Dwa Rembrandty na Zamku Królewskim w Warszawie. W 350. rocznicę śmierci artysty

Dwadzieścia pięć lat temu, w roku 1994, profesor Karolina Lanckorońska (zmarła w 2002 r.), ostatnia z wielkiego polskiego magnackiego rodu, przekazała znaczną część rodzinnych zbiorów sztuki, które były w ich posiadaniu od dwóch wieków, Zamkowi Królewskiemu w Warszawie.

W darze tym znalazły się m.in. dwa obrazy wybitnego holenderskiego malarza, Rembrandta van Rijna: Uczony przy pulpicie oraz Dziewczyna w ramie obrazu.

Dzieła te należały pierwotnie do prywatnych zbiorów króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Zostały one zakupione razem, jako para, w 1777 roku. Bratanek króla, książę Józef Poniatowski, spadkobierca ostatniego władcy Polski, dziedziczący po nim wszystkie dobra ruchome, zaczął ich wyprzedaż. Obrazy zostały nabyte przez Kazimierza Rzewuskiego i następnie przechodząc w ramach spadków przez kilka rodzin szlacheckich, znalazły się w posiadaniu rodziny hrabiów Lanckorońskich. Dysponowali oni wówczas jedną z najbardziej znaczących kolekcji sztuki w Europie. Do zbiorów Zamku profesor Lanckorońska przekazała razem 13 dzieł, które obecnie są prezentowane w trzech salach na parterze tego zabytku. W jednej z udostępnionych do zwiedzania zamkowych komnat, w specjalnie wykonanych obudowach, za szybami, prezentowane są wspomniane wyżej dwa obrazy Rembrandta. Z tyłu tych gablot możemy także zobaczyć bardzo interesujące, dużych rozmiarów, rentgenogramy tychże malowideł.

W Polsce posiadamy trzy dzieła holenderskiego mistrza. Oprócz wyżej wzmiankowanych, jeszcze Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem, będący wcześniej, przed wykupieniem przez państwo polskie, w posiadaniu Fundacji Książąt Czartoryskich. Prezentowane na Zamku Królewskim w Warszawie obrazy zostały namalowane w tym samym roku (1641) i wykonane tą samą techniką, zresztą bardzo rzadko stosowaną przez Rembrandta – farbą olejną na deskach topolowych. Są także prawie identycznych rozmiarów. Od czasu zakończenia II wojny światowej były uważane za zaginione. Tak też było, ponieważ hitlerowcy wywieźli je z Wiednia, gdzie były prezentowane w rodzinnym muzeum, do składnicy w okolicach Salzburga. Po wojnie zostały odzyskane i zdeponowane w jednym ze szwajcarskich banków. Historycy od tej pory nie mieli do nich dostępu. Dopiero dzięki donacji hrabiny Karoliny z Brzezia Lanckorońskiej, w październiku 1994 roku, złożonej w Hołdzie Rzeczypospolitej Wolnej i Niepodległej, zostały poddane badaniu na ich autentyczność oraz gruntownej konserwacji. W opinii specjalistów z Rembrandt Research Project, są to oryginalne prace Rembrandta.

Dzieło Dziewczyna w ramie obrazu gdy jeszcze nie było własnością króla Stanisława Augusta, znajdowało się w posiadaniu jednej z berlińskich rodzin, hrabiów von Kamecke (podobnie jak i Uczony przy pulpicie). Wtedy to pewien niemiecki historyk opisując znajdujące się w tym mieście kolekcje, zauważył także i ten obraz, niemniej nie poświęcił mu zbyt wielkiej uwagi. Jednak zapisane przez niego zdanie warto tutaj przytoczyć: Twarz dziewczyny jest piękna, co jest raczej rzadkie u tego artysty (Rembrandta), koloryt zaś taki, że obraz zdaje się jak żywy *. Jednak na mnie największe wrażenie wywarły dłonie dziewczyny wystające poza namalowaną przez artystę ramę obrazu. Bogusław Deptuła (Tygodnik Powszechny, Nr 9/2006) opisał ten fenomen tak pięknie, że nie pozostaje mi nic innego jak tylko zacytować jego wypowiedź: To swoisty „obraz o obrazie” i obrazowych możliwościach malarstwa. Dłonie zdecydowanie „wychodzą” przed lico obrazu, zatrzymując wiele światła, gdy tymczasem twarz dziewczyny, skryta w półcieniu rzucanym przez szeroki kapelusz-beret, oddala się od widzów. Najsubtelniejszym momentem tej kompozycji jest światło na kciuku dziewczyny, odbijające się na krawędzi czarno politurowanej ramy. Zobaczyć ten niewielki blik światła i koloru to złapać mistrza na gorącym uczynku. Polecam to uczynić i wierzę szczerze, że każdy, kto będzie oglądał to arcydzieło, odniesie podobne wrażenie.

Zdjęcie rentgenowskie obrazu, o którym wyżej wspomniałem, ujawniło zarys innej postaci kobiecej znajdujący się pod obecnym malowidłem. Jest to ślad niedokończonego portretu: widoczny jest kształt głowy, kryzy i ramion (cyt. z tabliczki informacyjnej).

Uczony przy pulpicie to portret dostojnego starca, zamyślonego w chwili, gdy oderwał się od robienia notatek, czy też tworzenia jakiegoś większego dzieła. Przyglądałem się uważnie jego oczom. Są smutne. Być może spisywał dzieje swojego życia. Czyżby doszedł do momentu, gdy nadeszło jego podsumowanie i nie wypadło ono dla niego pomyślnie? Rembrandt genialnie zauważył i utrwalił moment, w którym wzrok piszącego mędrca odrywa się na chwilę od rozłożonych przed nim kart papieru i kieruje się w przestrzeń, a na twarzy maluje się wyraz introwertycznej zadumy. Strój jego jest dostojny, wskazujący na ważną pozycję społeczną. Zawieszony łańcuch i pierścień na palcu lewej dłoni mają swoje analogie w przedstawieniach proroków i mędrców biblijnych i starożytnych. Cytowany wyżej Bogusław Deptuła zauważa, że pulpit, na którym spoczywają papiery, znajduje się na granicy stołu i zarazem obrazu, ale już same kartki wysuwają się niejako poza jego krawędź. Owo łudzenie oka, poszerzanie przestrzeni obrazu, to zabiegi bardzo charakterystyczne dla twórczości Rembrandta z tego okresu.

Nie jest rolą piszącego te słowa snucie jakiś głębszych, patriotycznych rozważań, ale należy podkreślić, że wszystkie trzy „polskie Rembrandty” możemy dzisiaj oglądać w naszych muzeach dzięki temu, że rodzime rody szlacheckie do tej pory identyfikują się z Rzeczpospolitą i nigdy od swoich korzeni nie odeszły. Historia „polskich Rembrandtów” to tylko jeden z licznych przykładów na potwierdzenie tej tezy.

Dziewczyna w ramie obrazu, 1641 rok, olej/deska, wymiary: 105,5 cm × 76,3 cm.

Uczony przy pulpicie, 1641 rok, olej/deska, wymiary: 105,7 cm × 76,4 cm.

* Przy pisaniu niniejszego artykułu korzystałem z książki „Rembrandt i inni. Królewska kolekcja obrazów Stanisława Augusta, cz. 2. Obrazy z daru Karoliny Lanckorońskiej dla Zamku Królewskiego w Warszawie”. Wyd. Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie, 2011. Cytaty, oprócz tych, gdzie wyraźnie wskazałem autora, również pochodzą z tej pozycji.