Jak malarze pole zaorali. Część 2

Co takiego jest w tym obrazie Chełmońskiego, że osobiście tak mnie zachwycił? Myślę, że określenie „rdzenna polskość” daje jedyną odpowiedź na to pytanie. To, że wzbudził u mnie takie emocje, oczywiście wcale nie oznacza, że zachwycić musiał i innych. Bywało tak kiedyś i bywa obecnie, że znawcy sztuki czasami wytykają obrazom sztuczność wyrażania emocji, czy też tzw. „błędy malarskie”. Nie ominęło to nawet swego czasu najbardziej znanych naszych dzieł jak „Bitwa pod Grunwaldem” Mistrza Jana, czy „Szału uniesień” Władysława Podkowińskiego.

W tym wypadku mamy taki oto zarzut K. Czarnockiej: Gdy w aspekcie poprzednich obrazów Chełmońskiego o tematyce wiejskiej, spojrzymy na znaną, znajdującą się w Muzeum Narodowym w Poznaniu, „Orkę” (1896) musimy dostrzec wyraźnie proces zachodzący w postawie artysty. Wprowadza on tu niemal mistyczną atmosferę, zaczyna jakby absolutyzować postać chłopa. Wyraźną tendencję do syntezy artystycznej zagubia w jakiejś teatralnej literackości, jego patos staje się sztuczny, wymyślony – to co ogólne staje się tu ogólnikowe. Wymowę tego obrazu osłabiają również niedociągnięcia formalne, szczególnie zaś ostry, nie pozbawiony zgrzytów koloryt.

„Orka” – fragment

Zapewne autorka ma tutaj część racji, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że Chełmońskiego „malowanie w polu” wg M. Masłowskiego niedużo miało wspólnego z impresjonizmem, z wrażeniowością, z łowieniem chwili. On chciał złowić wieczność, szukał prawdy obiektywnej, samej esencji, syntezy. Jakby sprawdzał, potwierdzał swoje własne, czysto osobiste wyobrażenia o naturze, swoją malarską wiedzę o kształtach i barwach przedmiotów – jakby zestawiał z wrażeniami, z chwilą. I dlatego właśnie obraz ten mnie oczarował, przede wszystkim tą „prawdą obiektywną”, ową „wiecznością”, choć nie tylko. Mówienie o „zgrzytach” pozostawiam krytykom.

Chełmoński po kilkunastoletnim pobycie w Paryżu wraca do kraju, a po dwóch latach zakupuje mały dworek i prowadzi gospodarstwo rolne w Kuklówce na Mazowszu. Pozostaje tam do końca życia, praktycznie odsuwając się od innych ludzi, poświęcając się tylko sztuce i uprawie roli, zyskując tym samym przydomek „Samotnika z Kuklówki”. Jednak trzeba stwierdzić, że nie całkowicie się odizolował od innych. Utrzymuje czasami kontakty z właścicielami pobliskich Radziejowic, czy też z rodziną Górskich z niedaleko położonego majątku w Woli Pękoszewskiej. Przede wszystkim z córką właścicieli Pią Górską. Osoba ta była nadzwyczaj oczarowana obrośniętym już legendą artystą, sama próbowała malować, a w roku 1932 opublikowała drukiem swoje wspomnienia o Chełmońskim. Zajrzyjmy więc do tej książki i przeczytajmy, co też panna ta napisała o procesie powstawania „Orki”. Opis ten jest bardzo szczegółowy i długi, dlatego przedstawimy tu tylko jego fragmenty. Jeden z największych obrazów malowanych przez Chełmońskiego na początku naszej przyjaźni, był obstalunek ś.p. Adama Krasińskiego. Ordynat nie narzucił mistrzowi określonego tematu, prosił tylko, by dzieło wyobrażało >Pracę<. (…) Chełmoński zrobił w Kuklówce szkic do obstalowanej pracy: złotawy ranek, w dali linijka wioski z tradycyjnym krzyżem, na pierwszym planie chłop orze czarną ziemię postępując za parą pracujących, wyprężonych w ciężkim wysiłku wołów. Mistrz miał się już zbierać do przeniesienia szkicu na płótno, gdy powstała nagle nieprzewidziana trudność. Żaden z sąsiednich gospodarzy nie chciał pozować na oracza, ani też wypożyczyć mu wołów. (…) Artysta opowiedział nam swe malarsko – gospodarskie kłopoty, a wtenczas mój ojciec wpadł na szczęśliwy pomysł i zaproponował, albo posłać rataja z wołami do Kuklówki, albo też odstawić parę wołów w Woli, do wyłącznego użytku malarza. Dalej rzecz miała się następująco: malarz pojechał do majątku Górskich na wiele dni, wybrał woły i modela, którego ubrał w długą koszulę, przepasał pasem, zabrał sztalugi i płótno i poszedł w pole. Miał w tym plenerze kłopoty ze światłem, narzekał – „prawdziwa mordęga z tym malowaniem”, ale ojciec panny Pii wymyślił wybudowanie rusztowania pokrytego materiałem, tak aby zacieniować obraz. Artysta nie lubił gdy patrzy mu się na ręce podczas malowania, jednak autorka owych wspomnień dzięki swoistemu fortelowi mogła tego zaszczytu dostąpić. Tak oto krótko opisała proces twórczy dzieła: Recz wydawała się całkiem prosta. Najpierw szkic kompozycyjny, potem przeniesienie go na większe płótno, a następnie malowanie wszystkiego co można z natury.

Józef Chełmoński „Orka”, MNP

Powszechnie uważa się, że obrazy malowane przez Chełmońskiego w ostatniej dekadzie XIX w. uchodzą za najsłabsze w dorobku artysty. „Orka”, „Burza”, „Owczarek” i „Jesień” (…), to dzieła malarsko nienajciekawsze, patetyczne i sentymentalne. Być może. Nie będziemy tutaj omawiać wielu szczegółowych opisów tego obrazu przez krytyków sztuki, ale warto przytoczyć słowa wybitnego artysty, Stanisława Wyspiańskiego, który w jednym z wielu pisanych listów do Lucjana Rydla tak oto wypowiedział się o „Orce”:… wieśniak o świtaniu orzący pługiem, woły dwa ciągną żelazo i czarne skiby odwalają, wrony przeskakują i wybierają dziobami pędraki, skowronek podfurknął i śpiewa… jest w tym obrazie rzecz, którą zauważyłem pierwszy raz, zgrzyt żelaziwa w pługu, stąpanie ciężkich wolich łap, świerkotanie, ciurkanie skowronka…chłód ranny, świeży, który słońce rozwieje…róż silny, róż mocny jutrzany. Cóż, jednak dusza artysty dojrzała coś innego w tym obrazie niż tylko „sztuczny patos”, a nawet owa dusza usłyszała „zgrzyt żelaziwa w pługu” czy „stąpanie ciężkich wolich łap”, a nawet „ciurkanie skowronka”.

Obejrzałem swego czasu krótki filmik nakręcony z okazji otwarcia po modernizacji nowej Galerii Malarstwa Polskiego w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Oprowadza nas po niej p. Maria Gołąb. Pozwolę sobie przytoczyć w sposób oczywiście niedosłowny i skrótowy, to co o tym obrazie w filmie powiedziano. „Orka” uznawana jest za jedno z dzieł, które jest ozdobą Galerii i dzięki któremu możemy sobie wyobrazić tamte czasy i tamten znój. Choć tytuł obrazu sugeruje, że przedstawia on tylko pracę i jest jednym z dzieł rodzajowych, to jednak gdy bliżej przyjrzymy się temu monumentalnemu malowidłu, to na horyzoncie dojrzymy pod różowym niebem o brzasku, nadnaturalnej wielkości krzyż.

„Orka” – fragment

Wydaje się, że poprzez ten właśnie krzyż dochodzimy do głównego znaczenia tego obrazu, który jest w pewnym sensie dziełem religijnym. Jest to praca i chłop połączony z ziemią, a krzyż ten prowadzi nas ku transcendencji dzięki temu niesamowitemu różowi, który góruje nad horyzontem. Myślę, że takie właśnie spojrzenie na „Orkę” jakie przedstawiła w tym filmie pani kurator Galerii Sztuki Polskiej poznańskiego muzeum, najbardziej oddaje zamysł twórczy artysty, a o obrazie tym możemy śmiało powiedzieć, że jest jednym z dzieł najbardziej „rdzennie polskich” w dziejach naszej sztuki.

Obraz w Muzeum Narodowym w Poznaniu

Józef Chełmoński: Orka (1896), olej/płótno; 144 x 217 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu.