Kuropatwy zimą wg Józefa Chełmońskiego

Na początek słów kilka o samym ptaku. Pisze znawca tematu, A. Kruszewicz: „Kuropatwy znają niby wszyscy, ale mało kto miał okazję oglądać tego ptaka z bliska. Z pozoru szara, przy dokładniejszym poznaniu zachwyca subtelnością wzorów i barw”.

Józef Chełmoński ukazał je na śniegu, zapewne w czasie ostrej zimy, jakie drzewiej bywały. Cóż tam robią? Ponieważ są one z rzędu ptaków grzebiących, to zapewne grzebią w tym śniegu poszukując pożywienia. „Kuropatwy to ptaki bardzo zaradne, potrafią znaleźć pokarm nawet pod śniegiem”, dodaje cytowany wyżej ornitolog. „Biedne kuropatwy, nerwowe, drżące” przeczytałem gdzieś w opisie tego obrazu. Poetyckie stwierdzenie, jednak nijak ma się do rzeczywistości. Ale znawcy sztuki nie muszą przecież posiadać wiedzy o ptakach. To naturalny, ich ptasi biotop. I w ten właśnie sposób ukazał kuropatwy Chełmoński. A kto jak kto, ale on najlepiej ze wszystkich polskich malarzy na życiu ptaków się znał. Był dzieckiem wsi, synem ziemi, na wsi się urodził i na wsi zmarł. „Był bystrym i wnikliwym obserwatorem życia przyrody, a natura przemawiała do jego wrażliwego umysłu całą różnorodnością swoich bogactw. (…) Nie było ptaka, którego by nie znał” – pisał biograf artysty.

Czytaj dalej Kuropatwy zimą wg Józefa Chełmońskiego

Chełmoński gdzieś na Kresach

Obraz ten artysta namalował w czasie swoje kilkunastoletniego pobytu w Paryżu. Jeden z biografów malarza – Maciej Masłowski – uważa to dzieło (lub bardzo podobną wersję do tej, bo wiadomo, że w tamtym czasie artysta powtarzał wielokrotnie już raz namalowane motywy) za niedalekie „nie tylko od malarstwa Maneta, ale i od wczesnego Moneta”.

Na obrazie widzimy, pisze biograf, „fragment restauracji improwizowanej na powietrzu pod płachtami – w jakimś Berdyczowie – gdzie w swobodnym, chwyconym na gorąco gąszczu stołów z białymi obrusami, krzeseł, szlagonów, popów, służby i faktorów – świateł, cieni, dymów z samowara – idzie wielka gra – jeżeli nie kolorystyczna, to w każdym razie walorowa”.

Józef Chełmoński „Jarmark na Kresach” (1883)

Obraz ten do Polski z USA trafił na pewno nie wcześniej niż po 1987 roku, dlatego autor biografii wydanej w 1973 r. znał go tylko z reprodukcji. Niemniej uważa on, że gdy jeszcze odkryjemy kilka takich rewelacyjnych obrazów, które artysta malował Paryżu i sprzedawał do USA, to będzie można „wprowadzić poprawki do utartych sądów o Chełmońskim”.

Płótno to zostało sprzedane w jednym z polskich domów aukcyjnych w 2009 roku za kwotę 600 000 zł.

Józef Chełmoński „Jarmark na Kresach” (1883), olej/płótno; 92 x 56,5 cm, wł. prywatna.

Historia jednego obrazu. Józef Chełmoński. „Czwórka”

Mające ponad 6,5 metra długości i ponad 2,7 metra wysokości płótno nie bez przyczyny ma tak potężne wymiary. Zamiar artystyczny był w sumie prosty. Ukazać w szaleńczym galopie zaprzęg czterech koni w ich naturalnej wielkości. Pędzą te konie wprost na nas gdy wchodzimy do Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w krakowskich Sukiennicach.

Józef Chełmoński naukę malarstwa najpierw pobierał u Wojciecha Gersona w Warszawie, a potem w Akademi w Monachium. W tych „bawarskich Atenach” odnosił doraźne sukcesy, był nagradzany oraz sprzedał kilka obrazów. Opuszcza jednak to miejsce i via Ukraina wraca do Polski. Osiada na chwilę w Warszawie. Wraz z przyjaciółmi z monachijskiej akademii, Stanisławem Witkiewiczem i Albertem Chmielowskim (późniejszym św. Bratem Albertem), wynajmują pracownię w Hotelu Europejskim.

Józef Chełmoński „Czwórka” (1881), MNK

W tej słynnej wówczas warszawskiej pracowni maluje zapamiętaną zapewne na Ukrainie scenę, której nadaje tytuł Babie lato. Słynny obecnie ten obraz wówczas wywołał u krytyki i publiczności wiele kontrowersji. Mówiąc najprościej, nie podobał się. Warszawa nie była miejscem gdzie artystów i sztukę ceniono. Obrazowo opisał to Stanisław Witkiewicz:

Czytaj dalej Historia jednego obrazu. Józef Chełmoński. „Czwórka”