Historia jednego obrazu. Józef Chełmoński. „Czwórka”

Mające ponad 6,5 metra długości i ponad 2,7 metra wysokości płótno nie bez przyczyny ma tak potężne wymiary. Zamiar artystyczny był w sumie prosty. Ukazać w szaleńczym galopie zaprzęg czterech koni w ich naturalnej wielkości. Pędzą te konie wprost na nas gdy wchodzimy do Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w krakowskich Sukiennicach.

Józef Chełmoński naukę malarstwa najpierw pobierał u Wojciecha Gersona w Warszawie, a potem w Akademi w Monachium. W tych „bawarskich Atenach” odnosił doraźne sukcesy, był nagradzany oraz sprzedał kilka obrazów. Opuszcza jednak to miejsce i via Ukraina wraca do Polski. Osiada na chwilę w Warszawie. Wraz z przyjaciółmi z monachijskiej akademii, Stanisławem Witkiewiczem i Albertem Chmielowskim (późniejszym św. Bratem Albertem), wynajmują pracownię w Hotelu Europejskim.

Józef Chełmoński „Czwórka” (1881), MNK

W tej słynnej wówczas warszawskiej pracowni maluje zapamiętaną zapewne na Ukrainie scenę, której nadaje tytuł Babie lato. Słynny obecnie ten obraz wówczas wywołał u krytyki i publiczności wiele kontrowersji. Mówiąc najprościej, nie podobał się. Warszawa nie była miejscem gdzie artystów i sztukę ceniono. Obrazowo opisał to Stanisław Witkiewicz:

Podobno jakieś miasto greckie obległ kiedyś nieprzyjaciel i zgadzał się odstąpić pod warunkiem, żeby mu oddano dzieła sztuki. Grecy odmówili i bili się do upadłego ze świadomością, że bronią największego, najistotniejszego swego bogactwa. Gdyby ówczesną Warszawę spotkał los podobny, nie tylko oddałaby dzieła, ale przerzuciłaby w dodatku ich twórców, jako inwentarz całkiem w ich życiu zbyteczny.

Aleksander Gierymski, który także czas pewien w stolicy przebywał, mówił wprost, że „lepiej być koniem wyścigowym niż malarzem w Polsce”. Zapewne artysta miał na myśli fakt, że „elity” stołecznego miasta były niezwykle pochłonięte wyścigami konnymi, co obrazowo opisał w „Lalce” Bolesław Prus. Cierpiąc biedę i brak zrozumienia dla swojej sztuki, Chełmoński wyjeżdża w 1875 roku do Paryża. Przebywać tam będzie lat dwanaście, do roku 1887. Gdy wraca do kraju, przywozi kilka obrazów, które się nie sprzedały, ale tego monumentalnego płótna – nie. Posłuchajmy zatem Józefa Czapskiego, który był uczniem Józefa Pankiewicza i zapewne od swojego mentora dowiedział się o „Czwórce”.

W roku 1889 [pisarz pomylił rok – L.L.] Chełmoński wraca do Polski. W Paryżu Pankiewicz i Podkowiński zajmują jego opuszczoną pracownię, olbrzymią parterową salę szerokości 10 metrów (…). Całą jedną ścianę zajmowała „Czwórka”, znajdująca się dziś w Krakowskiem Muzeum Narodowym. Tutaj malował Chełmoński największe swe płótna. Zakupywali je przeważnie Amerykanie, zachwycały je pędzące konie na tle rozległych pejzaży i ludzie w egzotycznych strojach. Z malarzy koni w ówczesnym Paryżu najbardziej cenili amerykańscy kolekcjonerzy Chełmońskiego i niejakiego Schreiera. Chełmoński był wtedy u szczytu powodzenia, zarabiał dużo pieniędzy, przez Paryż stał się sławny w Polsce.

Obraz ten malowany był nie w plenerze, z natury, tylko w pracowani i jak już wiemy – w Paryżu. Ukraiński pejzaż z pędzącymi końmi malowany w stolicy Francji! Na szczęście akurat tego dzieła Amerykanie nie kupili, lub co bardziej pewne, zachował Chełmoński jedno tego typu płótno, bowiem w owym czasie powtarza tematy po kilka razy – szczególnie dotyczyło to „Trójek” i „Czwórek”. Zarzucano artyście wtedy, że zamiast tworzyć rzeczy nowe, robi „powtórki”. Cóż, był na takie obrazy popyt, a malarz doznał już dość biedy w swoim kraju. Czas było się odbić, choćby finansowo, tym bardziej, że w Paryżu wówczas więcej ludzi obrazy malowało, niż je kupowało. Pisze biograf artysty tak: Osiągał wówczas Chełmoński za swoje obrazy ceny niemałe. Wahały się one (…) w granicach od 8 do 40 tysięcy franków. A równocześnie na publicznych aukcjach Monety i Renoiry szły za setki. Oblicza się, że w tym okresie sprzedał do Ameryki około 100 sztuk obrazów. Choć obecnie słychać głosy podważające w części wysokość zarobków artysty, to jednak pozostańmy przy wcześniejszych ustaleniach, ponieważ coś musiało w tym być, skoro po powrocie do Polski Chełmoński kupuje, co prawda niewielki, ale jednak majątek ziemski na Mazowszu.

Obraz w Sukniennicach

Gdy wchodzimy do „Sali Chełmońskiego” w krakowskich Sukiennicach (Muzeum Narodowe w Krakowie), to przeciwległą od wejścia „całą jedną ścianę” zajmuje właśnie „Czwórka”. Pisze W. Milewska:

Powożony przez ukraińskiego chłopa zaprzęg czterech koni zdaje się pędzić wprost na widza. Zwierzęta odmalowane w naturalnej wielkości, ujęte w szaleńczym galopie, rozsadzają powierzchnię obrazu, powodując złudzenie niepowstrzymanego, ciągle trwającego ruchu. Wrażenie to potęguje skontrastowanie głównego motywu ze statycznym, monotonnym tłem. Świetnie został scharakteryzowany też chłopski, żywiołowy temperament oraz fantazja kresowej szlachty.

Dzieło to powszechnie uznaje się za szczytowe osiągnięcie polskiego naturalizmu. Widać dało się pogodzić ów naturalizm, czy może bardziej realizm z romantyzmem, „a spokój sielskiego pejzażu z gwałtowanym ruchem rwących z kopyta koni”, jak zauważa T. Dobrowolski.

Od Józefa Czapskiego wiemy, że malarz wracając do Polski „Czwórkę” pozostawił w Paryżu. Jak w takim razie to wielkie płótno trafiło do kraju? Dokładną odpowiedź daje nam Pia Górska, znajoma Chełmońskiego z okresu jego zamieszkiwania w Kuklówce na Mazowszu. W swoich „Wspomnieniach” tak oto opisuje tę sytuację (pisownia oryginalna):

Dopiero po dwóch latach znajomości z Chełmońskim dowiedzieliśmy się, że gdzieś tam, na paryskim strychu, leży jego płótno „czy coś tam takiego”. O ile mnie pamięć nie myli, Krywult porozumiał się z moim bratem bawiącym wówczas we Francji, mój brat dotarł do obrazu i podjął pierwsze kroki ażeby go czemprędzej odesłać do Polski. Jest to, ni mniej ni więcej, tylko słynna Ukraińska czwórka, która rozsadza ramę na ścianie krakowskiego Muzeum, tratując widza swemi kopytami….

Powyżej cytowałem Józefa Czapskiego, wybitnego polskiego artystę, ale muszę w tym miejscu zwrócić uwagę, jak ten genialny człowiek pomylił się w jednej ze swoich ocen. Pisał on w 1936 roku tak: Obrazy Chełmońskiego, wzruszające wyczuciem natury i ludu polskiego, charakterystyczne dla epoki, nie dadzą się związać z żadną autentyczną tradycją malarską i w historii malarstwa nie pozostaną. Na szczęście dla odbiorców polskiej sztuki – pozostały.

Józef Chełmoński: Czwórka, 1881 rok

technika/materiał: olej/płótno

wymiary: 275 x 660 cm

Muzeum Narodowe w Krakowie

Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach

Dodaj komentarz