na widok publiczny. Nie wygląd, a tak trudne do zdobycia przez kobiety w owych czasach spełnienie zawodowe zdaje się być dla niej ważniejsze”.

Olga Boznańska uznawana jest powszechnie za najwybitniejszą polską malarkę. Dlatego w naszym zestawieniu nie mogło jej zabraknąć. Artystka przedstawiła tutaj siebie najlepiej, jak na kobietę-malarkę przystało. Wytworna suknia, ślicznie uczesane włosy, pędzle w dłoni – nieodłączny atrybut malarza oraz kwiaty, czyli to co chyba wszystkie niewiasty kochają. No i ta twarz, pewna siebie, z szeroko otwartymi oczami patrzącymi na widza wprost, bez najmniejszego choćby strachu czy niepewności.

Wlastymil Hofman swoją przyszłą żonę poznał w 1915 roku w Pradze, a kilka lat później, gdy Ada uzyskała rozwód, wzięli ślub. Po II wojnie światowej zamieszkali w Szklarskiej Porębie. Żona zmarła w marcu 1968 r., a dokładnie dwa lata po niej, także w marcu, zmarł i malarz. Zostali pochowani we wspólnym grobie w tej karkonoskiej miejscowości. Hofman malował bardzo dużo portretów, bowiem było to jego główne źródło zarobkowania. Oczywiście tworzył je w sposób tradycyjny. W przypadkach portretów rodziny czy autoportretach, pozwalał sobie na większą swobodę. Były one niepospolite, osoby tam uwiecznione zostały ukazane w nietypowych ujęciach, często z tyłu bądź z profilu, czy też ze sceną rodzajową w tle.

Ile Jacek Malczewski namalował portretów własnych zapewne nikt nie wie, tak wiele ich było. My wybraliśmy na akurat ten. Wsłuchiwanie się w rytm natury, to także sposób na artystyczną kreację. Towarzyszący artyście chłopcy trzymają na dłoniach szczygły, ptaki pięknie śpiewające, a sam malarz konika polnego na zielonym kłosie zboża. W tle obrazu naga kobieta dosiada prawdopodobnie Pegaza. Tytułowa „Muzyka” jawi się tutaj pod postacią natury.

Józef Mehoffer malując swoje autoportrety nie miał do siebie takiego dystansu jak np. Wyczółkowski, o którym niżej. Wszystkie mi znane jego portrety własne pokazują artystę jako człowieka nad wyraz poważnego. Nie inaczej jest i w tym, uważanym za najlepszy, jaki stworzył z własnym wizerunkiem. To co łączy jego autoportrety malowane w różnych okresach życia, to „swoista asceza kompozycyjna i kolorystyczna”.

Pisze biografka Władysława Podkowińskiego Wiesława Wierzchowska: „Wystarczy spojrzeć na ten autoportret (…), aby przekonać się, (…), że znajdujący się u szczytu powodzenia artysta nie jest szczęśliwy. (…) Wpatrzone w przestrzeń oczy i lekko rozchylone usta mają bolesny wyraz. Pełne swoistej wymowy są włosy, rozwichrzone, „stojące dęba” przydają i tak już niepokojącej twarzy wyraz niesamowitości. Jest to twarz człowieka cierpiącego, nieszczęśliwego”.

Autoportretów Leon Wyczółkowski namalował wiele. Przedstawiał siebie w rożnych momentach życia oraz różnych sytuacjach. Często są one zabawne, a na pewno pokazują jego osobę bez zbytnich upiększeń. Prezentowany tutaj autoportret z pędzlem i paletą w dłoni, zdaje się pokazywać mistrza przed przystąpieniem do malowania nowego obrazu. Być może jeszcze do końca nie wie jaka to będzie kompozycja, zastanawia się usilnie, o czym może świadczyć jego zafrasowany wyraz twarzy.

A jak to było z autoportretami u Stanisława Wyspiańskiego?
Czytamy na stronie MNW: „Najbardziej znany spośród portretów własnych, rozbudowany o tło wypełnione splataną winoroślą, namalował artysta w 1902 roku, mając za sobą głośny skandal i sukces Wesela, gdy uznano go za narodowego wieszcza. Wprowadzenie motywu więdnących liści nie było jedynie zabiegiem dekoracyjnym. Wyspiański wysnuł delikatną aluzję do stanu swego zdrowia zagrożonego postępującą chorobą – powolnego obumierania”.