Anny Bilińskiej „Murzynka”

Obraz ten został skradziony z Muzeum Narodowego w Warszawie w czasie niemieckiej okupacji naszej stolicy. Troszkę mnie to dziwi, bo przecież nie jest to arcydzieło, a jego autorka także nigdy nie uchodziła za malarkę o światowej sławie. W czasie II wojny światowej Niemcy metodycznie kradli tylko dzieła, które były dla nich ważne z ich punktu widzenia. W tym przypadku zapewne jakiś hitlerowski siepacz zabrał go samodzielnie, bo zobaczył gołą pierś kobiety.

Dlaczego pozwalam sobie na takie ocenianie artystki i tegoż dzieła, skoro Bilińską powszechnie uważa się obok Boznańskiej za najbardziej utalentowaną polską artystkę. Co prawda dzieje się tak od niedawna, jednak osobiście wolę przychylić się do zdania wybitnego znawcy sztuki polskiej, Tadeusza Dobrowolskiego, który zauważa, że malarka była „zakamieniałą zwolenniczką realizmu” oraz „uzdolniona w zasadzie” (1).

Nie dziwi to, jeżeli zauważymy, że była uczennicą Wojciecha Gersona, dziwi natomiast, że płótno to namalowała w Paryżu w 1884 roku, czyli tam gdzie już od lat bardziej światli artyści poszli w kierunku impresjonizmu. Bilińska natomiast kształcąc się wówczas w metropolii nad Sekwaną w Académie Julian dalej kroczyła drogą akademizmu, a o nowym nurcie wypowiadała się wręcz szyderczo. Nie znosiła impresjonizmu, czemu wyraźnie sama dała wyraz w jednym ze swoich listów, pisząc, że trudno sobie coś bardziej śmiesznego, dziecinnego i niedołężnego przedstawić. Żadnego rysunku, żadnego koloru. Niby to malują tak (impresjoniści – przy. mój), jak widzą, czyli jak im się wydaje, a trzeba przyznać, że wydaje im się oryginalnie (2). Jednak w sześć lat pózniej namaluje obraz „Ulica Unter den Linden w Berlinie”, który nadzwyczaj zbliża się do malarstwa impresjonistów, a o którym pisałem wcześniej tutaj. Dzieło to zawieszone jest w Muzeum Narodowym w Warszawie obok „Murzynki” więc widzowi łatwo jest porównać obydwa te płótna i bez trudności zauważyć ewolucję jaką malarka przeszła.

Zostawmy jednak te rozważania na temat malarki i powróćmy do obrazu „Murzynka”. Odzyskany został przez państwo polskie w 2011 roku. Wcześniej był traktowany jako nasza strata wojenna. O kulisach powrotu obrazu do Polski głośno wówczas było w mediach więc każdy zainteresowany może bez trudu się z nimi zapoznać choćby w internecie. Bilińska w chwili malowania tego portretu miała 27 lat i uczyła się malarstwa we wspomnianej wyżej paryskiej Académie Julian. Obraz został pokazany w 1888 roku na wystawach w Paryżu i Londynie. Artystka prawdopodobnie nie przysłała go do Polski aby go zaprezentować, jak to było w zwyczaju, w warszawskim Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych. „Murzynka” to malarsko dojrzałe dzieło 27 letniej malarki, należące do modnych pod koniec XIX w. realistycznych studiów portretowych różnych typów etnicznych. Półnaga, czarnoskóra modelka uosabia egzotyczne piękno, siłę i kobiecość. To wnikliwy portret psychologiczny przedstawiający wyobcowaną osobę o magicznym, zagadkowym spojrzeniu i ustach nie poruszonych uśmiechem, wyrażających lęk i niepokój. Artystka nawiązywać może do powstałego 80 lat wcześniej „Portretu murzynki” Marie-Guilhemine Benoist, prezentowanego w salach Luwru, obrazu który stał się symbolem emancypacji kobiet i walki o prawa człowieka, tematom bardzo aktualnym w XIX wiecznej Francji (3).

Na ten „lęk i niepokój” bijący z oczu modelki, pomijany dotychczas w głębszych obszarach interpretacji obrazu, zwróciła zdaje się jako pierwsza uwagę Dorota Jarecka pisząc: Widzę kobietę, może nawet dziewczynkę, bardzo młodą i przestraszoną, a przede wszystkim upokorzoną, z odkrytą piersią, w stroju udającym strój antycznej niewolnicy. (…) To prawdziwie podwojony niewolniczy przekaz: ta osoba o statusie niewolnicy w XIX-wiecznym francuskim społeczeństwie została jeszcze na niewolnicę upozowana (4). No właśnie. I gdzie tu widzimy „emancypację kobiet i walkę o prawa człowieka”? Współczesne artystce opinie natomiast były entuzjastyczne, że przytoczę tu jedną z nich: postrzegłszy Murzynkę panny Bilińskiej, otrzymałem cios w serce. To jest uczucie, którego się doznaje na widok piękna sztuki triumfującej… tak paryski dziennikarz na łamach „Courrier du Soir” napisał o namalowanym w 1884 r. przez Annę Bilińską portrecie (5). Słowa te tylko potwierdzają według mojej oceny, przytoczoną wyżej opinię Doroty Jareckiej. W drugiej połowie XIX w., w takim kraju jak Francja, kraju podkreślmy kolonialnym, nikt nie miał zamiaru patrzeć na tego typu portret, jak na obraz przedstawiający cierpienie kobiety, do tego Murzynki, niewolnicy przecież, tylko jako na dzieło sztuki. Dodajmy: malowane cienko, akademicką linią. Wtedy jeszcze z impresjonizmu krytycy się śmiali, a tego typu malarstwo doceniali. Malarstwo, którego w naszych i nie tylko muzeach jest zatrzęsienie i dlatego w dużej części leży w magazynach, a każde dzieło impresjonisty jest jednak eksponowane. I nie mam na celu umniejszania w żadnym wypadku dorobkowi artystki, czy temu konkretnemu obrazowi, bo ładne to dla oka nadzwyczaj realistyczne malowidło półnagiej kobiety o czarnej karnacji, z uwydatnioną gołą piersią, a na dodatek, chyba dla złagodzenia jej „lęku i niepokoju”, wyposażaną na potrzeby tego kobiecego półaktu w paciorki: wachlarz i złotego koloru naszyjnik.

Murzynka, 1884 rok, olej,/płótno; wymiary: 63 cm x 48,5 cm, MNW.

Przypisy:

  1. T. Dobrowolski: Malarstwo polskie ostatnich dwustu lat. Wrocław 1989.
  2. Z listu Anny Bilińskiej do Wojciecha Grabowskiego (Paryż, 18.01.1884 r.) W: Teksty o malarzach 1890-1918. Wrocław 1976.
  3. R. Higersberger: Opis obrazu „Murzynka”. Cyfrowe Muzeum Narodowe w Warszawie.
  4. Cyt. za: Po latach nieobecności „Murzynka” powróciła do MNW. Culture.pl.
  5. Cyt. za: R. Higersberger: Piękna, skradziona, odzyskana. „Cenne, Bezcenne, Utracone”, 2012, nr 2.

16 czerwca 2016 r.