Kuropatwy zimą wg Józefa Chełmońskiego

Na początek słów kilka o samym ptaku. Pisze znawca tematu, A. Kruszewicz: „Kuropatwy znają niby wszyscy, ale mało kto miał okazję oglądać tego ptaka z bliska. Z pozoru szara, przy dokładniejszym poznaniu zachwyca subtelnością wzorów i barw”.

Józef Chełmoński ukazał je na śniegu, zapewne w czasie ostrej zimy, jakie drzewiej bywały. Cóż tam robią? Ponieważ są one z rzędu ptaków grzebiących, to zapewne grzebią w tym śniegu poszukując pożywienia. „Kuropatwy to ptaki bardzo zaradne, potrafią znaleźć pokarm nawet pod śniegiem”, dodaje cytowany wyżej ornitolog. „Biedne kuropatwy, nerwowe, drżące” przeczytałem gdzieś w opisie tego obrazu. Poetyckie stwierdzenie, jednak nijak ma się do rzeczywistości. Ale znawcy sztuki nie muszą przecież posiadać wiedzy o ptakach. To naturalny, ich ptasi biotop. I w ten właśnie sposób ukazał kuropatwy Chełmoński. A kto jak kto, ale on najlepiej ze wszystkich polskich malarzy na życiu ptaków się znał. Był dzieckiem wsi, synem ziemi, na wsi się urodził i na wsi zmarł. „Był bystrym i wnikliwym obserwatorem życia przyrody, a natura przemawiała do jego wrażliwego umysłu całą różnorodnością swoich bogactw. (…) Nie było ptaka, którego by nie znał” – pisał biograf artysty.

Ten prawie że monochromatyczny obraz zostaje wysłany na wystawę do Berlina i tam otrzymuje najwyższą nagrodę. Ale jakże polski, swoisty tylko dla Chełmońskiego realizm na nim jest przedstawiony. I tak samo malowany. Realny, otulony kożuchem artysta tworzy go w plenerze, a przynajmniej jego szkic. Dla niego nie było pogody lepszej czy gorszej, aby malować. Austriacki krytyk napisze o tym malowidle tak: „Arcydziełem prawdziwym jest obraz Józefa Chełmońskiego „Kuropatwy na śniegu”. Widziałem ten obraz przed laty w Berlinie i dziwiłem się, że nie wywołuje on powszechnego podziwu. Ale czasy dla takiego piękna nie nadeszły były wówczas. (…) Dziś zwracamy się z miłością i podziwem dla takich utworów. Subtelność, z jaką te ptaki przedstawiono, z całą swą delikatnością w śniegu i powietrzu śnieżnym, jest wprost niezrównana”. Dziesięć lat po namalowaniu obrazu Miriam-Przesmycki w „Chimerze” w ten sposób zachwycił się tym dziełem. „Określić wprost niepodobna, co tak niesłychanie działa na człowieka z tego obrazu. (…) Chełmoński tworzy tu, jak natura tworzy”. Pisze M. Masłowski: „Jego wizja natury krańcowo różniła się od widzenia naszych prawdziwych realistów, jak A. Gierymski, Pankiewicz, Podkowiński w tej epoce, z odmiennych wynikała instynktów, uczuć, myśli, z innych założeń, do innych zmierzała celów. A natura Chełmońskiego to jakby on sam – tak jak on poetyczna, nieokiełzana, prosta, przepojona niepojętą dlań zagadką życia”.

Ilekroć odwiedzam Muzeum Narodowe w Warszawie, gdzie obraz jest eksponowany, zawsze przystaję na chwilę przy nim, pomimo że dzieło to oglądałem już wielokrotnie. Myślę, że jest to wynikiem właśnie tego, że „niesłychanie działa na człowieka”. Ujrzeć na nim wiatr, który rozwiewa piórka ptaków, ujrzeć artystę – romantyka raczej, niż realistę, ujrzeć poemat śnieżny w końcu. To obraz wytworny, jeżeli możemy tak powiedzieć. Malarsko, graficznie, duchowo.

Kuropatwy (Kuropatwy na śniegu), (1891), olej/płótno; 123 cm x 199 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie