„Polska. Siła obrazu”. Wystawa w Muzeum Narodowym w Poznaniu

Najpierw polscy poeci romantyczni, a zaraz za nimi malarze swoimi dziełami wywierali kapitalny wpływ na to, że zachowana została świadomość narodowa państwa pod zaborami. W czasach, gdy nie wszyscy ludzie umieli czytać, to właśnie malarstwo oddziaływało na postawy patriotyczne narodu. Przed wielkimi dziełami Jana Matejki gromadziły się tłumy, od arystokracji do prostego chłopstwa. Wiemy z przekazów tamtych czasów, że ludzie patrząc na te dzieła zwyczajnie płakali. I nie trzeba było im tłumaczyć kim był ten człowiek siedzący na koniu, ubrany w amerykański mundur, umieszczony nawet poza centrum obrazu „Kościuszko pod Racławicami”, czy też jak pobiliśmy Krzyżaków pod Grunwaldem.

Stoję przed drzwiami Muzeum Narodowego w Poznaniu, za chwilę otworzą drzwi. Już przed jedenastą w sobotę tworzy się kolejka. Kilka starszych pań, dwie pary w średnim wieku, grupa młodych dziewcząt i ja. Mam już przestudiowany pięknie wydany katalog wystawy, dla której tu przyjechałem. Dobrze, że zdobyłem go wcześniej, bo w tym muzeum można nabyć tylko mały „przewodnik po wystawie”, do którego nawet nie zaglądałem więc nie mogę powiedzieć, czy warto wydać 20 zł. Niemniej jest tańszy, niż sam bilet na wystawę. Natomiast, „piękny katalog”, o którym wspomniałem, został wydany przez Muzeum Narodowe w Warszawie, a tu, w Poznaniu, w muzealnym sklepiku go nie widzę.

Wiem dużo o tej ekspozycji z przekazów medialnych, bowiem jest on adaptacją prezentacji jaka miała miejsce najpierw w Musée du Louvre-Lens od września 2019 roku do stycznia 2020 roku, a następnie w Muzeum Narowym w Warszawie na przełomie 2020/2021, oczywiście z przerwami z powodu pandemii. Pokazywano wielokrotnie te wydarzenia w telewizji, pisano o nich w gazetach i internecie. W czasie lockdawnu poznańskie muzeum przegotowało wirtualne zwiedzanie, ale to przecież nie to samo, co osobiste obcowanie z tymi dziełami. Przez internet nie da się nasycić duszy pięknem sztuki. Z tych doniesień wiemy, że we Francji wystawa odniosła sukces. Nie dziwi więc, że jej powodzenie na francuskiej ziemi stało się dla warszawskiego, a potem poznańskiego muzeum bodźcem do zorganizowania tego samego pokazu już w Polsce. Mowa oczywiście o wystawie „Polska. Siła obrazu”. Teraz jest prezentowana w Muzeum Narodowym w Poznaniu i będzie dostępna dla publiczności do 27 czerwca.

Pozwolę sobie zacytować kilka słów z informacji prasowej o tej ekspozycji. „Wystawa opowiada o kulturotwórczej i mitotwórczej roli polskiego malarstwa w XIX wieku. To właśnie wtedy powstały dzieła, które nie tylko przedstawiały, lecz także kształtowały – wyobrażenia, myślenie i odczuwanie Polaków. Ekspozycja prezentuje zatem m.in.: obrazy podejmujące refleksję nad chwalebną i tragiczną historią Polski; eksplorujące kulturowe bogactwo odziedziczone po Rzeczpospolitej przedrozbiorowej, z jej etniczną, społeczną i religijną różnorodnością; dzieła powstałe z fascynacji folklorem; ikonografię powstania styczniowego i zsyłek; wybitne przykłady prac polskiej szkoły pejzażu; w końcu – świadectwa poszukiwania nowoczesnych form wyrazu u progu XX wieku, w duchu m.in. symbolizmu, nabizmu, protoekspresjonizmu, estetyzmu”. Szkoda, że zapomniano o impresjonizmie, ale o tym kilka słów niżej.

„Polska. Siła obrazu” to rzadka szansa obejrzenia w jednym miejscu wielu wybitnych dzieł polskich malarzy. Jednak proszę się nie spodziewać ich zbyt wielu. Widziałbym tu zamiast niektórych – inne. Ale to tylko moje subiektywne odczucie. Jednak dzięki temu pokazowi nie trzeba odwiedzać kilku polskich muzeów, gdyż wypożyczyły one swoje wybrane obrazy na tę ekspozycję. Całość pokazu robi bardzo pozytywne wrażenie zarówno w kwestii zorganizowanej przestrzeni wystawowej jak i sposobu prezentacji malowideł. Są one eksponowane w paru oddzielnych powierzchniach wystawowych, w różnej kolorystyce otoczenia. Dodatkowo znajdziemy opisy poszczególnych części wystawy, jak i niektórych obrazów.

Zdecydowaną większość z tych dzieł już widziałem w naszych muzeach, jednak dla tych z publiczności, którzy ich nie podziwiali, będzie to zapewne gratka. To około setki dzieł malarskich stworzonych w latach 1840–1918 przez naszych twórców, którzy na stałe zapisali się w polskiej historii sztuki. Wymienię tylko tylko niektóre nazwiska. Jan Matejko, bracia Gierymscy, Artur Grottger, Józefowie – Chełmoński, Mehoffer, Brandt, Simmler, Jacek Malczewski, Stanisław Wyspiański, Jan Stanisławski, Stanisław Witkiewicz czy Leon Wyczółkowski. Tak więc pierwsza liga rodzimego malarstwa.

Znaczna część pokazywanych obrazów powstała u kresu XIX wieku. To najbujniejszy czas w naszym malarstwie, który prof. Maria Poprzęcka nazwała „Szczęśliwą godziną” dla polskiej sztuki.

To także możliwość zobaczenia z bliska kilku obrazów, które zazwyczaj nie są zbyt często pokazywane z uwagi na względy konserwatorskie. Takim przykładem może być „Trumna chłopska” Aleksandra Gierymskiego, arcydzieło wręcz, obraz o wielkiej sile oddziaływania na ludzką psychikę. Ostatnio płótno to widziałem na wystawie monograficznej tego artysty w MNW, a było to przeszło sześc lat temu.

Osobiście brakowało mi na tej ekspozycji zaprezentowania chociażby po jednym obrazie pierwszych polskich impresjonistów – Józefa Pankiewicza i Władysława Podkowińskiego. Czyli tych artystów, którzy dali „świadectwa poszukiwania nowoczesnych form wyrazu u progu XX wieku” – jak zapisano w celach wystawy. To oni przecież „sprowadzili” do Polski – właśnie z Francji – i jako pierwsi zaprezentowali na rodzimym gruncie zasady francuskiego impresjonizmu. Od tego właśnie czasu spojrzenie naszych twórców na malarstwo zaczęło się, choć nie od razu, zmieniać, powodując swoistą rewolucję w rodzimej sztuce, już w tej „nowej sztuce”. Tym bardziej szkoda, gdyż poznańskie muzeum jest w posiadaniu pierwszego polskiego obrazu, na którym zastosowano założenia impresjonizmu. Mowa tutaj o płótnie „Targ na kwiaty przed kościołem Sainte-Madeleine w Paryżu”, malowanym właśnie w Paryżu przez Józefa Pankiewicza. Natomiast Muzeum Narodowe w Warszawie mogło zaprezentować chociażby „Dzieci w ogrodzie”, małych rozmiarów obraz Władysława Podkowińskiego, na którym to dziele – jak zauważa prof. Irena Kossowska – nastąpiła pełna asymilacja paryskich doświadczeń, synteza zasad impresjonistycznego malarstwa i obserwacji rodzimego krajobrazu. Tym bardziej dziwi brak tych dwóch twórców, bowiem jak piszą kuratorki wystawy, polscy artyści często podróżowali do Francji „traktowanej niezmiennie jako ojczyzna artystycznej wolności”. I z tej właśnie artystycznej wolności zrodził się w końcu XIX wieku polski epizod impresjonistyczny. Powiem wprost, za dużo tu Jacka Malczewskiego i dzieje się to być może ze szkodą dla naszych szermierzy impresjonizmu w Polsce, czyli wspomnianych Pankiewicza i Podkowińskiego.

Ale zawsze możemy podumać nad polską sztuka razem ze Stańczykiem.

I jeszcze jedno spostrzeżenie. W tej „setce” obrazów jest tylko, o ile dobrze dojrzałem, jedno dzieło stworzone przez kobietę – jeden obraz Olgi Boznańskiej. A przecież w tym także czasie tworzyły i inne wybitne polskie malarki, że wspomnę tu tylko Annę Bilińską czy Melę Muter.

Wielu z nas już tę wystawę na pewno widziało w Muzeum Narodowym w Warszawie i to naprawdę wielu, gdyż telewizje pokazywały jakie były na niej tłumy publiczności. To oczywiste, bo dla miłośników polskiego malarstwa obecność na takiej prezentacji jest obowiązkowa. Bo jak jeden ze swoich wierszy zakończył piękną frazą Jarosław Marek Rymkiewicz – „To jest twoja ojczyzna, innej mieć nie będziesz”.

  • Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa i pochodzą z tej wystawy w MNP.