Dziecięcy portret… na schodach

W Paryżu końca XIX wieku było chyba więcej malarzy niż „normalnych” ludzi (oczywiście przesadzam,.. ale tylko trochę). Malarzy – mężczyzn. Wśród tych wybitnych była także pewna malarka i to w dodatku Polka, Olga Boznańska.

Niewiastom w tamtych czasach nie było łatwo jeżeli chodzi o kształcenie się, także w dziedzinach sztuk plastycznych, do których od dziecka panna Olga wykazywała zdolności. Akademia Sztuk Pięknych w jej rodzinnym Krakowie przyjmowała tylko mężczyzn. Podobna uczelnia, w tamtych czasach wśród studentów malarstwa bardzo popularna i prawie obowiązkowa, w Monachium, także. Artystka miała jednak wyrozumiałego, a przy tym obrotnego ojca, choć inżyniera, umysł ścisły, to jednak akceptującego w pełni zainteresowania córki. W sumie to trochę dziwne, bo rzadko który rodzic wówczas chciał, aby jego dziecko było malarzem.

Olga Boznańska „Dzieci siedzące na schodach” – fragment

Wysłano jednak córkę do Monachium, nie do tamtejszej Akademii, gdzie drzwi były dla niej, jako kobiety, zamknięte, ale do jednej z wielu szkół prywatnych, w której kształcono także młode niewiasty zainteresowane sztukami plastycznymi. Był rok 1886, a panna Olga miała wtedy lat dwadzieścia. Po trzynastu latach pobytu w Bawarii, artystka przeniosła się na stałe do stolicy światowej sztuki, Paryża, czyli tam, gdzie powinno być jej miejsce.

Tak naprawdę to na nikim w swojej twórczości się nie wzorowała, choć duży wpływ na kształtowanie jej postawy artystycznej wywarła sztuka m.in. Edouarda Maneta i dlatego jej malarstwo można usytuować na pograniczu impresjonizmu i realizmu, choć w plenerze prawie nigdy nie tworzyła, nie lubiła zwyczajnie. Najbardziej Olga Boznańska upodobała sobie malowanie portretów (ale także martwych natur). Osiągnęła w tej dziedzinie własny, niepowtarzalny styl. Malowała ludzi ładnych, brzydkich, młodych i starych oraz pełne subtelności sylwetki dzieci. Jednym z takich obrazów jest dzieło Dzieci siedzące na schodach. Swego czasu pisała z Paryża do swojej znajomej: Mam 6 portretów dobrze umieszczonych dosyć (w Salonie). Cała krytyka pisze, że smutne, co ja zrobię, że smutne. Nic mogą być inną, niż jestem, jak podkład smutny, to wszystko, co na nim wyrośnie, smutnym musi być. Tak naprawdę nie przeszkadza ten smutek temu, aby naprawdę były najlepszymi portretami z całego Salonu.

Olga Boznańska „Dzieci siedzące na schodach” (1898), MNP

W tworzeniu portretów osiągnęła Boznańska zupełne mistrzostwo w wydobywaniu z postaci istoty człowieczeństwa łącząc przy tym ich wyobrażenia ze swoją marzycielską duszą. Nie inaczej jest w Dzieciach siedzących na schodach. Płasko malowany obraz wygląda trochę jak wycinanka. Ubranka dzieci brunatnoczerwone i jasny kapelusz starszego – tworzą duże, gładkie płaszczyzny. Jedynie schodki i biegnąca ukosem poręcz dają złudzenie głębi. Buzie dzieci są pełne wyrazu, potraktowane ciepło, serdecznie – pisała Jadwiga Stępniowa w „Krajobrazie z tęczą”. Schody, powiedzmy sobie uczciwie, nie są zbyt częstym miejscem dla portretowania osób. Jednak – jak czytamy na tabliczce informacyjnej umieszczonej przy obrazie w Muzeum Narodowym w Poznaniu, gdzie dzieło się znajduje – to niezwyczajne miejsce portretowania kieruje ku funkcji symbolicznej schodów, rozpoznawanej – jak mówi zakorzeniona w sztuce symbolika drabiny – jako drogę poznania. Obraz jest więc nie tylko uroczym wizerunkiem dzieci, ale także malarską metaforą czekającego je losu. Warto także tutaj przyjrzeć się oczom dzieci – niezmiernie wyraźnych i pełnych blasku.

Artystka już w 1912 roku została odznaczona Francuską Legią Honorową, a dopiero ponad ćwierć wieku później w Polsce, orderem Polonia Restituta (1938). Cóż, często tak bywało z polskimi malarzami. Za granicą doceniani, w kraju nie. Przypomnijmy sobie choćby Józefa Chełmońskiego. Jak pisał w 1894 roku krytyk publiczność nasza nie jest wykształcona artystycznie. Dla niej istnieje albo przyjemny dla jej oka sposób malowania, albo przyjemna osoba artysty. (…) Do takich nie uznawanych przez naszą publiczność należy i Olga Boznańska. Obrazy jej nie podobają się – bo są za dobrze malowane. Nie dozna też ona nigdy powodzenia między szeroką masą zwiedzaczy niedzielnych, bo nie kokietuje żądanym przez nich schematem. Na szczęście krytyk ów „lekko” się pomylił. „Doznała” jednak uznania, co prawda dużo później, ale taki już los malarzy. Boznańska jest obecnie jedną z najdrożej sprzedawanych malarek w Polsce. W 2008 roku jej portret „Zadumana dziewczynka” sprzedano na aukcji za 1 150 000 zł.

Obraz w MNP

Olga Boznańska Dzieci siedzące na schodach, (1898), olej/ płótno; wymiary: 102 cm x 75 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu.