„Otrucie królowej Bony” – obraz Jana Matejki z historią w tle

Mistrz Jan malowanie tego obrazu rozpoczął jeszcze w czasie studiów w Monachium. Zaprosił do swojej pracowni kolegę z akademii. Powiedział ponoć do niego – prawda, że podobna do Bony? Na co przyjaciel miał odpowiedzieć – A skąd ja mam wiedzieć jak wyglądała Bona?

„Otrucie królowej Bony” (1859), Muzeum Narodowe w Krakowie

W sumie racja, co za różnica, czyją twarz przedstawił malarz, ważne natomiast, jak ją przedstawił. Tak naprawdę to pozowała mu do postaci Bony lokatorka domu, w którym Matejko mieszkał. Jednak już wtedy młody adept sztuk plastycznych, świadomy natomiast jako malarz historii wiedział, jak pisze Maria Poprzęcka, że „obraz historyczny musi być przede wszystkim komunikatywny w sferze emocji”. To, co koncentruje uwagę widza, to kielich z trucizną podany z niezwykłą uniżonością królowej przez jej doktora. Akcja została przez artystę zawieszona właśnie przed momentem kulminacyjnym.

Obraz z kradzieży

Płótno to jest pierwszą, dojrzałą historyczną kompozycją Matejki. Od czasu II wojny światowej było uważane za zaginione. Wypłynęło niespodziewanie na publicznej aukcji w 1996 roku. Wtedy zostało zakupione do Muzeum Narodowego w Krakowie. Zaraz jednak okazało się, że pochodzi z kradzieży. Obraz był własnością kolekcjonerki z Krakowa. Informacja ta wyszła od rodziny, która znała jej zbiory. Natomiast owa kobieta kradzieży nie zauważyła i nie zgłosiła, bowiem była chora na zaniki pamięci. Po trzech latach złodziei zatrzymano i skazano. Zgodnie z prawem obraz winien wrócić do jego prawowitych właścicieli, jednakże uznali oni, że skoro płótno jest już w muzeum, to niech tam pozostanie. Rodzina nieżyjącej już właścicielki uszanowała jej wolę wcześniej wyrażoną, o chęci podarowania swoich zbiorów muzeum. Dzięki temu obraz można teraz oglądać w Domu Matejki w Krakowie.

Czytaj dalej „Otrucie królowej Bony” – obraz Jana Matejki z historią w tle

Obraz z historią w tle. Artur Grottger „Ucieczka Henryka Walezego z Polski”

Rzecz raczej niebywała w historii Europy. Król wielkiego kraju czmycha z niego potajemnie, nocą, nie wygnany, ale z własnej woli. Trzy wieki później polski malarz Artur Grottger tworzy olejną kompozycję historyczną, przedstawiając na niej swoją wizję tej ucieczki.

Ucieczka Henryka Walezego z Polski (1860), Muzeum Narodowe w Warszawie

Po śmierci ostatniego króla z dynastii Jagiellonów, który nie pozostawił po sobie legalnego potomka, należało wybrać władcę Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Mogło to nastąpić wyłącznie w wyniku wolnej elekcji. Bardzo często używa się stwierdzenia, że to właśnie Henryk Walezy był pierwszym polskim królem elekcyjnym. Faktycznie tron polski był elekcyjny już od czasu śmierci Kazimierza Wielkiego, ostatniego Piasta. Co prawda nie były to elekcje takie jak po roku 1572, tylko oligarchiczne, ale jak zauważył Aleksander Brückner, „dopiero z jego śmiercią (Zygmunta Augusta – przyp. L.L.) została Rzplita państwem ściśle elekcyjnym, o której rządy mógł byle kto się ubiegać, począwszy od szlachcica czeskiego i książątek włoskich aż po Iwana Groźnego i cesarzów Rzeszy”. Pięknie pisał o tym inny nasz dziewiętnastowieczny historyk: „Dopóki zresztą starczyło Jagiellonów, miała elekcja tylko formalne znaczenie; naród do dynastii swej przywiązany, przez nią jedynie z Litwą złączony, a unii litewskiej przede wszystkim strzegący, o innym wyborze nie myślał”.

Wybór króla

Kandydatów do tronu polskiego było kilku. Arcyksiążę Ernest Habsburg, Iwan Groźny, Jan III Waza, małżonek Katarzyny Jagiellonki (szwagier Zygmunta Augusta), czy Stefan Batory. Największe jednak szanse miał Henryk de Valois. Był trzecim synem Henryka II, króla Francji i Katarzyny Medycejskiej, a przede wszystkim młodszym o trochę ponad rok bratem zasiadającego na tronie w Paryżu Karola IX. Tak więc w swoim kraju, którym najbardziej pragnął władać i gdzie czuł się najlepiej, szans na koronę w tym czasie nie miał. Jego matka była jednak osobą nadzwyczaj zaborczą i ambitną więc za wszelką cenę chciała, aby i ten z jej synów został królem. Obojętnie zresztą jakiego kraju. Był nawet pomysł, aby to była… Algieria, ale i z tych planów nic nie wyszło. Padło więc na Polskę, w której akurat wygasła po dwóch wiekach wybitna dynastia. Szlachta nasza, która chciała pełnić i właściwie w owym czasie pełniła decydującą rolę w państwie ogłosiła, że tron przypadnie temu Francuzowi. Działo się to w maju 1573 roku. Takie rozwiązanie w ówczesnej sytuacji geopolitycznej wydawało się jak najbardziej słuszne. Niespełna 23 letni król elekt przybył do Polski w styczniu 1574 roku, a miesiąc później założono mu koronę na głowę.

Czytaj dalej Obraz z historią w tle. Artur Grottger „Ucieczka Henryka Walezego z Polski”