10 obrazów polskich malarzy z kobietami w roli głównej

Który z naszych artystów nie malował kobiet? Nie było takiego? Tak zdecydowanej odpowiedzi jednak nie udzielę, bo moja wiedza w tym temacie aż tak szeroko nie sięga. Nie wydaje mi się zresztą, aby ktokolwiek był w stanie poznać twórczość wszystkich malarzy i malarek, którzy mniej lub bardziej zapisali się w historii polskiej sztuki. Przypuszczam jednak, że każdy namalował czy to portret, czy jakąś scenę rodzajową, gdzie niewiasty były na nich postaciami jak nie głównymi, to jednak ważnymi w całości kompozycji.

Mam natomiast świadomość, że mój wybór dziesięciu dzieł spośród tak ogromnej liczby obrazów z kobietami w roli głównej, to jakby strzał we własną stopę. Trudno, jednak spróbuję. Oczywiście wybór to całkowicie subiektywny. Pokazuję malowidła, które mnie osobiście wzruszyły czy też były niezwykłe z uwagi na sposób tworzenia, jak np. u Podkowińskiego. Obracam się jak zawsze wśród malarzy przede wszystkim młodopolskich lub w niedalekich okolicach tego okresu w polskiej sztuce. Dzieła zaprezentowane zostały alfabetycznie, od nazwiska twórcy. Przyjęta zasada: jeden malarz – jeden obraz.

1. Teodor Axentowicz „Wiosna” (ok. 1900), pastel/papier, Muzeum Mazowieckie w Płocku.

W eseju o artyście zamieszczonym na portalu Niezła Sztuka czytamy: „Axentowicz często podkreślał „kobiece” artefakty takie jak lusterka, balowe suknie czy maski, przez co jego portrety mogą być także odczytane w kontekście ukrytej, a przez to niezwykle pociągającej i intrygującej erotyki”. Dodajmy do tego jeszcze trzymany w ręku kwiat żółtego tulipana oraz kolorystykę dzieła i będziemy mieli odpowiedź dlaczego artysta nadał taki tytuł swojemu malowidłu. Obecnie tulipan w innej porze roku to nic nadzwyczajnego, ale wówczas nie było jeszcze Biedronek czy innego Tesco. Ten pastelem malowany obraz oglądany „na żywo” naprawdę robi wrażenie. Przyciąga wzrok widza zaraz po wejściu do galerii, gdzie jest prezentowany.

2. Anna Bilińska „Bretonka na progu domu” (1889), olej/płótno, Muzeum Narodowe we Wrocławiu.

Na przełomie XIX/XX wieku Bretania przyciągała wielu malarzy w tym również i Polaków. Wśród nich była także Anna Bilińska. Artystka o solidnym wykształceniu akademickiem stworzyła tam dzieło jakże odbiegające od innych jej kobiecych portretów. Pisze E. Micke-Broniarek „…rezygnując z precyzji rysunku i dokładnego odtworzenia szczegółów na rzecz impresyjnej gry plam światła i barw, artystka uzyskała efekt spontanicznej świeżości przeniesionego na płótno wrażenia”. Oprócz postaci kobiety w płótnie tym istotną rolę odgrywa pejzaż.

3. Olga Boznańska „Autoportret z japońską parasolką” (1892), olej/płótno, Muzeum Narodowe we Wrocławiu.

Olga Boznańska będąc na „naukach” w Monachium namalowała grupę „japońskich” portretów. W tym czasie wielu artystów pozostawało pod wpływem sztuki japońskiej. Tutaj widzimy także część wnętrza jej monachijskiej pracowni. Dawniej uważano, że tenże obraz jest jej wizerunkiem własnym, autoportretem. Jednak rysy twarzy modelki nie przypominają jej oblicza. W „Kolekcji sławnych malarzy” czytamy: „Czerwona barwa stroju, tradycyjnie kojarzona z kobietami z półświatka, potęguje wątpliwości co do identyfikacji bohaterki. Sama artystka niejednokrotnie malowała siebie w stroju japońskim, jak to było wówczas w modzie…”. Tutaj natomiast „japońska” jest tylko parasolka. Stanowisko, że obraz ten jest niesłusznie uważany za autoportret artystki, zajmuje także biograf malarki, Piotr Kopszak w książce „Olga Boznańska (1865-1940)”. Natomiast w przewodniku wydanym przez Muzeum Narodowe we Wrocławiu, w którego zbiorach obraz się znajduje, dzieło to posiada dalej tytuł „Autoportret z japońską parasolką”. W innej muzealnej publikacji napisano jednak, że „niedawno pojawiły się wątpliwości, czy modelką jest rzeczywiście sama autorka”.

4. Jacek Malczewski „Portret żony Stanisława Wyspiańskiego”, olej/płótno, Muzeum Lubelskie w Lublinie.

Stanisław Wyspiański portretował żonę wielokrotnie, także z własnymi dziećmi, czy z samym sobą. Sportretował ją także nie kto inny, tylko sam mistrz Jacek w stroju, w jakim nosiła się na co dzień. Istnieją bodaj trzy koncepcje, jak Wyspiański poznał swą przyszłą żonę i żadna nie jest pewna. Mnie najbardziej podoba się ta, gdyż jest choć romantyczna. Wyspiański wracając pewnego razu z „nocnej rodaków rozmowy” spotkał na moście wiślanym dziewczynę, która niechybnie chciała się utopić. Odwiódł ją od tego czynu, zaopiekował się nią, a kilka lat później, mimo sprzeciwu otoczenia, pojął za żonę. Kobietą tą była Teofila Teodora Pytko, chłopka z podkrakowskiej wsi, zwana przez artystę Teosią. Miał z nią troje dzieci, w tym najmłodszego Stasia, urodzonego w 1901 roku.

5. Mela Muter: „Kobieta paląca papierosa” (ok. 1940), olej/płótno; kolekcja Krzysztofa Musiała.

Z relacji właściciela kolekcji wiemy, że obraz ten przedstawia kobietę, u której artystka ukrywała się w czasie II wojny światowej w Awinionie. Przypomnijmy, że malarka była Żydówką. Zapłatą za mieszkanie, wikt i opierunek, były malowane dla niej obrazy. W publikacji wydanej przez Muzeum Miasta Łodzi opisującą tę kolekcję czytamy, że obraz ten „zawiera w sobie kilka gatunków artystycznych: portret, pejzaż, martwą naturę, a nawet zapowiedź aktu. Zarazem dzieło to imponuje dojrzałym, postimpresjonistycznym warsztatem oraz udaną próbą oddania psychiki sportretowanej kobiety”.

6. Józef Pankiewicz „Japonka” (1908), olej/płótno, Muzeum Narodowe w Krakowie.

Józef Pankiewicz – szermierz polskiego impresjonizmu – w roku 1908 poślubia Wandę z Lublińskich Waydlową. Świadkiem na ich ślubie był Feliks “Manggha” Jasieński, znany mecenas i kolekcjoner m.in. sztuki japońskiej. W tym czasie malarz ulega, jak wielu twórców, modzie na malowanie tego co „japońskie”. Na obrazie tym widzimy żonę artysty ubraną w czerwone kimono, która była mu modelką wielokrotnie. Widzimy także japońskie rekwizyty ustawione na podłodze. Córka Pankiewicza tak o tym obrazie mówiła: „Wszystko to przywędrowało od Jasieńskiego (…) wzorowane na drzeworytach japońskich uczesanie mojej matki…było przedmiotem długich studiów”.

7. Władysław Podkowiński „Portret Wincentyny Karskiej” (Dama na ogrodowej ścieżce) (1891), olej/płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie.

Władysław Podkowiński był artystą indywidualnym, oryginalnym, a przy tym o umyśle entuzjastycznie otwartym na wszelkie nowinki. Nie dość, że jest uznawany za prekursora polskiego impresjonizmu, to także stał się tym, który pierwszy w historii polskiego malarstwa stworzył portret plenerowy i to stosując dodatkowo impresjonistyczną paletę. Tak, ten obraz to pierwszy polski portret malowany w plenerze. Konwencja dotychczas była przecież inna. Osobę portretowaną ustawiano w starannie wyreżyserowanej pozie w pracowni malarskiej bądź innym zamkniętym pomieszczeniu i kazano przez wiele dni pozostawać w bezruchu. Artysta prowadzi jednak panią Wincentynę do ogrodu i w zaledwie kilka godzin tworzy całkiem dużych rozmiarów obraz. Modelka stojąca pośrodku parkowej dróżki, trzymająca w ręce kapelusik, jest zapatrzona gdzieś w dal, zwrócona do malarza profilem i lekko rozluźniona, a nie jak na portretach tworzonych we wnętrzach, w sztucznej pozie. Portret utrzymany jest w „zimnej tonacji kolorystycznej, rozpływającej się w zieleniach i błękitach, ulubionych kolorach impresjonistów i delikatnych refleksach różów i fioletów” – pisze B. Kokoska.

8. Władysław Ślewiński „Czesząca się” (1897), olej/płótno, Muzeum Narodowe w Krakowie.

Obraz ten został namalowany podczas pobytu artysty w Paryżu. W tym czasie poznał on rosyjską malarkę Eugenię Szewcow, która później została jego żoną. Można zatem przypuszczać, że właśnie ta kobieta była ową osobą pozującą malarzowi do tego obrazu. Przyjrzyjmy się bliżej lusterku leżącemu przed modelką. Widzimy tam odbicie, jednak nie jest to „odbicie twarzy kobiety, lecz prawdopodobnie portretującego ją i natarczywie wpatrzonego w nią artysty”. Czesząca włosy o miedzianej barwie niewiasta jest na tym obrazie „intrygująca i niepokojąca, łącząca secesyjną formę z młodopolską zmysłowością, niespotykaną w innych, z reguły powściągliwych dziełach artysty” – zauważa Urszula Kozakowska-Zaucha z krakowskiego muzeum.

9. Leon Wyczółkowski „W pracowni malarza” (Portret młodej kobiety w pracowni malarza), (1883), olej/płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie.

Ten obraz Leona Wyczółkowskiego do roku 2011 nie był w ogóle znany polskiemu odbiorcy. Wtedy został wykupiony od niemieckiego marszanda i trafił do Muzeum Narodowego w Warszawie. Dyrektor MNW, dr Agnieszka Morawińska powiedziała wówczas o tym dziele: „Ta wczesna praca 31-letniego wówczas malarza należy do cyklu płócien rodzajowych o tematyce salonowo-buduarowej ukazujących atmosferę ówczesnego życia towarzyskiego Warszawy i cieszących się dużym powodzeniem. Kameralne ujęcie, melancholia w sposobie przedstawienia młodej kobiety w żałobie przyglądającej się ustawionemu na sztaludze portretowi młodego mężczyzny i porównującej wizerunek z trzymaną w ręku fotografią tworzą atmosferę powagi i skupienia wyróżniającą płótno “W pracowni malarza” od pozostałych, lekkich i beztroskich, obrazów tego cyklu”.

10. Stanisław Wyspiański „Portret Dagny Juel-Przybyszewskiej” (1899), kredka/papier, Muzeum Narodowe w Warszawie.

Dagny Juel, Norweżka, mądra i piękna kobieta, muza m.in. Muncha. Kochali się w niej ponoć wszyscy młodzieńcy z ówczesnej cyganerii krakowskiej, bowiem zawitała ona do miasta Kraka wraz ze Stanisławem Przybyszewskim. Przez pewien czas pod jego urokiem pozostawał także sam Wyspiański, ten esteta i indywidualista. Wspomina Boy-Żeleński – „Alkohol i muzyka. Muzyka brzmiała w domu Przybyszewskich ciągle. Dagny grała Szumana, Greiga, jakieś norweskie melodie ludowe (…), sonaty skrzypcowe Beethovena”. Największym dla niej nieszczęściem było to, że wyszła za mąż za tego „maga Młodej Polski”. Zginęła zastrzelona przez swojego wielbiciela, studenta nazwiskiem Emeryk, w Gruzji, obecnym mieście Tibilisi, gdzie umówiła się z Przybyszewskim, a on nie zamierzał w ogóle tam przyjechać. Zazwyczaj delikatny w osądach Tadeusz Miciński powiedział o nim, że „to zwykła szuja i najczarniejszy szubrawiec”.