Ostatnie dzieło Władysława Podkowińskiego. „Marsz żałobny”

Artysta w swojej pracowni gdzie dokończył żywota, pozostawił na sztaludze ostatni, malowany już w ciężkiej chorobie obraz, jeszcze niedokończony, symboliczną kompozycję, „Marsz żałobny”.

Choć wg tradycji za ostatnie działo artysty uznaje się rozpoczęty obraz „Zmartwychwstanie Chrystusa”, to jednak nie wyszedł on poza szkic i ślad po nim zaginął. Co prawda Marsz żałobny (Marsz pogrzebowy) jest także kompozycją nieskończoną, jednak płótno to zachowało się do dzisiaj i możemy je oglądać w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego w Krakowie.

Podkowiński zaczął nad nim pracę późną jesienią 1894 roku, będąc już krańcowo wyczerpany chorobą. Do końca tej brutalniej śmierci nie przestaje jednak tworzyć. Umiera 5 stycznia 1895 roku mając zaledwie 29 lat. „Podkowiński-artysta przeżył Podkowińskiego-człowieka” (1). Nie może dziwić więc, że w kompozycji tej wielu chciało widzieć testament artysty, tak jak Gabriela Zapolska, która pisała:…mamy po nim wizję jego ostatniej tragedii. Mamy tę trumnę, za którą idzie on sam i krzyczy rozpaczliwie, tak jak on szedł może za swoim karawanem, w chwili, gdy cześć jego istoty wrzucano w dół grobowy (2). Jego osoby dopatrywano się bowiem w sylwetce widocznego na obrazie desperacko gestykulującego mężczyzny. Dlatego chyba też, choć obraz nieukończony, został obity czarnym kirem i znalazł się na honorowym miejscu podczas pośmiertnej wystawy dzieł artysty (3).

Główną jednak inspiracją do podjęcia pracy nad tym obrazem był utwór poetycki Kornela Ujejskiego „Marsz pogrzebowy Szopena”, który z kolei zainspirowany został fragmentem Sonaty b-moll, op. 35 Fryderyka Chopina (4). Jak zauważa znawczyni twórczości malarza, Elżbieta Charazińska, mamy tu do czynienia z klasycznym zjawiskiem correspondnce d’art, charakterystycznym dla sztuki symbolizmu związkiem pomiędzy sztukami: poeta przekłada dzieło muzyczne na utwór literacki, który z kolei inspiruje malarza do tłumaczenia tekstu na język obrazów (5). Wzruszające wrażenie, które odnosi się po obejrzeniu tego obrazu, najlepiej chyba będzie streścić tymi oto słowami: W fantastycznym pejzażu cyprysowej alei, pod niebem czarnym od kruków anioły niosą na marach postać umarłej. W centrum kompozycji wyłania się z mroku postać mężczyzny z rozpostartymi w geście rozpaczy rękoma, z ustami otwartymi do krzyku – ma on rysy twarzy autora obrazu (6).

Jak wyżej wspomniałem, jest obraz ten ostatnim dziełem artysty, zamykającym jednocześnie cykl jego symbolicznych kompozycji („Ironia”, „Bajka”, „Szał uniesień”). Płótnem tym Podkowiński próbował zagłębić się w tajemnicę duszy ludzkiej za pomocą plastycznej metafory poetyckiej (7). Bo Podkowiński był malarzem, który potrafił takim łabędzim śpiewem pożegnać ziemię, był rzeczywistym artystą. Obrazem swoim jest on w stanie łzy wycisnąć, bo łzami go malował. W karierze Podkowińskiego najdojrzalszym, najartystyczniej wyrażonym pozostanie dzieło przerwane przez śmierć. „Marsz pogrzebowy” jest zapowiedzią tego, co by artysta mógł z siebie snuć w dalszym ciągu. Jest on w nim szczerym, jakby przy ostatniej spowiedzi (8). Potwierdzam, obraz łzy wyciska. Przynajmniej mnie.

Na zakończenie, dla zachowania atmosfery, pozwolę sobie zacytować krótki fragment obszernego wiersza Kornela Ujejskiego „Marsz pogrzebowy Szopena”. (cyt. za: Polska Biblioteka Internetowa).

Tyle dzwonów! Gdzie te dzwony? Czy w mej głowie huczą?
Kędy idą roje księży z taką pieśnią kruczą?
Tu przede mną o dwa kroki czarny wóz się toczy –
Jak mi ciemno! Ten wóz czarny ściemnił moje oczy. (…)

Idę, płynę, niby śniący, bez myśli, bez woli.
Tylko w głowie, tylko w sercu coś mnie strasznie boli,
Coś zatapia w nich swe szpony – krzywe, ostre szpony,
A tu ciągle biją dzwony, a tu kraczą wrony… (…)

A wóz ciągną cztery konie okryte żałobą,
A mnie ciągnie jakaś siła, wlecze mię za sobą…
Wielki Boże! Toż ta trumna wysuwa się ku mnie!
Tam zagadka mego bytu – w tej trumnie! w tej trumnie! (…)

Nie wiesz nawet, że za tobą,
Idę blady trup,
Że prowadzą cię z żałobą,
Że prowadzą w grób! (…)

Marsz żałobny, (Marsz pogrzebowy), 1894 rok, olej/płótno; 83,5 cm × 119,5 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

Przypisy:

  1. „Władysław Podkowiński”. Katalog wystawy monograficznej, opracowała Elżbieta Charazińska, Warszawa 1990.
  2. Gabriela Zapolska: „Listy. III”. Przegląd Tygodniowy” 1895, nr 23.
  3. Wiesława Wierzchowska: „Władysław Podkowiński”, Wyd. KAW, 1981.Wacława
  4. Wacława Milewska: „Wirtualne Muzeum Narodowe w Krakowie” (http://www.imnk.pl)
  5. Elżbieta Charazińska: „Władysław Podkowiński”. Wyd. Dolnośląskie, 2002.
  6. Wiesława Wierzchowska, dz. cyt.
  7. Irena Kossowska: „Władysław Podkowiński”, Wyd. Edipresse, 2006.
  8. Henryk Piątkowski: „Władysław Podkowiński 1866 -1895”. Warszawa 1896. W: „Teksty o malarzach 1890-1918”. Wyd. Ossolineum, 1976.