Witold Wojtkiewicz. „Krucjata dziecięca”

Malarz był niejako przeciwieństwem współczesnej mu cyganerii artystycznej, którą najbardziej utożsamiamy z ich przesławnymi pelerynami i w sumie mało luksusowym ubiorem. On zawsze nosił się wytwornie odziany, szczególnie dbając o buty, na których nie mógł mieć nawet pyłku. Żartowano, że zamiast chusteczki nosi w kieszeni flanelkę.

Czy jednak to charakteryzuje go jako malarza. Zdecydowanie nie. Podobnie było z tym co tworzył przez swoje krótkie, bo tylko trzydziestoletnie życie. Pomimo, że był uczniem m.in. Leona Wyczółkowskiego, to jednak nic od tego wybitnego malarza nie przejął, unikał nawet jego korekty. Gdy udał się do petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych, to wytrzymał tam tylko… osiem dni. Tak naprawdę był samoukiem. Oryginalna samodzielność jest główną cechą jego talentu. Szedł on własną ścieżką przez cały czas krótkotrwałej kariery – zauważył krytyk tamtych czasów (1). Postrzegany był przez otoczenie jako ekscentryczny marzyciel – fantasta oraz osoba, która kocha tylko siebie.

„Krucjata dziecięca” – fragment

Jednak przede wszystkim był artystą kochającym malarstwo, który „nigdy nie przymykał ślepiów na brzydotę”, człowiekiem wrażliwym i niezwykle uczciwym, uczynnym, dobrym i szczerym. W 1905 roku, a więc w czasie powstania „Krucjaty dziecięcej” wraz z innymi czterema malarzami, z których najstarszy miał 26 lat, a najmłodszy 22 lata, organizują tak zwaną „Grupę pięciu”. Ich poglądy na sztukę są jak na tamte czasy na wskroś awangardowe. Uważali oni, że bohaterem nowego malarstwa musi być człowiek, jego życie, dole i niedole, jego bóle i radości, a nawet to wszystko czego nie można pojąć na drodze poznania intelektualnego (2). I tak też jest z wieloma dziełami Wojtkiewicza, których treść jest bardzo trudno nawet najwybitniejszym znawcom sztuki opisać. Wydaje się, jak słusznie zauważył krytyk i malarz, iż treść u Wojtkiewicza, jakkolwiek często niejasna, metaforyczna, jest jednak bardzo ważna, stanowi bowiem dla naszej wyobraźni coś w rodzaju zachęty do zagłębienia się w malarskie dzieło; do przebijania się przez różne pokłady tej sztuki, do szukania w niej czegoś, co nas przejmuje i w końcu – zachwyca (3). I tak dokładnie jest, jak myślę, z kompozycją „Krucjata dziecięca”.

„Krucjata dziecięca” – MNW

Jasnym natomiast jest skąd artysta zaczerpnął inspirację do stworzenia swojego dzieła. W 1901 roku Zenon Przesmycki „Miriam” drukuje w ekskluzywnym, artystycznym czasopiśmie „Chimera” , we własnym przekładzie, utwór francuskiego pisarza Marcelego Schwoba pt. „Krucyata dziecięca”. Malowidło Wojtkiewicza nawiązuje wprost do tej poetyckiej opowieści. Zajrzyjmy więc do „Chimery” i przeczytajmy jej fragmenty. „I nie wiem przez jakie czarnoksięstwo wywabiono z domów rodzicielskich przeszło siedem tysięcy dzieci (…). Nie mają co jeść; nie mają żadnej broni; niezdolne są do niczego i robią nam wstyd (…) Opowiadają, że idą do Jeruzalem, aby zdobyć Ziemię Świętą (…) Ta krucyata nie jest dziełem zbożnym. Nie odzyska ona dla chrześcijan Grobu Świętego (…). Te dzieci zginą (…). Aczkolwiek wiara ich błędna jest, chciałbyś karać obłęd siedmiu tysięcy niewiniątek? (…) Długie lata nauczyły mnie, że temu stadu dzieci nie może się udać. A jednak, Panie, jest-że to cud? (…) Bóg poprowadził ku sobie maluczkich krzyżowców, przez święty grzech morza, niewiniątka zostały wytępione; ciała niewiniątek będą miały przytułek. Siedem okrętów zatonęło u skały Pustelnika; zbuduję na tej wyspie świątynię Nowych Niewiniątek… (4). W utworze tym mowa jest o tragicznym losie wielu tysięcy dzieci w wieku ok. 12 lat, które w 1212 roku ruszyły w wędrówkę z Europy do Ziemi Świętej, „wiedzeni ślepą i niepojętą wiarą”. Czyn uważany za szalony, niemożliwy do zrealizowania w kategoriach racjonalnych, zakończył się tragicznie. Większość z nich zginęła z wycieńczenia, chorób i głodu, ale pamięć o nich przetrwała przez długie lata; widziano w ich postępowaniu głęboki sens religijny, a tym samym wzbudzało ono nadzieję dla przyszłych generacji (5).

Artysta w swojej twórczości często wkraczał w sferę świata dzieci, jednak malowidło to jest zbyt tragiczne jak na ich świat, ale wyraźnie adekwatne do tego historycznego wydarzenia. Obraz „Krucjata dziecięca” uważa się za jedno z najbardziej dramatycznych w wymowie dzieł Wojtkiewicza. Malarz przedstawił na nim dzieci na tle ciężkich, postrzępionych obłoków (6). Zgaszona gama barw zdominowana przez szarości, zmatowiałe błękity i nasycone różem brązy, ewokuje aurę niepokoju, sugestywnie oddaje desperację podążających w nieznane pątników zmagających się z żywiołem natury. Zawężenie obrazowej przestrzeni do wycinka ubogiego krajobrazu smaganego podmuchami wiatru, pejzażu, nad którym ciążą burzowe chmury, symbolizuje nieodgadniony wymiar przeznaczenia (7).

Obraz w muzeum

Przypomnijmy. Obraz powstaje w roku 1905. Wtedy to w zaborze rosyjskim miał miejsce strajk szkolny. Starsze pokolenie Polaków pragnie stabilizacji, młodzież natomiast buntuje się przeciwko obowiązującemu systemowi edukacyjnemu. „Krucjata dziecięca” zatem zyskuje także niejako aktualny wymiar. Odwagę i śmiałość z jaką młodzież wystąpiła przeciwko zaborcy przeciwstawiano zachowawczo-ugodowej postawie starszego pokolenia. Również mali krzyżowcy wyruszali do Jerozolimy wbrew woli rodziców (8). Zaskakujące skojarzenie, ale przyznam, że bardzo ciekawe nasunęło się jednemu z naszych krytyków, gdy obejrzał ten obraz. Widzi on w nim tragizm jaki dotykał dzieci w obozach koncentracyjnych. Zastrzega on przy tym, że Wojtkiewicz w swym płótnie niczego takiego nie mógł ukazywać, gdyż nie był w stanie przewidzieć tych strasznych, nieludzkich wydarzeń, jakie nastąpiły kilkadziesiąt lat po jego śmierci. To my na jego sugestywne obrazy nakładamy swoje własne wizje. Ja na przykład nakładam na nie wizję obozów ostatniej wojny, (…), czytelnik natomiast być może skojarzy obraz ten z czymś całkowicie innym, mając też głębokie racje (9). A Wy co w obrazie tym zauważacie, jakie Wam nasuwają się skojarzenia?

Witold Wojtkiewicz Krucjata dziecięca (1905), olej, płótno; 90,5 cm x 90,5 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie.

Przypisy:

  1. H. Piątkowski: Witold Wojtkiewicz. „Tygodnik Ilustrowany” 1909, nr 26. W: Teksty o malarzach 1890-1918. Wrocław 1976, s. 140.

  2. B. Czajkowski: Portret z pamięci. Wrocław 1971, s. 93.

  3. I. Witz: Polscy malarze, polskie obrazy. Warszawa 1970, s. 392.

  4. „Chimera”, 1901, T. 3, s. 238, 239, 254.

  5. I. Kossowska: Witold Wojtkiewicz. Warszawa 2006, s. 69.

  6. T. Dobrowolski: Malarstwo polskie ostatnich dwustu lat. Wrocław 1989, s. 272.

  7. Kossowska, Ł. Kossowski: Malarstwo polskie. Symbolizm i Młoda Polska. Warszawa 2011, s. 157.

  8. Galeria Malarstwa Polskiego. Muzeum Narodowe w Warszawie, 1995, s. 238.

  9. I. Witz, dz. cyt., s. 392.