Józef Chełmoński „Babie lato”

Babie lato” Józefa Chełmońskiego czasami porównuje się do „Słoneczników” Vincenta van Gogha, ale nie z uwagi na tematykę dzieła, czy też inne walory artystyczne, tylko dlatego, że obrazy te należą do najczęściej reprodukowanych i sprzedawanych w Polsce.

Tak jest współcześnie. A jak było, kiedy artysta postanowił to dzieło po raz pierwszy pokazać publicznie? Chełmoński w chwili ukończenia tej kompozycji miał 26 lat. Wcześniej studiował w „bawarskich Atenach” czyli Monachium, gdzie odnosił doraźne sukcesy, był nagradzany oraz sprzedał kilka obrazów. Opuszcza jednak to miejsce i via Ukraina wraca do Polski. Osiada na chwilę w Warszawie. Wraz z przyjaciółmi z monachijskiej akademii, Stanisławem Witkiewiczem i Albertem Chmielowskim (późniejszym św. Bratem Albertem), wynajmują pracownię w Hotelu Europejskim.

Nie był jeszcze tym Józefem Chełmońskim, który mieszkając później w Paryżu odnosił sukcesy artystyczne, ale i także finansowe, co w tamtych czasach, w tym właśnie mieście, stolicy światowej sztuki, nie było wcale łatwe, a często dla nieznanych malarzy obcokrajowców wręcz mało możliwe. Ale u siebie, w Warszawie, pomimo młodego wieku, był już rozpoznawalny. Zaraz po powrocie z Ukrainy maluje w tej słynnej wówczas warszawskiej pracowni zapamiętaną zapewne na Ukrainie scenę, której nadaje tytuł Babie lato. Płótno prezentuje na wystawie w warszawskiej Zachęcie. I co się wtedy dzieje? Publiczność jest oburzona. Padają pytania: co robi na obrazie ta prostacka chłopka o grubych rysach? Żeby jeszcze ładna, miła, ubrana w barwny, ludowy strój, ale tak? W prostym odzieniu, bosa i do tego – o zgrozo – z brudnymi nogami (1). Obraz ten wówczas dla publiczności i krytyki okazał się jak widać zbyt dosłowny i realny.

Otóż to. Pokazana scena była zbyt realna. I dzisiaj możemy wprost powiedzieć, że to właśnie ten pobyt na Ukrainie, ta współczesna artyście Ukraina widziana zaraz po ukończeniu nauki malarstwa w Monachium, wyzwoliła indywidualność Chełmońskiego, złamała mu wszystkie akademickie przegrody, ukazała ruch, ekspresję, dynamikę, sięgnęła do głębi jego natury, natchnęła odwagą protestu i buntu (2). Artysta w naszej historii sztuki klasyfikowany jest jako malarz realista, który zrezygnował z kostiumu i stylizacji historycznej na rzecz wiernego odtwarzania obserwowanej rzeczywistości. (…) Realiści podejmowali chętniej tematykę współczesną niż historyczną, redukując przy tym pierwiastek metafizyczny przedstawienia. (…) Często zwracali się ku niższym warstwom społecznym, czyniąc tematem swych obrazów sceny z codziennego życia (3). W tejże słynnej pracowni Hotelu Europejskiego, piszę słynnej, bo oprócz wspomnianej wyżej trójcy, często tam bywali połączeni wspólną sprawą, myślą i sercem, Helena Modrzejewska i Henryk Sienkiewicz, powstaje szereg obrazów sygnowanych Warszawa 1875, takich jak: Babie lato, Na folwarku, Stróż nocny, Przed odjazdem gości. Dzieła te nie są powtórkami raz już podjętego tematu, który się „sprzedał”, są to wyłącznie sceny, widoki za każdym razem inne, świeże, po raz pierwszy dojrzane, wyimaginowane, po malarsku przeżyte, przepełnione – pofolgujmy sercu – tajemniczą substancją natchnienia (4).

Takie właśnie jest Babie lato i teraz trudno nam zrozumieć oburzenie jakie obraz wywołał u współczesnych artyście odbiorców. Nie widziano tego, co było w nim najistotniejsze: prawdy, surowości widzenia, siły przekonywania, krajobrazu pałającego słońcem i soczystością barw, urzekającej młodości dziewczyny, oddanej zabawie ogromnie prostej i wdzięcznej (5). Obraz możemy obejrzeć w Muzeum Narodowym w Warszawie. Miałem przyjemność oglądać go kilka razy, w tym jeden raz w okresie mojego dzieciństwa. I przecież nie powiem, że tak wiele lat temu, będąc na szkolnej wycieczce, byłem miłośnikiem sztuki. O, nie! Ale urzekł mnie on tak bardzo swoją prostotą i wiernym oddaniem rzeczywistości, rzeczywistości mi całkowicie obcej, że zapadł w moją pamięć na zawsze. Dziewczyna w jasnej sukni, pastuszka, zmęczona, a może rozmarzona jesiennym przedwieczorem, leży na łące i uśmiechnięta łapie niteczki babiego lata. Niebo pociemniało od góry, ale dołem jest jeszcze jasne. Ostro rysuje się sylweta psa, śledzącego uważnie pasące się w oddali krowy (6).

Babie lato, 1875 rok, olej/płótno; wymiary: 119,7 x 156,5 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie.

Przypisy:

  1. B. Jankowiak – Konik: „Malarstwo polskie”. Warszawa 2011.
  2. M. Masłowski: „Józef Chełmoński”. Warszawa 1973.
  3. M. Wróblewska: Józef Chełmoński, „Babie lato”. Culture.pl
  4. M. Masłowski: Dz. cyt.
  5. I. Witz: „Polscy malarze, polskie obrazy”. Warszawa 1970.
  6. J. Stępniowa: „Krajobraz z tęczą. Sylwetki artystów od Wita Stwosza do Dunikowskiego”. Warszawa 1976