Włodzimierz Tetmajer „Święcone w Bronowicach”

Jedną z najważniejszych tradycji polskich związanych z Kościołem katolickim jest święcenie pokarmów w Wielką Sobotę poprzedzającą Święta Wielkanocne. Zwyczaj błogosławienia żywności sięga okresu średniowiecza, a być może nawet czasów pogańskich. Myślę, że dzisiaj jest właściwy dzień aby przyjrzeć się najsłynniejszemu polskiemu obrazowi odnoszącemu się do tego obrzędu.

Artur Górski, pisarz i krytyk literacki, od którego cyklu artykułów powstał termin „Młoda Polska”, a później tak też nazwano cały okres w historii literatury i sztuki w naszym kraju, można powiedzieć nawet, że „ojciec chrzestny” tej epoki, tak napisał o współczesnym mu malarstwie: „Dwa zdają mi się przejawy rodzimości w malarstwie polskim: wielka ekspresja uczucia (Matejko) i pewien odrębny nastrój, pewien ton grający w nich rodzimą melodię. W tym nastroju tworzy Chełmoński i Wł. Tetmajer”.

I chyba należy z perspektywy czasu zgodzić się tymi słowami. Choć mieliśmy wielu świetnych malarzy tworzących w tej epoce dzieła wybitne, a okres ten uchodzi za najpłodniejszy w polskim malarstwie, to aktywność artystyczna malarzy pozostawała niejako poza tymi obszarami wrażliwości, poza tą „rodzimą melodią”. O Włodzimierzu Tetmajerze, malarzu, bo przecież artysta nie tylko obrazy malował, tak oto wyrażał się Jan Sten, krytyk współczesny artyście: „Nieporównany mistrz koloru, jeden z najlepszych, najsłoneczniejszych pejzażystów, jakich malarstwo nasze wydało – Tetmajer odwraca się od czystej sztuki i staje na czele ruchu, który pod ogólnym hasłem wprowadzenia sztuki do życia dąży jednak do żądania ściślejszego, by wprowadzić do życia pierwiastek kultury chłopskiej”. Inny krytyk (Wacław Husarski) zauważa w twórczości artysty czystą wręcz szczerość, bowiem „najrozliczniejsze sceny z życia codziennego, gospodarskiego, obrzędowego wsi, opromienia w obrazach jego woń poezji”. Bo był W. Tetmajer przecież i malarzem i poetą.

Jednak nie od początku było mu łatwo ten rodzaj malarstwa uprawiać, zważywszy na fakt, że pierwsze nauki pobierał w szkole kierowanej przez samego Jana Matejkę. Wówczas w Europie bujnie rozwijała się nowa sztuka odrzucająca akademizm i historyzm. Jej główny piewca w Polsce, Stanisław Witkiewicz zapisał: „Cieszyliśmy się, kiedy dzięki powadze stanowiska Matejki powstała szkoła w Krakowie pod jego kierownictwem. Była to omyłka. Matejko był zbyt wybitną, zbyt określoną, zbyt zacieśnioną indywidualnością, żeby mógł być pożytecznym kierownikiem szkoły kształcącej artystów (…). Nikt nie był zdolny podnieść pędzla, który wypadł z jego ręki”. Szanując wielce zasługi Witkiewicza ojca w walce o nową sztukę w Polsce, możemy powiedzieć, że tutaj ten malarz, krytyk sztuki i „tęgi pisarz” akurat nie trafił z diagnozą. Przynajmniej jeśli chodzi o Włodzimierza Tetmajera. Taki przykład. Po powrocie z zagranicy, gdzie artysta zapoznał się z malarstwem plenerowym i impresjonizmem, zaczął tworzyć właśnie „Święcone”. Najbardziej bodaj znana biografka Mistrza Matejki, Maria Szypowska, przytacza pewien fakt odnoszący się do tego obrazu. Tetmajer „bał się zaprosić Matejkę na korektę. Myślał właśnie, że odmienny sposób poglądów i inne zgoła pojęcia dyrektora mogą go do nowożytnego obrazu i jego twórcy zrazić. Bałem się – mówił – że wywali mnie z pracowni. Przyszedł, siedział długo, patrzył na obraz, coś myślał, po chwili powiedział: Widzi pan, wielu ludzi sądzi, że Matejko maluje historyczne stare szmaty, malarz pracowniany nie rozumie nowych prądów, nowego życia. A ja, mój panie, jak jestem u siebie na wsi, nieraz obserwuję, jak wczesnym rankiem obywatelki (chłopów nazywał obywatelami) idą z konwiami po wodę, rzucając poza siebie głębokie, niebieskie cienie. Ja widzę też i słońce i kontrasty cienia odbijającego niebo, tyko że tego nie potrafię zrobić. Mam inne zainteresowania (…). Do was należy powietrze i słońce, ja zaś zostanę ze starymi królami (…). Dobrze, że pan poszedł tą drogą, obraz mi się podoba, proszę go skończyć”. Jakże wiele z tej opowieści niejako przy okazji „Święconego” możemy dowiedzieć się o Mistrzu Janie i jego pojmowaniu powinności artysty.

W czasach Młodej Polski często tak bywało, że artyści związani ze środowiskiem krakowskim poślubiali panny mieszkające na wsi. Tak było i w przypadku Włodzimierza Tetmajera. Okres ten zwany chłopomanią wypłynął wtedy ze szlachetnych i patriotycznych pobudek, ale jak się później okazało, miał także niebagatelny wpływ na rodzimą sztukę. Ten filolog klasyczny z wykształcenia, miłośnik Horacego, zamieszkuje wraz z żoną w domu strzechą krytym w podkrakowskich Bronowicach Małych. Dzięki temu może bezpośrednio obserwować – jak to ujął Tadeusz Dobrowolski – „w polskiej wsi zjawisko pogodne i bajecznie kolorowe, oazę spokoju zamieszkałą przez dorodny lud, przywiązany do tradycji, a w szczególności do regionalnych ubiorów(…). Jednakże bardziej typowe były dlań realistyczne wieśniacze sceny rodzajowe, związane z rokiem obrzędowym i pracą na roli”. Jedną z takich scen rodzajowych odnoszących się do tradycji świątecznej uwiecznił na pełnym „bujnej techniki malarskiej” obrazie Święcone w Bronowicach. Dzięki Włodzimierzowi Tetmajerowi i jego małżeństwu Bronowice (obecnie dzielnica Krakowa) stały się najbardziej obmalowaną polską wsią. Zjeżdżała się tu wówczas cała krakowska „malaria” by tworzyć, a później w jego domu odbyło się słynne „Wesele”.

Święta Wielkiej Nocy bez względu na to, czy mieszkamy na wsi czy w wielkim mieście, nie mogą obejść się bez święconego. W Wielką Sobotę wkładamy do koszyczków pisanki, kawałki pieczywa, kiełbas czy ciasta. Tradycja to, ale i rytuał religijny. O tym opowiada ten obraz. Rzecz dzieje się w centrum wsi, a w dali widać bronowickie chałupy. Lud zgromadził się strojnie ubrany wokół kapłana, który ma to jadło świąteczne pokropić wodą święconą. Ten monumentalny obraz znajduje się w Muzeum Narodowym w Krakowie. Przed obejrzeniem tego dzieła proponuję przeczytać opowieść samego Włodzimierza Tetmajera, który piękną polszczyzną tak opisał święcenie pokarmów w Bronowicach.

Dziewki i dzieci strojne i barwne, jak polnych maków grzędka na płowej ziemi szeregami koło cebrów stają, a przed każdą żółty koszyk ze święceniem, ciemny dzbanek na wodę, którą ksiądz poświęcił. Wesoło już w tym gronie i gwarno, bo krakowskie kobiety milczące stać nie umieją, zwłaszcza jeżeli tak pięknie, jasno i barwnie, jak kwiaty są postrojone. (…) I za chwilę przez tę grzędę pstrych chustek, kwiecistych spódnic i żółtowłosych główek dziecięcych przejdzie biały ksiądz, rzuci w każdy koszyk drobny deszcz wody święconej, pobłogosławi, pogłaska tu i ówdzie dziecko, na końcu szeregów jeszcze się obróci i powie Alleluja.

Święcone (Święcone w Bronowicach), 1897 rok, technika/materiał: olej/płótno; wymiary: 134 cm x 248 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie.