Artur Grottger „Modlitwa wieczorna rolnika”

Gdy obraz ten zobaczyłem po raz pierwszy, a było to kilka lat temu, to tak po prostu, po ludzku, wzruszył mnie. Ja widzę na nim przede wszystkim tradycyjną Polskość.

Co jest takiego w tym malowidle, że przyciąga wzrok i każe nam zatrzymać się przy nim dłużej, niż te sakramentalne 8 sekund, które podobno człowiek zwiedzający muzeum średnio spędza przy jednym dziele sztuki? Przecież Artur Grottger współcześnie nie jest uważany za twórcę arcydzieł, które na zawsze zapisały się w historii naszej sztuki (z kilkoma wyjątkami), przed którymi stojąc okrutnie się wzruszamy, odnajdujemy w nich coś tak odmiennego, innego, zaskakującego, że wzbudzają w nas zasłużony podziw. W przeszłości owszem, wstrząsał ludzkimi sumieniami, ale wówczas inne wymagania stawiano przed malarzami i tworzonym przez nich dziełami.

Bezdyskusyjnie jednak na pomnik, który Grottgerowi postawiono w Krakowie na Plantach w 1903 roku, niechybnie zasłużył. Uważa się, że osoba artysty w historii polskiego malarstwa mimo wszystko powinna zajmować pozycję wyjątkową, ponieważ, jak pisze Barbara Kokowska,w jego twórczości znalazły (…) odbicie dwie tendencje, dążące do utrzymania światła w obrazie: pierwsza, wywodząca się z niemieckiego romantyzmu – podkreślająca aspekt duchowości, nastrojowości, i druga, zainaugurowana przez malarzy francuskich w połowie XIX wieku. Owa dychotomia łącząca romantyzm z empiryzmem, duchowość z racjonalizmem, towarzyszyć będzie polskim twórcom przez następne dziesięciolecia”.

Żył trzydzieści lat, jeden miesiąc i dwa dni. Krótko, bardzo krótko. Gruźlica nie dawała wówczas wielu szans na wyzdrowienie. W tamtych czasach chorujący ludzie często odchodzili z tego świata w młodym wieku, a artyści szczególnie często, bo nie dbali o swoje ciało; dbali o sztukę, którą kochali, tą sztuką żyli i nią się karmili. Jak wyglądał artysta w ostanim roku życia możemy zobaczyć na jego portrecie własnym, stworzonym w Paryżu. Twarz artysty zdaje się wydobywać niejako z mroku, co może świadczyć o wielkiej chęci życia. Niestety, więcej już żadnego autoportretu nie namalował. Umiera we francuskiej części Pirenejów, gdzie pojechał licząc zapewne na poprawę zdrowia. Zgodnie z jego wolą w roku następnym (1868) ciało Grottgera zostaje przewiezione do Lwowa, gdzie zostaje pochowany na cmentarzu Łyczakowskim. Ten portret własny malarza jest prezentowany na wystawie stałej w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Pięknie o Arturze Grottgerze i jego twórczości pisał Ignacy Witz:

Głęboką tajemnicą jego sztuki, a też znamieniem wielkości Grottgera jako artysty, stało się to, że jego dzieła – przecież w całym zamierzeniu, pomyśle, wykonaniu akademickie i konwencjonalne – są przejmujące, że urzekają nawet najbardziej niechętnych. Co jest tego przyczyną?

To dramat. Dodajmy: dramat przeżyć prawdziwych.

To przeświadczenie, że dzieła stworzone przez Grottgera to nie są jakieś rzeczy wymyślone, na zimno wykoncypowane, lecz właśnie jak krzyk z głębi serca i mózgu wydobyty.

Z cierpień.
Z bólu.

Wydaje się, że właśnie z tych emocji i głębi serca zrodził się ten niewielkich w sumie wymiarów obraz, który jest na wskroś patetyczny. Bije z niego rodzima, od wieków pielęgnowana przez naszych rodaków, a już szczególnie w okresie zaborów, religijność. Pośród ludu wiejskiego widoczne to było szczególnie. Dla pozbawionych państwowości Polaków patriotyzm stanowił swoistą religię narodową, której wyznawania wymagano od wszystkich warstw społecznych. Przedstawiony przez Grottgera religijny i pracowity, pełen powagi i godności bohater obrazu symbolizuje ideał polskiego ludu – pisze Aleksandra Krypczyk-De Barra.

Odnajdujemy w tym dziele romantyczną symbolikę połączoną z akademicką estetyką oraz realistycznym odtworzeniem szczegółów ilustrowanej sytuacji. Jak zauważa biografka artysty Magdalena Czapska-Michalik to na wskroś poetycki obraz przedstawiający rolnika stojącego na wzgórzu, który odłożył pług i w świetle zachodzącego słońca odmawia modlitwę. Plamy złotego światła przebijającego się przez skłębione chmury, złotawo-czarna poświata zachodu tworzą wyjątkowo liryczno-romantyczny nastrój. Zauważmy przy tym, że chłop nie odwraca się „byle gdzie”, tylko wpatrzony jest w wieże odległego kościoła, gdzie zapewne zabiły dzwony na Anioł Pański. Cytowana wyżej A. Krypczyk-De Barra z krakowskiego muzeum tak opisała owe dzieło: Postać kontemplującego mistyczne piękno przyrody i jednoczącego się ze Stwórcą człowieka odbija się ciemną plamą na tle nieba, rozjaśnionego pośrodku łuną zachodzącego słońca. Ukazany w ten sposób rolnik stanowi integralny element otaczającej go natury. Romantyczny motyw odwróconej tyłem postaci podziwiającej w skupieniu piękno krajobrazu stanowi odzwierciedlenie typowej dla epoki postawy panteistycznej. Głębokiemu przeżyciu przyrody towarzyszy patriotyczna wymowa dzieła.

Artur Grottger znaczna część swojego artystycznego życia spędził poza granicami ojczyzny, w Wiedniu i Paryżu. Tam jego dzieła były uważane za zbyt polskie, co nie dziwi, jeżeli przypomnimy sobie, że był twórcą tak patriotycznych cyklów rysunkowych jak m.in. „Polonia” czy „Lituania”. Natomiast kompozycja, o której traktuje ten szkic, powstaje na ziemi polskiej, być może w majątku hr. Stanisława Tarnowskiego, który zaprosił artystę na okres kilku miesięcy, aby w spokoju wypoczął po swoich wiedeńskich przygodach i mógł bez obaw oddać się swojej pasji tworzenia. Tutaj z właściwym odbiorem płótna nie było już raczej problemu, jego przekaz był wówczas i jest obecnie bardzo czytelny.

Obraz na co dzień jest eksponowany w Muzeum Narodowym w Krakowie, w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach.

Artur Grottger Modlitwa wieczorna rolnika (1865 rok), olej/płótno; wymiary: 45 cm x 35 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie.

Inne tytuły: Rolnik mówiący „Anioł Pański” o zachodzie słońca, Modlitwa wieczorna.