Aleksander Gierymski we Włocławku

Po wielu latach spędzonych za granicą, kształceniu się w Akademii Sztuk Pięknych w Monachium, pobycie w Rzymie, gdzie maluje kilka ważnych obrazów, w roku 1879 Aleksander Gierymski powraca do rodzinnej Warszawy. Przebywa w niej z przerwami na leczenie zszarpanego psychicznie zdrowia za granicą do roku 1889, kiedy to wyjeżdża do Monachium i już nigdy do stolicy nie powróci.

Lata spędzone w Warszawie przynoszą wiele wybitnych obrazów, m.in. „Stare Miasto”, „Solec”, różne wersje „Trąbek” czy „Pamarańczarki”. Artysta nigdy nie malował swoich obrazów w plenerze. Zawsze tylko i wyłącznie w pracowni.

Gdy tworzył „Piaskarzy”, podobno przynosił do domu dziesiątki worków pisaku, rozsypywał ten piasek na podłodze, aby zobaczyć jak rozkłada się na nim światło. Inaczej jednak sprawa miała się z rysunkami. Tworzył je z natury, tak jak te z Włocławka. Jeden z nich był nawet w publikującej go gazecie podpisany: „Rysował z natury A. Gierymski”. Z pobytu w tym mieście znamy tylko dwa rysunki Aleksandra Gierymskiego z reprodukcji zamieszczonych w czasopismach tamtych czasów. Pierwszy to „Tum we Włocławku” , który został opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” w roku 1885, nr 4 (13/25 stycznia) na stronie 57. Kilka stron dalej znajdujemy opis katedry oraz miasta. Drugi rysunek to „Włocławek” wykonany dla czasopisma „Wędrowiec”, jednak w nim nieopublikowany. Na przełomie 2013/2014 roku w Muzeum Narodowym w Warszawie miała miejsce wielka wystawa dzieł Aleksandra Gierymskiego. Obydwa te rysunki były wówczas tam prezentowane i piszący te słowa miał okazję je widzieć. Oczywiście były to reprodukcje, bowiem oryginały nie zachowały się do naszych czasów. Zapewne po ich wydaniu, jakiś redaktor wrzucił te kartki gdzieś na dno biurka, jak setki innych zapełniających szpalty czasopism ilustrowanych w tamtych czasach, a póżniej o nich zapomniał. Któż bowiem wtedy przewidywał, że ten akurat artysta zostanie w niedługiej przyszłości uznany za jednego z najwybitniejszych polskich malarzy i to tych z najwyższej półki? Obie ryciny zostały zamieszczone w katalogu wspomnianej wyżej wystawy „Aleksander Gierymski (1850-1901)”, kat. wyst. MNW, 20.03-10.08.2014, Warszawa 2014. „Włocławek” został wydany drukiem w wydawnictwie Antoniego Sygietyńskiego, Album Maksa i Aleksandra Gierymskich, Warszawa 1886, s. 37. W książce tej Sygietyński zauważył, że tworząc swoje dzieła Aleksander Gierymski „przyjmował tylko pewne punkty widzenia i wybierał tylko pewne momenty oświetlenia; to mu pozwoliło wydobyć z Warszawy, Lublina, Włocławka, Kazimierza, Płocka mnóstwo interesujących motywów, jakkolwiek nie naciągał nigdy ich charakteru do jakiegoś umówionego typu piękna, co się zawsze zdarzało naszym ilustratorom”. Możemy zatem być pewni, że obydwa prezentowane tutaj rysunki pokazywały Włocławek takim, jakim artysta w chwili tworzenia widział.

W owym okresie Gierymski bardzo mało czy wręcz w ogóle nie malował obrazów, pochłaniała go całkowicie „orka rysunkowa”. Czasopisma ilustrowane wychodzące w Warszawie płaciły za rysunki od ręki, a z obrazami bywało różnie, zazwyczaj nikt ich nie chciał kupować, a przecież było trzeba z czegoś żyć. Malarze w tamtych czasach zajmowali się tylko i wyłącznie pracą twórczą i z tego się utrzymywali. A żyli niezwykle biednie, bowiem społeczeństwo Kongresówki sztuką było mało zainteresowane. Stanisław Witkiewicz tak to obrazowo opisał: „Podobno jakieś miasto greckie obległ kiedyś nieprzyjaciel i zgadzał się odstąpić pod warunkiem, żeby mu oddano dzieła sztuki. Grecy odmówili i bili się do upadłego ze świadomością, że bronią największego, najistotniejszego swego bogactwa. Gdyby ówczesną Warszawę spotkał los podobny, nie tylko oddałaby dzieła, ale przerzuciłaby w dodatku ich twórców, jako inwentarz całkiem w ich życiu zbyteczny”. Sam A. Gierymski często powtarzał, że „lepiej być koniem wyścigowym w Polsce niż malarzem”. Zapewne artysta miał na myśli fakt, że „elity” stołecznego miasta były niezwykle pochłonięte wyścigami konnymi, co obrazowo opisał w „Lalce” przyjaciel malarza, Bolesław Prus. W takiej oto atmosferze przyszło żyć i tworzyć naszym artystom. Ale jak się później okazało, nie próżnowali oni i nie zrażali się taką postawą społeczeństwa. Często odbywali tzw. „wycieczki wodno – piechotne” po Polsce, a plonem ich były setki rysunków i obrazów pokazujących naszą ojczyznę. Fotografia wówczas była dopiero w powijakach i tylko dzięki nim teraz możemy zobaczyć jak ongi wygladała nasza ojczyzna. Takim chyba najlepszym przykładem może być Wojciech Gerson (rysował także Włocławek oraz ruiny zamku w Bobrownikach), ale i Aleksander Gierymski także do tej grupy artystów należał, choć przede wszystkim z genialnych obrazów jest znany i dzięki nim zapisał się złotym literami na kartach polskiej historii sztuki. Odwiedził on w swoich wędrówkach m.in. Włocławek i uwiecznił dwa motywy z miasta.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej tym rysunkom, każdemu z osobna.

„Tum we Włocławku”. Tygodnik Powszechny, który ów rysunek opublikował, tak oto opisywał katedrę na nim uwiecznioną: „Jest ona już trzecią z rzędu budowlą tego przeznaczenia; pierwotna stała nad samą Wisłą i była drewnianą, zagrożoną falami rzeki, które podmywały urwisty brzeg. Michał Godziemba, wielki i szlachetny biskup włocławski, wzniósł w tem miejscu obszerniejszy kościół murowany, a gdy go Czesi z Krzyżakami spalili w r. 1328, Maciej Golanczewski wzniósł już w innem miejscu dzisiejszą świątynię r. 1340. (…) O stylu i charakterze tej świątyni łatwo nabiorą pojęcia czytelnicy z samego rysunku”. Otóż to, A. Gierymski pokazał nam włocławską katedrę od strony prezbiterium, w kadrze obciętym. Widzimy tu także w ogrodzie ludzi, staruszkę z koszem, dzieci oraz mężczyznę stojącego pod drzewem. Katedra ukazana przez artystę na rysunku jest jeszcze tą sprzed regotyzacji z lat 1883-1901.

„Włocławek” – to także ukazanie części bryły katedry od strony północnej. Natomiast mamy tu szersze spojrzenie na fragment miasta i jego ówczesnych mieszkańców. Widzimy tu fragment ul. Wyszyńskiego, dawniej ul. Toruńska oraz dzwonnicę autorstwa arch. Franciszka Tournell, również jeszcze nieprzebudowaną. Dalej artysta rysuje początek ul. Tumskiej. Droga z kocich łbów, furmanka bez furmana pompa uliczna oraz kilka typów ludzkich, spacerujących w pobliżu katedry.

Brutalna szczerość tych dwóch, ale i innych rysunków tworzonych przez Aleksandra Gierymskiego w polskich miastach, ich realistyczna prawda, wykraczały poza powszechnie obowiązujące normy piękna i dobrego smaku. Obecnie patrzymy na tego typu obrazki z zaciekawieniem, ale także i jesteśmy pod wrażeniem ich autentycznego piękna. W czasach współczesnych Gierymskiemu, realizm przez niego prezentowany nie był ideałem artystycznym powszechnie akceptowym. Cała grupa filistrów na takie, wręcz fotograficzne pokazywanie nędzy ubogich miast, reagowała negatywnie. Nie dziwi więc, że nie była zainteresowana zakupem obrazów w taki sposób malowanych. A Aleksander Gierymski właśnie tak malował, że przypomnijmy owe warszawskie, najsłynniejsze płótna artysty: „Brama na Starym Mieście, „Solec” czy „Piaskarze”. Jak pisał Stanisław Witkiewicz, zawsze było to „przedstawienie natury z punktu widzenia człowieka obserwującego dane zjawisko – lecz będącego zewnątrz tego zjawiska – nie wzruszającego się, ani nie starającego się kogoś wzruszyć – nie puszczającego się na żadne dalsze, poza malarskie, rozmyślania o obrazie”.