Melancholik

Marek Bieńczyk w swojej „Książce twarzy”, bestselerze wyróżnionym nagrodą „Nike” (2012), w jednym z zamieszczonych tam esejów zauważył, że najbardziej melancholijną sceną w historii kina jest scena pożegnania na lotnisku w filmie „Casablanca”. Humphrey Bogart „zastygł w niej jak owad w bursztynie” – odnotował pisarz.

Patrząc na ten obraz przypomniało mi się to porównanie. Choć artysta siłą rzeczy filmu tego nie mógł widzieć, a inspiracją powstania dzieła był raczej jeden z poematów Przybyszewskiego, to jednak porównanie do owada zastygłego w bursztynie wydaje się tutaj dobrą paralelą. Melancholijnego zapatrzenia było wiele w malarstwie okresu Młodej Polski, tak jak na tym malowidle przedstawiającym artystę malarza Antoniego Procajłowicza. Albo może przeczytajmy Kazimierza Przerwy Tetmajera pierwszą zwrotkę wiersza „Z zamyślenia”:

„Melancholia, tęsknota, smutek, zniechęcenie
Są treścią mojej duszy… Z skrzydły złamanemi
Myśl ma, zamiast powietrzne przerzynać bezdenie,
Włóczy się jak zbarczone żurawie po ziemi”.

Wojciech Weiss „Melancholik”(1898) , olej/płótno; 128 x 66,5 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie.