Władysława Podkowińskiego portrety dziewczynek

Na pewno „malarzem dzieci” tego artystę nazwać nie można, tak jak w Krakowie nazywano często w Stanisława Wyspiańskiego. A jak mówiono o tym dziecięciu Warszawy, Władysławie Podkowińskim? „Artysta tragiczny” – takie raczej określenie do niego przylgnęło.

„Artysta tragiczny” znany jest przede wszystkim z innego rodzaju uprawianego malarstwa, niż malowanie portretów dziewczynek, ale kilka naprawdę ciekawych dzieł z dziećmi w roli głównej stworzył, w tym kilka z młodymi panienkami. Niemniej należy chyba uznać, że tematykę tę traktował raczej okolicznościowo. Jednym z najlepszych jego obrazów z bogatego dorobku malarskiego, to dzieło z chłopcami w roli głównej, czyli „Dzieci w ogrodzie”. Teraz przyjrzyjmy się obrazom, na których uwiecznił młode dziewczynki. Poza tym, już od II poł. XIX wieku chyba wszyscy polscy malarze uwieczniali na swoich płótnach dzieci.

Czytaj dalej Władysława Podkowińskiego portrety dziewczynek

Pierwszy polski portret malowany w plenerze

Władysław Podkowiński był artystą indywidualnym, oryginalnym, a przy tym o umyśle entuzjastycznie otwartym na wszelkie nowinki. Nie dość, że jest uznawany za prekursora polskiego impresjonizmu, to także stał się tym, który pierwszy w historii polskiego malarstwa stworzył portret plenerowy i to stosując dodatkowo impresjonistyczną paletę.

Czytaj dalej Pierwszy polski portret malowany w plenerze

Ostatnie dzieło Władysława Podkowińskiego. „Marsz żałobny”

Artysta w swojej pracowni gdzie dokończył żywota, pozostawił na sztaludze ostatni, malowany już w ciężkiej chorobie obraz, jeszcze niedokończony, symboliczną kompozycję, „Marsz żałobny”.

Choć wg tradycji za ostatnie działo artysty uznaje się rozpoczęty obraz „Zmartwychwstanie Chrystusa”, to jednak nie wyszedł on poza szkic i ślad po nim zaginął. Co prawda Marsz żałobny (Marsz pogrzebowy) jest także kompozycją nieskończoną, jednak płótno to zachowało się do dzisiaj i możemy je oglądać w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego w Krakowie.

Czytaj dalej Ostatnie dzieło Władysława Podkowińskiego. „Marsz żałobny”

Władysław Podkowiński, „W ogrodzie”

Można przypuszczać, że zauroczenie artysty żoną starszego kolegi, Miłosza Kotarbińskiego, także malarza, Ewą, z ziemiańskiej rodziny Koskowskich, zaczęło się już przed wyjazdem Podkowińskiego do Paryża. Malarz wybrał się tam na wiosnę 1889 roku wraz z Józefem Pankiewiczem, aby zapoznać się z nowymi trendami w sztuce. Bo gdzie, jak nie w kulturalnej stolicy Europy można było wtedy to uczynić? Tylko właśnie tam.

Ta trwająca mniej niż rok eskapada przyniosła jednak chyba największy w polskiej sztuce końca XIX wieku przełom. Ci dwaj młodzi malarze zaczęli wprowadzać jako pierwsi na polski grunt impresjonizm. Oczywiście, podobnie jak we Francji, początki były dla nich nieprzychylne, czasami wręcz szydercze, bowiem niektórzy krytycy patrząc na te jasne i nadzwyczaj kolorowe obrazy, radzili malarzom, aby „kupili sobie okulary”, skoro tak widzą rzeczywistość. „Fioletowe drzewa, niebieski pies, różowy parkan, karminowe kałuże (…), rażą wprost śmieszną manierą, nienaturalnością, a jeżeli podobają się jakiemu z malarzów, to mu zazdroszczę oczów” – pisał w roku 1890 krytyk Cezary Jelenta.

Czytaj dalej Władysław Podkowiński, „W ogrodzie”

Władysław Podkowiński „W agreście”

Myślę, że nie będzie większej przesady w stwierdzeniu, że płótno, o którym traktuje niniejszy szkic, jest jednym z najpiękniejszych obrazów polskiego impresjonizmu. Nic zresztą w tym dziwnego, skoro namalował je prekursor tego kierunku w Polsce, Władysław Podkowiński.

To niewielkich w sumie rozmiarów malowidło jest na co dzień eksponowane w galerii malarstwa Pałacu w Rogalinie (Odział Muzeum Narodowego w Poznaniu). Zawieszone pośród innych płócien o dużo większych gabarytach zwyczajnie może nam umknąć podczas zwiedzania. Niemniej uważny obserwator powinien je „wyłapać” bezbłędnie, choćby z uwagi na jego kolorystykę, trochę odmienną od wiszących obok obrazów. Przyznam się, że ja nie miałem z tym problemu, bowiem wiedziałem czego szukam. Wcześniej już kilkakrotnie oglądałem to dzieło, gdy w Rogalinie był remont. W owym czasie „W agreście” było prezentowane w budynku głównym MNP. Dodatkowo patrzę często na jego reprodukcję, bowiem jedna z książek biograficznych poświęconych Podkowińskiemu na okładce jest ilustrowana tymże obrazem.

Czytaj dalej Władysław Podkowiński „W agreście”

Niezrozumiały obraz Władysława Podkowińskiego

Podkowiński podczas swojego krótkiego acz niezwykle płodnego artystycznie życia namalował wiele portretów. Dzieci, kobiety, mężczyźni, ale wszyscy nie byli mu rodziną. Aż dziw bierze, że nigdy nie stworzył portretu swojej matki, która była mu, po tragiczniej śmierci ojca gdy niemowlęciem jeszcze był, jedyną podporą życiową. To dzięki niej został malarzem, a nie mechanikiem kolejowym, na którego początkowo się kształcił.

Starsza już pani Podkowińska opowiadała, że syn swego czasu rozpoczął pracę nad jej portretem, ale go nie ukończył, ponieważ ona odeszła od pozowania, a on urażony, nie podjął później już zarzuconej pracy. Obraz pozostał na etapie szkicu, tylko twarz bez oczu. Być może artysta malowidłem „Rozmowa” („Zwierzenia”) w kilka lat później chciał rodzicielce zrekompensować tamto nieporozumienie i dlatego damę umieszczoną po lewej stronie kompozycji, obdarza rysami Walerii Podkowińskiej (1).

Władysław Podkowiński „Rozmowa” – fragment, MNP

Czytaj dalej Niezrozumiały obraz Władysława Podkowińskiego

Impresjonistyczny akt Władysława Podkowińskiego

W spuściźnie twórczej Władysława Podkowińskiego nie odnajdziemy prawie w ogóle aktów. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że artysta namalował w czasie swojego krótkiego życia 500 dzieł w różnych technikach, w tym 200 obrazów olejnych, to daje nam do myślenia, czemu tylko „Konwalia” jest poświęcona temu tematowi. Oczywiście słynny „Szał uniesień” możemy zaliczyć także do tego gatunku, ale dzieło to jest zbyt złożonym, o innej całkowicie wymowie, narracji i intencji artystycznej jego powstania, niż tylko potrzeba pokazania piękna kobiecego ciała, abyśmy mogli o nim powiedzieć tylko i wyłącznie – „kobiecy akt”.

„Konwalia” – fragment (MNK)

Czytaj dalej Impresjonistyczny akt Władysława Podkowińskiego

Stanisława Witkiewicza książka o Warszawie, która nigdy nie powstała

Jak słusznie zauważają znawcy życia i twórczości Stanisława Witkiewicza, miał on niezbyt duże atuty, aby uczestniczyć, a często także i zwyciężać w dyskusjach na temat nowej sztuki, gdyż nie dane mu było odebrać właściwego wykształcenia instytucjonalnego. Za udział w Powstaniu Styczniowym jego rodzina została skazana na zsyłkę w głąb Rosji. Po ogłoszeniu amnestii młody Stanisław podjął naukę w petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych, jednakże nie mając ukończonych sześciu klas gimnazjum, mógł w niej studiować jedynie jako wolny słuchacz. Nie dane mu było zatem uczestniczyć w wykładach z anatomii, historii sztuki czy historii powszechnej. Podobnie funkcjonował w następnym etapie nauki malarstwa w Monachium. Musiał zatem dochodzić do pewnych prawd w wyniku indywidualnego samokształcenia. I właśnie sam doszedł do przekonania, że – jak zauważa J. Tarnowski – „badanie natury” jest podstawą artystycznego rozwoju malarza (…). W tym lakonicznym stwierdzeniu zawiera się już zalążek programu artystycznego, któremu Witkiewicz będzie wierny do końca swej drogi twórczej, zarówno jako artysta, jak i teoretyk sztuki.

Czytaj dalej Stanisława Witkiewicza książka o Warszawie, która nigdy nie powstała

Dzieciobójstwo w Zachęcie

Warszawska Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, wielokrotnie była świadkiem wydarzeń, które obecne, niezbyt wyszukane medialne słownictwo, nazwałoby mianem „skandalu”. Współcześnie najbardziej zapadły mi w pamięci dwa występki – Daniel Olbrychski siekający szablą fotografie na wystawie „Nazistów” oraz jednego z posłów, który przeniósł w inne miejsce będący częścią kompozycji kamień przygniatający rzeźbę Jana Pawła II.

Te jednak wydarzenia nie mają nic wspólnego z twórcami i ich dziełami tam wystawionymi. Odnosiły się one do protestu osób, które nie zgadzały się z prezentowaną wizją artystyczną. Szkic ten natomiast chciałbym poświęcić dwóm artystom, którzy żyli i tworzyli u schyłku XIX wieku, a to co uczynili w budynku Zachęty ze swoimi dziełami, nikt z im współczesnych nie ośmielił się nazwać skandalem. Mówiono raczej o „dzieciobójstwie”, a czyny przez nich dokonane spowodowały, że zyskali miano „artystów tragicznych”. Choć nie taki był ich zamiar, to jednak poprzez swoje zachowanie, dzieła, na których dokonali „aktu dzieciobójstwa”, stały się nieśmiertelnymi dla polskiej historii sztuki.

Czytaj dalej Dzieciobójstwo w Zachęcie