Opowieść o dwóch obrazach Wlastymila Hofmana

Artysta w swoim długim życiu namalował dobrze ponad trzy tysiące obrazów, a niektórzy uważają, że bliżej czterech tysięcy. Pół Polak, pół Czech, swoją edukację od najmłodszych lat odbywał w Krakowie, a malarstwa uczył się od samego Jacka Malczewskiego w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych.

Jednak ta olbrzymia płodność artystyczna odbiła się na sposobie postrzegania jego twórczości. Pod znakiem zapytania stawiano jej artyzm, gdyż musiały zdarzać się siłą rzeczy w tej ogromniej liczbie prace „niższych lotów” i chyba dlatego czasami krytyka podważała całokształt działalności malarskiej Wlastimila Hofmana. Przyjaciel artysty, Jan Sztaudynger pisał, że największym wrogiem Hofmana jest zaiste czeska pracowitość. Maluje on bez względu na porę dnia i roku. Bez względu na to, czy ma czy nie ma odpowiedniego modela. I przez to obok płócien natchnionych ma on na swoim koncie zapisanych wiele utworów słabszych i mniej udanych. Niemniej jednak na stałe zapisał się on w historii polskiej sztuki, a jego ukochany Kraków, gdzie uczył się i tworzył, jednej z ulic, tę, gdzie miał pracownię i mieszkał, nazwał jego imieniem.

Na przełomie 2013/2014 r. w Muzeum Narodowym w Gdańsku miała miejsce wystawa prac Hofmana, na której prezentowanych było około 100 obrazów pochodzących ze zbiorów różnych polskich muzeów oraz osób prywatnych. Piszący te słowa miał okazję ją obejrzeć i dlatego tekst ten będzie traktował o dwóch obrazach, które mnie urzekły. Obydwa odnoszą się do wcześniejszego okresu jego twórczości i są związane z fascynacją krakowskiego środowiska artystycznego przełomu XIX i XX w. folklorem, życiem wiejskiego ludu, religijnością prostego człowieka, czy wręcz swoistą „chłopomanią”. Malował bez wcześniejszych szkiców, od razu przenosząc na płytę czy płótno swoje artystyczne wizje. Nie znajdujemy w twórczości Wlastimila Hofmana martwych natur, tylko „żywych ludzi”. Zresztą tytuł gdańskiej wystawy brzmiał Jestem malarzem myśli i przeżyć.

W 1906 roku (często podawany jest także rok 1905) artysta maluje obraz, który przynosi mu sławę. To Spowiedź, płótno przedstawiające z jednej strony drewniany świątek upadającego Chrystusa, z drugiej – postać upadającego starca (cyt. z Katalogu wystawy). Ślicznie obraz ten został omówiony przez Irenę i Łukasza Kossowskich (Malarstwo polskie. Symbolizm i Młoda Polska). Uczeni ci piszą, że w obrazie „Spowiedź” realistycznie ujęta postać chłopa klęczy wśród pól przy konfesjonale zbitym z desek, w którym zasiadł frasobliwy Chrystus. Z ludowej wyobraźni malarz zaczerpnął zdolność ożywiania figur przydrożnych świątków. Nieporadnie wyrzeźbiony Chrystus wsłuchuje się w słowa spowiedzi wędrowca. Obaj wynędzniali, obaj cierpiący, bliscy sobie jak bracia, którzy stykają się czołami przez deskę konfesjonału. To głoszona w ciszy podgórskiego, letniego pejzażu przypowieść o ludzkiej nędzy i nędzy Boga-człowieka.

Płótno to pierwszy raz zostało zaprezentowane w rok po jego namalowaniu, na wystawie w budynku Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych we Lwowie. Dopiero jednak prawie 15 lat później, bo w 1921 r., gdy obraz został pokazany w Paryżu na ekspozycji sztuki polskiej, jego twórca otrzymał za nie nagrodę, ale przede wszystkim został jako drugi Polak po Oldze Boznańskiej, członkiem prestiżowej Societe Nationale de Beaux Arts w Paryżu, co w przyszłości pozwalało mu m.in. wystawiać swoje prace na corocznych wystawach bez wcześniejszej kwalifikacji.

Hofman, uczeń Jacka Malczewskiego, przejmował niejako sposób myślenia swego mistrza i stąd pokazywanie religijności prostego ludu stało się częstym motywem jego dzieł. Nie inaczej jest z drugim z obrazów, które chciałem przedstawić. Tutaj także mamy do czynienia z nawiązaniem do życia religijnego prostego człowieka. Dzieło Koncert z 1910 roku, nawiązuje do ikonografii religijnej, postaci Madonny z Dzieciątkiem Jezus i nadaje mu ludowy charakter. Na płótnie widzimy proste chłopki, odziane w ludowe stroje na moment oderwane od pracy. Najstarsza kobieta, bosonoga Madonna, trzyma na kolanach małe dziecko, Dzieciątko, które na fujarce odgrywa swoisty, tytułowy koncert. Postacie te pokazane są na tle idyllicznego pejzażu.

Jak czytamy w katalogu wydanym z okazji wzmiankowanej wyżej wystawy, w twórczości Wlastimina Hofmana najważniejsze miejsce zajmuje tematyka sakralna.(…) Przedstawiał tematy religijne w sposób niekonwencjonalny – jak sceny rodzajowe z życia prostych ludzi, z minimalną ilością charakterystycznych dla malarstwa religijnego atrybutów. Właśnie obraz Koncert (a także inny, Madonna ze szpakiem z 1909 roku) jest chyba najbardziej jaskrawym tego przykładem.

Hofman mówi sam o sobie tak: Nazwisko mam niemieckie, imię czeskie. Nie jestem ani Niemcem, ani Czechem. Jestem Polakiem. W 1947 roku artysta zamieszkał w Szklarskiej Porębie. Tu żył i tworzył aż do śmierci w wieku 89 lat, w roku 1970. Na jego grobie, na tamtejszym cmentarzu gdzie artysta został pochowany wraz z żoną ustawiono nagrobek w kształcie kapliczki, która jest ozdobiona kopią obrazu Spowiedź.

Spowiedź (1906), olej/płótno; 149,5 × 145,5 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie.

Koncert (1910), olej/płótno; 160 × 160 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie.