Wojciech Gerson. Nauczyciel malarzy

Kim był Wojciech Gerson w drugiej połowie XIX wieku w środowisku artystycznym Warszawy? Zapewne łatwiej byłoby wymienić kim nie był. Modna obecnie i będąca często dla wielu „źródłem wiedzy”, bo swobodnie dostępna Wikipedia, w krótkiej, zdecydowanie za krótkiej jak na taką osobowość notatce, opisuje Gersona jako „polskiego malarza, pejzażystę, przedstawiciela realizmu, historyka sztuki i pedagoga”. Możemy śmiało powiedzieć, że w dużej części to się zgadza, ale jednak te suche określenia mało nam mówią, bowiem we współczesnej mu epoce uchodził za człowieka instytucję.

Wojciech Gerson „Autoportret” (1893)

Malował, uczył malować innych, zarządzał szkołą plastyczną, pisał w stołecznych czasopismach. Był jak na owe czasy osobą w dziedzinie sztuk plastycznych bardzo wykształconą. Studiował najpierw na Oddziale Architektury warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych, później na wydziale malarskim, a następnie w często odwiedzanej przez polskich malarzy, choć słabej Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu. W Paryżu studiował przez pewien czas u słynnego malarza i nauczyciela Léona Cognieta.

Poznał dobrze twórczość Leonarda da Vinci, przetłumaczył nawet jedno z jego dzieł, słynny „Traktat o malarstwie”. Brał udział w powołaniu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, gdzie często współorganizował wiele ważnych przedsięwzięć artystycznych. Robił rysunki dla czasopism i książek, zdobił dekoracjami wiele budynków państwowych, ale i też prywatnych freskami. Odbywał wycieczki „wodno – piechotne” po Polsce wykonując dziesiątki rysunków i akwarel. Był uważany za jednego z tych, których możemy nazwać „malarzami Tatr”, a nawet ich odkrywców dla polskiej sztuki. Nie sposób w tym krótkim szkicu wymienić wszystkich obszarów działalności artystycznej, ale także i publicystycznej czy społecznej Gersona, gdyż na tak szeroką skalę aktywność swą wykazywał. Najbardziej jednak znany jest powszechnie jako malarz. Pozostawił po sobie dziesiątki obrazów, które obecnie możemy oglądać w wielu naszych muzeach. Należał do jednego z najwybitniejszych przedstawicieli akademizmu XIX wieku, dlatego zgodnie z tym kanonem w jego repertuarze tematów pierwszorzędne miejsce zajmowały kompozycje historyczne, alegoryczne i religijne (1). W malarstwie historycznym na gruncie warszawskim aspirował nawet do osiągnięcia rangi równej Janowi Matejce wywodzącemu się ze środowiska krakowskiego, a więc z innego zaboru. Kilka lat temu głośna była sprawa odzyskania zaginionego w czasie II wojny światowej obrazu Gersona, należącego wcześniej do kolekcji rodziny Kronenbergów, a więc traktowanego jako polska strata wojenna. Mowa tutaj o jednym z najlepszych płócien artysty Odpoczynek w szałasie tatrzańskim z 1862 roku. Wojenne losy malowidła są słabo znane, natomiast w 2003 roku zostało wystawione na aukcji w londyńskiej filii domu aukcyjnego Sotheby’s. Polskie władze mając dobrze udokumentowany fakt, iż obraz ten był polską własnością, zdołały wycofać go z licytacji. Później nastąpiły długie negocjacje z właścicielem dzieła na temat jego zwrotu. Przełom nastąpił wtedy, gdy włączyła się do nich Fundacja Bankowa im. Leopolda Kronenberga, która udzieliła wsparcia finansowego. I tak pierwszego dnia czerwca 2010 roku odbyła się uroczystość przekazania przez tę Fundację obrazu Gersona Odpoczynek w szałasie tatrzańskim do zbiorów Zamku Królewskiego w Warszawie (2).

Skupmy się jednak na działalności pedagogicznej Wojciecha Gersona, a dokładniej jako nauczyciela rysunku i malarstwa. Można zadać pytanie, dlaczego warto tematowi temu poświęcić tenże szkic? Jeżeli jednak uświadomimy sobie, że człowiek ten był wychowawcą i nauczycielem kilku generacji polskich artystów kręgu warszawskiego, nade wszystko także i tych, których dzisiaj nasza rodzima historia sztuki, ale także i historia naszego kraju zalicza do najwybitniejszych, to raczej nie będzie potrzeby tego dalej uzasadniać. Gdy wymienimy tu tylko takich twórców jak: Józef Chełmoński, Leon Wyczółkowski, Jan Stanisławski, Stanisław Lentz, Anna Bilińska, Władysław Podkowiński czy Józef Pankiewicz, to odpowiedź będzie jeszcze bardziej klarowna. Wydany w 1931 roku katalog Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych z okazji wystawy „Gerson i Jego uczniowie” grupuje 54 nazwiska, a wiadomo dzisiaj, że wielu jeszcze pominięto (3).

Artysta rozpoczyna pracę nauczyciela malarstwa w 1860 r. najpierw w Instytucie Głuchoniemych, później od roku 1867 prywatnie we własnym domu, gdzie jak wspomina córka malarza, z trudem przeciskał się (…) pomiędzy sztalugami i rajzbertami. Po Powstaniu Styczniowym rosyjski zaborca zamyka jedyną w Kongresówce szkołę kształcącą w kierunku artystycznym, czyli warszawską Szkołę Sztuk Pięknych. Gdy władze carskie decydują się ją ponownie otworzyć, aby umniejszyć jej znaczenie i odbiór społeczny, zmieniają nazwę na „Klasa Rysunkowa”. W roku 1871 pracę jako profesor podejmuje tam Gerson. Józef Czapski, który wiele lat później zostanie uczniem ucznia Gersona, Józefa Pankiewicza, pisząc biografię swojego mentora, tak oto opisuje osobę mistrza oraz owe miejsce nauki malarstwa: Pankiewicz poznał Gersona w punkcie szczytowym jego kariery. Profesor był wtedy w sile wieku, mimo długiej siwej brody i takichże artystycznych długich włosów. Dawał uczniom akademickie wykształcenie, uczył tego, co wtedy uczyć się powinien każdy początkujący malarz – rysunku z gipsów i modela. Żądał pilności, uporczywości i dbał zawsze o rysunek. Rządowa Szkoła Rysunkowa mieściła się w 1884 roku na Rymarskiej. Miała być czemś w rodzaju Warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. W rzeczywistości była to szkółka marnie zaopatrzona, poza Gersonem nie było tam właściwie nikogo (4). Nie dziwi więc, że praktycznie inaczej się wówczas o niej „na mieście” nie mówiło, jak „Szkoła Wojciecha Gersona”.

Jeżeli 13 lat po jej otwarciu szkoła była „marnie zaopatrzona” to zachodzi pytanie, jak było na początku tj. w roku 1871? Domniemywać należy, że także marnie. Wtedy to właśnie w jej mury wkroczył jeden z pierwszych uczniów – Józef Chełmoński. Wcześniej uczył się u Gersona w jego prywatnej pracowni. Artysta powiedział kiedyś o swoim profesorze „jemu jedynemu zawdzięczam wszystko”. Jak pisał listy do Gersona, to zawsze zaczynał je od słów: „Ukochanemu, najlepszemu Nauczycielowi”, bo profesor nie uczył tylko rysować, czy malować, ale także kładł duży nacisk na sprawę wykształcenia w ogóle, walcząc z „nieuctwem w dziedzinie sztuki”. Niezwykle ważnym były dla niego powinności jakie ma artysta do spełnienia. Wspomniany nasz wybitny malarz, Józef Chełmoński, tak o tym jakże poetycko pisze: Przy wykładach swoich zaszczepiał Gerson wzniosłe wyobrażenia o powołaniu artysty, który, według jego pojęcia, powinien być jakby kapłanem i apostołem swoich idei w sztuce, ma dla niej być gotowym do wszelkich ofiar. Nietrudno zrozumieć, że takie wyobrażenie o sztuce, o zadaniu artysty budziły w uczniach jego najgłębsze uszanowanie do tego świętego powołania, którego zadanie polegać miało na tworzeniu dzieł ściśle podobnych do wewnętrznych zachwytów, będących jakby uzmysłowieniem duszy zaczynającej żyć w obrazie. Jakże długa wydawała się nam ta drabina, po której szczeblach do nieba idziemy! Niebem tym były jakieś wyżyny doskonałości w naszej sztuce, wyżyny wiecznie niedościgłe… (5). W ten sposób Gerson trafiał do dusz przyszłych malarzy. A jak przekazywał im wiedzę dotyczącą artystycznego rzemiosła? Tu także odwołamy się do Chełmońskiego. Kazał nam malować wszystko, wszystko bez wyjątku: ziemie, kamienie, niebo, trawy, drzewa, wszelkie zwierzęta, nawet drobne, jak żaby, owady. Zalecał, aby nie opuszczać żadnej sposobności nastręczającej się do studiowania z natury, tak w stanie spokoju, jak i w stanie ruchu; kazał notować liniami chmury poszarpane przez wiatr podczas nadciągającej burzy, falowanie zbóż, ubrania poruszane ruchem nóg ludzi biegnących (6).

Każdy z uczniów Gersona przejął coś innego od swojego mistrza. Stanisławski zakochał się w pejzażu, Wyczółkowski na początku w malarstwie historycznym dotyczącym dziejów Polski, podczas gdy Chełmoński ten kierunek odrzucił i poszedł swoją droga choć był „najbardziej oddany i najśmielej niezawisły”. Podkowiński zakochał się w rysunku, nie chciał w ogóle być malarzem, tylko rysownikiem. Jeszcze w czasie gdy był słuchaczem Gersona zaczął już publikować swoje prace, szczególnie te, dotyczące życia współczesnej Warszawy, realistyczne, reporterskie, w stołecznych czasopismach periodycznych. Widzimy zatem jak na przestrzeni wielu lat, wielu wybitnych malarzy wykształcił Gerson, choć nie w pełni w późniejszej swojej twórczości poszli oni drogą wytyczoną przez mistrza. Jednak jego rola w kształtowaniu postaw artystycznych była nie do przecenienia. Pisze biograf profesora: Aż do końca XIX stulecia ktokolwiek bądź w Warszawie lub Królestwie marzył o karierze artystycznej dla siebie bądź swego dziecka, udawał się wprost do pracowni Gersona. Nic więc dziwnego, że niezmiernie długa lista obejmuje nazwiska największych niejednokrotnie mistrzów (7).

Gerson walczył o „sztukę polską”, gdyż uważał, że jeszcze takowa nie istnieje, choć mamy wielu wybitnych malarzy, rzeźbiarzy, czy nawet budowniczych. Że jej ukształtowanie się należy do przyszłości, może i niedalekiej, ale jednak. Twierdził, że nie ma jeszcze ona u nas takich znamion „jakie szkolę danego narodu od innych odróżniają.” Mówiąc „sztuka polska”, myślał on: szkoła polska, styl polski. Styl bardzo jednolity, scalony. Rozumiejąc szlachetność postawy Gersona, dziś wiemy , że mimo dobrej intencji zacieśniał on pojęcie sztuki, gdyż twórczość nie lubi, ani nie lubiła nigdy, nazbyt określonych granic, formułek. Z tej postawy wynika też stale okazywana nieprzychylność Gersona wobec wszelkich poszukiwań, nowych prądów, wobec działań odważniejszych i bardziej swobodnych (8). Ano właśnie. To „zacieśnianie pojęcia sztuki” było wówczas poddawane ostrej krytyce przez umysły bardziej otwarte na nowinki, które współcześnie rodziły się w sztuce światowej, jak chyba najbardziej wtedy „nowoczesny” kierunek, jakim był impresjonizm, który profesor jaka publicysta nieustępliwie zwalczał lub mówiąc delikatniej – potępiał. Przypomnijmy, że dwóch jego uczniów, Władysław Podkowiński i Józef Pankiewicz uznawani są za prekursorów tego stylu w rodzimej sztuce, z którą mieli możliwość bliżej zapoznać się podczas pobytu w Paryżu. Gerson uważał, że ta metoda malowania stanie się wkrótce niewystarczająca i naszym obu artystom. Twierdził, że nie jest to bowiem zgodne ani z dobrą sławą artysty być naśladowcą innego, ani nie może zadowolić rwących się do potężniejszego tworzenia zdolności zasklepianie się w tak ograniczonym kole zasobników, zupełnie fałszywych w zasadzie (9).

Jednym z najważniejszych krytyków podejścia Gersona do pojmowania sztuki współczesnej był Stanisław Witkiewicz, który w latach 1884-1890 na łamach tygodnika „Wędrowiec”, będąc wówczas jego kierownikiem artystycznym, prowadził nieustanną batalię o realizm w polskiej sztuce. Można powiedzieć nawet, że był „szermierzem realizmu w sztukach plastycznych”. Widział powinność artysty inaczej, niż przyjmowano do tej pory, kiedy to uważano, że artysta, oprócz pracy twórczej, ma także obowiązki narodowe i społeczne, szczególnie wtedy, gdy kraj jego, jak w przypadku ówczesnej Polski, jest pod zaborami. Witkiewicz natomiast postrzegał tę rolę inaczej. Pisał, że artyści w ogóle są rasą bardzo subiektywną (…) – każdy z tego, co jest w stanie przez pryzmat swego temperamentu dojrzeć w naturze, tworzy jedyny i wyłączny zakres prawdziwej sztuki (10). St. Witkiewicz posługiwał się pojęciem realizmu, które było prawie równoczesne z pojęciem naturalizmu, skoro podług jego własnych słów pokrywało się z dążeniem do wiernego przedstawienia natury „takiej, jaką ona jest z całą przypadkowością układu przedmiotów i z całą ścisłością rozkładu światła, harmonii barw i doskonałością światła” (11). Odrzucał on „literaturę” w sztukach plastycznych, był też przeciwnikiem historycznego malarstwa Matejki i Gersona, postulował „uznanie pierwiastka artystycznego za najważniejszą część składową” sztuki (12). Częste polemiki toczone publicznie przez Stanisława Witkiewicza i Wojciecha Gersona na łamach stołecznych czasopism stały się juz legendą. Nie miejsce tutaj na ich szerokie przedstawienie. Pozwolę sobie przytoczyć tylko jeden przykład, który odnosi się do naszych dwóch młodych pierwszych impresjonistów. St. Witkiewicz pisze: w impresjonizmie zaś (…) jest pewna strona, która bynajmniej nie jest czymś tak strasznym jak się to zdaje (…) p. Gersonowi, który w „Bibliotece Warszawskiej” tak się uniósł oburzeniem sanitarnym, iż pp. Pankiewicza i Podkowińskiego uznał wprost za dotkniętych rakiem! Okropność! „Choroby” sztuki nie mniej są jednak trudne do zdiagnozowania i leczenia niż zwykłe choroby ludzkiego organizmu (13). Tenże krytyk Gersona w zakresie jego rozumienia sztuki współczesnej, oddał mu jednakże cześć jako nauczycielowi przyszłych malarzy, choć i tu fragmentami nie brak było małej uszczypliwości. Dzisiaj wiemy jednak, że St. Witkiewicz miał rację, jeżeli chodzi tą „akademicką rutynę”. Posłuchajmy: Gerson, jako wielbiciel i tłumacz Leonarda da Vinci, tego zaciekłego realisty i badacza natury, wszystkim swoim uczniom zaszczepiał nadzwyczajną dla niej cześć i zamiłowanie. Toteż pomimo systemu nauczania, w którego program wchodziła zwykła akademicka rutyna, wszyscy uczniowie Gersona wyszli od niego przygotowani do pojmowania i odtwarzania każdego kształtu, jaki w naturze spotkali. Gdziekolwiek się znaleźli, na wsi czy w mieście, w salonie czy polu, obracali się swobodnie i potrafili wszystko rysować. Żeby w równym stopniu byli przygotowani do pojmowania zjawisk barwnych, byłaby to wzorowa szkoła, dająca maksimum tego, co szkoła w ogóle dać może (14). Dodajmy dla sprawiedliwości, że jego system nauczania obejmował także zasady perspektywy, anatomie oraz historię sztuki. Zapoznając swoich słuchaczy z dziełami wielkich malarzy realistów, zwracał uwagę, że nie powinni naśladować mistrzów, lecz pilnie jak oni studiować naturę, (…) radził szukać podniet artystycznych i tematów do samodzielnych kompozycji na ojczystej ziemi (15).

Pomimo, że Gersona cechował swoisty rodzaj konserwatyzmu jeśli chodzi o poglądy na sztukę, to jednak jego działalność na polu pedagogicznym stanowiła poważne podwaliny dla dalszego rozwoju artystycznego, czy kolejnych etapów kształcenia uczniów, którzy wcześniej obdarzyli go pełnym zaufaniem. Dalsze losy artystyczne Chełmońskiego, Wyczółkowskiego, Pankiewicza czy Podkowińskiego, którzy odeszli od linii wyznaczanej przez mistrza, jednak wyposażeni wcześniej w solidny warsztat malarski, tylko tę tezę potwierdzają. Wychował on wielu wybitnych artystów kręgu warszawskiego, podobnie jak Jan Matejko czynił to w kręgu krakowskim. Możemy więc z pewnością powiedzieć, że dwóch wielkich było nauczycieli malarzy w drugiej połowie XIX stulecia w Polsce. Zważywszy także na fakt, że był to w dziejach sztuki europejskiej czas przełomu, zaliczany również do najbardziej płodnych jeśli chodzi o „wysyp talentów”, ale i zróżnicowanie stylów, to i tak w niczym nie umniejsza roli jaką Gerson odegrał w historii polskiej sztuki i to zarówno jako malarz, ale przede wszystkim nauczyciel malarzy.

Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku Krytyka Literacka

Przypisy:

  1. I. Kossowska: Wojciech Gerson. Culture.pl

  2. Więcej na ten temat w kwartalniku: Cenne, bezcenne, utracone, Nr 3(64) 2010, Wydawca: Narodowy Instytut Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów.

  3. K. Molendziński: Wojciech Gerson 1831 – 1901. Warszawa 1939.

  4. J. Czapski: Józef Pankiewicz. Życie i dzieło. Wypowiedzi o sztuce. Warszawa 1936. Reprint, Lublin 1992.

  5. A. Ligocki: Józef Chełmoński. Album. Warszawa 1983.

  6. Cyt. za: A. Bernat: Leon Wyczółkowski (1852 – 1936). Warszawa 2006.

  7. K. Molendziński, dz. cyt.

  8. I. Witz: Polscy malarze, polskie obrazy. Warszawa 1970.

  9. W. Gerson: Impresjonizm. Biblioteka Warszawska, 1891, t. 1. W: Teksty o malarzach 1890-1918. Wrocław 1976.

  10. St. Witkiewicz: Sztuka i krytyka u nas. Kraków 1971.
  11. T. Dobrowolski, W. Tatarkiewicz (red.): Historia sztuki polskiej, t. III. Kraków 1962.
  12. I. Kossowska, Ł. Kossowski: Malarstwo polskie. Symbolizm i Młoda Polska. Warszawa 2011.

  13. St. Witkiewicz, dz. cyt.

  14. Tamże.

  15. A. Vetulani: Wojciech Gerson. Warszawa 1952.

Dodaj komentarz