Chełmoński na jesień

Dzisiaj rozpoczęła się astronomiczna jesień. Przyjrzyjmy się zatem dziełu malarskiemu Józefa Chełmońskiego… Jesień, powstałemu w 1897 roku. Nie jest na nim aż tak barwnie jak w znanym nam określeniu „Złota polska jesień”. Artysta kolorystykę tego obrazu ograniczył do ciemnych brązów i zielni na dole płótna, a na górze mamy szarości i żółcienie.

Chełmoński po dwunastoletnim pobycie w Paryżu w 1887 roku wraca do kraju i za czas jakiś postanawia zamieszkać na wsi, a więc powrócić do swoich korzeni. Zakupuje mały dworek w maleńkiej wsi Kuklówka na Mazowszu opodal Radziejowic, gdzie zaczyna prowadzić także gospodarstwo rolne. Ten dworek stoi tam do dzisiaj, a opodal niego kilka lat temu ustawiono obelisk z wyrytą w kamieniu informacją o naszym wielkim malarzu. Artysta pozostaje w tej wsi do końca życia, praktycznie odsuwając się od innych ludzi, poświęcając się tylko sztuce i uprawie roli. Zyskuje tym samym przydomek „Samotnika z Kuklówki”.

Choć nie jest tak, że do końca usunął się w cień życia społecznego. Trochę podróżuje, wystawia swoje dzieła, udziela się w krakowskim Stowarzyszeniu Artystów „Sztuka”, odwiedza czasami sąsiadów, czy oni jego. Młoda wówczas panienka Pia Górska, córka właścicieli pobliskiego majątku ziemskiego Woli Pękoszewskiej, wiele lat później w swoich „Wspomnieniach o Chełmońskim” tak napisze o pierwszym z nim spotkaniu:

Pewnej jesiennej niedzieli 1894 r. pojechałam z moją nauczycielką panną Olgą Biernacką na Mszę do Radziejowic (…). Weszłyśmy do kościoła i usiadły w pobliżu ołtarza. Obok nas klęczał na ziemi człowiek w fałdzianym brązowym płaszczu, brodaty, już trochę siwiejący. Wyglądał jak kwestarz franciszkański. (…) Masz dobiegła końca, organy odezwały się z chóru i ksiądz zaintonował wraz z ludźmi „Święty Boże, Święty Mocny, Zmiłuj się nad nami”. Wtenczas stało się coś dziwnego z człowiekiem ubranym w burkę; skurczył się, zmalał, zakrył twarz rękoma i zobaczyłam jak jego siwiejąca broda poczyna lekko drgać. Płakał. Nie! To nie kwestarz.(…) I nagle olśniła mnie pewność, że ten klęczący człowiek, którego duszą targnęła polska pieśń, to właśnie poeta Polskości – Chełmoński.

W Kulkówce, w tej wiejskiej samotni, powstają dziesiątki dzieł malarskich, na których artysta ukazuje czyste krajobrazy, dzikie zwierzęta w ich naturalnym środowisku, czy też liryczne sceny rodzajowe z życia mieszkańców wsi, w tym bodaj najsłynniejsze jego dzieło Bociany (1900 r., w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie). Takie właśnie tam tworzył dzieła ten „Poeta Polskości-Chełmoński”, najbardziej bodaj polski ze wszystkich malarzy tworzących na przełomie XIX/XX stulecia. Natomiast w ciemnym malarstwie Józefa Chełmońskiego z tego okresu można dopatrzeć się wpływu symbolizmu, jednak w obrazie będącym przedmiotem tego szkicu natura gra pierwsze skrzypce. Cisza jesiennego zmierzchu, zapach palonych suchych gałązek i trawy, życie zwierząt bytujących obok człowieka, to jak najbardziej realistyczny obraz polskiej wsi. Tak artysta ją widział i tak nam ją pokazał. Możemy założyć, że tam gdzieś, na tych równinach mazowieckich podejrzał tę scenę, którą pózniej uwiecznił na płótnie. Bo Chełmoński nie tylko naturę obserwował i badał jako malarz, ale zwyczajnie po ludzku nią żył.

Pory roku wyznaczają u człowieka pewne, wymuszone zachowania. Od ubioru począwszy, do potrzeby ogrzania się, jak wiatry smagają twarz. A gdy jeszcze wtedy znajdziemy się na odkrytej przestrzeni i będziemy musieli przebywać tam dłuższy czas, np. doglądając pasącego się bydła, tym bardziej potrzebujemy dodatkowego źródła ciepła. Skąd je wziąć? Nikt jak dotąd nie wymyślił lepszego na to sposobu, jak rozpalenie ogniska. Tym bardziej, że zbliża się zmierzch więc musi być coraz zimniej, choć chłopcy są dobrze odziani w sukmany, ale jak to drzewiej bywało, boso. Jakże sentymentalny obraz współczesnej malarzowi ziemi mazowieckiej.

Dla tych, którzy obrazu nie widzieli w Muzeum Narodowym w Poznaniu, gdzie na co dzień jest prezentowany, pozwolę sobie na koniec zacytować w całości tekst z tabliczki znajdującej się koło tego płótna. „Wiejskie sceny rodzajowe w pejzażu były ulubionym tematem obrazów artysty od samych początków twórczości. Malowane w sposób realistyczny swoją wyjątkowość zawdzięczały przełamywaniu wymogów obiektywnej relacji na rzecz dominanty nastrojowej czy spotęgowanego wyrazu. Do takich obrazów należy także Jesień, ukazująca scenę palenia ogniska przez dwóch pastuszków w nasyconym melancholią pejzażu”.

Jednak chyba lepiej jest nie próbować zbyt naukowo opisywać tego obrazu, a wejść samodzielnie w ukazany nam przez artystę niepowtarzalny nastrój tego dzieła malarskiego.

Jesień, rok 1897, olej/płótno; 95 cm x 124 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu.

Artykuł został opublikowany na portalu Do Rzeczy