Portery czeszących się kobiet. Część I. Obraz Władysława Ślewińskiego

Artysta twierdził, że najlepszymi obiektami do malowania są kwiaty i ciała kobiet. O martwych naturach w tym miejscu mówić nie będziemy, skupimy się natomiast na jednym z jego aktów, czy raczej półaktów, gdzie wykazał nieprzeciętne umiejętności w tej właśnie dziedzinie.

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, kim była modelka uwieczniona na „Czeszącej się”. Wiadomo jest natomiast, że obraz został namalowany podczas pobytu artysty w Paryżu. W tym czasie poznał on rosyjską malarkę Eugenię Szewcow, która później została jego żoną. Można zatem przypuszczać, że właśnie ta kobieta była ową osobą pozującą malarzowi do tego obrazu. Przyjrzyjmy się bliżej lusterku leżącemu przed modelką. Widzimy tam odbicie, jednak nie jest to odbicie twarzy kobiety, lecz prawdopodobnie portretującego ją i natarczywie wpatrzonego w nią artysty. Ten szczegół może nam podpowiedzieć, że być może jednak była to przyszła żona artysty. Czesząca włosy o miedzianej barwie niewiasta jest na tym obrazie intrygująca i niepokojąca, łącząca secesyjną formę z młodopolską zmysłowością, niespotykaną w innych, z reguły powściągliwych dziełach artysty – zauważa Urszula Kozakowska-Zaucha.

Władysław Ślewiński „Czesząca się” (MNK)

Czytaj dalej Portery czeszących się kobiet. Część I. Obraz Władysława Ślewińskiego

Dzieciobójstwo w Zachęcie. Część II. Malarz tragiczny

Minęło zaledwie cztery lata od rozbicia „Mickiewicza budzącego geniusza poezji”, a już gazety miały ponownie o czym pisać. Kolejne wydarzenie w Zachęcie.

W jednym z czasopism dziennikarz donosi co następuje: P. Podkowiński, twórca obrazu „Szał uniesień”, wysłuchawszy pochlebnych sądów krytyki o tym obrazie przybył pewnego dnia na Wystawę Sztuk Pięknych i pokrajał go na kawałki. A to co znowu? – zapytano ze wszech stron. Kurzawa rozbił swój posąg, ale był rozgoryczony wyrokiem komisji konkursowej. Tymczasem co rozgoryczyło p. Podkowińskiego? No właśnie, co spowodowało, że malarz pociął swój wybitny obraz? Od razu uprzedzę rezultat tych dociekań. Do tej pory jednoznacznie nikt na to pytanie nie odpowiedział.

Władysław Podkowiński „Autoportret” (1887), MŚK, (fot. Domena publiczna)

Czytaj dalej Dzieciobójstwo w Zachęcie. Część II. Malarz tragiczny

Dzieciobójstwo w Zachęcie. Część I. Rzeźbiarz tragiczny

Syn chłopki, ojca nieznanego, pierwowzór noweli „Antek” Bolesława Prusa oraz Henryka Sienkiewicza „Lux in tenebris lucet” („Światło świeci w ciemności”). Urodzony w maleńkiej wsi Turzy k/ Gorlic w 1842 roku, pierwsze 20 lat swojego życia tam właśnie spędza, pasąc bydło i rzeźbiąc różne świątki. A te ponoć były ładniejsze od tych, które można było oglądać w miejscowym kościele.

O genialnym pastuchu dowiedział się hrabia Mieczysław Weryha-Darowski. Uznał, że szkoda, aby taki talent się marnował, opłacił mu naukę w Krakowie i to nie u byle kogo, tylko u samego mistrza Parysa Filippiego, przyjaźniącego się wówczas m.in. z Janem Matejką. Odtąd Antoni Kurzawa uczy się pilnie rzeźby, dostaje się także do krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Bywa w Wiedniu, Monachium, później we Lwowie, gdzie pozostawia po sobie wiele wspaniałych nagrobków na Cmentarzu Łyczakowskim. Ponownie wraca do Krakowa. Tam tworzy potężną rzeźbę „Geniusz zrywający pęta”, która obecnie znajduje się na jego grobie, na krakowskim Cmentarzu Rakowickim. Trzeba także wspomnieć, że wówczas rzeźbiarze byli traktowani bardziej jako rzemieślnicy niż artyści, dlatego zdecydowana część zamówień jakie Kurzawa otrzymywał, to były właśnie pomniki nagrobne. Niemniej, dawały one znaczące środki materialne. Dzięki nim Antoni Kurzawa mógł nawet studiować w Paryżu. Ale nie możemy zapomnieć, że stworzył serię rzeźb przedstawiających tańce polskie, także odwołujących się do baśni (o Twardowskim), czy też związanych z wojnami napoleońskimi.

Czytaj dalej Dzieciobójstwo w Zachęcie. Część I. Rzeźbiarz tragiczny

Z Kielc do Szczecina

Galeria Malarstwa Polskiego i Europejskiej Sztuki Zdobniczej Muzeum Narodowego w Kielcach z powodu remontu jest już od pewnego czasu nieczynna. Ponowne jej otwarcie planowane jest dopiero wiosną 2019 roku. W związku z tym część zbiorów, w tym co nas tutaj interesuje, obrazy polskich malarzy, są obecnie eksponowane na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie. I tak będzie do stycznia 2019 roku.

Na wystawie prezentowane są dzieła polskiego malarstwa od XVII do połowy XX wieku. Obrazom towarzyszy pokaz rzemiosła artystycznego. Obejrzymy meble, szkło i porcelanę, a także przykłady złotnictwa. Wszystko to jest eksponowane w klimatycznych podziemiach zamku, w tzw. Galerii Wschodniej i Galerii Gotyckiej. Jak piszą organizatorzy w broszurze wydanej z okazji tej wystawy „została ona przygotowana na podstawie znacznej – i co ważne – najcenniejszej części kolekcji Muzeum Narodowego w Kielcach”.

Przed wejściem na wystawę

Czytaj dalej Z Kielc do Szczecina

Na werandzie domu Józefa Mehoffera

Kilka lat po namalowaniu słynnego „Dziwnego Ogrodu” Józef Mehoffer w 1908 roku kupuje modrzewiowy dwór w Jankówce koło Wieliczki. Tam powstaje kolejne dzieło malarskie, które ma pokazać domową sielankę rodziny Mehofferów.

Dom urządzony został osobiście przez artystę jako „idealna rezydencja” dla rodzinnego życia, dając tym samym wyraz swemu pojmowaniu „życia, rozkoszy, uciechy, światła, słońca i ciepła”. Na stronie internetowej Muzeum Narodowego w Warszawie, który jest właścicielem obrazu czytamy: „Mehoffer przedstawił tu widok skąpanej w słońcu werandy w Jankówce z otwierającą się perspektywą ogrodu. Widoczna w głębi postać strojnej damy to zapewne żona artysty, bohaterka większości jego obrazów malowanych w tej podkrakowskiej rezydencji Mehofferów”.

Józef Mehoffer „Słońce majowe”, MNW

Czytaj dalej Na werandzie domu Józefa Mehoffera

Tadeusz Makowski w Toruniu

W dniu 27 kwietnia w Muzeum Okręgowym w Toruniu odbył się wernisaż wystawy Malarz i jego modele – Tadeusz Makowski. Obrazy, rysunki, grafiki.

Wystawa będzie czynna do 1 lipca 2018 roku.

Tadeusz Makowski „Autoportret” (1919), MNK

Ekspozycja prac artysty nie jest zbyt duża, ale można powiedzieć, że jest wysmakowaną. Możemy ją oglądać w małej sali wystawowej toruńskiego Ratusza.

Czytaj dalej Tadeusz Makowski w Toruniu

Portret czy autoportret?

Olga Boznańska będąc na „naukach” w Monachium namalowała grupę „japońskich” portretów. Często uważano, że tenże obraz jest jej wizerunkiem własnym, autoportretem. Jednak rysy twarzy modelki nie przypominają jej oblicza. W „Kolekcji sławnych malarzy” czytamy: „Czerwona barwa stroju, tradycyjnie kojarzona z kobietami z półświatka, potęguje wątpliwości co do identyfikacji bohaterki. Sama artystka niejednokrotnie malowała siebie w stroju japońskim, jak to było wówczas w modzie…”. Tutaj natomiast „japońska” jest tylko parasolka.

Olga Boznańska „Autoportret z japońską parasolką” (1892)

Czytaj dalej Portret czy autoportret?

Apokaliptyczny pejzaż Wojciecha Weissa

Malarz urodził się w Leorda (obecnie Rumunia), ale swoje artystyczne życie związał z Krakowem. W wieku 35 lat był już profesorem Akadami Sztuk Pięknych, w której zresztą studiował jeszcze za czasów, kiedy władał nią sam mistrz Jan Matejko.

Wojciech Weiss zasłynął w historii polskiej sztuki dzięki malowaniu aktów i portretów, a jeden z nich, Portret rodziców, obraz z 1899 roku, został nagrodzony na wystawie w Paryżu. Pejzaże także często wchodziły w zakres jego zainteresowań. Przeżył dwie wojny światowe, za życia już, co niezbyt częste jest u malarzy, zyskał uznanie w oczach krytyki i publiczności, pozostawiając po sobie pokaźną spuściznę wypełniającą muzealne gmachy. Nie dziwi więc, że w jego twórczości można obserwować zainteresowania różnymi kierunkami sztuki. Na początku XX wieku zapewne oddziaływał już na niego mocno postimpresjonizm z koncepcją konkretnej formy i płasko położonej, dużej plamy barwnej, dość grubo nawarstwionej. Artysta w miarę szybko włączył się w jego nurt. W tym okresie często posługiwał się temperą i z takim przypadkiem mamy właśnie do czynienia w obrazie Promienny zachód słońca.

Wojciech Weiss „Promienny zachód słońca”, MNP

Czytaj dalej Apokaliptyczny pejzaż Wojciecha Weissa

Anny Bilińskiej spojrzenie na Berlin

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem to płótno w Muzeum Narodowym w Warszawie od razu przyszedł mi na myśl Camille Pissarro i jego kilka obrazów stworzonych pod wspólnym tytułem „Boulevard Montmartre” z 1897 roku, malowane z „lotu ptaka”, a dokładniej z okna wyższego piętra paryskiej kamienicy. Ciekawym jest tylko jedno, Bilińska podobny zabieg zastosowała siedem lat wcześniej w Berlinie. Poza tym porównaniem było jeszcze i inne. Wielokrotnie spacerowałem przez Unter den Linden (pol.: Aleja pod Lipami) z wielką przyjemnością, a niewiele od tamtych czasów ulica ta się zmieniła, przynajmniej jeśli chodzi o stające wzdłuż alei budynki cechujące się dużą wartością historyczną i oczywiście rzędy lip więc tym bardziej poczułem potrzebę napisania kilku słów o tym malowidle.

Czytaj dalej Anny Bilińskiej spojrzenie na Berlin

„Warszawskie typy” według Władysława Podkowińskiego

Zanim Władysław Podkowiński stał się prekursorem polskiego impresjonizmu, był przez kilka lat tylko i wyłącznie rysownikiem. Moglibyśmy nawet powiedzieć, że był fotoreporterem rejestrującym życie Warszawy, tylko że nie robił tego za pomocą aparatu fotograficznego, ale ołówkiem i piórkiem.

W. Podkowiński „Portret własny” (1892), fot. domena publiczna

Po rzuceniu nauki w szkole kolejowej, mając zaledwie lat szesnaście, zostaje przyjęty do warszawskiej Klasy Rysunkowej, jedynej w Warszawie szkole kształcącej w kierunku sztuk pięknych. Tam główną personą był Wojciech Gerson, osoba jak na owe czasy niezwykle wykształcona. We współczesnej Warszawie uchodził za człowieka instytucję. Malował, uczył malować innych, zarządzał szkołą, pisał w stołecznych czasopismach. To on właśnie inicjuje i współtworzy Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych. Mając szerokie kontakty w świecie literackim i artystycznym, Gerson poleca młodego Podkowińskiego Stanisławowi Witkiewiczowi i Antoniemu Sygietyńskiemu, którzy skupili wokół siebie grono ludzi pragnących propagować sztukę realistyczną. Ta działalność prowadzona była na łamach „Wędrowca”, czasopisma wówczas awangardowego, w którym ukazywały się teksty literackie wraz z ilustracjami. Podkowiński, Warszawiak z krwi i kości, mający w sobie zacięcie reporterskie oraz prezentujący w swoich rysunkach szczegóły właściwe naturalistom, przypada od razu do gustu Witkiewiczowi. Jak pisze artysta w liście do mamy, spodobał się tak, że teraz mam stałą robotę w „Wędrowcu”; poznaliśmy się dobrze z Witkiewiczem, jak przyjdę do niego to zawsze mię zaprasza na obiad.

Czytaj dalej „Warszawskie typy” według Władysława Podkowińskiego